Okładka wydania

W Śnieżną Noc

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

W Śnieżną Noc | Autor: John GreenMaureen JohnsonLauren Myracle

Wybierz opinię:

Agnes Recenzentka

Let it no.. Let it no.. Let it no... Powinniście wiedzieć, że zwolenniczką śniegu nie jestem. Nie cierpię zimy, chłodu i tej ponurej atmosfery, która krąży wokół człowieka przez większą część zimowego czasu. Jest jednak coś ciepłego w tym całym świątecznym zgiełku, który pojawia się zdecydowanie zbyt wcześnie w sklepach. Już teraz, gdziekolwiek się spojrzy, wszędzie przyozdobione świątecznymi lampkami słupy, tablice i wystawy. Zaczynają dominować czerwień, biel i choinkowa zieleń, a ludzie niepotrzebnie wszędzie się spieszą, nie zastanawiając się nawet dokąd tak gnają. Zapytacie cóż jest przyjemnego w tym odmrażającym dłonie i stopy mroku? Choćby zawinięcie się szczelnie w gruby koc, czytanie książek i popijanie z ogromnego kubka kawy, gorącej czekolady albo herbaty z miodem oraz cytryną. I chociaż wielką ulubienicą opowiadań nie jestem, ta konkretna książka mnie sobą szczególnie zainteresowała.

 

„W śnieżną noc" to zbiór trzech opowiadań, które są ze sobą połączone. Wielkie trio, które stworzyło tę zimową książkę, to osoby, które każdy z Was w większym lub mniejszym stopniu zdążył już poznać. Maureen Johnson zasłynęła „Trzynastoma małymi, błękitnymi kopertami", a Lauren Myracle stworzyła takie książki, jak: „Papatki", „Pzdr" i „3maj się". Jednak założę się, że większość z Was, drodzy czytelnicy, zakupi ten produkt tylko i wyłącznie dzięki dwóm konkretnym słowom – JOHN GREEN. Czy się mylę?
Ostatnie zdanie zapewne zabrzmiało tak, jakby po nim miało widnieć tak przerażające słowo jak „ale". Nie pojawi się jednak, ponieważ trzeba to oddać, że ten ostatni z wymienionych autorów, choć jako jedyny jest mężczyzną, wykonał przy swojej części pracy kawał doskonałej roboty. Nikogo to pewnie nie dziwi, bo Green nie raz już udowodnił, że o miłości pisać potrafi i również tym razem stworzył idealny, miękki środek bożonarodzeniowego ciastka. Bardziej zaskakujące jest to, że kobiety się pod tym względem nie popisały. Bo o ile historia Mauren Johnson okazała się całkiem dobrym wstępem do dalszych konkluzji, o tyle wkład Lauren Myracle w moim skromnym mniemaniu znacznie obniżył ocenę całości.
Jednak, by nie przedłużać, zadam jedno kluczowe pytanie – co łączy zestaw figurek, pociąg, Starbucks, cheerleaderki i... świnię?

 

Wszystkie historie, jak wskazuje tytuł, mają swoje miejsce w trakcie śnieżnej nocy, choć nie zawsze w nocy toczy się akcja. Kluczowym elementem jest tutaj Wigilia, czyli symbol wyżej podanej nocy. Trzeba być niesamowicie skupionym w czasie poznawania kolejnych bohaterów, by zrozumieć sens kilku rozdziałów kończących całą książkę. Połączenia mogą być różne – od bohaterów, przez rozmaite sytuacje, po miejsca. Tak się złożyło, że wszyscy uczestnicy tych trzech miłosnych opowiastek znają się ze szkoły, choć nie uczęszczają do tej samej klasy. Na początku poznajemy nastolatkę, która nie cierpi swojego imienia. Jej szaleni rodzice, po kilkunastu stronach sławni już na całym świecie, postanowili nazwać swoją córkę Jubilatką. To właśnie ona rozpoczyna szalony wir przygód, które, początkowo skromne, stopniowo rozszerzą się na wielu innych bohaterów, z których każdy utworzy oddzielną historię, subtelnie połączoną z pozostałymi. Jubilatka pojedzie pociągiem, do którego wsiądą cheerleaderki – dziewczęta cieszące się szerokim zainteresowaniem w opowieści Greena. Choć będą one istotne, główne skrzypce rozegra trójka przyjaciół – dwóch chłopaków: Tobin i JP oraz ich przyjaciółka, Diuk. To oni rozkręcą imprezę na całego, wdając się w szalony wyścig ku... cóż.
Gdy już większość kartek przefrunie Wam przez palce, dojdziecie do finałowej historii, którą poprowadzi Addie. Ta rozkapryszona, zainteresowana wyłącznie sobą nastolatka, która cierpi po zerwaniu z ukochanym Jebem, będzie miała tylko jedno zadanie – nie zawieść ponownie swoich przyjaciółek. W drogę ku spełnieniu wejdzie jej Gabriel. I aż chciałabym widzieć Wasze miny, gdy przeczytacie to, co ja już wiem.

 

„W śnieżną noc" czytało się szybko i przyjemnie. Jeśli miałabym określić tę książkę jednym słowem, powiedziałabym, że była cukierkowa. Choć wywoływała niesamowite ciepło w moim wnętrzu i była bardzo zabawna, czasami tej słodyczy było aż zbyt wiele. Jednak wszystkie pozostałe elementy zostały doskonale zrównoważone. Ostatnia historia mi się nie spodobała tak samo jak jej poprzedniczki, jednak ona również miała w sobie „to coś". Jedyne czego mi zabrakło w opowieści Addie, to morał, który był dla mnie oczywisty w czasie czytania. Ten, jak na złość, nie pojawił się. Wręcz przeciwnie – bohaterka doszła do odwrotnego wniosku, niż powinna. Poza tym zainteresował mnie pewien bohater, który zasłynął dzięki folii. Przy nim również zabrakło mi kilku dopowiedzeń. To trochę tak, jakby miała niedługo wyjść nowelka opisująca tylko i wyłącznie jego. Tak się pewnie nie stanie, więc mi przykro z tego powodu. Osoby, które już przeczytały te opowiadania z pewnością wiedzą kogo mam na myśli, a pozostali osądzą sami, czy warto było coś dopowiedzieć o tej postaci.
Zachęcam do zapoznania się z odpowiedzią na pytanie co połączyło figurki, pociąg, Starbucks, cheerleaderki i świnkę. „W śnieżną noc" to doskonały pomysł na świąteczny prezent.

Aga CM

Nie przepadam za zimą, chłodem i zaspami śnieżnymi. Jednak Wigilia bez białego puchu pokrywającego ziemię traci trochę na atmosferze. Pamiętam jeszcze z lat dziecięcych jak patrząc przez okno oczekując pierwszej gwiazdki rok rocznie śnieg lśnił, przyozdabiając szaroburą ziemię i pozbawione zieleni drzewa. Ostatnio matka natura robi psikusy i niestety skąpi białego puchu w okresie świątecznym...

 

Pewnie zastanawiacie się po co o tym piszę? Abyście zrozumieli co poczułam gdy zobaczyłam okładkę tej książki. Przywołała miłe wspomnienia. Jednak lektura odstała swoje na półce i dopiero teraz po nią sięgam. Dziś nabrałam ochoty na poznanie jakiejś historii miłosnej. Nie dlatego, że są Walentynki. Tak zwyczajnie chciałam się nieco zrelaksować podczas łatwej, lekkiej lektury. A dodatkowo spełniłam wreszcie swoje plany czytelnicze jeśli chodzi o twórczość Johna Greena. Na temat książek, które napisał naczytałam się na zaprzyjaźnionych blogach bardzo wiele i już od dłuższego czasu zamierzałam zapoznać się z którąś z historii, które stworzył. Zatem zasiadłam do lektury...

 

"W śnieżną noc" to zbiór trzech opowiadań autorstwa różnych pisarzy. Pierwszą z nich można nazwać udaną, kolejną dobrą a ostatnią najsłabszą. Maureen Johnson stworzyła opowieść ekscentryczną i zabawną, John Green napisał utwór przeciętny, przewidywalny, miejscami trochę sarkastyczny i odrobinę ironiczny a do opowiadania Lauren Myracle najbardziej pasują przymiotniki - ponure i marudne. Dodatkowo można zauważyć, że autorka siliła się na sarkastyczne wstawki, które okazały się w jej przypadku niestety nietrafione. To właśnie ostatnia historia zepsuła cały nastrój, jaki zbudowały ją poprzedzające.

 

Niestety pod względem kreacji bohaterów to także Myracle zawodzi. Postacie, które wydawały się sympatyczne, ciekawe, prawdziwe w opowiadaniach Johna Greena i Maureen Johnson u niej przypominają aktorów, którzy nie potrafią wcielić się w powierzoną im rolę. Bohaterowie, których stworzyła Myracle wydają się sztuczni i bardzo irytujący. Nie miałam najmniejszej ochoty poznawać ich bliżej. Dodatkowo treść ich wypowiedzi sprawia wrażenie płaskich i bezsensownych. Można pokusić się o stwierdzenie, że pisarka postacie wypaczyła.

 

Trzeba przyznać, że książka jest specyficzna. Mimo, że nie oceniam jej zbyt wysoko, bardzo szybko mi się ją czytało. Wiele kwestii zostało tu przedstawionych pospiesznie i "po łapkach". Pewnie gdyby nie nazwisko Johna Greena na okładce nie zwróciłabym na tą pozycję uwagi. Nie słyszałam o dwóch pozostałych autorkach tu zamieszczonych opowiadań, choć jak można przeczytać na skrzydełku okładki Maureen Johnson napisała wiele bestsellerów, a Lauren Myracle stworzyła bardzo dużo książek dla dzieci i młodzieży.

 

Podsumowując często zdarza się, że opowiadania tworzące zbiory są nierówne, ale utwór Lauren Myracle jest źle dobrany po pozostałych. Burzy lekkość, humor, pozytywne uczucia zamienia w negatywne. Styl i bohaterowie dwóch pierwszych opowiadań współgrają ze sobą. Czytając historię trzecią odniosłam wrażenie jakby była tu przysłowiowym trzecim kołem u wozu. Zastanawiam się czy nie byłoby lepiej przeczytać ich w odwrotnej kolejności. Może wtedy ta ostatnia historia nie wypadłaby tak słabo.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto