Wędrówki I Myśli Porucznika Stukułki

Autor: Leopold TyrmandMonika DyrlicaDagmara Klein

Okładka wydania

Wędrówki I Myśli Porucznika Stukułki


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Uleczkaa38

Leopold Tyrmand to jeden z najbardziej utalentowanych, fascynujących, intrygujących, ale i zarazem niedocenionych pisarzy powojennej Polski. Zazwyczaj bowiem pierwsze skojarzenie z tym nazwiskiem to powieść "Zły", która w 1955 roku ukazała się w druku. Powieść, która wyprzedzała ówczesne czasy o całe dekady, zarówno pod względem merytorycznym jak i literackiej odwagi autora. Mamy zatem książkę "Zły" i dalej.., no właśnie, na tym zazwyczaj kończą się wszelkie wiadomości zwykłego zjadacza chleba, o tym autorze i jego twórczości. A przecież Tyrmand ma na swoim koncie sześć innych powieści, liczne eseje i teksty publicystyczne oraz dziennik. Dlatego też z wielką radością przyjmuję ten fakt, iż co jakiś czas ponownie wydawana jest jedna z prac Leopolda Tyrmanda, która ma szansę trafić także do młodszych czytelników, by zaoferować Im wielkość i wyjątkowość tej literatury. Tym razem na półki księgarń trafiła książka wyjątkowa, gdyż nie została ona nigdy dokończona przez autora, zaś jej tytuł to "Wędrówki i myśli porucznika Stukułki".

 

Mini powieść Leopolda Tyrmanda, bo tak chyba trzeba nazwać tę pozycje, opowiada o losach tytułowego porucznika Jana Franciszka Stukułki - żołnierza służby czynnej 305 pułku piechoty. Poznajemy tę postać w niezwykle tragicznym okresie z życia bohatera jak i również w historii Polski, mianowicie 2 września 1939 roku. Wraz z kolejnymi rozdziałami towarzyszymy porucznikowi w jego udziale w kampanii wrześniowej, początkach działalności konspiracyjnej w okupowanym kraju, wreszcie podczas podejmowanej decyzji o emigracji..Obok stricte wojskowych i wywiadowczych wydarzeń, obserwujemy tu także niezwykły obraz polskiego społeczeństwa tamtego okresu, dla którego to wojna nie mogła być przeszkodą dla zwykłego życia, pełnego politycznych dysput, kulturalnych przyjemności czy też namiętnych romansów..I tak oto dzięki porucznikowi Stukułce poznajemy niezwykłą opowieść o tych jakże dramatycznych ale i fascynujących czasach..

 

Książka ta zaskakuje już po pierwszych stronach lektury. Być może to tylko moja, odrębna opinia - osoby, która poza "Złym" nie miała bliższego kontaktu z twórczością tego autora, ale nie mogłam oprzeć się temu nieodpartemu wrażeniu, że dziś już takich książek nikt nie pisze, nie opowiada w tak prosty, łagodny ale i niezwykle ciekawy sposób, jakby to była zwykła rozmowa pomiędzy dwoma starymi przyjaciółmi, o tym co ciekawego wydarzyło się dziś w jego życiu..I choć zdaję sobie sprawę, iż współczesna literatura jest po prostu inna, bardziej złożona, wszechstronna i ukierunkowana na akcję, to jednak nostalgia za tego typu książkami chyba zawsze będzie już powodować u Mnie tęsknotę za tamtą dawną literaturą, w której pierwsze skrzypce grała opowieść, nie zaś efektowność, zszokowanie i rozmach podejmowanego tematu. "Wędrówki i myśli.." to piękna literatura, która powinna być przypominana polskim czytelnikom, ponieważ na to po prostu zasługuje.

 

Pierwsze, co rzuca się w oczy podczas lektury tej książki, to niezwykłe poczucie humoru, które w połączeniu z dramatyzmem, zarówno akcji jak i okoliczności polityczny i czasowych fabuły, tworzą niezwykłą mieszankę. Wszakże który z dzisiejszych polskich pisarzy potrafiłby, lub chociażby zechciał, ukazać okropieństwo wojny światowej i życiu w zniewoleniu, z rubasznym humorem na ustach..? Nawet jeśli taki odważny by się znalazł, to zaraz oskarżono by go o profanację, szyderstwo, niestosowność i Bóg wie co jeszcze. Tymczasem Tyrmand wszytko oto uczynił, i do tego w iście brawurowy sposób, który nie pozwala czytać tej powieści w innym stanie, niż ciągłe rozbawienie. Autor uczynił bohatera książki bardzo inteligentnym, pomysłowym, przebiegłym i dowcipnym mężczyzną, który zawsze znajduje wyjście z każdej, nawet najbardziej dramatycznej, sytuacji. Jednak obok owego poczucia humoru, autora jak i bohatera jego książki, znajdziemy tu także liczne anegdoty i obserwacje pisarza, odnoszące się do Polski tamtego okresu, które wcale nie są wyłącznie ironiczne i komiczne, ale zdecydowanie jak najbardziej gorzkie. Zresztą nie sposób nie dostrzec tu także pewnych nawiązań do okresu współczesnego autorowi podczas pracy nad książką, czyli mniej więcej roku 1958- 59. Okresu, w którym dobra passa Tyrmanda skończyła się raz na zawsze, głownie na wskutek opresji i szykan politycznych.

 

Fabuła tej mini opowieści nie pędzi w zawrotnym tempie, skupiając się przede wszystkim na konkretnych wydarzeniach z życia głównego bohatera, poświęcając im więcej uwagi, by za chwilę "przeskoczyć" znaczny okres czasu, i skupić się na kolejnej przygodzie porucznika Stukułki. Musze przyznać, iż początkowo wydawało mi się to trochę zbyt ogólnikowe, proste, a nawet naiwne. Dopiero jakoś po pierwszych 30 stronach zdałam sobie sprawę, że w tym tkwi właśnie wielkość i niepowtarzalność tej powieści i stylu pisania Tyrmanda. Stylu, opartego na obserwacji, mocnych dialogach i niezwykłym wyczekiwaniu tego, co nastąpi na kolejnych stronach. Ponieważ to właśnie dzięki temu swobodnemu i luźnemu planowi czasowemu fabuły, nie jesteśmy w stanie przewidzieć choćby w najmniejszym stopniu, gdzie za chwilę znajdzie się Nasz główny bohater, i co może go tam spotkać. W zasadzie to można tu chyba mówić o swoistym pamiętniku lub dzienniku głównej postaci, którą obserwujemy jednak nieco z boku, z pozycji obserwatora dzielącego się z Nami tym, co właśnie widzi. I znów nachodzi Mnie ta sama refleksja, że dziś już się tak nie pisze.. - niestety..

 

Książka ta łączy w sobie kilka gatunków literackich, od powieści przygodowo - wojennej, poprzez komedię, a nawet na romansie skończywszy. I to chyba także jeden z największych atutów tej mini powieści, czyli jej wielobarwność i złożoność. Można by stwierdzić, iż Leopold Tyrmand zawarł w tych 200 stronach wszystko to, co tylko przyszło mu do głowy podczas pracy nad tekstem. I tylko smutek i żal pojawia się w związku z tą myślą, że nigdy nie udało się autorowi dokończyć tego dzieła, które mogłoby w ten sposób stać się książką dorównująca "Złemu" i na trwale wpisującą się w kanony polskiej literatury..Cóż, czasu nie cofniemy, więc pozostaje Nam ciszyć się tym, co Mamy. Myślę, że w książce tej znajdą coś dla siebie wszyscy miłośnicy dobrej literatury, gdyż mimo tak niewielkiej liczby stron tekstu, naprawdę jest tutaj w czym wybierać i czym zaspokajać swój czytelniczy apetyt..:)

 

Siłą rzeczy książka ta nie była by tak interesujący, gdyby nie postać głównego bohatera, czyli porucznika Stukułki. Z pewnością jest to człowiek, którego nie sposób nie polubić i któremu nie można nie kibicować w jego wszystkich działaniach. Jest to mężczyzna inteligentny, czarujący, przywołujący skojarzenia z przedwojennymi dżentelmenami, którzy zawsze i wszędzie stawiali nade wszystko honor, uczciwość, miłość do ojczyzny i wdzięki pięknych kobiet. No.., może troszkę przesadziłam z tymi atutami Pana Stukułki, ale powiedzmy, ze to takie połączenie Eugeniusza Bodo, Jamesa Bonda i w niewielkim stopniu dobrego wojaka Szwejka:) Jak dla Mnie, jest to genialna mieszanka, która porwała Mnie w wir lektury na długich kilka godzin:)

 

"Wędrówki i myśli porucznika Stukułki" to książka, którą z pełnym przekonaniem mogę polecić każdemu czytelnikowi bez wyjątku, zarówno temu starszemu jak i młodszemu pokoleniu. Myślę, że dla tych pierwszych będzie stanowić ona doskonałą okazję do odświeżenia sobie pamięci, a być może i fascynacji, tym dawnym stylem pisania..Dla młodego czytelnika będzie to niepowtarzalna szansa na poznanie literatury i pisarstwa z tzw. "dawnej szkoły", które doskonale uświadamia ten fakt, iż książki mogą nieść sobą nie tylko brawurową i kolorowa rozrywkę, ale także i inne, głębsze refleksje..Polecam to literackie spotkanie z Leopoldem Tyrmandem i życzę przedniej zabawy przy lekturze:)

 

Bnioff

„Wędrówki i myśli porucznika Stukułki" Leopolda Tyrmanda to określana mianem minipowieści niedokończona książka, która tworzy jednak spójną i zamkniętą w gruncie rzeczy fabularną całość. Niniejsze najnowsze wydanie nosi dopisek „powieść dokończona" i prócz nazwiska Tyrmanda na okładce pojawiają się jeszcze dwa kobiece nazwiska zwyciężczyń konkursu rozpisanego przez wydawnictwo MG na dokończenie powieści. Otrzymujemy więc drugie tyle tekstu, całkiem jednak chyba niepotrzebnie. Co prawda obie panie mają lekkie pióra i potrafią prowadzić ciekawie narrację, bywają też niewymuszenie zabawne, tyle tylko, że zamiast kontynuować w duchu Tyrmanda tworzą pastisz jego utworu. Jako osobny tekst mógłby on być całkiem ciekawy, tutaj nieco razi jednak i zwyczajnie irytuje, sprowadzając subtelną tyrmandowską ironię do slapsticku spod znaku „Jak rozpętałem drugą wojnę światową".
Momentami Stukułka może co prawda przywodzić na myśl postać Franciszka Dolasa, pechowca, któremu udaje się w brawurowy sposób przeżyć burzliwy czas II wojny światowej, jest jednak bardziej złożoną postacią. Urodzony w 1920 roku i bardzo dobrze wykształcony także w duchu patriotyzmu, okazuje się odporny na bezrefleksyjne wywiedzione z romantyzmu rozumienie bohaterskiego etosu, które nakazuje złożyć swoje życie na ołtarzu ojczyzny. Jest raczej kolejnym literackim anty-bohaterem, kierującym się rozumem bardziej niż uczuciami i nie stawiającym idei nad dobro jednostki. Znamienna jest już otwierająca powieść sekwencja, dziejąca się podczas kampanii wrześniowej. Stukułka rozumie bardzo dosłownie obowiązek opieki nad podległym mu oddziałem. Troszczy się o ich wyżywienie, strój, zdrowie i naturalnie życie, skutecznie unikając krwawych konfrontacji z wrogiem. Oddział stopniowo się powiększa, co zrozumiałe, budząc zachwyt żołnierzy i mieszkańców miejscowości, które odwiedzają. Wystarcza jednak jedna decyzja, by oddział został krwawo zdziesiątkowany, a sam porucznik trafił do niewoli. W ten sposób rozpoczynają się tytułowe wędrówki, w których najistotniejsze okażą się nie miejsca, które odwiedzi bohater, takie jak Warszawa, Kraków czy Wilno, ale refleksja jakie w nim wzbudzą. W nim albo w jego interlokutorach. Zarówno w perypetiach porucznika, jak i w jego cechach czy opiniach, czytelnik zaznajomiony choć trochę z twórczością Tyrmanda, bez trudu odnajdzie rysy samego autora. Jego cudowną ironię, upodobanie do gawędziarstwa, bikiniarstwa, nonkonformizmu, cięty humor i niebywałą wręcz łatwość w analizowaniu rzeczywistości.
W "Dzienniku 1954" Tyrmand pisał o „Wędrówkach i myślach..." w ten sposób: "Coś jakby zalążek leży w szufladzie. "Przygody i myśli porucznika Stukułki", część pierwsza i jeden rozdział drugiej, moja nieukojona skłonność do osiemnastowiecznej powiastki filozoficznej. Zacząłem w 1949, po czym przez cztery lata nic, bo i po co? Kto to wyda?"
Sporo w tej, niewielkich przecież rozmiarów, książce filozoficznych w oświeceniowym duchu przemyśleń i celnych obserwacji, które nie straciły nic na swojej aktualności. Szczególnie żywo wybrzmiewają te, które dotyczą takich pojęć jak patriotyzm czy bohaterstwo.

„Niczego tak nie cierpię, jak bezcelowego i bezskutecznego bohaterstwa" – stwierdza Stukułka w jednej z bardziej wyrazistych scen, gdy rozmawia z filozoficznie usposobionym niemieckim oficerem. Blisko więc tytułowemu porucznikowi do postaci pojawiających się często w twórczości tak zwanej polskiej szkoły filmowej, we wczesnych filmach Wajdy, Kutza czy Konwickiego. W dziełach tych ich twórcy rozliczali się śmiało z polskimi mitami narodowymi, nie wahając się poruszać wątków niewygodnych i niejednoznacznych moralnie. Twórczość Tyrmanda osadzona w czasach wojny, a więc i niedokończona powieść o Stukułce, wpisuje się właśnie w tę estetykę. Szkoda, że tej śmiałości nie miały autorki kontynuacji losów porucznika, ale, jak to mówią, to już zupełnie inna historia.

Lucca

Coś niesamowitego...

 

W mojej opinii bardzo szkoda, że taka postać jak Leopold Tyrmand jest trochę zapomnianą postacią w polskiej kulturze. Jego powieści nie analizuje się na lekcjach języka polskiego w szkołach. Postanowiłam to troszeczkę zmienić i sama sięgnęłam po jedno z jego dzieł. Mój wybór padł na Wędrówki i myśli porucznika Stukułki i jak na pierwsze spotkanie z jego twórczością, to uważam że było bardzo udane. Jak się później okazało powieść nie została dokończona przez autora. Wydawnictwo MG rozpisało więc konkurs na jej dokończenie. Wygrały go Monika Dyrlica oraz Dagmara Klein, dzięki czemu możemy cieszyć się dokończoną historią.

 

Historia opowiedziana przez Leopolda Tyrmanda kończy się decyzją bohatera, by wyjechać do Niemiec. Autorki zwycięskiego tekstu zdecydowały się jednak zawrócić bohatera z tej drogi i pchnąć go w przeciwnym kierunku. Wszak przypadek był zawsze tym, co kierowało życiem Jana Franciszka Stukułki. A on sobie z tym przypadkiem doskonale radził...

 

Zatrzymajmy się na moment nad samą postacią Stukułki. To oczywiście główny bohater powieści, którego głównymi cechami były inteligencja, wątpliwość oraz optymizm. Jest znanym i cenionym wojskowym, który rozpoczyna również działalność konspiracyjną. Można powiedzieć, że prowadził bardziej swobodny tryb życia. Jest to dość niesztampowa i nieszablonowa postać, którą obdarza się sympatią niemal od samego początku.

 

Jego osobliwy urok, lekka skłonność ku miłemu, kawiarnianemu gawędziarstwu, wyjątkowa odporność na skutki alkoholowych przemęczeń i nieustanny zapał do najróżniejszych swawolnych igraszek czyniły zeń ozdobę każdego stolika w każdym lokalu.

 

Książka jest pełna optymizmu i humoru, co może poświadczyć przywołany przeze mnie fragment poniżej:

 

Los, jak zdążyli się już zorientować nawet najmniej zwinni intelektualnie czytelnicy, miał przedziwną słabość do Jana Franciszka Stukułki. Nie oznaczało to jednak, że stosował względem niego taryfę ulgową. Wręcz przeciwnie. Los postępował ze Stukułką jak zdeterminowany hodowca rasowych tuczników, którego z jednej strony rozpiera ojcowska duma z osiągnięć okazów wystawowych, z drugiej jednak nieustannie podsypuje im paszy w nadziei na jeszcze lepszy wynik, poniekąd licząc się z ryzykiem, ze taki czempion może z przeżarcia wyciągnąć kopyta. Tryskający wiecznym optymizmem Stukułka, który odradzał się po kolejnych perypetiach jak wątroba Prometeusza, mimowolnie kusił los do dalszych eksperymentów nad wydolnością tkanki. Ten zaś nie mógł się oprzeć.

 

W powieści występuje bardzo dużo anegdot. Nie brakuje w niej również opowiastek romansowych. Można powiedzieć, że to dodatkowo przyciąga uwagę czytelnika. Na wartość dodaną tejże powieści miał wpływ także piękny język, niebanalny i ostry humor oraz wiele myśli i spostrzeżeń, które współcześnie nie straciły na aktualności. Warto również zaznaczyć, że w książce można dostrzec fragmenty biografii Leopolda Tyrmanda.

 

Książka Wędrówki i myśli Porucznika Stukułki jest na dodatek bardzo ładnie wydana – w twardej – oprawie. Co według mnie jest dodatkową zaletą oraz atutem u czytelnika.

 

Książkę czyta się bardzo dobrze. Jest niezwykle lekka w odbiorze, a na dodatek bardzo dowcipna. Muszę tutaj przyznać, że podczas lektury świetnie się bawiłam, miło spędziłam przez to czas. Szczerze polecam tą książkę, ponieważ sama nie żałuję, że ją przeczytałam. Jest naprawdę warta naszej uwagi.

 
 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!