Turkusowe Szale

Autor: Remigiusz Mróz

Okładka wydania

Turkusowe Szale


Dodatkowe informacje

  • Autor: Remigiusz Mróz
  • Tytuł Oryginału: Turkusowe Szale
  • Gatunek: Powieści i Opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 500
  • Rok Wydania: 2014
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 145 x 205 mm
  • ISBN: 9788311133327
  • Wydawca: Bellona
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:

    6/6

    5/6

    6/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 3 votes
Akcja: 100% - 3 votes
Wątki: 100% - 3 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 3 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Katarzyna Meres

Śmierć niesie anonimowość, nic nowego.

 

Przed chwilą zamknęłam "Turkusowe szale" i nie mam pojęcia, co tutaj napisać. Remigiusz Mróz po raz kolejny mnie zachwycił, sprawił, że bardzo zżyłam się z bohaterami, a będąc na ostatniej stronie z żalem zorientowałam się, że to już koniec, naprawdę koniec.

 

Muszę odnieść się do powyższego cytatu przed którym podczas czytania pochyliłam się na dłużej. Jest taki realny, do bólu rzeczywisty, pozbawiony delikatności. Bo czyż nie tak jest? Umierając ginie o nas słuch, kilka ludzi o nas pamięta, ale czym to jest w stosunku do całego świata? A jeśli te kilka osób zginie, jeśli zaczną zapominać... pozostaniemy anonimowi na zawsze.

 

Wszelkie książki na temat drugiej wojny światowej chłonę i chcę więcej, i więcej. To taki wspaniały, a także tragiczny i bolesny okres w historii nie tylko Polski, ale i świata. Cieszę się, że współcześni autorzy chętnie do niego wracają, ciągle go podejmują w swoich dziełach. "Turkusowe szale" otworzyły przede mną nieznany i niezbadany do tej pory świat polskich lotników Nocnego Dywizjonu Myśliwskiego „Lwowskich Puchaczy". Jestem zachwycona "Turkusowymi szalami". To wspaniała powieść przygodowa oraz sensacyjna.

 

W Wielkiej Brytanii znajduje się Dywizjon 307, który nie jest usatysfakcjonowany współpracą z herbaciarzami, samolotami, którymi mogą latać (niestety nie są wybitne) i atmosferą w bazie. Polacy stacjonujący w Dywizjonie 307 są narwani, nie słuchają rozkazów i lubią sami rządzić swoim losem; może nie wszyscy, ale dwójka z nich z pewnością taka jest. Poznajemy życie lotników, na tacy dostajemy perfekcyjnie opisane powietrzne walki, które nie raz mrożą krew w żyłach. Autorowi udało się pokazać miłość lotników do swojej pracy. Ku przygodzie zabierają nas Felix, zwany Lucky oraz Leon, zwany Merowing, pomogą nam także Aileen, Fraser, JR, Portek. Czai się też szpieg...

 

"Turkusowe szale" opisują powietrzne wyprawy w przestworza w celu pokonania niemieckich bombowców. Książka trzyma w napięciu, wiele razy moje serce zamierało, a tajemnica szpiega... Do kulminacyjnego momentu nie miałam pojęcia, kto nim jest. Autor wodził mnie za nos, ponieważ wydawało mi się, że wiem kto to, miałam swój typ i się go trzymałam, a tu nagle okazało się, jak bardzo się myliłam.

 

Fabuła książki jest doskonała. Nie nuży, nie irytuje, nie jest monotonna, określiłabym ją jako zaskakującą, pełną przygód, którą czyta się z zapartym tchem, kibicuje się bohaterom. Właśnie, bohaterowie - wspaniale wykreowani. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że postaci grają tutaj pierwsze skrzypce. "Turkusowe szale" to szalony temperament ryzykanta i szczęściarza Felixa, chowający się w tle spokojny, ale odrobinę niepokorny Leon, bojowo nastawiony Fraser, silna i niepewna w uczuciach Aileen, dostojny pomocny Portek, zacięty w swojej misji JR... To tylko nieliczni występują w powieści, jednak to oni wyłaniają się na prowadzenie. Poznawanie ich przygód było dla mnie wielką przyjemnością. Nie muszę więcej rozpisywać się na ich temat, sami poznajcie ich fenomen i mój zachwyt.

 

Remigiusz Mróz opierał się na kilku faktach historycznych, choć zaznaczam, nie jest to książka historyczna (sam autor również o tym pisze w Posłowiu historycznym). Pewne wydarzenia i fakty są tylko tłem, które zostały rozpracowane, poszerzone o fantazje i wyobraźnię autora. Dowiedziałam się jednej istotnej rzeczy, o której wcześniej nie miałam pojęcia – wyspa Alderney naprawdę istniała, Niemcy całkowicie zdewastowali ją i wszelkie dokumenty, więc nie ma pewności, co dokładnie tam robili, jednak możemy się domyślać, że było to coś okrutnego i nieludzkiego.

 

Ponownie wychwalam Remigiusza Mroza i to, co stworzył. Jeśli mam się do czegoś przyczepić to do wątku z Mary Ann, szkoda, że nie został bardziej rozwinięty, ponieważ muszę przyznać, że liczyłam na coś więcej; ale to tylko moje widzimisię. Ponownie Was zachęcam do zapoznania się z tą książką. Albo jestem tak zaślepiona historiami, które tworzy autor, albo one naprawdę są takie dobre. Ja stawiam na to drugie i nie mam wątpliwości co do tego, czy autor kiedykolwiek mnie zawiedzie. Spędziłam z tą książką wiele cennych i fantastycznych chwil. Na pewno będę do niej wracać, żeby znów wczytywać się w historię moich ulubionych bohaterów, co i Wam polecam. Na koniec po prostu muszę o tym wspomnieć – mam wrażenie, że autor jest niedoceniany na polskim rynku. Zarówno "Parabellum" jak i "Turkusowe szale" to wspaniałe, dopracowane i porywające powieści, które zasługują na większy rozgłos.

 

Asertyslem

Zaobserwowałem, że ostatnio wielki szum – choćby na blogach literackich i recenzenckich – zrobił się wokół pewnego, młodego i niezwykle ambitnego pisarza. Mianowicie Remigiusza Mroza, który zasłyną swym niewyobrażalnym kunsztem i zdolnością do kreowania genialnych bohaterów, za sprawą przebojowego cyklu wojennego Parabellum. Wiele osób wychwalało go, za wiele złożonych cech, a także akcji. Jednakowoż nikt – bez małych szczegółów – nie wspomniał o wadach, ani jednej poważnej wadzie, co swoją drogą niezwykle mnie zaintrygowało. A że trafiła mi się sposobność do zapoznania się z jednym z jego dzieł, z przyjemnością zasiadłem do miłego dla oka czytadła, a w chwili obecnej, do zrecenzowania go.

 

Zdecydowana większość słyszała o osławionym Dywizjonie 303, albo z lekcji historii albo z książek czy filmów. Jednak mało kto, zna historie „Lwowskich Puchaczy" – Dywizjonu 307. W którym Polacy musieli koegzystować w wojskowych szrankach z Brytyjczykami, zmagać się z brakiem sprzętu, barierami językowymi oraz rutyną bezczynności. Aż jeden z polskich wojaków, zmienia losy swojej jednostki i staje razem z nimi do prawdziwej walki. Jednak niedługo potem, okazuje się, że wśród konfratrów czai się szpieg, ale odkrycie jego tożsamości, bynajmniej nie będzie łatwym zadaniem.

 

Historie opowiadane przez Remigiusza Mroza podobno potrafią wciągnąć rzeszą zręcznie skonstruowanych bohaterów, gładko wplatających się w zróżnicowaną fabułę, która raz pokazuje nam żmudne i monotonne życie lotników, by niedługo później, przeistoczyć się w wartką akcję, z nutką dreszczyku emocji. Przyznać więc muszę, że dałem się złapać na haczyk autora i lektura pochłonęła mnie niemal w całości. Szczęściem, miałem sporo wolnych chwil i tak przyjemne czytadło zdołałem przemierzyć trzema – naprawdę miłymi – podejściami. Początkowo obawiałem się, że książka może być pisana specyficznym językiem, a cała militarna otoczka może nie zaspokoić moich oczekiwań. Srogo się jednakowoż rozczarowałem – książka w całości okazała się pozytywnym zaskoczeniem, a moje początkowe obawy rozwiały się już po parunastu przeczytanych stronach.

 

Książka została napisana w czterech rozdziałach, a każdy z nich toczy się w innym przedziale czasowym. Acz nie należy obawiać się, iż powieść – stosunkowo obszerna – będzie ciągnęła się przydługimi rozdziałami. Autor w każdej z „ćwiartek" zastosował dodatkowo podział na swoiste podrozdziały, które sprawiają, że książkę czyta się nie dość, że szybko, to jeszcze przyjemnie i komfortowo. Ponadto dbałość o detale i szczegóły, a także intrygujące smaczki i miejscowe niesnaski, powodują, że całokształt dzieła nabiera ciekawego kolorytu. Remigiusz Mróz, mimo tak młodego wieku, pokazał, że wiedza zarówno z zakresu wydarzeń II Wojny Światowej, jak i samego wyposarzenia, nie jest mu obca, a nawet opanował ją w małym paluszku. Dbałość o szczegóły i znakomita znajomość historii to jedno, drugą stroną medalu w dziele odgrywa spójna fabuła, akcja i bohaterowie – i to również udało się osiągnąć ambitnemu pisarzowi.

 

Ostatnią wagę należy przywiązać do wydania i strony wizualnej. Wydawnictwo Bellona nie pozostała dłużna świetności wydawanego przez siebie dzieła, i okrasiła go godną okładką, przyjemną dla oka czcionką, formatem i jakością papieru. Więc nie ma się czym wstydzić trzymając ją na wyjątkowym miejscu domowej biblioteczki, bo prezentuje się zacnie od strony wizualnej, jak i samego wnętrza.

 

Turkusowe szale to powieść niezwykła, doskonale wywarzona i napisana całkiem wymownym językiem, z miłymi niespodziankami czekającymi w środku. I nie trzeba lubić okresu wojennego, aby po nią sięgnąć. Wystarczy, że czytelnik przepada za literaturą sensacyjną, przygodową bądź militarną, jednak to tylko skrajne podejście do odbiorcy, gdyż w istocie po książkę, może sięgnąć każdy.

 

Awiola

"Lepiej być ptasim gównem w powietrzu niż admirałem na wodzie czy generałem na lądzie".

 

Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że pewnego dnia do grupy moich ulubionych gatunków literackich dołączy literatura wojenna – stwierdziłabym, że to z pewnością jakiś żart. Tymczasem, odkąd poznałam sławetną już serię "Parabellum" - serię autora, który szturmem zdobył serca wielu czytelników – moje upodobania skierowały się właśnie ku literaturze wojennej. Po lekturze najnowszej książki młodego, utalentowanego pisarza, jakim niewątpliwie jest Remigiusz Mróz – mogę śmiało powiedzieć (zarówno dzisiaj jak i za trzydzieści lat), że to dzięki autorowi rozpoczęła się moja przygoda z tym gatunkiem literackim. Przypuszczam, że będę o tym opowiadać swoim wnukom.

 

Remigiusz Mróz to zwyczajny facet, który musi dziennie napisać 10-15 stron i wybiegać w tygodniu jakieś 50 km, by poczuć się komfortowo. Jest absolwentem administracji, a obecnie doktorantem w Kolegium Prawa Akademii Leona Koźmińskiego. Jak stwierdza, cierpi na permanentny writing blitz, co powoduje zaleganie w jego szufladach ponad dwudziestu ukończonych powieści. Remigiusz zadebiutował doskonałą powieścią "Wieża milczenia", jednak to seria "Parabellum" przysporzyła mu wielu fanów w całym kraju. Autor mieszka obecnie w niewielkiej miejscowości pod Opolem.

 

Rok 1940, w bazie RAF-u, czyli brytyjskich sił powietrznych, stacjonują oddziały polskiego lotnictwa. Oprócz odnoszącego sukcesy, znanego wszystkim Dywizjonu 303, zostaje uformowany także inny oddział – 307 Dywizjon Myśliwski Nocny "Lwowskie Puchacze", którego symbolem stają się turkusowe szale z wyhaftowaną sową. Feliks Essker, czyli "Lucky", oraz Leon Merowski zwany "Merowingiem" to dwaj narwani piloci, którzy nie potrafią pogodzić się z marginalizowaniem swojego dywizjonu, a do tego wszystkiego starają się zdekonspirować szpiega wśród pilotów. "Turkusowe szale" to historia losów "Lwowskich Puchaczy", pełna niebezpiecznych przygód podszytych prawdziwym patriotyzmem.

 

Najnowsza powieść Remigiusza Mroza to powieść wojenna, jednak napisana w lekkim stylu, w której wartka akcja i nietuzinkowi bohaterowie pozwalają się zatopić w fabule niemalże do ostatniej strony. Autor po raz kolejny - ze znanym mi z jego poprzednich książek doskonałym wyczuciem literackim - stworzył sensacyjno-przygodową książkę, która spacyfikuje najzagorzalszych oponentów wojennych klimatów. W historii Feliksa, Leona i pozostałych pilotów "Lwowskich Puchaczy" bowiem wszystko gra. Jest szeroki kontekst historyczny, jest wartka akcja, są przygody, jest namiętność, zdrada, humor – i przede wszystkim wielki patriotyzm oraz uwypuklenie najlepszych i najgorszych cech narodowych naszych rodaków. Biorąc również pod uwagę niezwykle realistyczne ujęcie życia dywizjonu, który istniał naprawdę – dziwi mnie fakt, że autor napisał tę książkę w ponad miesiąc. To niebywałe, by w tak krótkim czasie, w oparciu o prawdziwe dokumenty - w tak mistrzowski sposób nakreślić realizm tamtych czasów. Tego mógł dokonać tylko prawdziwy pasjonat, jakim niewątpliwie jest autor.

 

Jeśli sądzicie, że książka Remigiusza Mroza będzie dla was w dużej części niezrozumiała ze względu na nieznaną Wam nomenklaturę lotniczą – odrzućcie swoje obawy w kąt. Jestem kompletną ignorantką w tym temacie, a lektura mrożących krew w żyłach przygód lotników – nie sprawiła mi żadnego problemu. Autor bowiem umiejętnie używał specyficznego słownictwa, starając się zastąpić konkretne pojęcia ich szerszym opisem, dzięki czemu nie musiałam co chwilę zaglądać do słownika, by sprawdzić znaczenie określonego zwrotu. To bardzo ważne, gdyż początkowo obawiałam się, że "Turkusowe szale" przytłoczą mnie nieznanym mi nazewnictwem - na szczęście problem ten nie zaistniał.

 

Początkowo, niewielką trudność w płynnym czytaniu "Turkusowych szali" sprawiło mi nagromadzenie sporej ilości bohaterów – lotników. Przez pewien czas trwała w mojej głowie nawet przyspieszona systematyzacja, czyli kto jest kim w powieści? Na szczęście dalsze losy polskich pilotów, ich maniery, zapadające w pamięć żywe dialogi i ciągłe zwady z "herbaciarzami", pozwoliły ułożyć w głowie poczet wszystkich postaci. Na koniec trudno było mi się wręcz z nimi pożegnać, a osoba zdrajcy zraniła moje serce. To było wielkie zaskoczenie.

 

Remigiusz Mróz po niebywałym sukcesie serii "Parabellum" nie mógł zawieść swoich czytelników. I nie zrobił tego. Jego ciągle udoskonalany warsztat pisarski, żmudne przygotowanie do tematu lotnictwa II wojny światowej zaowocowały żywiołową powieścią, która zadowoli najwybredniejsze gusta czytelnicze. Mój patronat nad tą książką to wielki zaszczyt, który niczym samolot Feliksa porwał mnie hen do góry - w obłoki!

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!