Czarownice Z Wolfensteinu. Pierścień I Sito

Autor: Julia Bernard

Okładka wydania

Czarownice Z Wolfensteinu. Pierścień I Sito


Dodatkowe informacje

  • Autor: Julia Bernard
  • Tytuł Oryginału: Czarownice Z Wolfensteinu. Pierścień I Sito
  • Seria: Czarownice Z Wolfensteinu
  • Gatunek: Fantasy & SFPowieści i opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 376
  • Rok Wydania: 2014
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 130 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-7835-283-9
  • Wydawca: Videograf
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Chorzów
  • Ocena:

    -

    4/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Joasia J

Wyobraź sobie, że każdy obcy człowiek, którego mijasz spiesznie na gwarnej ulicy, jest niczym otwarta księga, z której czytasz z pełnym zrozumieniem, przeskakując zuchwale między wierszami myśli. Jedno krótkie spojrzenie na delikwenta i przed oczami roztacza się malowniczy widok wszystkich jego kłamstw, wszystkich najpikantniejszych sekretów, które pieczołowicie skrywał przez lata pod warstwą codziennej ogłady i klasy. To nie wszystko. Twój partner, narażony na ciągłe eksplorowanie myśli, wcześniej czy później, odejdzie z pełną skruchą i wstydem, poprzez ujawnione przed Tobą w pełnej krasie, nieczyste myśli czy bezwstydne zagrania. Czytanie w cudzym umyśle to nie tylko świetna zabawa, w której przeistaczamy się w rolę wszystkowiedzącego pana. To przede wszystkim potworne brzemię, które przez całe życie, z powodzeniem, udaremnia nam bliższy kontakt z drugim człowiekiem..

 

Martyna Hohenstauf, sumienna pani patolog krakowskiego szpitala, od lat prowadzi razem z nastoletnią córką - Amelką, samotne oraz przesadnie spokojne i układne życie, w samym sercu Polski. Kobieta pod maską chłodu i apatii, pieczołowicie buduje wokół siebie i Amelii, idealną rzeczywistość bez skazy, która otoczona zewsząd potężnym murem, oddziela ich stabilne życie od wszystkiego, co zawiera się w kanonie wszelako pojętej magii. Tworzy hermetyczny świat, który ma na celu, przede wszystkim, chronić jej córkę przed zgubnym wpływem dziedzictwa rodu Hohenstauf. Martyna bowiem jest czarownicą, która wbrew rodzinnej tradycji, prowadzi zwyczajne ludzkie życie. Kobieta pragnie uchronić swoją córkę przed bezwzględnym światem czarów, w którym rządy sprawuje trójka nieprzyjemnych i nie do końca prawych demonów, zaś krwiożercze wampiry niecierpliwie czyhają na świeżą krew młodych czarownic.

 

W dniu, w którym Amelia przechodzi Przemianę, cała szczelnie budowana rzeczywistość zostaje zburzona, zaś zamknięta dotychczas furtka do świata magii, staje przed dziewczyną otworem. Kiedy Martyna dowiaduje się, że córka odziedziczyła nadprzyrodzoną moc czytania w ludzkich myślach czy niezwykłą umiejętność rzucania uroków, postanawia udać się wraz z Amelią do rodzinnego dworu – Wolfensteinu, gdzie u boku babci – Adeli oraz przystojnego kuzyna wilkołaka, dziewczyna przechodzi codzienny trening, który ma na celu ujarzmić jej wzburzoną magiczną energię oraz przygotować ją do wali z niebezpiecznymi Kosiarzami, podstępnymi wampirami czy mrocznymi demonami.

 

Długo czekałam na powieść przedstawiającą losy współczesnych czarownic, w którym świat alternatywny krzyżowałby się, w tak umiejętny sposób, z rzeczywistością materialną, ludzką. Historia stworzona przez autorkę, przedstawia obraz wypełnionego grozą Krakowa, gdzie w cichych zaułkach wąskich ulic, wyłania się postać rozmytych duchów czy piekielnych demonów, gotowych w każdej chwili niespodziewanie zaatakować. Bardzo przypadł mi też do gustu specyficzny, czarny humor, którym autorka obdarzyła hojnie swoich bohaterów. Warto jednak zaznaczyć, iż „Czarownice z Wolfensteinu" nie jest typową powieścią fantasy, w którym prym wiedzie sprawa magii i nieustannej walki dobra ze złem. Na pierwszy plan bowiem, wysnuwa się sprawa kobiet i ich skomplikowanych związków. Nastoletnia Amelia z burzą kotłujących się hormonów. Jej idealna matka, która przez lata trzymała natrętnie dziewczyną pod szczelnym kloszem. Oraz babcia Adela, nieposkromiona i energiczna starsza pani, która swoją pozytywną energią, spaja w jedną całość ukochaną rodzinę. Każda postać z całym bagażem własnych doświadczeń i ludzkich pragnień, jest tak żywa, że nie sposób jej z miejsca szczerze polubić.

 

Jedynym zauważalnym niedociągnięciem w całej historii, jest sprawa kilku niejasnych wątków, które autorka kilkakrotnie rozpoczynała na kartach książki. Tajemnicze, mroczne sceny, z pozoru niezwiązane z całą historią, które przy końcu powieści zgrabnie się wyjaśniają, w momencie ich odkrywania, często są niezrozumiałe, trudno połączyć je z ogólnym przesłaniem historii. Na szczęście, nie wpływa to znacząco na całościowy odbiór powieści i nie umniejsza przyjemności z czytania.

 

Jeśli szukacie więc ciekawej odskoczni od typowych pseudo-paranormalnych powieści, które ostatnio pojawiają się lawinowo na rynku wydawniczym, polecam Wam szczerze „Czarownice z Wolfensteinu", które z pewnością miło urozmaicą Wam weekendowy wypoczynek :)

JoannaKa

Jeżeli myślicie, że Czarownice z Wolfensteinu. Pierścień i sito jest kolejną powieścią o wampirach dla poszukujących mocnych wrażeń nastolatek, nie wiecie jak mocno możecie się mylić. Co więcej, ze względu na kilka bardziej pikantnych opisów, doradzałabym ją bardziej młodym kobietom.

 

Julia Bernard wychodzi z założenia, że wszystko co już zostało spisane, można napisać w inny sposób, wnosząc powiew nowości do tego co już jest za nami. Być może dlatego niejednokrotnie podczas czytania tej powieści towarzyszyły mi skojarzenia. Ze Zmierzchem czy z kultowym serialem Czarodziejki z Shannen Doherty. Znajdzie się tutaj także miejsce dla mitologii słowiańskiej i paranormalnego romansu z domieszką pikanterii. Pewnie w tym momencie myślicie, że nie sposób tego misz-maszu zgrabnie połączyć?

 

- Historia jak każda inna. Oni kogoś zabili, ktoś w odwecie zabił ich. Żeby utrzymać mnie przy życiu, Emanuel musiał ukryć mnie tutaj, aż sprawa przycichnie.
- Jakoś nie wygląda to na historię jak każda inna. Bardziej przypomina początek. Harry'ego Pottera.
- W mojej historii jest trochę więcej krwi i brakuje niewinnych chłopców o czystych sercach. [s. 217]

 

W Krakowie pełno jest dzieci czarownic. [s. 117] Tą czarownicą jest m.in. Martyna. Kobieta należy do starego rodu czarownic. Każda narodzona w tej rodzinie dziewczynka ma już z góry zaplanowany los. Powieść zaczyna się w chwili gdy jej córka Amelia przechodzi przemianę. Dziewczyna nie jest świadoma, jak wiele od niej będzie zależeć. Nie wie jak wiele czeka ją niebezpieczeństw. Do czasu tej istotnej zmiany w jej życiu nie wiedziała nic na temat swojej rodziny. Tymczasem nagle odkrywa, że ma babcię czarownicę a dokoła niej – po równoległym świecie – chodzą utopce, mamuny, wilkołaki, wampiry, południce, ale także słowiańscy bogowie z trzech zaświatów: Prawii, Jawii i Nawii. Podczas gdy ona uczy się panowania nad swoją mocą i poznaje wszystkie ważne aspekty jej nowego życia, matka Amelki – niczym wypuszczona z klatki wygłodniała lwica wdaje się w romans z wampirem, z którym związała się Zobowiązaniem.

 

Mam wrażenie, że Julia Bernard pisząc Czarownice z Wolfensteinu. Pierścień i sito bawiła się formą i gatunkiem. Zgrabnie połączyła wszystkie wątki, jednak momentami powieść wydaje się nieco chaotyczna. Chwilami trochę trudno przestawić się na inne elementy fabuły. Myślami czytelnik znajduje się przy Martynie, a tu naraz okazuje się, że kolejny fragment to już dole i niedole jej córki.

 

Na stronach książki znajduje się też parę ciekawych fragmentów, trochę z innej bajki, wzbudzających bardziej śmiech niż emocje, które przypuszczalnie autorka miała na myśli skreślając te słowa. Mógł spokojnie uchodzić za Latynosa, choć widzącym go pierwszy raz dziewczynom kojarzył się raczej – mimo braku długich włosów – z Indianinem. Wysoki wzrost, bardzo ciemna karnacja, ostre, męskie rysy twarzy i nieustannie zachwycające wszystkie kobiety czarne oczy sprawiały, że większość z nich od razu chciała zostać Pocahontas. [s. 19]

 

Ubawił mnie do łez niezwykle działający na wyobraźnię opis wyglądu kolejnych postaci: Obok śmietnika stały dwa wampiry. Ubrane w zwykłe bure kurtki i spodnie z krokiem w kolanach wyglądałyby jak zwykli dresiarze, gdyby nie ich długie włosy, które, z przodu zaplecione w niedbałe warkocze, wystawały spod kapturów. [s. 191] Podobnie opis maturalnej klasy, do której trafia młoda dziewczyna. To z kolei stanowiło pewnego rodzaju przegięcie, w które trudno uwierzyć. Nawet myśląc w kategorii fantasy. Już na pierwszy rzut oka klasa dzieliła siły między dresami, jednym zagubionym w czasie metalem, zabłąkaną w tym towarzystwie parą Emo, jedną gothką i paroma bolkami, czyli całkiem niezrzeszonymi, nieprzyrządkowanymi, normalnymi uczniami, którzy albo do określenia siebie nie potrzebowali przynależności, albo to olewali, albo za bardzo nie wiedzieli o co chodzi. A niektórzy po prostu dorośli. [s. 207]

 

Lata temu, odkrywając świat Harry'ego Pottera, byłam pod niesamowitym wrażeniem świata, który Rowling wykreowała. Stworzyła świat równoległy w najdrobniejszym szczególe. Julia Bernard przypuszczalnie chciała stworzyć coś tego pokroju. I do pewnego stopnia autorce to się udało. Tak jak Rowling umiejscawia ulicę Pokątną obok rzeczywistego świata, tak Bernard wstawia wybrane przez siebie postaci pomiędzy znane powszechnie osoby i dopowiada do wszystkiego swoje opowieści. Taki Wolf Messing chwilowo i nieudolnie oczarował Stalina, ale Beria... A Hitler? Najciekawsze jest to, ze wszyscy mówili o tej jego okultystycznej obsesji, o Towarzystwie Thule, o szaleństwie Goeringa, opętaniu Himmlera i Hessa. A oni wszyscy, z Hitlerem na czele, naprawdę nic nie mogli. To Ewa Braun była czarownicą. [s. 159]

 

W powieści będącej pierwszą częścią cyklu o przepowiedni Rodzanic i losach rodu czarownic jest także miejsce na życiowe mądrości, których Amelia koniecznie musi się nauczyć. Wiele jest pytań, na które maturzystka musi odpowiedzieć. Czy jesteśmy w stanie unikać czynienia rzeczy złych, dlatego że uważamy je za złe, czy z obawy przez karą? (...) Czy to, co chcesz powiedzieć, jest pożyteczne, przyniesie komuś korzyść, czy wręcz przeciwnie? Czy to, co powiesz, jest dobre? I najważniejsze: to, co mówisz, musi być prawdziwe. [s. 235-236]

 

Bez względu na to, z jakiej perspektywy na powieść się patrzy, czy przedkłada się fantasy nad powieściami realistycznymi (czy też odwrotnie), Czarownice z Wolfensteinu. Pierścień i sito dostarcza sporą dawkę zabawy. Porównywanie z podobnymi tytułami jest tutaj kolejną formą rozrywki, jaką pozycja ta dostarcza. Cała historia zarysowana jest w sposób ciekawy, szybko przekłada się kolejne strony tej opowieści. Kolejne ukryte tutaj tajemnice – choć czasami wydają się zbyt mocnym polotem – ciekawią i bawią (w pozytywnym sensie). Mimo że jestem fanką literatury faktu, w powieściach poszukuję realizmu a fantasy czytam niezmiernie rzadko – Czarownice... przypadły mi do gustu. Być może to lekki sentyment do wspomnianego wyżej serialu. Być może zwykły człowieczy pęd do opowieści niestworzonych, dających chwile oddechu przed powrotem do stresującej codzienności. Niemniej jest to z całą pewnością pozycja warta zwrócenia na nią uwagi.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!