Okładka wydania

Henryka Sytnera Wakacje Na Dwóch Kółkach

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Henryka Sytnera Wakacje Na Dwóch Kółkach | Autor: Robert Robb MaciągHenryk Sytner

Wybierz opinię:

Asertyslem

Henryk Sytner to niewątpliwie człowiek o niezwykle bogatym wachlarzu doświadczeń, związanych z turystyką, podróżami i sportem – przede wszystkim zaś kolarstwem. Na co dzień możemy usłyszeć go w radiowej Trójce, gdzie zajmuje się – a jakże – zarówno sportem, jak i turystyką, okrojoną na szeroką, patentowanie osobliwą skalę, a jego audycje i rozmówki, niejednokrotnie zaczerpują pełnymi garściami z wcale ciekawych i niecodziennych wspomnień dziennikarza. To właśnie dzięki jego wytrwałości i nieustępliwości konkurs-akcja „Wakacje na dwóch kółkach" trwają nieprzerwalnie od 1970 roku, pozwalając uczestnikom w zdrowy i aktywny sposób zmierzyć niezwykłe regiony świata. A teraz – razem z Robb'em – spisał swoje doświadczenia, przeżycia i całą historię tej wspaniałej akcji.

 

Fizyczna aktywność młodzieży w obecnych czasach pozostawia wiele do życzenia. Wszędobylskie gry komputerowe (nie zawsze złe, ale wszystko w jakimś stopniu należy ograniczać), bezmiar kanałów tematycznych – głównie rozrywkowych – oraz cała masa internetowego fast fooda, skutecznie odstręcza sportowe rozrywki w czasie wolnym, czyniąc je tym samym mniej atrakcyjnymi i o wiele cięższymi do zrealizowania. Niemniej jednak, akcje typu „Wakacje na dwóch kółkach" niezmiernie cenię, nie tylko pomagają nastolatkom zwiedzić kawałek świata, odetchnąć pełną piersią świeżym powietrzem, ale także zmienić nieco tryb swojego życia, a również umożliwić im w dość profesjonalny sposób rowerową podróż, która może okazać się równie zaskakująca co nieprzewidziana.

 

Wakacje na dwóch kółkach to opowieść o tym co sprawiło, że taki konkurs w ogóle się narodził, co sprawiło, iż tak nietypowy pomysł na konkurs wykiełkował, a summa summarum doszedł do realizacji i rozpoczęcia nieprzerwanej akcji, porywającej całe rzesze młodych interesantów, w których dopiero zaczęła się rodzić pasja do jazdy rowerowej. Ruszając kartkami książki, poznajemy akcję od kuchni, jej przebieg, pozornie zwyczajne przygody i całą jej niezwykłość, jak również poznać zalążek zwiedzonych przezeń lokacji. Natomiast wszystko okraszone zdjęciowymi dodatkami, które zobrazowują czytelnikom istotę sprawy.

 

Co tyczy się zaś sprawie składu, narracji i strony wizualnej, można przyznać, że wszystko zostało zrobione w stosunkowo subtelny, nieprzesadny, a wręcz skromny sposób – pominąwszy wnętrze, tudzież bonusowe fotografie. Autor(zy) postarali się, aby cała historia nie została spłycona, nazbyt opisowa i pozbawiona wszelakich powierzchowności godnych prawdziwej powieści. Zabieg jaki zastosowali twórcy sprawił, że książkę czyta się niemal jak opowiadanie – co nomen omen – przyczynia się do przyrównania, że cała treść łączy się w takie specyficzne opowiadanie. Jednak książka notabene w pełni spełniła swoją rolę, nie tyle pokazują odbiorcy wszechstronność całości, ale też zaprezentowała czym w zasadzie jest kultura sportowa, kolarstwo pod innym kątem – dokumentalnie niezawodowym – oraz pełnię pasji, którą pan Henryk potrafił się dzielić – a wręcz zarażać – z innymi. Szczególnie, że zdecydowaną większość tych „innych" stanowiła młodzież. I może to nie żadne wybitnie doskonale dzieło literackie, jednak jakkolwiek nie spojrzeć na nie, zawsze prezentuje nam zachwycającą akcję, która sprawiła, że nasz kraj mimo wszelakich przeszkód, nie upadla się całkowicie.

 

JoannaKa

Początkowo nie byłam w stanie zrozumieć idei przyświecającej powstaniu książki, a do niej samej zabierałam się jak pies do jeża. Z jednej strony jest to kwestia niewiedzy. Z innej – oczekiwań czy też ich braku. Podczas przewracania kartek szybko zmieniłam o tej pozycji zdanie. Sądzę nawet, że podobnych tytułów powinno powstawać więcej.

 

Niezwykle trudno w jednym słowie przedstawić, o czym jest książka Henryka Sytnera Wakacje na dwóch kółkach. Można pomyśleć, że tytuł mówi wszystko. Byłoby to jednak zbyt wielkim uogólnieniem. Z całą pewnością jest to przebieżka przez kolejne lata konkursu –dziecka pana Henryka. Swoista kronika ukazująca niemal 45 lat. Wiele w tym czasie się zmieniło: zarówno w sensie politycznym jak i w podejściu laureatów do wygranej. Ale za to zaparcie twórcy radiowego dorocznego rajdu powinno być drogowskazem dla wielu.

 

Książka wydawnictwa Bezdroża nie zamyka się w jednym gatunku. Czytelnik znajdzie w niej nutę biograficzną, elementy literatury podróżniczej, a także swoiste pisanie o tworzeniu, czyli fragmenty mówiące o tym, jak Robert Maciąg zabierał się do szukania informacji o kolejnych laureatach. Ale jest to także – a może przede wszystkim – świetne porównanie dwóch różnych światów. Może nie jest to publicystyka pierwszej klasy, ale jest za to napisana w sposób przystępny i przez to rewelacyjnie oddający ducha lat 80., 90., czy nam współczesnych. Autor porównuje i tym samym świetnie uświadamia, że pośród tak wielu zmian zachodzących w otoczeniu, niektóre sprawy mogą funkcjonować tak samo.

 

Robert Maciąg na pewno jest znany fanom literatury podróżniczej. Zapalony fan dwóch kółek napędzanych siłą własnych nóg. Rowerem przejechał Kambodżę, Indie, Chiny i wiele więcej. Któż jak nie on mógłby postarać się przedstawić historię Trójkowego konkursu?

 

Henryk Sytner to dla odmiany zupełnie inna broszka. Współczesna młodzież ma prawo go nie znać. A tymczasem dla wielu stał się bohaterem: przeniósł niemal fantastyczny (wówczas) pomysł wyjazdu zagranicę do rzeczywistości. Pokazał, że Polak potrafi. W ten sposób w roku 1970 wraz z nim wyjechała pierwsza grupa. Do egzotycznego NRD. Młodzi ludzie pokonywali kolejne rowerowe kilometry pomimo przeszkód w postaci przepustek, pozwoleń, kontroli drogowych i godziny milicyjnej. Spanie „na dziko" w namiocie było wykroczeniem. Podróż do innego województwa bez przepustki byłą niemożliwa, chyba że ktoś wybrał leśną drogę, ale złapany bez przepustki popełniał kolejne wykroczenie. Nikomu nie było łatwo. Niektórzy bali się tak bardzo, że nie wychodzili z domu, jeżeli nie musieli. Co innego dzieciaki na wsi. Dla nich cała ta sytuacja z wojskiem i milicją była czymś, co oglądało się w telewizji. Przecież u nich nie stał czołg i nie pilnował porządku. To działo się w miastach.[1]

 

Nie był to konkurs z rodzaju tych banalnych. Nie wystarczyło wysłać SMSa. Trzeba było mocno się postarać. Henryk szukał młodzieży z niewielkich miasteczek, bez doświadczenia i z wielkimi ambicjami. To właśnie dla nich był ten konkurs, a ludzie z PTTK byli przy nich zawodowcami. [2] Mieli oni za zadanie zrobić kronikę z wyprawy rowerowej. Wygrywały te najlepsze. Niekoniecznie pod względem treści – czasami wystarczył bardzo dobry pomysł, pozwalający wyróżnić się w tłumie.

 

Do Trójki trzeba było być wychowanym i mieć do niej serce. O ile na początku lat 90. była motywatorem, a zagraniczny wyjazd wisienką na konkursowym torcie, o tyle pod koniec tej dekady wszystko zaczęło się gwałtownie zmieniać.[3] Przyznam się bez bicia, dla mnie książka była w pewnym stopniu taką samą egzotyką, jak wyjazd poza Polskę dla pierwszych laureatów. W moim domu nigdy Trójki się nie słuchało. Choć mam prawo pamiętać czasy PRLu. Henryk Sytner do niedawna był dla mnie znakiem zapytania. Potraktujcie to jako dowód na to, że książka może okazać się bardzo interesująca dla osób, które nie urodziły się w tamtych latach. Publikacja tym samym okaże się ilustracją czasów młodości naszych rodziców. Obrazkiem o zupełnie innym wydźwięku. Dla kogoś, kto dziś ma nie więcej niż 30 lat, ich reakcja (...) może się wydawać naiwna i nawet śmieszna, ale tacy właśnie byliśmy. Zauroczeni kolorami i wszystkim, co zachodnie. Sami znaliśmy ten świat ze sklepów Pewex i z paczek od rodziny mieszkającej na Zachodzie. [4] Cudownie było wejść w ten świat trudów podróży i doświadczania prawie niemożliwego. Początkowe poznawania państw bloku socjalistycznego, by później wytyczać kolejne granice.

 

Pomiędzy wspomnienia, anegdoty czy wypowiedzi kolejnych pokoleń wpleciono wiele ilustracji. Znajdzie się tutaj miejsce na pocztówki, telegramy, archiwalne zdjęcia z kolejnych wypraw. Fragmenty pamiętnika czy zdjęcia z sesji dla sponsorów. Opisy kolejnych przeżyć, chwil lepszych i gorszych. (...) napoje marki Schweppes. Smak Zachodu. W dodatku za darmo. Dla dzieciaków to był Pewex w przestworzach. Nawet oliwki podawane do kolacji, choć nikomu nie smakowały, były wyśmienite. [5]

 

Dla starszego czytelnika książka będzie nostalgicznym (mniej lub bardziej) powrotem w lata młodości. Dla tych nieco młodszych miłym wspomnieniem. Dla najmłodszych być może pozostanie motywacją. Do przemierzania świata na rowerze, do słuchania Trójki, do udziału w konkursie. Wreszcie: pretekstem do rozmowy o czasach nieznanych, których nie mają prawa pamiętać. Polecam ją wszystkim grupom wiekowym, bo każdy jest w stanie odnaleźć w niej coś dla siebie.

 

[1] Henryka Sytnera Wakacje na dwóch kółkach, R. Maciąg, H. Sytner, Editio, Grupa Helion, 2014, s. 95-96

[2] Tamże, s. 83
[3] Tamże, s. 192
[4] Tamże, s. 160
[5] Tamże, s. 62

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial