Prowincja Pełna Szeptów

Autor: Katarzyna Enerlich

Okładka wydania

Prowincja Pełna Szeptów


Dodatkowe informacje

  • Autor: Katarzyna Enerlich
  • Tytuł Oryginału: Prowincja Pełna Szeptów
  • Gatunek: ObyczajowePowieści i opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 272
  • Rok Wydania: 2014
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 150 x 220 mm
  • ISBN: 978-83-7779-193-6
  • Wydawca: MG
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:

    5/6

    5/6

    4/6

    5/6

    4,5/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Jezyna22

Katarzyna Enerlich - studiowała w Olsztynie na Uniwersytecie Warmińsko – Mazurskim. Pracowała jako dziennikarka, pracownik informacji turystycznej i promocji miasta oraz jako opiekunka starszych osób. Należy do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W latach młodości zadebiutowała artykułem w czasopiśmie dla młodzieży „Płomyk" na temat rodzinnego Mrągowa. Następnie współpracowała z Polskim Radiem Olsztyn, Telewizją Polską, Gazetą Współczesną, Gazetą Olsztyńską i Dziennikiem Pojezierza. Do tej pory ukazały się książki: Prowincja pełna marzeń, Czas w dom zaklęty, Kwiat Diabelskiej Góry, Prowincja pełna gwiazd, Oplątani Mazurami, Kiedyś przy Błękitnym Księżycu, Prowincja pełna słońca, Czarodziejka Jezior, Prowincja pełna smaków, Studnia bez dnia. Jest też współautorką czterech antologii poezji.

 

Gdy po raz pierwszy spotkałam się z twórczością Katarzyny Enerlich nie przypuszczałam, że tak długo pozostanę pod jej urokiem. Jej sposób prowadzenia narracji, wplatanie ciekawych faktów historycznych, pewna zagadka, to wszystko stanowi, że jej proza jest dla mnie ogromnie atrakcyjna. I w tym tomie udało się autorce mnie zaskoczyć. „Prowincja pełna szeptów" porusza trudny problem straty. Ludmiła walczy z depresją. Pomóc mają jej w tym – szeptuchy. To kobiety, które od wielu pokoleń pomagają leczyć dusze i ciało, umiejące radzić – co dalej i zaakceptować to co jest. Ludmiła jako pisarka otrzymuje mnóstwo listów, one i wyjazdy na spotkania autorskie to niewątpliwie jakaś forma terapii. Autorka ukazuje nam proces jaki postępuje u Ludmiły, jej długą i na początku ogromnie trudną drogę akceptacji smutnych wydarzeń. Nie ma tu jednak frazesów czy też wielkich pouczeń życiowych. Autorka prowadzi nas prostymi drogami po swoim świecie. Nie ma tutaj miejsca na zakłamanie czy też nauki moralne. Mamy prostą codzienność, która jest na tyle bogata, że pomaga w walce z bólem. Ważnym elementem powieści jest joga. Można by napisać że jest ona jej oddechem i że wskazuje kierunek dalszego życia Ludmiły. Bo cóż jak nie ona dąży do harmonii całego organizmu i wskazuje na jego braki. Cóż innego łączy tak wiele z otaczającą nas naturą ,kiedy wydaje nam się, że cząstką tego co nas otacza udało nam się w końcu udomowić . Jest trudną sztuką , lecz jakże ogromnie harmonijnie pomaga żyć. Autorka pisze bardzo autentycznie. Jej bohaterowie wydają się postaciami z krwi i kości, które lada chwila zapukają do naszych drzwi. Lecz tak naprawdę furtki naszych domów są dla nich uchylone. Zadamawiają się w kuchniach szybciutko i powoli stają się naszymi domownikami, tak bardzo nieraz wyczekiwanymi i wytęsknionymi. To wielka sztuka autorki, która pisząc w sumie o codzienności pełnej melancholii, porusza wielkie tęsknoty u wrażliwych czytelników. Jej narracja płynnie łączy zarówno temat niespełnionych uczuć z ogromnie barwną historią i ludowością regionu. Proste, nieraz regionalne przepisy na potrawy dodają wielkiego smaku i zapachu powieści. W tej całej scenerii główna bohaterka zaczyna dalsze życie z nowymi osobami przy swoim boku. Następujące chwile dają jej nadzieję, że przyszłość jednak cały czas jest obok i tylko czeka na jej przebudzenie.

 

Ciekawe w tym tomie jest to, że autorka zaznajamia nas również z twórczością blogową, zwraca czytelnikowi uwagę na ten rodzaj literackich chwil.

 

Serdecznie zapraszam na wizytę w mazurskiej krainie. Jest jak lek na całe zło z tabletką nadziei na jutro. Polecam.

 

A psik

Z drobiazgów składa się konstrukcja naszych dni. Nie z wielkich spraw, burzących porządek dnia. Tylko drobiazgi sprawiają, że czujemy się pewnie w codzienności. (s.30)

 

Ostatnia część serii autorstwa Katarzyny Enerlich "Prowincja pełna..." - tym razem pełna szeptów. Czemu akurat szeptów? Dlatego, że główna bohaterka, Ludmiła spotyka w swoim życiu szeptuchy, swoiste czarodziejki, korzystające z dóbr natury. To kobiety pomagające ludziom stawać się zdrowszymi i szczęśliwszymi.

 

Ludmiła boryka się ze stratą ukochanego mężczyzny, który zginął w katastrofie lotniczej. Kobieta doświadcza przejmującego smutku, wręcz depresji. Były mąż pomaga jej, jak tylko potrafi i zabiera ich córkę na wakacje, dając Ludmile czas na "pozbieranie się". Bohaterka nie jest bowiem w stanie zajmować się Zosią. Na szczęście, jak to w życiu, po każdej burzy wychodzi słońce i Ludmiła w końcu powolutku zaczyna wracać do rzeczywistości. Wychodzi ze swojej skorupy krok po kroczku - najpierw zabiera się za prace w zachwaszczonym ogrodzie, później daje się porwać przyjaciółce na zakupy. Boryka się też jednak z problemem, jak powiedzieć dziecku o śmierci ukochanego. Inna kwestia jest taka: jak wytłumaczyć obcym ludziom (którzy chcą robić pewne interesy), że mąż nie żyje? Kobieta doświadcza huśtawki nastrojów - gdy już wydaje się, że jest lepiej, znowu następuje chaos i przygnębiający smutek. Okazuje się, że pomoc rodziny - nawet patchworkowej - i przyjaciół bywa nieoceniona. Ludmiła zaczyna mieszkać z Januszem, przyjmuje pod swój dach ojca jej zmarłego męża. Oboje potrzebują swojej obecności, by dobrze przeżyć czas żałoby. Janusz proponuje budowę pensjonatu (powołując się na ostatnią wolę syna), na co bohaterka się buntuje. Jednak po podróży promującej jej książki (bo musicie wiedzieć, że w międzyczasie zaczęła pisać) dochodzi do wniosku, że niepotrzebnie się buntowała i że ten pomysł na życie wcale nie jest taki zły.

 

To opowieść o sile kobiecej przyjaźni - gdyby nie przyjaciółki-sąsiadki Ludmiła dawno umarłaby z głodu podczas depresji; dni, które spędzała w łóżku pod kołdrą. To także historia o tym, że prezenty mogą do ludzi docierać nawet... zza grobu.

 

"Prowincja pełna szeptów" to studium kobiety przeżywającej żałobę. Nauka jak żyć "po" tragedii. Całe życie zostaje podzielone na "przed" i "po". Katarzyna Enerlich opisuje trudny powrót do szarej rzeczywistości bez ukochanej osoby u boku.

(...) nie jesteśmy w życiu samotnymi wyspami i każdy napotkany człowiek jest nam do czegoś potrzebny. Bo zawsze coś w naszym życiu od kogoś zależy. Czyjeś spełnione marzenie na przykład. (s.38)

To także pochwała życia na prowincji oraz wszystkiego, co pochodzi prosto z natury:
Natura jest największą podróżną walizką. Znajdzie się w niej wszystko do życia - jeśli dobrze spakowana. (s.7)

 

To opowieść pachnąca ziołami i pieczonym w domu chlebem; inspiracja do kulinarnych eksperymentów i szukania pożywienia wśród łąk, pól i lasów.

 

Podobnie jak w poprzednich częściach serii znajdziemy mnóstwo historii związanych z mazurską ziemią i ludźmi ją zamieszkującymi. Autorka, Katarzyna Enerlich, ma gawędziarski dar - historia płynie niespiesznie, ale wskazuje nam, jak ważna jest prostota w życiu. Sposób narracji na ogół mi odpowiadał, choć zdarzało mi się zazgrzytać zębami, gdy szyk zdania mi nie pasował albo autorka nadużywała słów: dosmaczać i uważność. Nie do końca odpowiadało mi również utożsamianie bohaterki z autorką (że niby listy od czytelniczek Ludmiły, a w rzeczywistości są to listy od czytelniczek Katarzyny Enerlich) - czemu miał służyć ten zabieg? Jakoś psuło mi to radość czytania. Ale nie skreślam z tych powodów tej ciepłej opowieści o mazurskiej prowincji. Po prostu zauważam i opisuję tu te elementy, które mi się nie podobały.

 

Czasami zamykają się drzwi, żeby mogły otworzyć się wrota. Nie mogą być otwarte jednocześnie, bo zwyczajnie zrobi się przeciąg. A w przeciągu to raczej nic dobrego nie powstanie. (s.152)

 

Jeżeli macie ochotę na lekturę dotyczącą prozy życia, opisanej poetyckim językiem, sięgnijcie po serię "Prowincja" Katarzyny Enerlich.

JoannaKa

Dom daleko od wielkomiejskiego szumu. Własny ogródek. Parzenie ziół. Chęć tworzenia czegoś własnego. Ćwiczenia relaksacyjne. Powrót do natury. Ilu z Was marzyło, by choć na chwilę znaleźć się w takim świecie? By oderwać się od szumu, codziennej rutyny, stresów i wrzawy panującej wokół? „Prowincja pełna szeptów" niech będzie dokładnie taką odskocznią. Lub też zachętą.

 

Katarzyna Enerlich w swojej nowej powieści próbuje przekazać miłość do Mazur. Stworzyła sielską opowieść - jedną wielką pochwałę dla prowincjonalności i naturalnego życia. Zapachy i smaki wypływają ze stron powieści. Całość jest niezwykle klimatyczna, ale jednocześnie mocno nieśpieszna. W dzisiejszych czasach, zdefiniowanych, nazwanych, naukowo udowodnionych, była jednak taka kobieta, która na końcu świata dawała ludziom nowy początek. [s. 110] Jeżeli lubicie takie historie – polecam.

 

Ludmiłę zaskakuje przykra wiadomość. Jej mąż zginął w katastrofie lotniczej. Kobieta – dzięki pomocy przyjaciół i rodziny – stara się wrócić do normalności. Odkrywa uroki życia, dary natury i próbuje ułożyć sobie życie na nowo. I choć brzmi to bardzo zwyczajnie jak na powieść obyczajową, mimo że na myśl przychodzi wiele podobnych historii, w „Prowincji..." jest coś niezwykłego. Coś co wyróżnia ją na tle innych, zawierających podobny wątek.

 

Katarzyna Enerlich stawia na pozytywną stronę życia. Odkrywanie nie tylko samego siebie, ale także darów natury. (...) mogli przyjechać tutaj i złapać oddech, a może przypomnieć sobie o tym, że wszyscy wyszliśmy kiedyś z pól i łąk i że to one są naszym naturalnym środowiskiem, a nie nowoczesne biura z klimatyzacją, wypasione auta i centra handlowe, które w niezrozumiały sposób nazwane zostały przez kogoś galeriami (...). [s. 263] Książka przepełniona jest smakami i zapachami. Zawiera wiele przepisów i porad. Autorka przeplata rzeczywistość z fikcją literacką. Tworzy zupełnie inny, nowy – właściwy tylko sobie – styl. W akcję powieści potrafi wplątać listy, które otrzymała od fanów jej wcześniejszych powieści. Dlatego całość czyta się po trochu jak powieść, ale także jako pamiętnik czy blog.

 

Tempo tej niezwykłej powieści jest zróżnicowane. Czasami dzieje się dużo, książkę czyta się z zapartym tchem, a czasami... przez wiele stron nie dzieje się absolutnie nic. Autorka pisze o bohaterce, która próbuje wrócić do pisania powieści. Czyta swoje maile, szuka inspiracji. Grunt to się nie zrazić, bo „Prowincja..." jako całość jest dość interesująca.

 

Autorka powieści wychodzi z założenia, że na świecie jest za mało dobra, niezbyt wiele go sobie okazujemy. Powieść napisała pewnie – po części – dla dobrego kontrastu. Początkowo może i jest dołująco, ale drogi w tej historii zmierzają ku szczęściu i pozytywom. Im głębiej w las, tym jest ich więcej. Zaczynam (...) odczuwać, że szczęście jest bardzo blisko i nic nie kosztuje. Że szczęście jest stanem we mnie, a nie wokół mnie. Że spełnianie marzeń, wykonywanie prostych czynności, przyrządzanie prostych potraw z tego, co daje natura, albo zbieranie ziół na jesień i zimę może być doprawdy fantastyczne. Miłość do wszechświata nie objawia się w budowaniu katedr, lecz w zwyczajnych czynnościach, wystarczyło, że skupiłam na nich uwagę. Nadawały wyraźniejszy sens memu życiu. [s. 262-263]

 

Dobrze pamiętam powieść „Szczęście w cichą noc" Anny Ficner-Ogonowskiej. Lukrowane szczęście wypływało z każdej strony tej niezbyt obszernej powieści. Słyszałam, że podobnie sprawy się mają z pozostałymi książkami autorki. Nie tego oczekujcie od „Prowincji...". Owszem, Katarzyna Enerlich wskazują podobną drogę, ale książka absolutnie nie jest przesłodzona. Jest klimatyczna. I mimo że jest to świat zupełnie inny niż ten, którego doświadcza większość z nas na co dzień, pragnie się samemu zatopić w tym powolnym, spokojnym, szczęśliwym świecie.

 

„Prowincja pełna szeptów" to moje pierwsze spotkanie z autorką. Ale z pewnością sięgnę do poprzednich tytułów. W powieści wspomina się o przeszłych losach bohaterów. Jednak jest to tylko krótkie zaznaczenie faktów. Wspomnienie wydarzeń w paru słowach. Nie krzyżuje szyków czytelnikom, którzy przez przypadek, czy też z premedytacją zaczną zgłębiać twórczość Katarzyny Enerlich od końca. A na pewno wzmaga ciekawość. Co też podobnego i ciekawego miało miejsce wcześniej.

Obsesja Kasiulka

Ludzie mają czasem ten rodzaj energii, która sprawia, że od razu czujemy do nich zaufanie albo zwykła radość ze spotkania. Sprawiają wrażenie dobrych znajomych, choć nawet nie znamy tembru ich głosu. Dopiero potem odkrywamy ich, ale i tak to odkrywanie jest już drugorzędne. (str. 124)

 

W trakcie lektury Prowincji pełnej szeptów, zastanawiałam się, dlaczego ja tak dobitnie omijałam twórczość Katarzyny Enerlich? Dlaczego jej twórczość do mnie nie przemawiała, na tyle nawet, że nie spróbowałam zagłębić się w którąkolwiek z książek. Do tej pory nie znam odpowiedzi na to pytanie. Tłumaczę to sobie tym, że po prostu musiałam dorosnąć do twórczości autorki.

 

Na Ludmiłę spada tragiczna wiadomość, jej świeżo poślubiony mąż Wojtek w trakcie powrotu do domu z Syberii, ginie w katastrofie lotniczej. Jej świat się załamuje, wszystkie wspólne plany nie mają już sensu. Ludka nie dopuszcza do siebie tej tragicznej wiadomości, wypiera ją. Dopada ją depresja, jej córeczką Zosią coraz częściej zajmuje się jej były mąż Martin. Ma przyjaciół, którzy za wszelką cenę próbują jej pomóc. Jednak cierpi również Janusz, ojciec Wojtka, którego Ludmiła postanawia zaprosić do siebie.

 

Pewnego dnia w jej domu zjawia się mężczyzna, który informuje ją, że ma zlecenie do wykonania na jej posiadłości. Okazuje się, że Wojtek pragnął zrobić niespodziankę Ludce, wybudować jej podjazd. Czy Ludmiła zgodzi się na zobowiązanie zza grobu? Czy uda się jej wyjść z marazmu?

 

Prowincja pełna szeptów to już szóste spotkanie z bohaterami serii. Jak to u mnie często bywa serie rozpoczynam od połowy, lub nawet od końca. Nie powiem, obawiałam się, że nie odnajdę się w lekturze rozpoczynając lekturę od końca. Na szczęście (tak mi się z resztą wydaje) można części serii czytać oddzielnie bez zachowania kolejności, gdyż każda z nich to odrębne etapy życia, a jedynie bohaterzy są ci sami. Wiele razy autorka w krótkich słowach powracała do wydarzeń z poprzednich serii, pozwoliło to mi na lepsze zagłębienie się w lekturę, a przede wszystkim nie zagubienie się w niej.

 

Język, którym operuje autorka jest plastyczny i zrozumiały. Akcja wtedy, gdy trzeba jest wartka, a gdy należy się zatrzymać i przemyśleć pewne sprawy, ona również zwalnia. Zazwyczaj nie podoba mi się taki zabieg modulowania fabułą, jednak w tym wypadku bardzo mi się spodobał, a lektura dostarczyła wiele niezapomnianych emocji.

 

Prowincja pełna szeptów to historia kobiety, której wali się świat w ciągu zaledwie kilku godzin. Traci ukochanego mężczyznę, nie potrafi sobie poradzić z zastaną rzeczywistością. Zamyka się przed otaczającym ją światem. Na szczęście ma przyjaciół, którzy na siłę wręcz domagają się od niej otrzeźwienia, przecież ma, dla kogo żyć, ma dziecko.

 

To historia pełna szeptów, uporania się z samym sobą. Odnajdziemy tu szeptuchy (które uwielbiam w książkach), mnóstwo kulinarnych, ciekawych przepisów. Będą podróże po Mazurach i Podlasiu.

 

Autorka słowami swojej bohaterki Ludmiły w bardzo przystępny sposób pokazuje nam codzienne życie, którego nie zauważamy w dzisiejszym pędzie po karierę, po wyższe stanowisko. Nie powinniśmy ciągle narzekać, tylko spojrzeć na nasze życie z innej perspektywy i dostrzec to, co dobre, to, co nas trzyma przy życiu, co mamy na wyciągniecie ręki, tylko musimy chcieć.

 

Zaczytałam się w Prowincji pełnej szeptów, na tyle, że nie potrafiłam się od niej oderwać. Nic nie istniało, byłam tylko ja i Ludmiła. To książka, która wzbudza emocje. Razem z Ludką płakałam po stracie, niemożności poradzenia sobie z nią, wiele razy również się śmiałam, gdy ona się uśmiechała i cieszyła tymi najmniejszymi pozytywami.

 

Teraz pozostało mi sięgnięcie po wcześniejsze części serii, chcę przekonać się, jak to wszystko się rozpoczęło. Zastanawiam się czy po Prowincji pełnej szeptów będzie kolejna część, gdyż zakończenie autorka pozostawiła otwarte. Może to zamierzony zabieg, aby czytelnicy sami sobie je dopowiedzieli?

 

Katarzyna Enerlich, mrągowianka, pracowała, jako dziennikarka, pracownik informacji turystycznej i promocji miasta, oraz opiekunka osób starszych. Obecnie jest twórcą niezależnym. Należy do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Najbardziej znana jest z serii Prowincja.

Korcia

Nie ma to jak zabrać się za jakiś cykl powieściowy od szóstej części. Podejrzewam jednak, że nie tylko mi się to zdarza. Takie wejście w fabułę jest zwykle troszkę dziwne, ma się uczucie, że wszyscy tu już się dobrze znają, wiedzą o sobie mnóstwo, tylko ja niczego nie rozumiem. Jak było tym razem? O tym już za chwilkę.

 

Bohaterką "Prowincji pełnej szeptów", jak i pewnie pozostałych części tego cyklu, jest Ludmiła Gold. Kobieta dopiero niedawno odnalazła swoje szczęście, swoje miejsce na ziemi, swoją miłość, a nagle wszystko prysło jak bańka mydlana. Jej mąż, Wojciech Janusz Kowalik, zginął w katastrofie samolotowej. Wracał z wyprawy naukowej z Syberii, gdy podczas lądowania w Moskwie, samolot się rozbił. Pasażerowie, którzy siedzieli w ogonie samolotu, ocaleli. Wojtek również miał tam siedzieć, ale zamienił się z kolegą, by móc porozmawiać w trakcie lotu z innym znajomym.

 

Ta książka opowiada o trudnym okresie żałoby, oswajaniem się z wdowieństwem, depresji, której w takich momentach trudno uniknąć, ale jest też o tym, że to co złe nie trwa wiecznie, że nawet po wielkiej tragedii w końcu pojawi się słońce. Ludmiła ma wokół siebie wielu cudownych ludzi, którzy za wszelką cenę chcą jej pomóc, wyciągnąć ją z dołka. Jednak oczywiście na wszystko potrzeba czasu. Póki co Ludmiła woli spędzać czas pod kołdrą, pogrążając się w rozpaczy. Jej córką zajął się na szczęście były mąż, więc mała Zosia nie musi patrzeć na zły stan mamy.

 

Gdy Ludmile udaje się chociaż częściowo pozbierać, okazuje się, że jej mąż chciał jej zrobić prezent. Mimo iż Wojtek już od kilku miesięcy nie żyje, to robi swojej żonie niespodziankę, która oczywiście znowu rozbija kobietę na drobne kawałki...

 

"Prowincja pełna szeptów" jest też o Mazurach, ich pięknie, oryginalności, historii, kulturze, ale też o szeptuchach, czyli jakby czarownicach, znachorkach, kobietach, które odpowiednimi ziołami i zaklęciami potrafią wyleczyć wiele chorób. Chociaż może się wydawać, że są one reliktem przeszłości, to okazuje się, że jeśli wiecie gdzie szukać, to i współcześnie możecie takie kobiety obdarzone szczególnymi darami odnaleźć.

 

Jest to bardzo refleksyjna powieść, pełna mądrości i wielu przemyśleń na różne tematy.

 

"(...) nie zabierzemy ze sobą niczego z naszego życia. Pozostaną po nas wszystkie książki i przedmioty, bo dostęp do innych wymiarów będzie miała tylko nasza dusza. Jakaż jest wiec wielka nieużyteczność ton zgromadzonych przez nas przedmiotów! Przez chwilę tylko cieszymy się z nowej sukienki, butów, telewizora, auta, drogich gadżetów. Potem chcemy kolejnych. Gdyby człowiek w taki sam sposób cieszył się na pokonanie kolejnych ograniczeń, przebudzenie w sobie miłości i pogłębienie swojej wrażliwości, jaki piękny byłby świat.

Albowiem wartość naszego życia zależy tylko od tego, ile włożymy w naszą duszę i na ile pozwolimy jej rozkwitnąć. To jedyny bagaż, jaki jest potrzebny, by pokochać siebie. Rytm ciała, melodia umysłu i harmonia duszy tworzą symfonie tego świata".

 

"Prowincja pełna szeptów" to pochwała życia zgodnego z naturą. Znajdziecie tu sporą ilość bardzo oryginalnych przepisów kulinarnych, które pachną całym bogactwem różnych przypraw. Ludmiła na swojej prowincji pisze książki, praktykuje jogę, uważnie słucha innych ludzi, ciągle na nowo odkrywa Mazury, ale też leczy rany...

 

Muszę przyznać, że mimo iż nie miałam okazji poznać wcześniejszych losów naszych bohaterów to dałam się wciągnąć tej opowieści. Początek owszem był trudny, również niektóre późniejsze fragmenty nie budziły mojego entuzjazmu, troszkę mnie nudziły, ale może wynika to z faktu, że nie znam Mazur, więc opisane w tej powieści miejsca nie miały dla mnie jakiegoś szczególnego znaczenia, nie budziły skojarzeń, nie mam do nich sentymentalnego stosunku. Mimo to czytało mi się tę książkę dobrze, polubiłam Ludmiłę, jej rodzinę i znajomych. "Prowincja pełna szeptów" to wartościowa lektura, pełna życiowej mądrości, ale też i tej ludowej, która często jest obecnie zapominana. Powieść poruszyła mnie, skłoniła do chwili zadumy, a jej zakończenie zachęca do sięgnięcia po kolejne części.

 

"Prowincja pełna szeptów" to dobrze napisana książka. Język jest przystępny, wzbogacony czasami troszkę dziwnymi słówkami, których nie znajdziecie w Słowniku Języka Polskiego, ale które dodają tej książce pewnego luzu, osobistego charakteru i oczywiście humoru. Autorka wplotła w fabułę prawdziwe listy swoich czytelników, dzięki czemu mogą się oni czuć po części współtwórcami tej książki. Widać, że dają oni pani Kasi energię do tworzenia kolejnych powieści.

 

Spotkałam się z wieloma recenzjami rożnych części "Prowincji", jedne były wychwalane pod niebiosa, inne troszkę mniej. Mam poczucie, że sporo mnie ominęło, ale nie wiem, czy sięgając na tym etapie po poprzednie części, znając późniejsze wydarzenia, będę potrafiła wciągnąć się w akcję tych powieści. Z pewnością sięgnę kiedyś po kolejne części tej serii, ale czy przeczytam też wcześniejsze tomy "Prowincji" tego już nie wiem...

 

Na koniec mam dla Was, moje moliki książkowe, cytat na temat czytelnictwa:

"Rozmawialiśmy o statystykach w czytelnictwie. A Rafał powiedział do mnie tak: Gdy wychodzisz na spacer z psem, to statystycznie macie po trzy nogi. Statystyki nie zawsze oddają prawdę. No i miał rację!

Niespecjalnie więc wierzę w statystyki dotyczące czytelnictwa, ponieważ liczba czytelników przychodzących na spotkania z pisarzami oraz wypożyczonych książek w bibliotekach mówią same za siebie. A poza tym... Statystyki mówią też, ile litrów spirytusu przypada rocznie na jednego Polaka. Wliczając noworodki i staruszków. Wychodzi zadziwiająca liczba. No i tak sobie wytłumaczyłam: ja za kogoś czytam te książki, a ktoś za mnie wypija ten spirytus".

 

Tym optymistycznym akcentem kończę moją recenzję i zachęcam do lektury "Prowincji pełnej szeptów".

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!