Miasteczko Zanesville

Autor: Kris Saknussemm

Okładka wydania

Miasteczko Zanesville


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 4 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 4 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 3 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Uleczkaa38

Literatura science - fiction chyba nigdy nie przestanie Mnie zaskakiwać. Zaskakiwać swoją różnorodnością, pomysłowością, innowacyjnością i odwagą pisarzy, którzy to potrafią stąpać po jakże cienkiej granicy, pomiędzy wyobraźnią, a szaleństwem. Czasami bowiem powstają takie powieści, które to trudno jest ogarnąć i zrozumieć w sposób oparty na logice i zdrowym rozsądku, zmuszając się do, nie do końca naturalnego, wczuwania w tok myślenia autora, by w ten sposób nie tylko zrozumieć treści płynące z kart jego opowieści, ale także czerpać przy tym satysfakcję i radość z lektury. Wbrew pozorom, takie książki nie są złe i słabe, są po prostu "inne", ale i jednocześnie bardzo potrzebne dla rozwoju tego gatunku literackiego. Osobiście lubię tego typu powieści, choć zazwyczaj podczas ich lektury jestem jak najbardziej odmiennego zdania..Jednak wraz z dotarciem do ostatniej strony, ów niechętny pogląd gdzieś się wymyka z mojej głowy, zaś miejsce jego zajmuje szacunek, podziw i uznanie dla autora i jego dzieła. Taką książką jest powieść autorstwa Krisa Saknussemma, zatytułowana "Miasteczko Zanesville".

 

Lektura tej pozycji wprowadza Nas do świata niedalekiej przyszłości, w którym tak naprawdę nic nie jest już takie, jakie możemy znać i obserwować w dniu dzisiejszym. Cybernetyczny nadzór nad społeczeństwem, wszechobecna władza i kontrola największego konsorcjum o nazwie Vitessa , androidy i hologramy występujące na każdym kroku, miasta przepełnione światłami reklam i zewsząd atakującymi bilbordami rodem z Disneylandu, a do tego wszystkiego grupa autsajderów - rebeliantów, których celem jest walka o wolność i prawo do samostanowienia. I w tym przedziwnym świecie, w samym środku nowojorskiego Central Parku, budzi się główny bohater – Eliasz Prawojciec, który nie pamięta niczego ze swej przeszłości jak i również tego, kim jest, zaś jedynym śladem wiodącym do jego przeszłości jest wypalony na jego plecach napis "OJCZE, WYBACZ IM, B..". Potężny, blond włosy, hojnie wyposażony w naturę i posiadający nadprzyrodzone zdolności mentalne mężczyzna, z pomocą kilku przyjaciół rewolucjonistów rozpoczyna swoją długą podróż po Stanach Zjednoczonych, której to celem jest odpowiedzenie na pytanie o to, czy stanowi dla ludzkości wielką szansę, czy też śmiertelne zagrożenie..

 

Przez pierwsze strony książki przebrnęłam stosunkowo łatwo, układając sobie w głowie, tak mniej więcej, świat w jakim się znalazłam i historię, jaką przed moimi oczyma rysują zdania na kartach tej powieści. Problem zaczął się już chwilę potem, gdy oto pojawił się cały szereg postaci o przedziwnych imionach, a zaraz po nich równie obce i niezrozumiałe pojęcia technologiczne, których znaczenia jakoś specjalnie nie mogłam poznać. Potem jednak było już zdecydowanie łatwiej, przyjemniej i ciekawiej, zwłaszcza od momentu, gdy główny bohater wyruszył w swoją podróż życia. Tutaj w zasadzie mam pewien zarzut do autora, iż nie pomógł czytelnikowi w odnalezieni się w tym świecie, co z pewnością wpłynęło by na lepszą przyswajalność danych płynących z tekstu. Oczywiście można powiedzieć, że to ambitna literatura dla ambitnych czytelników, wymagająca od nie tylko zaangażowania ale także i sporej dawki cierpliwości. Kłopot jednak w tym, iż z łatwością mogę sobie wyobrazić, iż wielu z Nich nie doczeka do tego momentu, w którym lektura nabiera większych kolorów i jasności, uznając ją wcześniej za zbyt "przekombinowaną". Szczerze mówiąc, kilkakrotnie sama byłam bliska odłożenia jej na półkę na bliżej nieokreślone "kiedyś", gdyby nie fakt, iż zobowiązałam się do zrecenzowania tej pozycji, a pisać recenzję po 1/4 lektury książki, to nie było by fair. Dlatego też przemogłam się i dobrnęłam do końca książki, z czego jestem zadowalana i usatysfakcjonowana, gdyż po przebrnięciu przez pierwsze rozdziały, jest już zdecydowanie tylko lepiej.

 

Lektura tej powieści stawia czytelnika niemalże w identycznym położeniu, jak tytułowego Prawojca. Podobnie jak główny bohater, nie wiemy wiele o tym nowym, futurystycznym świecie, i nie bardzo potrafimy się w nim odnaleźć, nie mówiąc już o zrozumieniu praw i zasad, jakimi się on kieruje. I chyba dobrze się dzieje, że właśnie taki zamysł przyświecał autorowi, gdyż w tym przypadku odkrywanie tego świata przyszłość wraz z głównym bohaterem, systematycznie krok po kroku, jest łatwiejsze dla czytelnika. Z pewnością byłoby to bardziej skomplikowane i trudne, gdyby Eliasz Praojciec wiedział wszystko o miejscu w które trafił, nie dzieląc się tym, lub dzieląc tylko cząstkowo, z Nami - czytelnikami. A tak oto jesteśmy niemalże naocznymi świadkami nauki tego bohatera, o Stanach Zjednoczonych przyszłości, którą to odbywamy wraz z Nim podróżując po kolejnych miastach tego kraju, i poznając kolejnych nowych, tajemniczych i intrygujących bohaterów tej historii.

 

Z całą pewnością Kris Saknussemm posiada tę niezwykłą zdolność kreowania światów, których dotąd nikt nawet nie dotknął w swojej pracy twórczej. Otóż autor ten stworzył tutaj obraz świata i zamieszkującego go społeczeństwa, w bardzo przygnębiających barwach. I nie mam tu na myśli wszechobecnego głodu, chorób, zatrucia środowiska czy też powojennego wyniszczenia, gdyż nic z tych rzeczy tutaj nie znajdziemy. Mam na myśli przede wszystkim wszechobecny chaos i sztuczność tego, co otacza żyjących w tym świecie ludzi. Chaos, powodowany kompletnym uzależnieniem się ludzi od cybernetyki, zarówno tej w wydaniu fizycznym, opierającym się chociażby na różnego rodzaju implantach, protezach, ale także i tym stricte umysłowym, umożliwiającym wpływanie czy też wręcz kształtowanie umysłowości i psychiki ludzi, za pomocą chociażby fal radiowych czy też działaniu sztucznej inteligencji wprost z komputerów. W tym świecie ludzie tak naprawdę mało przypominają już ludzi, a raczej społeczeństwo na wpół ludzkie, a na wpół technologiczne. Ponadto w świecie tym nie trudno odnaleźć twory i gatunki, rodem z najgorszych snów i horrorów, jak chociażby kościotrupy, zombie itd. I szczerze mówiąc, nawet nie próbuję dochodzić do tego, skąd i jakim cudem owe postacie mogły się tutaj pojawić, gdyż to i tak jest z góry skazane na niepowodzenie, gdyż świat ten jest pełen tak wielu tajemnic i zagadek na które nie ma odpowiedzi, iż niektórych pytań po prostu nie ma po co zadawać. Ponadto nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż świat ten jest na wskroś plastikowy, tandetny, krzykliwy i po prostu brzydki. Brzydki swoim kształtem, technologicznymi wynalazkami, prawami i ludźmi, którzy to w nim żyją. I tylko jeden bohater - Prawojciec wydaje się być inny, piękniejszy, lepszy, bardziej ludzki..

 

Sama fabuła opowieści jest interesująca i bardzo sprawnie prowadzona przez autora. Czytając kolejne rozdziały tej powieści, mamy do czynienia ze swoistym kryminałem, który krok po kroku prowadzi Nas do rozwikłania tajemnicy głównego bohatera. Nawet poszlaki - wskazówki, pozostawiane przez postać tajemniczego "Śmierdziela Krętacza", stanowią wprost idealne ślady kryminalnej układanki, które systematycznie mówią coraz więcej i więcej o tożsamości Prawojca i jego misji, jaka to mu powierzono. I tak jak w przypadku dobrej powieści z elementami kryminału być powinno, tak i w tym przypadku bardzo często dajemy się zwieść na ślepe tory, które nie mają kompletnie nic wspólnego z finałem tej niezwykłej historii. W zasadzie to odnajdziemy tu także wszelakie inne gatunku literackie, pomijając oczywisty jakim jest science-fiction, od horroru, poprzez komedię i na dramacie skończywszy. To bardzo różnorodna i barwna mieszanka, której lektura nie daje się łatwo zaszufladkować w konkretnych ramach gatunkowych. Najważniejsze jest jednak chyba to, iż przez cały czas jest to opowieść absolutnie nie przewidywalna, zaskakująca i kompletnie nie logiczna, co wbrew pozorom, bardzo jej służy.

 

W zasadzie to można by postawić tutaj dwie sprzeczne tezy, odnoszące się do zamiarów autora, przyświecające mu podczas pracy nad tą książką. Pierwsza z nich jest ta, iż książka ta stanowi swego rodzaju pastisz, komedię, wyśmiewającą wszystkie te elementy współczesnej nam popkultury, które można nazwać śmiało - "śmieciową". I ten zamysł chyba bardziej byłby zrozumiały dla Mnie i zarazem łatwiejszy do zaakceptowania. Drugą tezą jest ta, iż historia ta miała być zupełnie na poważnie, uderzająca w takie wartości jak chociażby tolerancja dla inności, bardzo widoczna i czytelna w przebiegu fabuły, czy też chociażby w ideę niczym nie krepowanej wolności. I tutaj chyba miałabym o wiele większe kłopoty w zrozumieniu takiego planu Krisa Saknussemma, który niestety nie sprawdziłby się absolutnie. Owe wartości zostały bowiem ubrane w zbyt krzykliwe i przejaskrawione szaty, które niestety przesłaniają skutecznie to, co miałoby by być tutaj najważniejsze. Oczywiście to tylko gdybania zwykłego czytelnika, które mogą być nie trafne, nie słuszne i mylne, ale mimo wszystko pozwolę je sobie tutaj wygłosić, choćby dla zasady.

 

Trudno jest Mi także nie oprzeć się wrażeniu, że powieść ta jest chyba nie koniecznie przeznaczona dla europejskiego, a nawet ściślej rzec biorąc, polskiego czytelnika. Z łatwością mogę sobie bowiem wyobrazić, iż amerykański odbiorca tej historii, o wiele łatwiej odnajdzie się w tym świecie, mimo wszystko bardzo głęboko zakorzenionym w tradycji i kulturze amerykańskiego stylu i sposobu życia. Mam tu na myśli chociażby ten stricte amerykańsko - disnejowski popkulturowy konsumpcjonizm, oparty na kolorach, reklamach, maskotkach i grach wszelakiego rodzaju. To jest. bynajmniej dla Mnie, wciąż jednak bardziej obce niż bliskie, a tym samym wywołujące bardziej zniesmaczenie, niż zszokowanie tym, iż tak miałby wyglądać świat przyszłości. Chociaż uważam, iż otwieranie się na nowe horyzonty kulturowe i literackie to rzecz słuszna, to jednak w tym przypadku po prostu bardzo trudna. Ponadto muszę koniecznie zaznaczyć, iż z całą pewnością jest to lektura przeznaczona tylko i wyłącznie dla dorosłego czytelnika, gdyż występująca tu solidna dawka przemocy i erotyki, w tym takim najbardziej mrocznym i dosadnym wydaniu, wymaga nie tylko odpowiedniej ilości lat na karku, ale także i dużej dawki silnych nerwów.

 

Równie niecodzienny i dziwny, jak sama fabuła powieści, jest skład jej głównych i pobocznych bohaterów. Począwszy od samego Eliasza Prawojca, będącego wytworem ludzkiej nauki i dodatkowo czegoś więcej, co czyni go postacią nadnaturalną, a nawet nadludzką. Tajemnica jaka wiąże się z jego pochodzeniem i przeszłością, stanowi punkt centralny tej opowieści, ale jednocześnie element sugerujący Nam z góry, kim jest ten człowiek. I tak jawi się On Nam jako model lub aktor rodem z filmów dla dorosłych, nie koniecznie super inteligentny, ale z pewnością bardzo wrażliwy i uczuciowy. Zagubiony nie tylko w otaczającym go świecie, ale także i we własnym szaleństwie wspomnień i niewiedzy o sobie samym. Na swój sposób jest postać tragiczna, wykorzystana prze innych i bardzo nieszczęśliwa, wzbudzająca współczucie, litość ale i bardzo ciepłe emocje u czytelnika. Postać ta jednak jest tylko wstępem do całej gamy postaci z drugiego planu, których to chyba nie umiałabym określić jakimś trafniejszym pojęciem, aniżeli - dziwaczni. Weźmy chociażby takiego Aretha Nightingale - czarnoskórego transwestytę, byłego prawnika o posturze gwiazdora futbolu amerykańskiego, który paradując w najbardziej kolorowych peruczkach, pełni funkcję przywódcy ruchu oporu. Postać wywołująca niezwykłe emocje już samym wyglądem i sposobem bycia, ale tak naprawdę będąca bardzo szczerą, oddaną, godną zaufania i dobrą z natury, osobą. Do tego jeśli wspomnimy jeszcze choćby o Kokomo - dziewczynie o bardzo specyficznym, wręcz sakralnym wyglądzie, Kaczora Dooleya i Ubbę Dubbę - holograficznych postaciach z bajek czy też Śmierdziela Krętacza - oszalałego geniusza, byłego czołowego pracownika "Vitessy" i o szeregu innych, przedziwnych postaci, to już pozwala uświadomić sobie to, z jak bardzo niecodzienną książką mamy tu do czynienia.

 

"Miasteczko Zanesville" to przykład bardzo filozoficznego science - fiction, które przemawia do czytelnika bardzo powoli, często nawet po zakończeniu lektury, ale za to niezwykle mocno i dobitnie. I choć to wyświechtanie powiedzenie, to jednak w tym przypadku nie zawaham się go użyć z pełną premedytacją. A powiedzenie to brzmi: "Po tej książce, już nigdy nic nie będzie takie jak przedtem.." Jeśli zatem posiadasz odrobinę odwagi i chęci by przekonać się o tym na własnej skórze, przeczytaj tę powieść..

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!