Pan Na Wisiołach Mroczne Siedlisko

Autor: Piotr Kulpa

Okładka wydania

Pan Na Wisiołach Mroczne Siedlisko


Dodatkowe informacje

  • Autor: Piotr Kulpa
  • Tytuł Oryginału: Pan Na Wisiołach. Mroczne Siedlisko
  • Seria: Pan Na Wisiołach (Tom 1)
  • Gatunek: SensacjaHorror
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 368
  • Rok Wydania: 2014
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 135 x 210 mm
  • ISBN: 978-83-7835-282-2
  • Wydawca: Videograf
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Chorzów
  • Ocena:

    5,5/6

    3/6

    4/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Uleczkaa38

W ostatnich latach nie było chyba miesiąca, w którym to na półki polskich księgarni nie trafiła by powieść, przenosząca czytelnika w malownicze i sielskie, wiejskie krajobrazy. Zazwyczaj główni bohaterowie porzucali swoje zabiegane, wielkomiejskie życie i przenosili się do malutkiej, urokliwej miejscowości, by tam odnaleźć swoje szczęście, spokój duszy, prawdziwe Ja..W opowieściach tych polska wieś, zapewne trochę na wyrost, jawiła się jako kraina mlekiem i miodem płynąca, w której nikogo nie może spotkać nic złego, zaś żyjący tam ludzie są wprost "do rany przyłóż"..Wyobraźmy sobie jednak co by było, gdyby oto okazało się, iż przeprowadzka do takiej wiejskiej, zapomnianej przez wielki świat społeczności, stałaby się dla jej nowych mieszkańców, początkiem największego, najbardziej przerażającego i koszmarnego przeżycia z najgorszych koszmarów..Prawda, że brzmi intrygująco..? Jeśli jednak wyobraźni Nam nie wystarczy, to nie powinno stanowić to żadnego problemu, gdyż gotową wizję ów koszmarnej sielanki, serwuje Nam w swojej powieści Piotr Kulpa, zaś tytuł jej brzmi "Pan na Wisiołach. Mroczne Siedlisko".

 

Fabuła książki, bynajmniej na początku, nie odbiega od większości innych pozycji opowiadającej o przeprowadzce na wieś. Oto rodzina Smutów, postanawia porzucić swoje wygodne, aczkolwiek niezbyt szczęśliwe wielkomiejskie życie, i głowa rodziny wraz z żoną oraz 9- letnim synem, postanawia przeprowadzić się do odziedziczonego w spadku domu we wsi Wisioły, położonej w gdzieś w Starogórach. Owa przeprowadzka wydaje się być szansą dla całej rodziny na to, by ponownie mogli odnaleźć swoje szczęśliwe dni, uporać się z przeszłością, rozpalić na nowo wygasły już płomień miłości. To taki nowy start dla Tymoteusza - trzeźwego alkoholika i byłego biznesmena, dla Magdy - rozczarowanej życiem u boku męża żony oraz dla Czarusia - nie mówiącego chłopczyka, któremu nie są w stanie pomocy najlepsi specjaliści. Niestety owa szansa jak i wizja spokojnej i szczęśliwej sielanki, bardzo szybko opuszcza głównych bohaterów, zaś jej miejsce zajmuje strach, przerażenie i wielkie niebezpieczeństwo, jakie to zawisa nad całą rodziną. Okazuje się bowiem, iż Wisioły jak i tutejsi mieszkańcy, skrywają bardzo mroczną tajemnicę, w którą to zostają nieuchronnie uwikłani Smutowie..

 

Przystępując do lektury niniejszej powieści nie do końca wiedziałam, czego mogę się po niej spodziewać. Z jednej strony opis wydawcy wskazywał by na typową powieść grozy, pełną tajemnic, mroku i strachu, ze wszech miar osadzoną w polskich realiach. Z drugiej strony zaś, głównie na wskutek okładki i zdobiącej ją grafiki, dopuszczałam możliwość tego faktu, iż książka ta będzie swego rodzaju komediową wersją horroru, coś na wzór chociażby filmu Juliusza Machulskiego pt. "Kołysanka", opowiadającego o rodzinie wampirów wprowadzających się do małej wsi na Mazurach. Ponieważ nie jestem zwolenniczką łączenia komedii z horrorem, miałam nadzieję, że jednak ta pierwsza wersja moich przypuszczeń, okaże się trafna. Na całe szczęście, tak się właśnie stało. Otóż "Pan na Wisiołach.." to solidna dawka powieści grozy z zachowaniem wszelkich reguł, jakim dobra książka tego gatunku, powinna podlegać. Tak więc oto otrzymujemy tutaj i niewinnych bohaterów wkraczających w społeczność bardzo dziwnych, przerażających i niebezpiecznych mieszkańców. Mieszkańców, skrywających wielką tajemnicę, której to rozwikłanie okaże się o tyleż interesujące, co i tragiczne dla głównych bohaterów. Jesteśmy świadkami tajemniczych, niewytłumaczalnych wydarzeń z udziałem rodziny Smutów, których to powtarzalność i niemożność zatrzymania, graniczy z szaleństwem jak i również z najczystszym przerażeniem. Wreszcie poznajemy wydarzenia z przeszłości głównych postaci, którzy ostatecznie okazują się wcale nie aż tak bardzo zwykłymi i przeciętnymi ludźmi.. Jednymi słowem - horror jak się patrzy:)!

 

Piotr Kulpa skorzystał ze starych, sprawdzonych wzorców powieści grozy, nie kusząc się na zbytnio nowatorską, odkrywczą, świeżą fabułę. I na całe szczęście, gdyż chyba w literaturze grozy, jak w żadnym innym gatunku literackim, nowe pomysły sprawdzają się najmniej. Otóż jak wielokrotnie już to podkreślałam w swoich recenzjach, horror musi spełniać tylko dwa podstawowo zadania: straszyć i raz jeszcze straszyć w mądry i inteligentny sposób, nie wywołujący śmiechu i rozbawienia u odbiorcy. Oba te warunki spełnia niniejsza powieść, za co należą się duże słowa uznania dla jej autora. Przestraszyć słowami jest bardzo trudno, gdyż nie wystarczy tu opisywać tylko przerażające wydarzenia z życia głównych bohaterów, ale również trzeba umiejętnie budować atmosferę osaczenia, bezsilności, lęku, przekładającą się na emocje czytelnika. Odbiorca książki bardzo łatwo wyczuje fałsz, naiwność, śmieszność opisywanej historii, skutecznie zniechęcając go do lektury. W przypadku Piotra Kulpy i jego książki możemy mówić tylko o jednym odczuciu - strachu. Sprawdzony wzorzec odciętej od współczesnego świata społeczności i wkraczające w jej ramiona obcych, został wykorzystane tutaj w najlepszym z możliwych sposobów, skupiającym się na nieuchronnej konfrontacji tych dwóch obcych światów, i dramatycznych konsekwencjach, jakie to z tego spotkania wynikają..

 

Książka ta nie była by z pewnością tak ciekawą pozycją, gdyby nie fantastyczny świat w którym rozgrywają się opisywane tu wydarzenia. Świat małej, archaicznej, dusznej wsi Wisioły, zamieszkałej praktycznie przez samych starców, którzy bynajmniej nie przypominają ludzi pogodnych, cieszących się każdym dniem staruszków, gotowych służyć pomocą zawsze i każdemu. To zupełnie nie ta bajka i nie ten charakter ludzi..Wkraczając do tej miejscowości wraz z głównymi bohaterami, czujemy niemalże na własnej skórze ten wszech obecny niepokój, aurę tajemnicy i nie naturalność tego miejsca. Nic nie jest tam bowiem takie, jakie być powinno w świecie z XXI stulecia, gdyż wręcz wydaje się, jakby czas zatrzymał się tam co najmniej 100 lat temu. Najdziwniejsze jest jednak to, iż mieszkańcom wydaje się to zupełnie nie przeszkadzać, tak jakby było to najzupełniej naturalne, zwyczajne, dobre. Właśnie..mieszkańcy Wisiołów. O nich z pewnością można by opowiadać bardzo długo, a i tak nigdy byśmy nie rozgryźli do końca, jacy oni są naprawdę. Wystarczy powiedzieć jedynie, że są kompletnie nieprzewidywalni, nie logiczni, nierealni i na pewno bardzo antypatyczni. Oj nigdy nie chciałabym poznać takich ludzi w prawdziwym życiu i nie życzyłabym tego najgorszemu wrogowi.., ale poczytać o Nich, to już całkiem inna historia;)

 

Interesujące w książce jest także to, iż dość swobodnie została wytyczona tutaj granica pomiędzy tym co realne i wytłumaczalne, a tym co stanowi absolutne przeciwieństwo tych dwóch pojęć. Zło, nadprzyrodzone zdolności, piekielne moce - wszystko to stanowi jedynie połowę prawdy o tej historii, drugą zaś dopełnia ludzkie szaleństwo i ciemna strona charakterów każdego z Nas, która to w Wisiołach ujawnia się ze szczególną mocą. I tak naprawdę nie do końca wiemy, czy to zło tkwi w tym miejscu i tych mieszkańcach, czy może gdzieś w niezdrowych emocjach głównych bohaterów, które pchają ich ku złu. Myślę, że to bardzo inteligentne podejście do tematu, dające czytelnikowi więcej furtek wyboru w ostatecznej ocenie fabuły jak i również w zrozumieniu tego, co tak naprawdę wydarzyło się w "Mrocznym siedlisku"..

 

Oczywiście nie dorzecznością było by stwierdzić, iż cała książka opowiada tylko i wyłącznie o przeraźliwych wydarzeniach mających miejsce w Wisiołach. Znajdą tutaj także coś dla siebie także miłośnicy prawdziwego, wiejskiego życia. Być może nie tak sielankowego i pięknego, ale na pewno szczerego. Liczne romanse, alkoholizm, zawiści międzysąsiedzkie, codzienne życie mieszkańców tej mieściny. No dobrze, dobrze..to tylko kropla w morzu zła, makabry i niewyjaśnionych zjawisk jakie stają przed młodym małżeństwem Smutów, ale jakby nie patrzeć, są.

 

Sam sposób prowadzenia opowieści przez autora jest bardzo interesujący. Otóż obserwujemy te wydarzenia z wielu perspektyw, nie tylko zaś z nowo przybyłych do wsi. Tym samym mamy doskonałą okazję na poznanie więcej interesujących faktów z życia głównych jak i drugoplanowych bohaterów, po obu stronach barykady. Bardzo ciekawe jest to, jak ową rzeczywistość postrzegają Smutowie, a jakże inaczej starzy mieszkańcy Wisiołów. Z całą pewnością takie ujęcie narracji wpływa na atrakcyjność i barwność opisywanej historii, która w ten sposób nie nuży się i nie skupia tylko na jednym punkcie widzenia. Język powieści jest bardzo współczesny, zrozumiały, pozbawiony wiejskich naleciałości. Być może to troszkę naiwne podejście, ale bynajmniej nie przeszkadza w lekturze. Sami bohaterowie, jak i wypowiadane przez nich dialogi także nie budzą większych zastrzeżeń. Można powiedzieć, że warsztat pisarski Piotra Kulpy jest solidny i na wysokim poziomie.

 

Dla Mnie książka ta to także swoista diagnoza zachowań i relacji między ludzkich, tak bardzo widoczna na przykładzie Tymoteusza i Magdy. Młode małżeństwo mające za sobą burzliwe przejścia, które poszukuje pewnego ratunku na uratowanie swojego związku. Niestety ten szczytny cel okazuje się zbyt trudnym wyzwaniem, zwłaszcza w taki miejscu, jakim jest wieś Wisioły. I choć na pewno oboje się starają, to mimo tego ulegają pokusom, żądzom, wpływowi środowiska i swoim najmroczniejszym instynktom, o które zapewne nigdy by siebie nie podejrzewali. To taki swoisty obraz upadania miłości i wzajemnego szacunku do siebie nawzajem, jak i również potwierdzenie tej oto prawdy, że tak naprawdę nigdy nie możemy być pewni tego, jakimi ludźmi jesteśmy My sami jak i również Nasi najbliżsi. I chyba dobrze, że nie zawsze znamy odpowiedzi na te pytania, gdyż prawda czasami może być zbyt straszna..

 

"Pan na Wisiołach. Mroczne Siedlisko" to pierwsza cześć trzy tomowego cyklu, opowiadającego o losach niezwykłych mieszkańców Wisiołów. Cześć, która nie wszystko wyjaśnia do końca i wprost, delektując się niejako drogą do prawdy, by tę poznać dopiero w kolejnych tomach cyklu. Z pewnością książka ta jest jednym z ciekawszych dokonań na polskim rynku powieści grozy w ostatnim czasie, a już na pewno najbardziej klimatycznym. Lektura to sama przyjemność i doskonała zabawa, której już bardzo szybko po dotarciu do ostatniej strony powieści, będzie Nam brakować. Nie pozostaje mi zatem nic innego jak zachęcić wszystkich miłośników literatury z dreszczykiem, do sięgnięcia po tę pozycje. Tym bardziej, iż czekają Nas kolejne części tej interesującej historii, które z pewnością będą równie udane jak jej pierwsza odsłona.

Czytelnik7

Nie ukrywam, że dosyć duże znacznie ma dla mnie okładka. Nie przywiązuję do niej bardzo dużej uwagi, jednakowoż przy wyborze lektury jest istotna. Z przyjemnością sięgam po pozycje, które, niczym klamra, spina ciekawa, niebanalna okładka. I właśnie w ten sposób, zahipnotyzowany i zaintrygowany nią, sięgnąłem po "Mroczne siedlisko" Jana Kulpy.

 

Jan Kulpa, autor dwóch powieści familijnych "Ciepełko" oraz "Hala i Bas", zajmuje się nie tylko prozą, ale pisze także wiersze, dramaty oraz piosenki. Jest frontmanem zespołu meakulpa. Prowadzi amatorski teatr Trupa Propaganda. Mieszka w Bełchatowie.

 

Główny bohater, Tymoteusz Smuta, przeprowadza się do tytułowej wsi Wisioły, do odziedziczonej po dziadkach chałupy. Przeprowadza się wraz z żoną Magdą, która zamierza otworzyć tam gabinet dentystyczny oraz z synem Czarusiem, którego zamierzają posłać do lokalnej szkoły. Rodzina w przeprowadzce pokłada duże nadzieje - liczą na ucieczkę w głuszę od zgiełku miast, Tymoteusz zamierza oddać się swojej pasji artystycznej - rzeźbieniu, a pociecha rodziny, w mniemaniu rodziców, w końcu, po kilku latach, odzyska mowę. Na początku wszystko wskazuje na to, że życie na sielskiej wsi przyniesie same korzyści. Jednak, z czasem, wszystko zaczyna toczyć się zupełnie inaczej, niż powinno. Mieszkańcy wsi okazują się inni niż w wyobrażeniach głównych bohaterów, a ich zwyczaje i praktyki, delikatnie mówiąc, zatrważają rodzinę Tymoteusza Smuty.

 

Powieść rozpoczyna się od prologu, w którym, w nie do końca jasnych okolicznościach, poznajemy głównego bohatera, Tymoteusza Smutę. Znajduje się on w barze "U grubej Stefy" z pętlą sznura zawieszoną na szyi. Zauważa, że zarówno obsługa, jak i klienci baru, rozpoznają go, a On, przestraszony i zdezorientowany, nie potrafi sobie przypomnieć niczego z przeszłości.

 

Piotr Kulpa, śladami wielu pisarzy, którzy w ostatnim czasie dogłębnie penetrują wiejskie tereny i ludność, osadził akcje swojej powieści na wsi. Dogłębnej analizie poddał mieszkańców wsi Wisioły, przedstawiając ich zwyczaje, tradycje, ludowe wierzenia oraz zabobony. Dużą zaletą recenzowanej pozycji są interesujące portrety psychologiczne bohaterów, Tymoteusz, choć na pierwszy rzut oka przykładowy ojciec i mąż, ciągnie za sobą duży wóz niejasnej i ciężkiej przeszłości, Od lat zmaga się z alkoholem, uczęszczając na spotkania AA, a także jest winien niepełnosprawności Karoliny, którą potrącił w wyniku prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwym. Także Jego syn, dziewięcioletni Czaruś, nosi znamiona choroby taty. Chłopiec przestał się odzywać i zamknął się w sobie kilka lat temu, gdy, podczas nieobecności matki, został definitywnie zaniedbany przez swojego ojca, a także był świadkiem wyżej wymienionego wypadku. Teraz, choć wszystko na pozór wróciło do normy, i mimo licznych starań Tymoteusza, Czaruś nie może nabrać zaufania do ojca, permanentnie traktując go jak powietrze. Interesujące są także portrety psychologiczne innych postaci, takich jak Karol Lipert (ojciec potrąconej dziewczyny) czy Gajgaro Bargieł.

 

Dużo do życzenia pozostawia natomiast akcja powieści. Jej tempo jest bardzo niestabilne: raz przebiega bardzo szybko, wciągają czytelnika niemal w trans, by za chwilę, momentalnie, zwolnić i toczyć się niezwykle nieśpiesznie, Ponadto akcja jest bardzo, powiedziałbym nawet za bardzo, szeroka, Duży wpływ na jej kształt mają niemal wszyscy bohaterowie, przez co mamy do czynienia z dużym przerostem informacji, Lekturą utrudniają także liczne wątki poboczne - wspomnienia głównego bohatera z terapii alkoholowej, z Jego dawnego miejsca pracy, z wypadku, historia ojca Karoliny, Karola Liperta (Jego problemy z żoną, a także poszukiwania winnego niepełnosprawności swojej jedynej córki), relacje Czarka z nowym, szkolnym otoczeniem i wiele innych. Odnosi się wrażenie, że wszystko, akcja powieści, jej tempo i sens, są bardzo rozmyte i naciągane. Wszystko to sprawia, że główny wątek traci swą moc, a czytelnik może poczuć się zdezorientowany i przytłoczony,

 

Muszę się także odnieść do kwestii, która mnie osobiście najbardziej zainteresowała. Zgodnie z informacją zawartą na okładce, niniejsza książka powinna być powieścią grozy. Jednak, ku mojemu zaskoczeniu, strach i napięcie, które powinna u odbiorcy wywołać podczas lektury w ogóle się u mnie nie pojawiły. Jedyną sceną, która rzeczywiście miałaby szansę wprawić w osłupienia, a być może i przerażenie, czytelnika, to z scena z lasu, w którym Magda, Tymoteusz i Czarek byli świadkami niecodziennych praktyk nad zwłokami dziadków głównego bohatera.

 

Nie jestem pewny, czy sięgnę po drugi tom tejże powieści, a także, czy warto ją polecać. Jednak, jeżeli nie macie wygórowanych oczekiwań, to z ręką na sercu polecam niniejszą książkę. W sam raz na jedno deszczowe popołudni.

Obsesja Kasiulka

Po książki sięgam z polecenia znajomych, po lekturze zachęcającej recenzji, czy dość wysokiej ocenie na portalach literackich. Są blogi, których właściciele mają dość zbliżone upodobania do moich i czytając ich opinie wiem, że ta lektura może również i mi się spodobać. Po Mroczne siedlisko sięgnęłam dzięki jednemu z blogów, a dokładniej polecenia właścicielki, niestety nie mogę sobie przypomnieć czyja to była strona. W każdym bądź razie zarówno to polecenie, jak i później moje zapoznanie się z fabułą książki spowodowały, że chętniej jej się przyjrzałam. Lubię powieści grozy, a ten tytuł bardzo dobrze się w tym gatunku odnajduje.

 

Piotr Kulpa to człowiek orkiestra. Pisze wiersze, powieści, dramaty, piosenki. Frontman zespołu „meakulpa". Prowadzi amatorski teatr Trupa Propaganda. Mieszka w Bełchatowie z żoną, córką i psem. Do tej pory wydał dwie powieści familijne: Ciepełko oraz Hala i Bas. Żona mówi o nim „dziecko z brodą". Wierzy, że świat będzie kiedyś gorszy.

 

Przenosimy się do malowniczej miejscowości Wisioły w Starogórach. Tymoteusz Smuta otrzymuje w spadku po dziadkach ich dom z przyległościami. Ten niepijący alkoholik postanawia pozostawić swoją dość dobrą pracę i wraz z żoną Magdą – stomatolog, oraz synkiem Czarusiem przenieść się w góry. Decyzję o wyjeździe z zatłoczonego miasta podejmują prawie bez zastanowienia. Wierzą, że na nowych dla nich terenach uda im się uzyskać spokój, rozwinąć swoje pasje, a przede wszystkim mają wiarę, że ich synek zacznie mówić. Początkowo wszystko idzie po ich myśli, jednak z czasem zauważają, że zachowanie mieszkańców Wisioł nie jest normalne. Jedyny, który jest przychylny rodzinie Smutów to cygan Gajgaro. Dlaczego dla Gajgaro tak zależy, aby Smutowie mu zaufali, i przede wszystkim, w jaki sposób porozumiewa on się z ich synem, skoro ten drugi nie mówi?

 

Mroczne siedlisko to pierwsza część trylogii Pan na Wisiołach. Historia zapowiada niesamowitą i mroczną fabułę, która jest umiejscowiona jakby się wydawało w zwykłej wsi. Bo cóż może się dziać w krainie mlekiem i miodem płynącej? Moje początki z lekturą nie zapowiadały się pozytywnie. Za szybko oczekiwałam rozwoju akcji i pierwsze kilkanaście stron lekko mnie nużyły. Jednak z czasem fabuła pomimo swojej jednostajności zaczynała wciągać mnie swoim klimatem, językiem, jakim operuje autor. To wszystko przez prolog, który rozbudził we mnie dość wysoko postawione nadzieje. Sporo tu niedomówień, które obiecują sporą dawkę grozy. Bez obaw, tu będzie się działo.

 

Postawienie naprzeciw siebie sielskiej miejscowości i nie do końca tak przyjaznych jej mieszkańców, który maja wiele za uszami wobec rodzinie Smutów powoduje, że momentami ciarki przechodzą po plecach.

 

Już sama okładka sugeruje, że coś jest nie tak, że nie będzie kolorowo. Piotr Kulpa stworzył mroczną historię, która pomimo mojego początkowego zdziwienia – o co tak naprawdę chodzi? – spowodowała, że później nie mogłam się od niej oderwać. Tymoteusz i Magda z czasem dochodzą do wniosku, że jednak nie do końca odnajdą się w tej niewielkiej miejscowości z nieprzychylnymi im sąsiadami, wydaje się, że jedynie ich syn Czaruś czuje się tu dobrze.

 

Mroczne siedlisko jest powieścią grozy z elementami psychologicznymi. Główny bohater stara się odnaleźć w zastanej rzeczywistości, gdzie z czasem powracają do niego wydarzenia sprzed lat, wpada w lekką paranoję, i nie jest pewien czy to, co się z nim dzieje jest realne czy to tylko wymysł chorej jego wyobraźni.

 

Polubiłam rodzinę Smutów, polubiłam stworzony przez autora świat pełen wierzeń słowiańskich. Mnóstwo tu magii i nierealnych zjawisk. Umiejscowienie tego w niewielkiej sielskiej miejscowości powoduje, że wszystkie te elementy składają się w spójną całość i tworzą niesamowitą historię.

 

Bardzo chętnie sięgnę po kolejną część trylogii Krzyk Mandragory, gdyż zakończenie bardzo mnie zaintrygowało.

Pani M

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Rzucacie życie w stolicy i przenosicie się do odziedziczonej po dziadkach chałupy w Starogórach. Do tego nazywacie się Smuta, co oznacza "nieszczęście". To nie brzmi jak początek wesołej historii, prawda? Smutowie spełniają sen mieszczucha. Wieś Wisioły, w której zamieszkują, to pełna uroku głusza. Cisza i spokój. Nawet telefony ich nie niepokoją. Tutaj na pewno syn Czaruś odzyska mowę, tata Tymek zrealizuje artystyczne marzenia, a Magda stanie się wreszcie szczęśliwą żoną i matką. Początkowo jest sielsko. W końcu to stary dom po ukochanych dziadkach. Problem stanowią jedynie dość specyficzni mieszkańcy miejscowości, którzy wilkiem patrzą na nowych.

 

Bardzo nieufnie podchodzę do książek, które są reklamowane jako powieść grozy. Nie jest łatwo mnie pod tym względem zadowolić. Kompletnie nie wiedziałam na co się piszę, sięgając po tę lekturę. Nazwisko autora nie było mi znane, ale postanowiłam przekonać się, czy będę w stanie odnaleźć się w Wisiołach.

 

Książek o tym, że ktoś porzuca życie w stolicy, by rozpocząć wszystko od nowa we wsi zabitej dechami już parę w swoim życiu przerobiłam. Przyznam szczerze, że w stosunku do tej mam bardzo mieszane uczucia. Bardzo trudno było mi wczuć się w klimat powieści. Początkowo nieco się w niej gubiłam, ale postanowiłam dać autorowi szansę, by pokazał mi, jak wyglądają Wisioły. Nie chciałam już na dzień dobry negatywnie się nastawiać.

 

Jednym z najmocniejszych punktów w powieści są bohaterowie. Za ich kreację należą się Piotrowi Kulpie brawa. Najbliżej było mi zdecydowanie do Magdy, żony Tymka. On sam nieziemsko działał mi na nerwy. Ich syna początkowo się bałam, ale w sumie nie okazał się aż tak straszny, choć nie chciałabym mieć takiego dziecka. Przypadło mi do gustu to, że mogłam poznać Wisioły z perspektywy całej rodziny i dowiedzieć się, jak każdy z członków zareagował na przeprowadzkę. Nieco pogubiłam się w bohaterach drugoplanowych. W sumie do żadnego z nich nie zapałałam sympatią, może jeszcze dam im szansę w kolejnym tomie.

 

To nie jest łatwa lektura, więc jeśli na to liczycie, muszę was rozczarować. Przez początek powieści przechodziłam jak po grudzie. Nie działo się praktycznie nic i chciałam odłożyć książkę na bliżej nieokreślone później, ale na szczęście udało mi się zmobilizować do lektury. Potem było nieco lepiej, choć nadal nie jestem w pełni przekonana do tego cyklu. Nie mogę powiedzieć, że Piotr Kulpa nie miał pomysłu na powieść, bo miał. Co prawda zdarzały się wątki, które już gdzieś się pojawiły, ale to akurat było do przewidzenia. Zabrakło mi jednak tej aury grozy, mrocznego klimatu. Nie czułam tego. Jestem ciekawa, jak autorowi pójdzie w dwóch kolejnych częściach. Wprowadzenie do trylogii było dobre, choć mnie pośladków nie urwało.

 

Nie jestem w stanie powiedzieć, komu ta książka mogłaby przypaść do gustu. Nie nastawiajcie się raczej na bardzo mroczną powieść grozy. Bywa tajemniczo, ale nie na tyle, żeby mieć po lekturze koszmary. Nie przekreślam jednak autora. Daję mu kolejną szansę. Mam nadzieję, że Krzyk Mandragory będzie lepszy od tego tomu i lektura mnie bardziej usatysfakcjonuje. Mniej więcej wiem, czego się spodziewać. Liczę na to, że Piotr Kulpa tym razem mnie nie zawiedzie.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!