50 Cent. Szacunek Ulicy

Autor: 50 CentLizzi Akana

Okładka wydania

50 Cent. Szacunek Ulicy


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Obywatel_Śliwka

Sylwetki 50 Centa – rapera z przeszłością tak bogatą jak dziewięć postrzałów, miliony sprzedanych płyt, aktora i przedsiębiorcy – przedstawiać nie trzeba nikomu, kto ma w domu choćby radio. Swojego czasu był on dosłownie wszędzie. Warto nadmienić tu, że mimo iż nikt by go o to nie podejrzewał, człowiek ten ma także żyłkę pisarską. Nie ukrywajmy – nikt nie spodziewa się przecież, że 50 Cent napisał tę książkę sam, i tak prawdopodobnie nie jest (co wywnioskować można przez nazwiska obecne obok jego przy każdej publikacji) jednak opowieść ta jest tak wiarygodna, naturalna i realistyczna, że ja osobiście nie mam wątpliwości, że nie było to pisanie na zlecenie, a sam artysta zaangażował się w powieść, co ogromnie mnie cieszy.

 

Ucieszył mnie także fakt, że powieść jest dużo lepsza niż sugerowałby opis, który zapowiada raczej liche czytadło oparte na schematach niż lekką i przyjemną, ale jednak nie pozbawioną realizmu i okrucieństwa książkę. Nie jest to jedna z tych powieści, które każą nam ''zmienić się'', ''zejść na dobrą drogę'' i odnaleźć wiarę w ludzi, skupia się jednak znacznie na związkach z rodziną oraz wpływie otoczenia na człowieka. Nie widać tu szczególnego parcia na oryginalność oraz poszerzanie horyzontów i to dobrze, bo ta książka miała na celu ukazać, że nasze życie staje się piękniejsze z osobami, które kochamy, a nie stać się kolejną książką, która poprzez wydumane i spotęgowane problemy doprowadza czytelnika do szału.

 

To książka niewątpliwie skierowana ku młodszym czytelnikom. Główny bohater ma trzynaście lat, ale jest skonstruowany w naprawdę interesujący sposób (trochę jak młodsza wersja Tylera Gage'a ze ''Step up'') i choć może wyglądać jak banalna postać, która stara się stać się kimś lepszym pokonując przeciwności jego otoczenia, jego ''przemiana'' jest naturalna – nie ma w sobie tego sztucznego i taniego efektu ''przekraczania granicy'' których według jego otoczenia przekraczać nie powinien, i zamiast zobaczyć osobę, która staje się kimś złym z kogoś dobrego, widzimy skomplikowaną postać, która mimo młodego wieku stara się na własną rękę poznać i odróżnić dobro od zła. To odróżnia go od typowych bohaterów takich powieści.

 

Z przykrością stwierdzam, iż mimo wszystko banałów tu nie zabrakło. Największym z nich jest jego związek z Nią. Nia nie jest szkolną pięknością, ale jak przystało na książkę naturalną, jest jak to bywa zwykle – najsympatyczniejszą dziewczyną na świecie bez skazy na swojej doskonałej osobie. To się powinno spodobać osobom, do których książka jest skierowana, ale dla mnie ten jeden banał był nie do zniesienia. Reszta – zwłaszcza matka – to postacie naprawdę imponujące. Nie liczyłem na to, że dam się tej książce w jakiś sposób zaskoczyć, jednak matka Buły naprawdę to zrobiła. Naprawdę wprowadziła efekt wow i jej osoba w tej książce to na pewno jedna z najlepszych jej cech.

 

A_psik

Buła jest trzynastoletnim chłopakiem, który pragnie uwagi innych. Jego rodzice się rozstali, więc chłopak mieszka z wiecznie zapracowaną mamą, a ojca odwiedza mniej więcej dwa razy w miesiącu (w weekendy). Matka, próbując uciułać dodatkowy grosz, bierze wszelkie możliwe nadgodziny, dlatego Burton (bo tak właściwie ma na imię) żywi się najczęściej śmieciowym jedzeniem. Kobieta nie ma bowiem nawet czasu na prawdziwe gotowanie - Buła przeżyje szok podczas wizyty u kolegi, widząc jak jego mama gotuje prawdziwy obiad, a nie odgrzewa "gotowca". W wyniku rozwodu chłopak wraz z matką przeprowadza się z Nowego Jorku do miasteczka Garden City. Już pierwszy dzień w nowej szkole okaże się koszmarem.

 

Cały bieg wydarzeń poznajemy z perspektywy Buły - to on jest tu narratorem. Opisuje on swoje kolejne wizyty u terapeutki z właściwą sobie nonszalancją - że to niby ona jest jakaś dziwna i że on nie bardzo rozumie, po co w ogóle musi się z nią spotykać. A czemu w ogóle się tam znalazł? Jego problemy w szkole narastały, więc stwierdził, że najlepszą obroną jest... atak. Po zaatakowaniu niedawnego kumpla skarpetą pełną baterii, wylądował na przysłowiowej... kozetce.

 

Wydaje mi się, że książka "Szacunek ulicy" jest jednym wielkim krzykiem, wołaniem o pomoc. Ma być przestrogą przed lekceważeniem swoich dorastających dzieci. Daje zapracowanym rodzicom wskazówki, by nie zamykali się na problemy swoich synów i córek. Dorastanie jest bowiem trudnym okresem - nie jest się jeszcze dorosłym, ale nie jest się też już dzieckiem. Okres buntu można przechodzić w miarę łagodnie, jednak częstsze są zgrzyty i rozmaite wyskoki nastolatków, które chcą być widziane i słyszane. I właśnie wtedy obecność rodziców jest najważniejsza. Rozmowy z nimi mogą pomóc zrozumieć, co dzieje się z młodym człowiekiem, co się w nim zmienia. Brak obecności rodziców może się źle skończyć (nie mam tu na myśli jedynie mieszkania pod jednym dachem, ale to już pewnie, Drodzy Czytelnicy, wiecie).

 

Podczas lektury miałam skrajne uczucia względem bohatera tej powieści. Bywały momenty, w których strasznie wkurzała mnie jego głupota, ale też często bywało mi go najzwyczajniej żal. Wczuwałam się w jego położenie: brak prawdziwych kumpli (ewentualnie miał do wyboru towarzystwo podejrzanych kolesi), wiecznie zapracowaną mamę i "weekendowego" ojca, brak jakichkolwiek perspektyw i możliwości "wyrwania się" ze swojego środowiska. Chyba jestem w stanie choć w małej części zrozumieć, co czuł Buła. Mnie też kiedyś wyzywano w szkole - wprawdzie "delikatniej" i w mniejszym stopniu, ale wiem, że szykanowanie przez innych nie wpływa dobrze na ego młodego człowieka.

 

Myślę, że jest to lektura dla młodzieży wchodzącej w trudny okres dojrzewania (o ile da się przekonać do czytania!:P), pokazująca, że przemoc nie jest metodą na szczęśliwe życie.

 

Język jest dopasowany do wieku narratora, nic tam nie zgrzyta. Książkę czyta się nadzwyczaj szybko. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie znalazła jakiegoś mankamentu. Otóż cała ta historia przypomina mi wiele hollywoodzkich filmów o przemianach bohatera. Czytając odnosiłam wrażenie, że mam przed oczami gotowy scenariusz filmu. I wcale bym się nie zdziwiła, gdyby "Szacunek ulicy" doczekał się ekranizacji. Poza tym jest to lektura do jednokrotnego przeczytania - nie sądzę, bym miała znów po nią sięgnąć.

 

Nie łudźcie się - nie jest to literatura wysokich lotów. To książka do przeczytania w ciągu kilku godzin. Nie wiem, czy zostanie na dłużej w mej pamięci. Pseudonim artystyczny 50 Cent przyciąga teraz, ale kto wie, co będzie za parę miesięcy lub lat..?

 

Początkowo sądziłam, że to biografia 50 Centa (wł. imię to Curtis James Jackson III) - okładka jest naprawdę myląca. Okazało się jednak, że 50 Cent pisząc tę książkę opierał się na własnych doświadczeniach i towarzyszących im emocjach, ale nie stworzył prawdziwej autobiografii.

 

Sami zdecydujcie, czy jest to lektura dla Was.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!