Stanisław Berg Tom 2 Pozdrowienia Z Londynu

Autor: Krzysztof Beśka

Okładka wydania

Stanisław Berg Tom 2 Pozdrowienia Z Londynu


Dodatkowe informacje

  • Autor: Krzysztof Beśka
  • Tytuł Oryginału: Pozdrowienia Z Londynu
  • Seria: Stanisław Berg
  • Gatunek: KryminałPowieści i Opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 432
  • Rok Wydania: 2014
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 135 x 215 mm
  • ISBN: 9788378184287
  • Wydawca: Rebis
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Poznań
  • Ocena:

    5/6

    6/6

    6/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Obsesja Kasiulka

Po niedawnej lekturze Trzeciego brzegu Styksu, z wielką z przyjemnością i jak zawsze z lekkim niepokojem sięgnęłam po kolejną część serii autora - Pozdrowienia z Londynu. Zawsze mam obawy, gdy sięgam po kontynuacje serii. Czy kolejna część trzyma poziom, czym tym razem autor zaskoczy, czy będzie to raczej niepowodzenie? Dobry kryminał to taki, który wciąga od samego początku, posiada swój niepowtarzalny klimat. Zastanawiałam się czy autor, skoro ponownie przenosi nas do XIX wiecznej Łodzi zachował klimat miasta? Ech, Krzysztof Beśka ma nie lada zadanie – czy sprostał kolejnym moim oczekiwaniom?

 

Przenosimy się ponownie do XIX wiecznej Łodzi w której dochodzi do makabrycznych zbrodni. Giną dwie kobiety, a ich ciała zostały w bardzo okrutny sposób okaleczone. Należy odnaleźć jak najszybciej sprawców, niestety policja musi odsunąć tę sprawę w czasie, gdyż robotnicy w fabrykach zaczynają się buntować. Rozpoczyna się chaos, nikt nic nie wie. Nie wiadomo co robić. Należy zatrudnić prywatnego detektywa, który zajmie się sprawą morderstw, aby policja opanowała wichrzycieli sprowadzających do coraz częstszych buntów. Prasa również stoi w przysłowiowym „rozkroku", gdyż nie wie na czym skupić swoją uwagę, obawiając się jątrzenia czy to w jednej czy w drugiej sprawie. Niestety poznany w poprzedniej części detektyw chwilowo usunął się w cień, gdyż przeżywa załamanie miłosne. A morderstw przybywa. Stanisław Berg, musi uporać się z problemami sercowymi i wziąć się w końcu do pracy.

Pamiętacie słynnego Kubę Rozpruwacza? Tu się taki pojawi, no może nie dosłownie.

 

Z czasem, z coraz większą ilością książek, które miałam okazję przeczytać moje wymagania stają się coraz większe. Już nie wystarczy zainteresować mnie fabułą, wprowadzić nowe ciekawe wątki, o których wcześniej nie miałam okazji jeszcze czytać, dobrze skonstruować akcję czy świetnie nakreślić bohaterów. Jestem coraz bardziej wybredna, a co za tym idzie bardziej wymagająca. Wiem, że łatwo mówić „to mi się nie podoba, tamto i owamto" – to napisz sama – nie umiem. Jednak to, że nie umiem (a może umiem, tylko jeszcze tego u siebie nie odkryłam), nie znaczy, że lubię sięgać po lekturę, która mnie zaskakuje i za każdym razem zachwyca, pomimo tego, że często mam pierwszą myśl, że nic więcej wymyślić się nie da.

 

Tym długim wprowadzeniem przechodzę do meritum. Autor ponownie mnie zachwycił, zauroczył, jestem wręcz szczęśliwa, że miałam okazję przeczytać tak dobrą lekturę, gdzie intryga goni intrygę, bohaterzy obawiają się oglądać za siebie bo na każdym kroku czeka ich niebezpieczeństwo.

 

Cenię sobie lekturę, która przenosi mnie w czasy, w których nie miałam okazji żyć. Lata wielkich przełomów, rozwojów nie rzadko i wielkich upadków. Autor bardzo plastycznie nakreśla Łódź sprzed stu lat. Tym razem możemy przyjrzeć się strajkom robotników, które jak się okazuje wystąpiły naprawdę i zostały nazwane później „buntem łódzkim" zaglądamy do domów rozpusty, w kieszenie bogatym przemysłowcom, poznajemy codzienne „zmagania" prostytutek czy naprawianie społeczeństwa poprzez carską policję. Każdy z tych bohaterów jest świetnie nakreślony i w bardzo interesujący sposób możemy poznać jego spojrzenie na zastaną rzeczywistość.

 

Autor podobnie jak w poprzedniej części świetnie bawi się w kotka i myszkę z czytelnikiem, nie raz wprowadzając tego drugiego w błąd. Długo nakierowuje na rozwiązanie, które wydaje się jak najbardziej odpowiednim, by za chwilę wszystko odwrócić na lewą strone i przybrać całkiem inny kierunek.

 

Niestety w tej części znalazł się jeden ogromny minus. Mianowicie chodzi o zakończenie, którego się nie spodziewałam. Nie tak miało być.

 

Czekam z niecierpliwością na trzecią cześć serii, która właśnie powstaje – Dolina Popiołów.
Panie Krzysztofie proszę nie przestawać pisać i trzymać poziom. Świetna historia, która przeniosła mnie w odległe czasy i spowodowała nie raz ciarki na plecach.

 

Scoto

Nie czytam polskich kryminałów, dlatego nie zdziwiło mnie, że nigdy nie słyszałam o Krzysztofie Beśce ani o Stanisławie Bergu - bohaterze jego powieści. Pozdrowienia z Londynu to kolejna historia opisująca przygody łódzkiego detektywa. Muszę przyznać, że od pierwszych stron książka wręcz przygwoździła mnie do swoich kart i nie dała uciec. Na szczęście nie miałam w tym momencie innych obowiązków i spokojnie oddałam się lekturze.

 

Nigdy nie byłam w Łodzi, co jakiś czas planuję wycieczkę do tego miasta, jednak - jak to zazwyczaj bywa - nic z tego nie wychodzi. Z jednej strony trochę żałuję, z drugiej nie wiem czy znając Łódź tak dobrze czytałoby mi się Pozdrowienia z Londynu. Nie wiem, jak autor to zrobił, ale jego wizja tego miasta z początku ostatniej dekady XIX wieku zauroczyła mnie. Mimo, że skupił się raczej na tej gorszej części Łodzi, z szulerniami, burdelami i prostytutkami na czele, to i tak czerpałam wielką przyjemność z lektury. Do tego dochodziła ciekawa fabuła i już wsiąknęłam do końca. Tak, to było to, aż szkoda było kończyć powieść!

 

Nie wiem dlaczego, ale od rodzimych autorów wymagam więcej niż od zagranicznych. Być może już to kiedyś nawet pisałam... Ciężko mnie zadowolić byle czym, od powieści wymagam ciekawej fabuły, wartkiej akcji, żywych dialogów i dobrze zarysowanych postaci. Niby nic, ale przecież każdy wie, jak ciężko to osiągnąć. Krzysztof Beśka sprostał moim wymaganiom, nawet napiszę, że przerósł moje oczekiwania. Nie czytałam poprzedniej powieści o przygodach Stanisława Berga, ale coś mi się wydaje, że szybko to nadrobię.

 

Stanisław Berg dostał nie lada zlecenie - najpierw miał odnaleźć zaginioną dziewczynę, później odkryć kto ją zamordował. W Łodzi zaczął grasować seryjny morderca, po jakimś czasie odkryto jego powiązania z Kubą Rozpruwaczem, policja i prywatni detektywi robili co mogli, by wykryć sprawcę lecz wszystkie ich zabiegi były próżne. Kobiety ginęły jedna po drugiej, Stanisław Berg starał się odkryć związek między nimi i w ten sposób dojść do mordercy, jednak nie jest to takie łatwe. Zwłaszcza, że przestępca wydaje się znać go i wiedzieć, jakie będą kolejne jego kroki. Czy detektyw poradzi sobie z tą sprawą? Czy przyjmie wyzwanie mordercy? I jakie w tym wszystkim znaczenie będzie miała rodzinna tajemnica?

 

Pozdrowienia z Londynu opisują nie tylko śledztwo, ale przybliżają nam również strajki robotników w łódzkich fabrykach, zarówno od strony protestujących, jak i właścicieli przedsiębiorstw. Możemy zapoznać się z działaniem carskiej policji oraz jej powiązaniach z prasą. Widzimy jak żyją polskie prostytutki, poznajemy ich problemy, obawy i sposób działania. Trudno opisywać rzeczy, których nie widziało się na oczy i nie przeżyło osobiście, dlatego jestem pod tak wielkim wrażeniem kunsztu Krzysztofa Beśki. Momentami miałam wrażenie, że wręcz jestem w dziewiętnastowiecznej Łodzi, że obok przejeżdża dorożka, ja idę spokojnie ulicą i podglądam bezczelnie mieszkańców miasta.

 

Podobało mi się, że autor nie skupiał się tylko na morderstwach, ale wprowadził wiele wątków pobocznych, które w interesujący sposób łączyły się całość. Nie do końca spasowało mi zakończenie, trochę mnie zawiodło, ale nie ma to żadnego związku z jego przewidywalnością. Naprawdę ciężko samemu dojść do rozwiązania całej historii więc jakiekolwiek sugestie, że finał Pozdrowień z Londynu jest łatwy do rozgryzienia, byłyby kłamstwem. Mój zawód ma zupełnie inne podłoże, ot, miałam nadzieję na coś innego. Mimo to powieść bardzo mi się podobała, trzymała mnie w napięciu do ostatnich stron, wzbudzając na twarzy po kolei szok, uśmiech i zdziwienie. Uczucia były skrajne jednak myślę, że adekwatne do zamierzenia Krzysztofa Beśki. Żadna sytuacja opisana w książce nie wydaje się być przypadkowa, każdy akapit wygląda na przemyślany i znajdujący się dokładnie tam, gdzie miał być. Dawno nie czytałam tak dobrze skonstruowanej powieści.

 

Przeważnie, czytając powieści kryminalne, szybko odkrywam rozwiązanie zagadki i czytam jedynie, by potwierdzić swoje domysły. Tym razem tak nie było, autor wielokrotnie sprowadzał mnie na ziemię, gdy już, już, już prawie miałam odpowiedź przed oczami. Wredne, ale przecież o to chodziło. Powtórzę się - Tak, to było to, aż szkoda było kończyć powieść! Z tego co wiem Krzysztof Beśka jest w trakcie tworzenia trzeciego tomu serii, z niecierpliwością czekam na jej wydanie a póki co pędzę nadrabiać pierwszą część. Was też gorąco zachęcam bo warto.

Joasia J

Kryminał retro, którego akcja toczy się w zwykle w mniej lub bardziej odległej przeszłości, wśród mrocznych uliczek dużego miasta, które z pewnością nie charakteryzują się marazmem i spokojem, tworzy zwykle specyficzny klimat dawnych lat. Dżentelmeni w eleganckich surdutach, ukryci pod rondem dużego kapelusza, kobiety w pięknych sukniach, godnie prezentujące swoje wdzięki, furmanki zaprzężone w dumne konie, przejeżdżające z chrzęstem ulicami miasta. Obraz, niegdyś stanowiący zwykłą codzienność, dziś już bezwzględnie wyparty przez upływający czas. Książka utrzymana w takim gatunku, serwuje czytelnikowi darmową, ale jakże bezcenną podróż w sam środek tych nieznanych obrazów. Uchyla delikatnie drzwi do fascynującej historii, znanej nam dotychczas tylko w postaci suchych i nudnych faktów...

 

Koniec XIX wieku, wielkoprzemysłowa Łódź, będąca wówczas centrum wielokulturowości oraz mieszaniny wszelakich narodowości. W obrębie miasta bowiem, mieszkali zarówno Polacy, jak i Żydzi, Rosjanie czy Niemcy, tworząc tym samym specyficzny klimat i prawdziwy zlepek różnobarwnych obyczajów i tradycji. Pewnego dnia w mieście zostają znalezione ciała dwóch zamordowanych kobiet, potraktowanych w wyjątkowo bestialski i nikczemny sposób. Zmasakrowane i okaleczone ciało każdej nieboszczki zostało wyzbyte przez zwyrodnialca i psychopatę z narządów rodnych. Krwawe zbrodnie, których dopuszczono się na ulicach mrocznego miasta, posiadają jeden wspólny mianownik - każda ofiara parała się, w mniejszym czy większym stopniu, nierządem, oddając swoje ciało za kilka rubli. Kto i dlaczego dopuścił się tak nikczemnego czynu? Czy zbrodniarz zakończył już swoje dzieło zniszczenia, czy wręcz odwrotnie, zaatakuje niewinne kobiety po raz kolejny?

 

Rozwiązania serii mrocznych zbrodni podejmuje się młody, ale jakże doświadczony detektyw - Stanisław Berg. W towarzystwie oddanych przyjaciół przemierza on dawne ulice miasta, ujawniając tym samym jego mroczne tajemnice i sekrety. W cieniu ponurych kamienic i opuszczonych magazynów poznajemy prawdziwe oblicze dawnej Łodzi - przepełnionej zewsząd twarzami hazardzistów, oszustów i największych zwyrodnialców. Niejednokrotnie, przekraczamy również prób lupanaru, czyli dzisiejszego domu publicznego, który w ówczesnych czasach, cieszył się niemałym zainteresowaniem wśród rzeszy mężczyzn, by odnaleźć wraz z detektywem motywy zamordowania kobiet, które nieodłącznie spajało przecież to niegodne miejsce. Czy tajemnica krwawych morderstw zostanie rozwiązania? Czy Stanisław Berg odnajdzie zwyrodnialca i uwolni tym samym Łódź spod brzemienia jego bestialskiej osoby?

 

"Pozdrowienia z Londynu" to nie tylko świetnie skonstruowany kryminał z mroczną i krwawą zbrodnią w roli głównej. To również dogłębne i szerokie spojrzenie autora w stronę wizerunku dawnej Łodzi i jego mieszkańców. Strajki i zrywy robotników z miejscowych fabryk, nierzadko zakończone brutalną walką, to niuanse, które dodają niejednokrotnie autentyczności całej historii. Ogromnym plusem książki jest również wplecenie przez autora słownictwa specyficznego dla tamtej epoki, który umożliwił mi jeszcze dogłębniej wczuć się w atmosferę powieści.

 

Na uwagę zasługują również postacie stworzone przez autora, które w żadnym wypadku nie są blade i nijakie, a w konsekwencji, po prostu, nudne. Wręcz przeciwnie, każda postać to prawdziwy człowiek z krwi i kości, który wraz ze swoimi wadami i codziennymi słabościami, niejednokrotnie przeżywa własne życiowe tragedie. Nieszczęśliwa miłość, nałóg, a nawet próba samobójcza - to tylko kilka z całej palety nieszczęść, które autor wprowadził, doświadczając tym samym swoich bohaterów.

 

Warto zaznaczyć, iż czytelnik zasypywany jest gromadą różnych typów i indywidualności, które z pewnym trudem przychodzi mu początkowo rozpoznać. Ale z każdą kolejną stroną, bohaterowie nabierają odpowiedniego kształtu, przez co każda z nich w ostateczności tworzy rozpoznawalną już dla czytelnika postać.

 

"Pozdrowienia z Londynu" to niebywała uczta literacka, która przeniosła mnie na kilka krótkich chwil w sam środek dziewiętnastowiecznej Łodzi, która z jednej strony ujmuje niebywałym urokiem charakterystycznym dla ówczesnych lat, a z drugiej, straszy i wywołuje dreszcze poprzez swój specyficzny mroczny klimat. Polecam!

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!