Republika Złodziei

Autor: Scott Lynch

Okładka wydania

Republika Złodziei


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Uleczkaa38

Sześć lat oczekiwania na kolejny tom cyklu fantasy.., to zdecydowanie zbyt dużo. Zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, iż poprzednia cześć sagi zachwyciła swoją fabułą, rozmachem, wirtuozerią w kreowaniu niezwykłych światów, krain i ich mieszkańców.., rozbudzając tym samym ogromny apetyt na dalszy ciąg opowiadanej historii..Niestety cóż może zrobić szary, biedny czytelnik, jeśli nie uzbroić się w ogromną cierpliwość i wierzyć, iż dzień w którym do jego rąk trafi upragniona powieść, będzie wart tego oczekiwania, a przyjemność płynąca z lektury tejże pozycji, wynagrodzi wszystkie te lata..Pamiętając ów przysłowie, iż "nadzieja matką głupców jest", czekałam, czekałam i czekałam..całe długie sześć lat, wierząc głęboko, że tym razem słowa tego porzekadła, nie sprawdzą się. I oto nagle, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu i tyleż samo dużej radości, w miesiącu październik roku panieńskiego 2013, na półki polskich księgarni trafiła trzecia odsłona cyklu "Niecni dżentelmeni", autorstwa Scotta Lyncha, zatytułowana "Republika złodziei".

 

Najnowsza powieść amerykańskiego pisarza, opowiada o dalszych losach dobrze już Nam znanych bohaterów, a więc Locke'a, Jean, Sabethy, Lamory i wielu innych, nieco bardziej pobocznych postaci. Ci, którzy pamiętają zakończenie poprzedniego tomu, wiedzą, iż skończył się on sceną otrucia Locke'a, którego los wydawał się być przesądzony. Jednakowoż, z opresji tej ratują go jego wielcy wrogowie - Więźimagowie. Ci, proponują głównemu bohaterowi ratunek w postaci antidotum, w zamian za spełnienie pewnego warunku, którym to jest przeprowadzenie kampanii wyborczej w Karthain, w wyniku której władzę ma objąć jedna z tamtejszej frakcji politycznej. Początkowo Locke niechętnie przyjmuję ów propozycję, jednak zmienia zdanie, gdy dowiaduje się, iż w sprawę wyborów zamieszana jest także Sabetha - jego dawna ukochana. Tym samym Locke i Jean przystają na te warunki i udają się do stolicy Karthain, by tam stanąć w oko ze swoimi śmiertelnymi wrogami. Jednocześnie, poprzez liczne retrospekcje, śledzimy początki kariery tego niezwykłego duetu złodziei, jak i dowiadujemy sie o wydarzeniach, które tak bardzo poróżniły Locke'a i Sabethę..

 

Powieść Lyncha to doskonała uczta dla wszystkich fanów fantasy, która w znacznym stopniu, choć być może nie całkowitym, wynagradza ten wieloletni czas oczekiwania na jej premierę. To, co rzuca się w oczy na pierwszym miejscu, to pewne odstępstwo od fabuły poprzednich tomów, w których to jednak aspekt czysto "złodziejski", jeśli takiego słowa można użyć, w którym to przebiegłość, inteligencja i spryt głównych bohaterów, odgrywał główną rolę. Tym razem wydaje się, iż główny nacisk został położony bardziej na stronę fantastyczną fabuły, przepełnioną magią, zaklęciami, tajemnicami, postaciami nie z tego świata. I szczerze mówiąc muszę przyznać, że nieco rozczarowuje mnie ten krok, choć nie mogę jednocześnie stwierdzić, że wpływa on ujemnie na odbiór całego dzieła. Myślę, że to raczej kwestia przywiązania do poprzednich tomów i nostalgia, za ich fabułą. Tym razem otrzymujemy niezwykle ciekawą historię fantasy, która zaskakuje, intryguje, bawi i zachwyca w całej rozciągłości.

 

Tak, jak już zdążyliśmy przyzwyczaić się z poprzednich tomów, również i tym razem mamy przyjemność, bo to jest niewątpliwie przyjemność, śledzić losy głównych bohaterów dwutorowo. Z jednej stron jesteśmy świadkami wątku teraźniejszego, przedstawiającego kolejne przygody Locke'a i jego kompanów, z drugiej zaś poznajemy początki kariery głównego bohatera, jego naukę fachu, wydarzenia z lat młodości, rodzące się uczucie do Sabethy. Oba tory opowieści są niezwykle interesujące i emocjonujące. Pierwszy oczywiście dlatego, iż bawi Nas poznawaniem kolejnych wydarzeń z tej intrygującej politycznej rywalizacji, w którą to zaplątał się Locke. Drugi zaś mówi Nam więcej o głównych bohaterach, niż wszystkie poprzednie tomy razem wzięte. Z tychże retrospekcji dowiadujemy się tego, dlaczego właśni takimi ludźmi stali się bohaterowie tej sagi, dlaczego taką drogę życia dla siebie wybrali, co kierowało ich krokami, czy mieli wybór, by żyć inaczej..Dzięki tym fragmentom, poznajemy wiele odpowiedzi, które to frapowały Nas przez te wszystkie lata oczekiwania na nową powieść Lyncha. Ponadto trzeba zauważyć jeszcze jedną korzyść płynąca z owej dwutorowości opowieści, którą to jest przyjemność delektowania się treścią książki. Akcja, momentami przyspiesza, to znów, właśnie dzięki retrospekcjom, zwalnia na swej prędkości, by dać czytelnikowi chwilę czasu na złapanie oddechu, by po za moment znów dać się porwać temu szaleńczemu tempu narracji..

 

Jak już chyba wszyscy fani twórczości Scotta Lyncha wiedzą, w książce tego autora nie może zabraknąć czarnego, rubasznego humoru, ironii, ciętego języka i przekleństw, które o dziwo, wcale nie rażą oczu, lecz w jakiś specyficzny sposób, są nie odłączną częścią całości dialogów. Tutaj każdy, począwszy od maga, władcy, poprzez złodzieja a na karczmarzu skończywszy - sypią ciętym dowcipem z rękawa, aż miło. Czytając niniejszą powieść, nie sposób nie uśmiechać się pod nosem, gdyż padające co rusz odzywki Locke'a, po prostu nie pozwalają na zachowanie kamiennej twarzy. Czasami zastanawiam się, skąd autor bierze tak trafne i zabawne dialogi, bo przecież nie od dziś wiadomo, iż zachwycić, przestraszyć, zasmucić czytelnika za pomocą słów, jest o wiele łatwiej, aniżeli naprawdę rozśmieszyć. Tym samym większe słowa uznania należą się dla autora, jak i tłumaczy polskiego wydania, którymi to są Małgorzata Strzelec i Wojciech Szypuła. Oczywiście nie muszę chyba dodawać, iż nie jest to książka dla dzieci..

 

Ach..czegoż My tu nie mamy..Magia, polityka, walka na śmierć i życie i wreszcie wątek miłosny. Choć często stwierdzenie to bywa frazesem, to w tym przypadku naprawdę ale to naprawdę, każdy znajdzie tu coś dla siebie. Moją uwagę i zainteresowanie najbardziej przykuły wątki retrospekcyjne, a właściwie te charakteryzujące głównych bohaterów. Uważam, że są one największym atutem "Republiki złodziei", wnoszącym najwięcej do całego cyklu. Taki tom wydaje się, po prostu musiał powstać, by niejako dopełnić całość opowiadanej historii. I choćby dla tego faktu, uważam że warto był czekać tak długo, gdyż dopiero teraz, po lekturze tej powieści, uświadamiam sobie, jak mało wiedziałam o głównych bohaterach, a jak bardzo ta wiedza była mi potrzebna, by jeszcze mocniej cieszyć się przyjemnością płynącą z jej lektury.

 

Jeśli miałam wskazać choćby jeden słaby punkt tej powieści, to chyba mogłabym tylko "przyczepić" się do dość łatwo dającemu się przewidzieć kierunkowi, w którym zmierza intryga w wątku teraźniejszym. Nie jest to wielki zarzut, gdyż zapewne nie każdy czytelnik tak szybko zorientuje się w planach Locke a i spółki.., no dobrze, zabrzmiało to jak samo przechwalanie się, choć nie da się ukryć, iż w przypadku poprzednich dwóch tomów, owa nieprzewidywalność była jedną z największych zalet powieści. Niemniej niejako w zadośćuczynieniu, otrzymujemy wprost piorunująco, zaskakujące zakończenie..

 

Gdybym miała w kilku słowach scharakteryzować formę pisarską Scotta Lyncha, po bądź co bądź, wieloletniej przerwie w pracy, określiłabym ją jako dobrą. Nie rewelacyjną, jeszcze nie, ale że do takowej pisarz ten powróci, nie mam wątpliwości, lecz właśnie na dobrym, stabilnym poziomie. Z powieści tej jasno wynika, że warsztat pisarski Lyncha nic nie stracił na swojej wielkości, zaś pewne odejścia od stylu poprzednich tomów, należałoby by złożyć na karb jego zamierzonego planu, wynikającego z położenia większego nacisku na ukazanie strony emocjonalnej głównych bohaterów, w mniejszym stopniu zaś na ich knowania i złodziejskie rzemiosło. Nie zdziwiłabym się ponadto, gdyby kolejny tom, a wiadomo już iż taki powstanie, znów raczył będzie Nas kolejnymi sztuczkami i sprytem głównych bohaterów.

 

"Republika złodziei" to doskonała, kolejna już, powieść fantasy spod pióra Scotta Lyncha. Powieść, która zadowoli wszystkich stęsknionych miłośników Locke'a oraz jego przyjaciół i zrekompensuje ten jakże długi czas oczekiwania. Jeśli masz ochotę na prawdziwą "ucztę wyobraźni", koniecznie sięgnij po tę powieść, a na pewno się nie zawiedziesz.

Maruseru

Fantastyka to bez wątpienia ten gatunek, który podbija obecnie rynek czytelniczy. Dla sympatyków książek o smokach i czarodziejach to niemała gratka! Nie należy jednak zapominać, że tym samym podczas poszukiwań możemy natknąć się na mniej ambitne tytuły, nierzadko ocierające się o kicz. Trudno albowiem stworzyć unikat na tle tylu wybitnych twórców gatunku, takich jak Martin, Geilman, czy nawet nasz rodzimy Sapkowski. Na szczęście okazuje się, że w rzeczywistości nie stanowi to żadnego problemu, albowiem wielu dotychczas nieznanych twórców wciąż zaskakuje. Republika Złodziei Scotta Lyncha to trzecia odsłona przygód Locke'a. Przyznam, że po przeczytaniu dwóch poprzednich części, które stale utrzymywały w napięciu, bałem się, że kolejna może okazać się już mniej ekscytująca i napisana, jakkolwiek to nie zabrzmi, po macoszemu. Nic bardziej mylnego! Lynch tak jak w poprzednich odsłonach, tak i teraz zadziwia. Świat wykreowany przez autora stale wydaje się być spójny, a co za tym idzie ani na moment nie wkrada się niedopowiedzenie tudzież wątpliwość. Pisarz całą historię zaplanował od początku do końca. Główny bohater powieści - Locke, zdaje się przegrywa ze śmiercionośną trucizną, na którą lekarstwa nie zna żaden medyk. U progu śmierci pojawia się jednak tajemniczy Więzimag składając mu propozycję, której przyjęcie może uratować Locke'owi życie. To wszystko dlatego, gdyż zbliżają się polityczne wybory, w których Magowie potrzebuję marionetki. Locke z początku był nieprzychylny tej propozycji. Wystarczyło jedynak by tajemniczy mag wspomniał o dawnej miłości głównego bohatera – Sabecie, aby ten uległ w mgnieniu oka. Poza niezwykle ciekawą, nietuzinkową fabułą, Lynch kusi językiem jakim się posługuje. Opisy postaci i miejsc nie są niepotrzebnie rozwlekłe. Język jest prosty, pozbawiony niepotrzebnej nadbudowy. Warto zwrócić także uwagę na partie dialogowe, które momentami są przezabawne. Ów humor, zdaje się być swoistą dominantą jeżeli chodzi o każdą z części napisanych przez Lyncha. To wszystko sprawia, że ów tytuł wchodzi w kanwę dobrej literatury fantastycznej. Zresztą, już na odwrocie książki czytamy: Nowy, donośny głos w gatunku fantasy, a autorem słów jest wcześniej wspomniany, George R.R. Martin. Wydawało by się, że to jedynie komplement, natomiast ja osobiście zgadzam się z autorem Gry o tron. Rzeczywiście, Lynch dzięki swojemu kunsztowi z dużą łatwością wpisuje się w gatunek fantasy. Nie oznacza to, że autor posługuje się tanimi, często powielanymi motywami, tudzież wątkami zaczerpniętymi z folkloru, magii, mitu. Owa magiczność stanowi świetne tło wydarzeń, ale tak naprawdę nie przytłacza nas. Dlatego też z tak wielką łatwością czytało mi się tę część oraz dwie poprzednie. Do tego wszystkiego dochodzi piękna oprawa graficzna okładki, która kusi swoją tajemniczością. I grzechem byłoby nie wspomnieć o dostępnej na końcu książki mapie fikcyjnego świata, w którym odbywają się wydarzenia opisane przez Lyncha. Dla mnie to zawsze wielki atut, ponieważ uwielbiam śledzić poczynania bohaterów w oparciu o mini-mapy!

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!