Zwyciężyć Znaczy Przeżyć 20 Lat Później

Autor: Aleksander Lwow

Okładka wydania

Zwyciężyć Znaczy Przeżyć 20 Lat Później


Dodatkowe informacje

  • Autor: Aleksander Lwow
  • Tytuł Oryginału: Zwyciężyć Znaczy Przeżyć. 20 Lat Później
  • Gatunek: Literatura Podróżnicza
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 448
  • Rok Wydania: 2013
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 168x237 mm
  • ISBN: 9788324682782
  • Wydawca: Bezdroża
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Gliwice
  • Ocena:

    6/6

    4/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Paula

Nie pamiętam już okoliczności, ale w moim domu rodzinnym musiało się o tym mówić, bo jakoś od zawsze wiedziałam, kim jest Wanda Rutkiewicz i Jerzy Kukuczka; te nazwiska kojarzę właśnie z dzieciństwa, czyli akurat z czasów, w których oni zginęli, zabrały ich góry. Lata minęły i pewnego dnia natknęłam się na rozmowę Szymona Hołowni z Olgą Morawską, wdową po Piotrze Morawskim, himalaiście, który również pozostał w górach na zawsze. Jej książka o ich związku i jego wspinaczce bardzo mnie poruszyła. Potem była pozycja autorstwa Martyny Wojciechowskiej „Przesunąć horyzont"; dziennikarce udało się zdobyć Mount Everest, górę – symbol; z tej publikacji zapamiętałam też nazwisko Artura Hajzera, który z kraju wspierał dziennikarkę w jej wyprawie. Wreszcie rok 2013, który wyjątkowo tragicznie zapisał się w historii polskiego alpinizmu. Najpierw w marcu wielki sukces – pierwsze zimowe wejście na Broad Peak czterech Polaków, a zaraz potem coś, w co trudno do dziś uwierzyć: zgon dwóch z nich, Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego, podczas zejścia. Potem lipiec i śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach wspomnianego Artura Hajzera – samego twórcy i szefa programu Polskiego Himalaizmu Zimowego, w czasie wyprawy na Gasherbrum I, co mnie mocno zszokowało, bo bardzo go lubiłam. Wszystkie te nazwiska przytaczam tutaj z konkretnego powodu, by zaznaczyć, że zainteresowanie tematem wspinaczki gdzieś tam we mnie tkwi. Przy okazji niedawno recenzowanych wspomnień Wandy Rutkiewicz pisałam, że najbardziej intryguje mnie, co takiego jest w tym sporcie, dlaczego góry uzależniają jak narkotyk. Z takim też pytaniem sięgnęłam po książkę Aleksandra Lwowa, dzięki któremu nie tylko dowiedziałam się o innych, mniej czy bardziej zasłużonych dla himalaizmu; dostałam też szansę poznania ciekawego człowieka i jego poglądów.

 

 

Aleksander Lwow urodził się w 1953 r. w Krakowie. Swoją przygodę ze wspinaniem zaczął w siedemnastej wiośnie życia w Karkonoszach. Na swoim koncie ma cztery ośmiotysięczniki: Manaslu, Lhotse, Czo Oju i Gasherbrum II. Brał również udział w licznych wyprawach w góry wysokie, co przyniosło mu uznanie w postaci medali za wybitne osiągnięcia sportowe. Był redaktorem miesięcznika „Góry i Alpinizm". W 2013 r. został członkiem honorowym Polskiego Związku Alpinizmu.

 

To tylko kilka suchych faktów, ale zapewniam, że Lwow może się pochwalić życiorysem ciekawym i obfitującym w liczne przygody, więc naprawdę jest o czym czytać. Jednak niniejsza publikacja nie jest typową autobiografią. Owszem, autor pisze o sobie, o swoich triumfach czy porażkach, ale na pierwszym planie są przede wszystkim góry i ludzie: „Nie mylą mi się tylko twarze. Twarze ludzi, z którymi się wspinałem, z którymi harcowałem w górach i schroniskach lub choćby w tychże górach i schroniskach się spotykałem, a którzy tym różnią się ode mnie, że (...) przedwcześnie odeszli z tego świata. To jest książka o nich" (okł.). Siłą rzeczy jest to więc opowieść smutna, trochę nostalgiczna, bo przykro czytać, jak Lwow tracił kolejnych przyjaciół i znajomych, a świat kolejnego wybitnego przedstawiciela dyscypliny. Z drugiej jednak strony, w książce tej autor zawarł niesamowity ładunek poczucia humoru, zwłaszcza w jego ciętej postaci, czy wręcz gryzącej czasem ironii. Ten aspekt sprawia, że całość pochłania się w błyskawicznym tempie i ja osobiście nie mogłam się zdecydować, czy czytać na raz, czy jednak może lepiej sobie dawkować, żeby dłużej móc przebywać w tym środowisku ludzi nietuzinkowych. Nie zapominajmy też, że Lwow wspinał się w czasach komuny, kiedy przygotowania do wypraw i przebieg ich samych wyglądał inaczej, niż obecnie. Wtedy uczestnik ekspedycji nie miał takiego kontaktu ze światem, był on, jego towarzysze i góry; teraz możemy śledzić przebieg wydarzeń na bieżąco, co przyjmuje czasem wymiar traumatyczny – Lwow wspomina o alpiniście, który do samej śmierci na szczycie rozmawiał z żoną przebywającą w domu. To zestawienie realiów PRL-u z wysuwającą się na pierwszy plan komercją jest fascynujące z punktu widzenia czytelniczego odbioru.

 

Silne emocje wywołuje stosunek autora do gór. One są drugim bohaterem „Zwyciężyć znaczy przeżyć". Da się zauważyć niesamowitą pokorę wobec ich potęgi i majestatu, traktowanie ich z szacunkiem, nadawanie im cech jakby ludzkich. Jest to widoczne w opisach wypraw, gdy padają stwierdzenia, że np. góra nie dopuściła kogoś na szczyt czy ukarała za brawurę i zbytnią pewność siebie lub swoich możliwości. Coś w tym musi być, skoro tyle ekspedycji zakończyło się tragicznie.

 

W zeszłym roku śmierć na Broad Peak stała się przedmiotem medialnych dyskusji, do czego odnosi się również Aleksander Lwow, komentując raport PZA, opracowany przez powołaną do tego celu komisję. Trzeba przyznać, że w swojej opinii zwrócił uwagę na rzeczy, o których wtedy się nie mówiło, otworzył oczy na kilka niezwykle istotnych spraw. Uświadomił tym jedno: oceną wydarzeń w górach wysokich nie powinny się zajmować osoby, które nigdy w nich nie były, czyli praktycznie większa część społeczeństwa, ta, która dwóch pozostałych przy życiu himalaistów odsądziła od czci i wiary.

 

Pozwolę sobie teraz na cytaty:
„(...) nie poszli w góry po śmierć, lecz po radość zdobywania i po smak zwycięstwa nad własną słabością i trudnościami, czyli po to, co jest (...) składnikiem tzw. życia pełnego (str. 70).
„Istotą alpinizmu jest ryzyko, którego eliminować się nie da. Jan Alfred Szczepański napisał kiedyś: „(...) otarcie się o śmierć jest najwyższą nagrodą wspinactwa, zwycięstwa nad przeciwnościami przyrody i własnym lękiem". Natomiast Zdzisław Ryn (...) stwierdził: „Myślę, że uprawianie alpinizmu zaspokaja szczególną potrzebę zajrzenia poza granicę śmierci, zachowując życie" (str. 104).
Autor odpowiedział na nurtujące mnie kwestie, mało tego, napisał jeszcze: „Nie pytajcie, proszę, dlaczego wspinamy się. Równie dobrze można by dociekać przyczyn, dla których ludzie oddychają, pracują, bawią się lub rywalizują między sobą. Wśród wielu motywów uprawiania alpinizmu są i takie właśnie elementy zwyczajnego, codziennego życia – praca, zabawa, żądza sławy, pragnienie dokonania niedokonanego..." (str. 429)

 

Lwow sporo miejsca poświęca także kwestiom sukcesu i porażki widzianych z górskiej perspektywy. Zwycięstwem jest przeżyć, szczęśliwie wrócić z wyprawy, nie ponieść najwyższej ofiary. Myślę sobie jednak, że ci, którzy nie wrócili, którzy już na wieki spoczęli w miejscach tak dla nich ważnych, także zwyciężyli, bo przeżyli w ludzkiej pamięci – we wspomnieniach, myślach, rozmowach, w sercu – a ona będzie trwać także dzięki książkom, takim ja ta, i dzięki ludziom, takim jak Aleksander Lwow, który utrwalił ich życie i śmierć dla potomnych.

 

„Everest skupia w sobie, jak w soczewce, wszelkie możliwe skrajności – wielkość i małość alpinizmu, heroizm i podłość ludzi, sportowy wyczyn i żałosną komercję, marzenia i porażki, nadzieje i rozczarowania. Jest też polem nieustającej rywalizacji ludzi z ludźmi i ludzi z Naturą" (str. 363). To właśnie o tym jest ta książka, którą gorąco polecam. Niech jej najlepszą rekomendacją będzie to, że ja na pewno jeszcze kiedyś do niej wrócę.

 

Bezimienna

Jestem osobą, która wścibia nos we wszystko co może. Interesują mnie świeże ploteczki, zdarzenia opisane w "Expresie ilustrowanym" i poczynania ludzi. Zawsze byłam ciekawa naszych osiągnięć w różnych strefach, medycynie, prawa, czy polityki. Nowe technologie, wynalazki, to że wciąż idziemy do przodu. Właśnie z tej ciekawości sięgnęłam po "Zwyciężyć znaczy przeżyć. 20 lat później" Aleksandra Lwowa. Chciałam bliżej poznać nieznany mi dotąd świat alpejczyków. Gdy byłam mała marzył mi się Mount Everest i wspinaczka górska. Często jeździłam w Tatry z rodziną. Uwielbiałam podziwiać widoki. Książka Lwowa przybliżyła mi tematykę gór i nie jestem pewna, czy będę mogła spojrzeć na nie jak wcześniej. Myślałam o szlakach oznaczonych kolorową farbą, potokach i lekkim zmęczeniu. Jednak himalaizm to coś całkiem innego, to walka o przetrwanie.

 

Z początku pragnę przybliżyć trochę życie samego autora, Aleksandrwa Lwowa. Mężczyzna urodził się 18 września 1953 roku w Krakowie. Jest polskim alpinistą i himalaistą. Swoją przygodę ze wspinaczką zaczynał od Karkonoszy, było to w 1970 roku. Miał wtedy ile? 17 lat? Na Mount Everest wspiął się, aż 4 razy. To dla mnie niewiarygodne. Wyprawy górskie przyniosły mu wiele nagród i medali. W 2013 roku został członkiem honorowym Polskiego Związku Alpinistów. Na pewno w przypadku Lwowa wspinaczkę nie można nazwać hobby, to jego życie.

 

"Zwyciężyć znaczy przeżyć. 20 lat później" jest drugą wersją książki, której tytuł składa się z pierwszej części dzisiaj przeze mnie recenzowanej. Lektura ta opowiada przede wszystkim o ludziach oddających swe serce górom. O alpinistach i alpinistkach, którzy co roku walczą o życie na stromym zboczu. Aleksander Lwow przedstawia jak wielka jest więź między człowiekiem, a górą. Mimo ogromnego niebezpieczeństwa i tak do nich ciągnie. Wydaje mi się, że potrafię to zrozumieć. Co gdybyście mieli odłożyć coś co kochacie ponad życie? No właśnie. Takie 'drobnostki' jak niebezpieczeństwo nie mogą zniechęcić człowieka, musimy przyznać, że jesteśmy upartymi stworzeniami. Ciekawe jest to jak Aleksander Lwow opowiada o górach;. Autor w stosunku do nich odnosi się z szacunkiem. Mówi jak o ludziach, nie, to raczej złe określenie. Według niego góry to coś więcej.

 

"Zwyciężyć znaczy przeżyć" nie możemy określić mianem autobiografii. Oczywiście autor wspomina o swoich upadkach i zwycięstwach, jednak skupia się raczej na innych. Opowiada o wielu wyprawach, o ich przebiegu i zdarzeniach, które mają tam miejsce. Ukazuje jak ciężkie są takie wędrówki, na pewno nie możemy ich nazwać spacerkiem. Jak sam tytuł mówi, autor porusza temat zwycięstw i porażek. Zwycięstwem jest przetrwanie. Wejście na szczyt i zejście z niego. Niestety wiele osób nie daje rady. Aleksander Lwow porusza także trudny temat jakim jest śmierć wielu himalaistów. Opisy tych zdarzeń są smutne i wypełnione emocjami. Pozwolę sobie zacytować kilka słów z tylnej okładki: "Nie mylą mi się tylko twarze. Twarze ludzi, z którymi się wspinałem, z którymi harcowałem w górach i schroniskach lub choćby w tychże górach i schroniskach się spotykałem, a którzy tym różnią się ode mnie, że albo już w górach zostali na zawsze, bo mieli mniej szczęścia niż ja, albo z różnych, najbardziej prozaicznych przyczyn (choroba, wypadek, samobójstwo), przedwcześnie odeszli z tego świata. To jest książka o nich."

 

Książka wypełniona jest fotografiami himalaistów. Możemy podziwiać piękne widoki pośród stron wypełnionych słowami. Wydanie prezentuje się naprawdę dobrze. Okładka nie zadziwia, jednak to wnętrze jest ważniejsze. Aleksander Lwow pisze w sposób nie sprawiający problemu. Czyta się z łatwością, wszystkie niejasności są wytłumaczone. "Zwyciężyć znaczy przeżyć. 20 lat później" to lektura, która mnie wciągnęła do świata gór. Mogłam przez chwilę podróżować w swojej wyobraźni. Dodatkowo dowiedziałam się wielu ciekawostek. Książka ta przedstawia życie himalaistów i alpinistów, o którym w większości przypadków nie mamy pojęcia. Polecam ją osobom zainteresowanym tą tematyką, a także tym ciekawskim jak ja :)

 

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: