Okładka wydania

Szopka

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Zośka Papużanka
  • Tytuł Oryginału: Szopka
  • Seria: Nowa Proza Polska
  • Gatunek: Powieści i Opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 208
  • Rok Wydania: 2012
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 135 x 215 mm
  • ISBN: 9788377998243
  • Wydawca: Świat Książki
  • Oprawa: Twarda
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:

    4,5/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Szopka | Autor: Zośka Papużanka

Wybierz opinię:

Sylwuch

Nikt nie wymyślił przepisu na idealny związek. Ludzie dobierają się w pary pod wieloma względami, które nieraz są zupełnie zrozumiałe, a innym razem nikt nie ma pojęcia, dlaczego dani ludzie są ze sobą. Jedni twierdzą, że przeciwieństwa przyciągają się, więc gdy kobieta i mężczyzna różnią się od siebie, to mogą tworzyć wspaniały i szczęśliwy związek, przepełniony ciekawością, ekscytacją oraz wiecznym zainteresowaniem drugą połówką. Inne osoby uważają, że bardzo istotne jest posiadanie podobnego poczucia humoru czy wspólnych zainteresowań, aby związek przetrwał. Osobiście myślę, iż najważniejsze jest uczucie łączące kobietę i mężczyznę, którzy pragną związać się na resztę życia, a także stworzyć szczęśliwy, bezpieczny dom dla swoich pociech, będąc dla nich ostoją. Wspaniale byłoby, gdyby małżonkowie podobnie zapatrywali się na wszelkie sprawy związane ze wspólnym mieszkaniem czy wychowaniem dzieci, aby nie musieć użerać się przez resztę swojego życia, niszcząc je nie tylko sobie, ale także najbliższym osobom.

 

Mężczyzna poślubiający kobietę z dzieckiem, która przez cały czas wypomina mu, iż nie może brać się za wychowywanie Maciusia, gdyż nie jest jego prawdziwym ojcem. Człowiek charakteryzujący się stoickim spokojem, który każdego potrafi wyprowadzić z równowagi. Mężczyzna, który nie umie walczyć o swoje, odzywa się niezmiernie rzadko, a jego obecność jest ledwie zauważalna. Jego żona to okropny typ kobiety - nikogo nie słucha, zawsze ma rację (nawet gdy jej nie ma), wszystkich krytykuje, wiecznie prowokuje do kłótni i wrzeszczy, wrzeszczy, wrzeszczy... Syn żony, bez względu na swój wiek ciągle nazywany Maciusiem, to pewny siebie rozrabiaka, postępujący jedynie według własnych standardów. A do tego wspólna córka Wandzia - nieśmiała, zamknięta w sobie, stale chowająca się w cień. Życie tej czteroosobowej rodziny mija na kłótniach, wrzaskach, coniedzielnym rosole i marzeniach o zakupach w Pewexie.

 

"Tyle lat, powinnam się przyzwyczaić. Poczułam jednak, że mi się nie uda, że przyzwyczaić się nie umiem, i może o to chodzi, żeby się nie przyzwyczaić." *

 

Zośka Papużanka gra słowem, posługując się specyficznym stylem, który nie wszystkim przypadnie do gustu. Dialogi bywają zlane w jedno, zwłaszcza gdy u rozmówców pojawia się natłok myśli, które niezwykle szybko pragną wyjść z ust - wtedy nie pojawiają się jakiekolwiek znaki przestankowe, oprócz wszechobecnych przecinków, wciskających się wszędzie, gdzie tylko można. Ten zabieg sprawia, że nieraz rozmowa zapisana jest w jednym zdaniu, zajmującym całą stronę. W "Szopce" jest wielu narratorów, co utrudnia czytanie i zrozumienie, kto aktualnie przejął głos - należy zgadywać, co nie zawsze jest łatwe. Nie spodobało mi się także skakanie po wątkach, gdyż powoduje to spory zamęt, którego w tej książce i tak dość dużo.

 

Okładka "Szopki" idealnie obrazuje treść, z jaką ma okazję zapoznać się czytelnik. Rodzinny dom jako niestabilna budowa z klocków, poprzetykanych gdzieniegdzie gwoździami i agrafkami, która nie daje poczucia jakiejkolwiek stabilizacji. Ten dom nie wydaje się miejscem przepełnionym miłością, bezpieczeństwem oraz wsparciem, jakie powinno dostawać się od rodziców. Strach wejść do domu, gdzie w każdej chwili wszystko może runąć, jakby było zbudowane z kart gotowych do zawalenia się, gdy tylko muśnie je lekki podmuch wiatru. Tytuł również trafia w samo sedno powieści, bo jak stwierdził Maciuś, laureat konkursu na szopkę bożonarodzeniową, "szopka to jest tutaj (...) siedem dni w tygodniu". O tak, ich życie rodzinne jest nie byle jaką szopką...

 

Autorka obnaża polską rzeczywistość, która dalej króluje w niektórych domach. "Szopka" jest powieścią przepełniona ironią oraz słodko-gorzką prawdą, ze zdecydowaną przewagą goryczy. Warto być dobrym, otwartym obserwatorem, który zda sobie sprawę z błędów, jakie popełniają rodzice, a także inne bliskie osoby. Owa postawa pomoże uchronić nasze rodziny, które posiadamy lub mamy zamiar założyć w przyszłości, przed sytuacjami, jakie mają miejsce w "Szopce" czy innych powieściach o tej tematyce. Każdy ma prawo do potknięć, ale nie powielajmy rodzicielskich zachowań, które zawsze sprawiały nam przykrość i prowokowały do postanowień typu: "nigdy nie będę tak postępować","w mojej rodzinie nie będzie miejsca na takie zachowania", "wychowam swoje dzieci lepiej", "zapewnię im wspanialsze życie". Trzymajmy się tego, tworząc szczęśliwy i trwały związek, który będzie wspaniałym fundamentem do stworzenia godnego życia naszym dzieciom. Sprawmy, aby nasze pociechy chętnie wracały do domu, a także ze wzruszeniem wspominały piękne chwile spędzone w rodzinnym gronie.

 

* cytat ze str. 202

 

Magda Bitner

Po "Szopce" Papużanki spodziewałam się parodii i czarnego humoru. Ale jak na satyrę ta książka jest zdecydowanie za smutna. Każdy kęs niedzielnego kotleta ma w niej gorzki smak. Nawet świąteczny barszcz z uszkami smakuje życiem przegranym i to na własne życzenie. Gdybym miała możliwie najkrócej określić, o czym jest "Szopka", powiedziałabym, że o nieumiejętności życia. Którą to nieumiejętność zakrywa się rytuałem niedzielnego obiadu. Zośka Papużanka zadebiutowało bardzo dobrze, co zresztą zostało docenione nominacją do tegorocznej Nike. Książka nie jest arcydziełem, ale trzeba przyznać, że autorka ma godny pozazdroszczenia zmysł obserwacji. Co więcej stworzyła postacie, które z jednej strony mogą być traktowane jako symbole pewnych postaw życiowych, z drugiej zaś to ludzie z krwi i kości. Trudno podczas czytania pozbyć się wrażenia, że gdzieś już ich spotkaliśmy.

 

Pamiętacie tę scenę z "Dnia świra", w której Adaś Miauczyński żali się matce na swoje nieudane życie? A matka odpowiada, żeby zjadł zupę? Taka jest właśnie Matka z "Szopki". Wcale jej nie obchodzi, co inni mają do powiedzenia, ważne żeby zjedli zupę. Spędza w kuchni całe swoje życie, całe jej jestestwo skupia się w tych zupach, kotletach, bigosach i pierogach. Ale nie jest to matka umęczona. To matka gderliwa. Taka, która nie tyle z miłości gotuje, co z nienawiści. A żeby się ten stary wreszcie udławił. Ma pretensję na każdą godzinę, arsenał złośliwych uwag do zepsucia każdej chwili spędzonej przez rodzinę wspólnie. Czemu taka jest? Czy ktoś ją do małżeństwa zmuszał? Nic z tych rzeczy. Jak wyjaśnia nam autorka, to małżeństwo nie miało żadnych podstaw, ani miłości, ani wyrachowania. Ona wdowa z synem, on kawaler. Weszli w związek małżeński, bo tak się robi. Odpowiedzi możemy też szukać w nielicznych fragmentach o rodzinie Matki. Tam nie było miłości, za to był schabowy. Fakt, że jest komuś źle to nawet powód do dumy, wszak Matka licytuje się z bitą przez męża siostrą, kto ma gorzej. Użalanie się nad sobą to chyba jedyna przyjemność, jaką Matka znajduje w życiu. A żeby było się na co użalać, trzeba robić awantury. Słuchanie innych takiej satysfakcji nie daje, więc po co słuchać? Matka jest też klasyczną dewotką, kompletnie nie przeszkadza jej w życiu codziennym to całe gadanie o miłości bliźniego. Ojciec jest jej kompletnym przeciwieństwem, to człowiek o dobrym sercu, ale całkiem bierny i wycofany. Nie ma siły walczyć, woli uciec. Schronienie przed rodziną znajduje w pracy, w domu czym prędzej zapada w sen. Choć w głębi duszy bardzo pragnie kontaktu z drugim człowiekiem, zwłaszcza z córką - Wandzią. Okazuje jej swoje uczucia, jak tylko potrafi. Na szczęście dzieci są w tych sprawach bardzo domyślne. Wandzia rozumie, że te parę złotych, wciśniętych do kieszeni na lody, oznacza miłość. Rodzina ojca też jest inna, to biedni chłopi z Pomorza. Za dużo tam było gęb do wykarmienia, więc ojciec przyjechał szukać szczęścia w Krakowie. Nie jest tam idealnie, też chowa się problemy za zupą z kaczej krwi i fałszywie uśmiecha do nieboszczyka na zdjęciach trumiennych, ale i tak jest o niebo lepiej niż we własnym domu. Ojciec lubi dzieci, chwil prawdziwego szczęścia zazna dopiero przy wnukach i prawnukach.

 

Są jeszcze dzieci. Maciuś, syn Matki z pierwszego małżeństwa, który przejdzie ewolucję w odwrotną stronę: od brata dręczącego siostrzyczkę, przez męża-pijaka, aż do sześćdziesięcioletniego niedorozwiniętego płodu na utrzymaniu Matki. I Wandzia, mały kłębek nerwów, który będzie się obwiniał o wszystkie rodzinne nieszczęścia. Tej postaci jest najbardziej czytelnikowi żal. Wandzia, nawet jako dorosła kobieta z własną rodziną, pozostanie po części przestraszonym dzieckiem. I to chyba najtrudniej rodzicom z "Szopki" wybaczyć. Zepsuć swoje życie mogli, droga wolna. Tylko, że to nie mija. Kolejne pokolenia uczą się żyć bez miłości. Chyba najbardziej jaskrawym przykładem jest Maciuś, człowiek praktycznie bez skrupułów, ani razu przez całą książkę nie okaże ludzkich uczuć. Okradnie najbliższych, kompletnie nie będą go obchodziły losy własnych dzieci i nawet nie popsuje to jego poczucia własnej wartości.

 

"Szopka" to ironiczny zapis polskich rytuałów: święta, imieniny, pogrzeby, ciasto drożdżowe. Dużo się przy tym mówi, ale tak żeby nic nie powiedzieć. Codzienne czynności nadają życiu jakiś rytm i zastępują jego sens. Papużanka świetnie żongluje tymi symbolami, zestawiając je w dość nietypowy sposób. Jedzenie bigosu jest tu nabożeństwem, niedzielny obiad - Golgotą. "Szopka" jest też ciekawa z językowego punktu widzenia. Autorka używa słów niczym plasteliny, żeby uformować z nich świat bohaterów, ich myśli i uczucia. W efekcie otrzymujemy potok słów, nie zawsze składny czy literacki, ale przez to niezwykle autentyczny. Papużanka jest naprawdę dobra w malowaniu obrazów słowami. Do tego często zmienia się narrator, raz słyszymy utyskiwania Matki, innym razem przestraszoną Wandzię, a to znów wspominającego przeszłość ojca. To taka gra z czytelnikiem: zgadnij, kto teraz mówi. Wielu artystów próbowało używać języka jako tworzywa, a nie tylko sposobu wyrażania myśli, nie wszystkim wyszło to na dobre. Papużance idzie całkiem nieźle i choćby za to należała jej się ta nominacja do Nike.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial