Stary, Młodzi I Morze. Od Antarktydy Do Alaski

Autor: Marcin JamkowskiJacek Wacławski

Okładka wydania

Stary, Młodzi I Morze. Od Antarktydy Do Alaski

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Paula

Mieli po dwadzieścia lat, gdy zdecydowali się zorganizować wyprawę, która w żeglarskim świecie porównywana jest do zdobycia Everestu. Chcieli opłynąć Amerykę Południową przez przylądek Horn, cieszący się złą i tragiczną sławą, oraz dotrzeć do Antarktyki, do Polskiej Stacji Polarnej im. Henryka Arctowskiego. Coś, co początkowo było tylko marzeniem, z czasem zaczęło nabierać realnych kształtów. Jacht, o nazwie „Stary", już był, załoga w komplecie, jednego tylko brakowało – pieniędzy. A budżet na rejs wcale nie był mały. Najpierw błądzili, jak dzieci we mgle, nie wiedząc, jak i gdzie szukać sponsorów. Dopiero wraz z zainteresowaniem prasy, coś drgnęło. Potem trzeba było jeszcze uzyskać wsparcie rodziny; w końcu wyruszali na rok, bez żadnej gwarancji, że wrócą. Gdy i to zadanie zakończyło się sukcesem, rozpoczęła się wyprawa ich marzeń.

 

Trzy lata później pomysł kolejnego rejsu, żeglarskiego K2: nie tylko opłynięcie Ameryki Północnej, ale trasą wzdłuż wybrzeża Kanady, przez Przejście Północno-Zachodnie: Northwest Passage, trudne do pokonania z uwagi na panujące tam warunki. Chcieli to zrobić w stulecie osiągnięcia legendarnego Roalda Amundsena. To on, w 1906 r., po podróży trwającej trzy lata i trzykrotnym zimowaniu na statku uwięzionym przez zamarznięty lód, z niewielką załogą, pokonał przejście z Atlantyku na Pacyfik. Oni dodatkowo mieli być pierwszą polską i najmłodszą załogą, która tego dokona. Początek był taki samo, jak poprzednio: zbieranie środków finansowych, ale przede wszystkim przygotowanie jachtu na żeglowanie arktyczne. Musieli też wybrać taki termin, by wody na północy Kanady rozmarzły na tyle, by mógł się tamtędy przedostać statek. Wyruszyli z dwutygodniowym opóźnieniem, więc początek był nerwowy. Ale udało się.

 

I właśnie o tych dwóch wyprawach opowiada książka „Stary, młodzi i morze". Marcin Jamkowski oparł się przede wszystkim o materiały dostarczone przez Jacka Wacławskiego, kapitana obu rejsów. To on prowadził dziennik podróży; wykorzystano również wspomnienia i „relacje pisane na bieżąco przez uczestników" (str. 308). Sam Jamkowski brał udział tylko w części drugiej wyprawy. No i właśnie, to jest pierwsza rzecz, do której się przyczepię. Może nie będzie to typowy zarzut, a raczej fakt wynikający z mojego nastawienia. Myślałam po prostu, że książkę napisał ktoś, kto był członkiem załogi i przedstawia własne przeżycia. Niby autor na tym właśnie bazował, ale to jednak nie to samo. Oczekiwałam narracji w pierwszej osobie liczby mnogiej, a nie w trzeciej. Nie twierdzę, że styl ma jakieś wady, bo tak nie jest, i gdy już się do tego człowiek przyzwyczai, jest w porządku; ale jednak najlepiej czyta mi się relacje osób bezpośrednio uczestniczących w wydarzeniach. Tak było z książką Moniki Witkowskiej „Kurs na Horn" z 2009 r. – podróżniczka, władająca świetnym piórem, brała udział w decydującej części wyprawy, więc jej publikacja ma to, co najlepsze: osobistą perspektywę.

 

Pomijając powyższe, jest to naprawdę ciekawa książka. Przede wszystkim to opowieść o ludziach z pasją, a uwielbiam o takich czytać. Grupa młodych ludzi podporządkowuje wszystkie swoje plany i oddaje siły po to, by urzeczywistnić marzenia. Bo czy może być coś piękniejszego, niż dążenie do takiego spełnienia? To również historia przyjaźni, nie zawsze łatwej, bo trzeba pamiętać, że przebywali ze sobą 24 godziny na dobę, bez możliwości zmiany otoczenia, bo przecież jachtu nie da się, ot tak, opuścić, płynąc z dala od jakichkolwiek siedzib ludzkich. Ale łączył ich cel i to on pozwał przetrwać te małe kryzysy.

 

Fascynujące było śledzenie kolejnych etapów pokonywanej trasy. Piękne widoki, utrwalone na zamieszczonych zdjęciach, lokalny koloryt odwiedzanych portów, codzienność na jachcie, napięcie towarzyszące trudniejszym momentom – to wszystko sprawia, że ciężko się oderwać. Trochę problemu, jako zupełnemu laikowi, sprawiło mi fachowe słownictwo – w niektórych miejscach kompletnie nie wiedziałam, o czym czytam. Nie sposób też nie wspomnieć o edytorsko doskonałym wydaniu (kredowy papier, duża liczba fotografii – wreszcie jestem usatysfakcjonowana, bo zazwyczaj mi mało) oraz o uzupełnieniu w postaci dołączonego filmu. Jego reżyserem jest Konstanty Kulik, uczestnik rejsu przez Przejście. Wprawdzie film nie rzucił mnie na kolana, bo jest bardzo skrótowy, ale ma jeden bardzo przejmujący moment: ten, gdzie zaczyna się pojawiać lód, pomiędzy którym jacht musi manewrować z wielką ostrożnością, by nie utknąć, nie uszkodzić kadłuba i nie zatonąć. To działa na wyobraźnię, zwłaszcza że tego lodu miało być coraz więcej. No i fajnie było też zobaczyć w ruchu tych, którym towarzyszyło się podczas lektury.

 

Woda to żywioł, który czasem daje się okiełznać. Ale trzeba mieć przy tym dużo szczęścia i mnóstwo pokory. Członkowie wypraw pod wodzą Jacka Wacławskiego to mieli, dzięki czemu udało im się zrealizować zamierzenia, przechodząc do historii jako najmłodsza załoga, która pokonała tak trudne miejsca. A relacja z ich wyprawy to kawał dobrej, podróżniczej historii.

 

JoannaKa

"Granice? W życiu żadnej nie widziałem. Ale słyszałem, że niektórzy mają je w głowach"[1].

 

"»Stary«, młodzi i morze" to publikacja, która mogłaby stać na niejednej półce. Jej tematem jest przede wszystkim wyprawa grupy młodych ludzi z ułańską fantazją, pasjonatów żeglarstwa, pragnących spełniać marzenia o dalekomorskich podróżach. Ich pierwszym celem jest pokonanie "ryczących czterdziestek", "wyjących pięćdziesiątek", przepłynięcie wód Hornu i dopłynięcie do Antarktydy. Drużyna marzeń, której średnia wieku po opłynięciu Ameryki Południowej wynosiła zaledwie 22 lata, stanowi jednak dowód, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. "Jeśli Horn jest żeglarskim Everestem, pora sięgnąć po K2"[2]. Dlatego zaledwie kilka lat później ci sami ludzie postanawiają zmierzyć się z legendarną Northwest Passage. "Z trasą, która, nim podbił ją Amundsen, doprowadziła do zguby 64 ekspedycje. Którą nawet dzisiaj, w dobie lodołamaczy, niezawodnych silników, GPS i satelitów, pokonało zaledwie kilkadziesiąt jednostek na świecie. W tym żadna wcześniej pod polską banderą! Żadna tak szybko! I żadna w tak młodym wieku"[3]. Jednocześnie Jacek Wacławski – współautor książki oraz zdobywca najbardziej prestiżowych nagród żeglarskich i eksploracyjnych – wraz z ludźmi, których już na zawsze będą łączyć szczególne więzy, osiągnął zdecydowanie więcej. "»Stary«, dzięki naszemu szaleństwu i swojej morskiej działalności, stał się pierwszym polskim jachtem, który opłynął obie Ameryki"[4].

 

Marcin Jamkowski całą historię przedstawia w klasycznym reporterskim stylu. Mówiąc to, ostrzegam czytelników, by nie oczekiwali po "»Starym«, młodych i morzu" dziennika w stylu Kingi Choszcz ani nawet wspomnieniowej relacji z podróży jak te Mirosława Kowalskiego. Zbierając przemyślenia uczestników południowej części wyprawy, fragmenty dziennika Jacka Wacławskiego, maile, rozmowy telefoniczne z najbliższymi i pokładowe dialogi pozostałych osób z tego dream teamu oraz samemu uczestnicząc w wyprawie dokoła Ameryki Północnej, tworzy jednak bardzo przystępnie napisaną całość, którą aż chce się czytać.

 

"»Stary«, młodzi i morze" może stanowić wzór w swej kategorii. Autor przedstawia tu pasjonującą wyprawę, obraz morskiej rzeczywistości, wykorzystując do tego żeglarskie techniczne słownictwo. To sprawia, że laikom może być trochę trudno przebrnąć przez niektóre fragmenty. Na szczęście nie ma ich aż tak dużo (szkoda tylko, że nie pomyślano o dołączeniu słowniczka dla mniej obytych). Niemniej jest to pozycja, którą z wielkim zainteresowaniem mogą czytać zarówno znawcy tematu, jak i ci, którzy lubią każdą relację z mniej lub bardziej trudnych wypraw.

 

Książkę Jamkowskiego i Wacławskiego można by postawić obok (lepszych) poradników motywacyjnych. "Przygotuj się dobrze i płyń, ruszaj w drogę. Świat sprzyja podróżnikom. (...) Najtrudniejsze to wyruszyć"[5]). Na takie miano zasługuje dzięki fragmentom dziennika Jacka. Ale także jego wspomnieniom, które sięgają daleko w przeszłość. "»Entuzjazm i motywacja z czasem znikną. Lepiej działać i patrzeć jak znikają przeszkody« – dźwięczały mu w uszach słowa [Jurka Wąsowicza]. (...) Jeśli nie popłyniemy teraz, nie popłyniemy już nigdy!"[6]. Współautor książki przedstawia nie tylko swoje prywatne racje, ale także tłumaczy, czym taka podróż w istocie jest, jak wiele dała każdemu z członków eskapady i czego ich nauczyła. "Uczyliśmy się tolerancji, rozumienia naszych odmienności, przezwyciężania budzącej się agresji, godzenia roli przyjaciela i kapitana, świadomości, że każdy z nas ma chwile słabości, kiedy tak naprawdę nie jest sobą i nie można na niego patrzyć przez pryzmat takich sytuacji"[7]. "Historia wypraw polarnych jest bowiem nie tylko lekcją pokory wobec potęgi natury. Jest przede wszystkim wielką lekcją stosunków międzyludzkich"[8].

 

W pozycji tej czytelnik znajdzie całe mnóstwo wiedzy, która mogłaby wesprzeć przedmaturalną powtórkę z geografii. Barwne opisy przybliżają nie tylko przyczyny pewnych zjawisk, jak wspomniane wyżej "wyjące pięćdziesiątki" czy pokładowe życie od technicznej strony. "»Stary«, młodzi i morze" jest także świetnym kulturoznawczym kawałkiem literatury. Marcin Jamkowski wraz z całą ekipą pokazuje obraz świata, który jest daleki i mało poznany. "Poza tymi pamiątkami po Norwegu [Amundsenie] wiele do zwiedzania w Gjoa Haven nie ma – proste, ciepłe drewniane domy, kilka ulic, błotniste koleiny. Miejsce tak depresyjne, że podobnie jak większość północnej Kanady, objęte zostało prohibicją"[9]. A to – jak wszystko, co nie jest dane człowiekowi na wyciągnięcie ręki – fascynuje. Dzięki temu książka może okazać się idealna dla tych, którzy nie szczycą się aż tak wysokim poziomem odwagi, ale także stać się formą zachęty do wielkich wypraw i wiary we własne marzenia, a także dążenia do ich realizacji.

 

Nie brak też w niej przewspaniałych, majestatycznych widoków miejsc, gdzie "nie ma granic, przestępstw, brudu i spalin, tylko piękno, natura w najczystszej formie"[10]. Można godzinami wpatrywać się w przepiękne barwne fotografie zamieszczone w książce. Jest ich wiele i rewelacyjnie oddają nieokiełznaną naturę w czystej postaci, barwne zjawiska i zupełnie inny świat. Stanowią świetne dopełnienie obrazu, który kształtuje się w głowach przy czytaniu bardzo sugestywnych i oddziałujących na wyobraźnię opisów. "Nadana miastu przez Hiszpanów nazwa oznacza »rajską dolinę« – zarazem piękną jak i bezpieczną dla statków konkwisty, bo osłoniętą górami od huraganowych wiatrów, z których znany jest region. Mówiono, że to »małe San Francisco« albo »klejnot Pacyfiku«"[11]. Boli jedynie fakt, że pierwsza część jest nimi okraszona znacznie bardziej skąpo niż druga. Zdjęcia są przeróżnego autorstwa, ale dokumentaliście Konstantemu Kulikowi zawdzięczamy największą ich liczbę. A uczestniczył on tylko w drugim etapie tego wielkiego przedsięwzięcia.

 

Do książki wydawnictwo dołączyło film dokumentalny pokazujący północną część morskiej wyprawy. Wraz z jej uczestnikami nie tylko płyniemy "Starym", ale także lecimy "skalmolotem" czy nurkujemy, by poznać podwodny arktyczny świat. Spotykamy ludzi, którym przyszło żyć w tym mniej czy bardziej depresyjnym świecie i poznajemy ich styl życia. Jesteśmy tym samym współuczestnikami wymagającej wiele odwagi przygody. Towarzyszymy członkom wyprawy, gdy zmuszeni są do ucieczki przed niedźwiedziem, wraz z nimi poznajemy wielorybników, którzy wydają się najbardziej zadowolonymi ze swojego położenia ludźmi na świecie. Całość "nie udałaby się, gdyby nie szalone pomysły – oparte czasami na planach, częściej na marzeniach i rzadziej na chłodnych kalkulacjach tej ekipy przyjaciół"[12].

 

Zarówno film, jak i książka przywołują historię Northwest Passage. Na obrazie ruchomym jest to dobra krótka animacja, w pisanej wersji – parę faktów świadczących o tym, jak wielu ludzi na świecie marzyło o tych wyprawach i jak wiele znaczyli oni dla pasjonatów żeglarstwa. A przede wszystkim – jak wielki wpływ wywarli na obecną wiedzę o świecie. Przypominają, jak wielkie znaczenie dla człowieka ma odkrywanie nieznanego i przybliżanie innym świata dalekiego, odmiennego i prawie nieosiągalnego. Na naszych oczach tworzy się historia. "Oceany są drogami, które nie znają ograniczeń, a młodość to brak barier! Od dziś wszystko jest możliwe!"[13].

 

--

[1] Słowa Thora Heyerdahla, norweskiego odkrywcy i podróżnika, cyt. za: Marcin Jamkowski, Jacek Wacławski, "»Stary«, młodzi i morze", Wydawnictwo Bezdroża, 2013, s. 17.
[2] Tamże, s. 151.
[3] Tamże, s. 297.
[4] Tamże, s. 304.
[5] Tamże, s. 126.
[6] Tamże, s. 21.
[7] Tamże, s. 118.
[8] Tamże, s. 238.
[9] Tamże, s. 224.
[10] Tamże, s. 86.
[11] Tamże, s. 56.
[12] Tamże, s. 150.
[13] Tamże, s. 26.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: