Przejdź do głównej treści

I Na Tym Koniec O Literaturze I Społeczeństwie


Autor: Italo Calvino

Doris

Oto Italo Calvino dotychczas mi nieznany. Nie ten wirtuoz gry na nieskończonych frazach, przeskakujący swobodnie pomiędzy stylami, narracjami, gatunkami, nie znający ograniczeń, po prostu ignorujący je z nonszalancją ekwilibrysty („Jeśli zimową nocą podróżny…”). Nie ten również, uroczy imitator, zabawny detektyw literackich archiwaliów, prześmiewczy ironista z filozoficznych, inkrustowanych inteligentnym dowcipem powiastek („Nasi przodkowie”). Ani też tajemniczy baśniorysta czy nawiedzony matematyk… a jednak, w każdym ze swoich wcieleń tak samo eksplorujący, zręcznie ryjący krecie korytarze w poszukiwaniu granic literatury, badający jej przestrzenie miłośnik słowa i jego znaczenia.

Szarogęsi się w tej literaturze, głównie włoskiej, co i rusz stawiając ją wobec całej reszty światowego dorobku, w sposób analitycznie krytyczny i z imponującą znajomością tematu. Teksty Calvino zawsze odwołują się do historii, do społecznego odbioru i politycznych konotacji. Literatura nigdy nie pozostaje w pustej przestrzeni, zawsze jest odzwierciedleniem świata, a także wywiera nań określony wpływ.

Eseje zebrane w „I na tym koniec” pisane były w latach 1955-1978. Ponad dwadzieścia lat to niejedna rewolucja społeczno-kulturowa, zmiana trendów i kierunków zainteresowań, a literatura musi mieć i ma w tym swoje miejsce.
Literatura może nauczyć niewielu rzeczy, ale są one nie do zastąpienia: jak patrzeć na bliźnich i na siebie samych, jak zestawiać wydarzenia osobiste z powszechnymi, jak przypisywać wartość małym lub wielkim rzeczom, dostrzegać własne i cudze ograniczenia i wady, znajdować właściwe proporcje w życiu, miejsce miłości, jej siłę i rytm, miejsce śmierci, sposób myślenia o niej lub niemyślenia; literatura może nauczyć nieugiętości, litości, smutku, ironii, humoru i wielu innych koniecznych i trudnych spraw. Reszty trzeba uczyć się gdzie indziej, od nauki i historii, od życia”.

Jakiekolwiek zatracenie się, zapamiętanie autora, czy to we własne, odosobnione od reszty świata „ja”, czy też przeciwnie, utonięcie bez reszty w bezmiarze bodźców i przedmiotowości zewnętrznej, niweluje możliwość uzyskania odpowiedniego dystansu, który da szansę na ukształtowanie osobistego, świadomego poglądu, skutkującego podjęciem odpowiedniego działania.

„(…) interesują mnie przede wszystkim próby, którym poddawany jest człowiek, i sposób, w jaki wychodzi z nich zwycięsko”.

Co stanowi istotę powieści? To splot zmiennych relacji między człowiekiem, szeroko rozumianą, bezwzględną lub też kojącą biologią natury, z jej siłą i wiecznotrwaniem, a rozumianą jako ciąg społecznych zmian historią. Człowiek bywa wspomagany przez siłę wyższą, bogów, lub też całkiem samotnie rusza do starcia ze światem. Nie jesteśmy wszechmocni, musimy więc liczyć się z mocą przyrody i żelaznym mechanizmem dziejów, ważne, by odpowiednio, realnie obliczając, kształtować swoje działanie, nie poddając się, choć biorąc pod uwagę możliwość porażki. Nie każda przegrana bitwa jest klęską, niektóre prowadzą do zwycięstw. Walka z żywiołem zewnętrznym, czy to społeczeństwa, czy po prostu natury, jak też przedzieranie się, konsekwentne, mimo siniaków, przez mroczne korytarze własnego wnętrza, nigdy nie jest daremne, nawet jeśli nie kończy się spektakularną wygraną. Spirala zła i przemocy stale się nakręca, ich skala i wyspecjalizowanie wzrastają i czynią tę ludzką pracę tytaniczną, lecz czy to dostateczny powód, by się poddać i zaakceptować taki świat? Italo Calvino na dziesiątki sposobów argumentuje rzecz wprost odwrotną, tylko człowiek powściągnie to, co sam rozpętał.

Przyjemną przygodą jest powrócić z takim czujnym i mądrym przewodnikiem, jak Italo Calvino, na znane nam, ale, jak się teraz okazuje, nie do końca poznane, szlaki Lwa Tołstoja, Flauberta, Dostojewskiego, Conrada czy Hemingwaya. Literatura ma w sobie porywający pierwiastek nieskończonej odkrywczości, dopowiadalności interpretacyjnej, a więc i potencjalnego zaskoczenia. Brud i podłość przedstawiane w powieści służą dobru, obudzeniu sumień, wstrząs ma być bodźcem uruchamiającym reakcję, kolejnym, gdy inne nie działają. Nie da się bez końca ignorować historii i stać bezpiecznie poza nawiasem rzeczywistości, choćby się ze wszystkich sił próbowało od związku z nią odżegnywać.

Italo Calvino garściami czerpie z literackiego dorobku Włoch, nam znanego ledwie w maleńkim fragmencie, bardzo powierzchownie. Część z cytowanych dzieł nigdy nie została u nas przetłumaczona, trudno więc do nich się odnieść, wiele nazwisk włoskich twórców to dla polskich czytelników pustobrzmiące zbitki liter, białe plamy na mapie literatury. Okazuje się, że Włochy to nie tylko Giuseppe Tomasi di Lampedusa, Elio Vittorini czy Alberto Moravia, ale dużo, dużo więcej. Należy przy tym pamiętać, iż teksty Calvino kończą się na latach 70-tych, więc przed nami do odkrycia jeszcze całe pokłady niespodzianek z kolejnego pięćdziesięciolecia. Tymczasem zaś Carlo Cassala, Vasco Pratolini, Giorgio Bassani, Carlo Levi… czy jestem w stanie zmierzyć się z kompletną listą moich czytelniczych, włoskich niedopatrzeń, i czy ona w ogóle ma szansę na skompletowanie… Nie sądzę.

Nie do przecenienia są fragmenty, w których Italo Calvino nawiązuje do własnej prozy, zdradza motywy takich, a nie innych sposobów prowadzenia narracji, wrzucania bohaterów w nieistniejące światy, ubierania w fantazyjne kostiumy, dobudowywania munchausenowskich biografii. Podążanie za subtelną, nostalgiczną nutą Ariosta zdaje się tutaj wiele tłumaczyć. To właśnie jedna z metod utrzymania na wodzy własnych emocji i spojrzenia na problemy społeczne w sposób rzeczowy i zdystansowany. Próba wielce udana.

Felietony, wykłady, choć sprzed kilkudziesięciu przecież lat, dzięki przenikliwej ocenie społecznych zjawisk, w końcu przecież powtarzalnych w sposób cykliczny i przewidywalny, dzisiaj również trafiają celnie w centrum problemów współczesności. Posłuchajmy sami: „Tym razem barbarzyńcami nie są osoby lecz rzeczy. To przedmioty, które, jak nam się wydawało, posiadaliśmy, a które nas posiadają; to rozwój produkcji, mający nam służyć, a którego stajemy się niewolnikami; to środki rozpowszechniania naszej myśli, usiłujące przeszkodzić nam nadal myśleć; to obfitość dóbr nieprzynosząca dobrostanu, lecz niepokój związany z przymusem konsumpcji; to gorączka budowlana, która narzuca monstrualne oblicze wszystkim miejscom niegdyś nam drogim; to fałszywa pełnia naszych dni, w których przyjaźnie, uczucia, miłości więdną niczym rośliny pozbawione powietrza, w których milknie już na samym początku wszelka rozmowa z innymi i z samym sobą”. W czasie, gdy Italo Calvino formułował te smutne refleksje nie było jeszcze powszechnego internetu, z jego rozległymi możliwościami, portalami społecznościowymi, całą infrastrukturą, która szybko się zadomowiła, rozrosła, wgryzła w tkankę społeczeństwa i uwiodła ludzi na tyle, że oddali się jej bez granic. Co powiedziałby teraz? Nie powie, ale sami możemy wyobrazić sobie, co mógłby rzec…

Italo Calvino zdaje się nawoływać: obudźcie się z letargu, nie dajcie się wygodnie otulić kołderką zadowolenia, nie traćcie czujności, bądź w każdej chwili gotowi na wyrażenie swojego niezadowolenia i sprawczego buntu. Tylko tyle, i aż tyle. Omawiane szkice co najmniej tak poważnie, o ile nie bardziej jeszcze, traktują politykę, co literaturę, która nie tworzy się przecież w próżni, a w realnej, pulsującej rzeczywistości, na którą nie może zamykać oczu.

Fascynujące jest podążanie za precyzją myśli Calvino, gdy ten przygląda się, rozkłada na drobne elementy, prześwietla i rozpracowuje style literackie, sposoby obrazowania rzeczywistości, reakcje twórcze na to, co się aktualnie dzieje, zmienia, rezonuje, omawia rodzaje awangardy, która próbuje nie tyle wyprzedzać, co chociaż doganiać czas. Jego nawiązania do sztuki malarskiej, łączenie znaku graficznego z ekspresją artysty, Picasso jako artysta totalny, dorównujący Szekspirowi na gruncie wizualnego przedstawiania – dwóch gigantów poruszających się w całej rozpiętości gamy możliwych gatunków odwzorowania świata, w każdej formie równie perfekcyjnie i uniwersalnie…

Nie wszystko nas zainteresuje. Spektrum zagadnień jest szerokie, niektóre już przebrzmiały, napłynęły nowe, rzeczywistość nie zostawia pustych miejsc. Jednak zasiadłszy z wędką , powoli smakując kunsztownie zbudowane zdania, wyłowimy sporo kwestii istotnych i wciąż aktualnych, jak też, to ręczę, złapiemy bakcyla włoskiej literatury, na którego nie ma szczepionki innej aniżeli kontakt bezpośredni. Dopiero wówczas szkice te otworzą się przed nami w swojej pełni, odkryją wszystkie tajemnice.

Nie ukrywam, że lektura „I na tym koniec” wymaga nie tylko pełnego skupienia i sporego oczytania, ale też konkretnej wiedzy z zakresu teorii literatury, znajomości fachowej terminologii, gdyż styl Italo Calvino jest precyzyjny i błyskotliwy, a każde słowo ma znaczenie. Język zaś, nawiązując do opisywanego przezeń „hermetyzmu”, właśnie taką specyficzną trudną ścisłością się charakteryzuje.

Italo Calvino znalazł swój własny sposób na przedstawienie złożoności świata, przez pryzmat kpiarskiej zmiennogatunkowości dotarł do osobistej awangardy przekazu. Polecał też innym nie ustawać w poszukiwaniach i nie dać się omamić pozorom. Literatura, twórczość, musi stale nadążać za historią, przewidywać i oceniać, z uwagą, aktywnie, bez lęku i uniżoności. Mówi życiu: sprawdzam.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Informacje:

  • Autor:
    Italo Calvino
  • Gatunek:
    Literatura Faktu, Publicystyka, Eseje, Literaturoznawstwo
  • Tytuł Oryginału:
    Pietra sopra : discorsi di letteratura e società
  • Język Oryginału:
    Włoski
  • Przekład:
    Joanna Ugniewska, Anna Wasilewska, Monika Woźniak
  • Liczba Stron:
    450
  • Rok Wydania:
    2025
  • Wymiary:
    130 x 200 mm
  • ISBN:
    9788381967501
  • Wydawca:
    Państwowy Instytut Wydawniczy
  • Oprawa:
    Miękka
  • Miejsce Wydania:
    Warszawa
  • Ocena:
    6/6