booksofsunny
Jeśli miałabym polecić Ci jedną książkę, która nie tyle opowiada historię, co zostawia po sobie ślad w głowie - coś na kształt cichego, ale upartego pytania - to „Engramy” autorstwa Aleksandry Pokarowskiej jest dobrym wyborem.
To nie jest science fiction, które uderza rozmachem, efektami czy dynamiczną akcją. Wręcz przeciwnie - to historia, która rozwija się spokojnie, niemal niepostrzeżenie, ale właśnie dzięki temu zaczyna działać głębiej. Pokarowska zabiera nas do Polski niedalekiej przyszłości, kraju po globalnym kryzysie, gdzie podziały społeczne przestają być abstrakcją, a stają się codziennością. To świat, który nie wygląda jak ruinę po apokalipsie. Jest uporządkowany, nowoczesny, technologicznie zaawansowany - i właśnie przez to niepokojący.
Bo tutaj wszystko działa. Tylko niekoniecznie dla wszystkich…
W centrum tej rzeczywistości stoi Adriana. Dziewczyna z uprzywilejowanego środowiska, która teoretycznie powinna mieć łatwiejszy start niż inni. A jednak jej historia bardzo szybko pokazuje, że status społeczny nie chroni przed stratą, traumą i pytaniami, na które nie ma prostych odpowiedzi. Śmierć bliskich, trudne dzieciństwo i doświadczenie eksperymentalnego wszczepu, który miał pomóc, a niemal ją zniszczył - to wszystko sprawia, że jej droga nie jest opowieścią o sile w klasycznym sensie, lecz o próbie poskładania siebie na nowo.
Najbardziej fascynujące w tej książce jest to, jak autorka traktuje technologię. Nie znajdziesz tu prostych ocen ani oczywistych ostrzeżeń. Implanty, ingerencja w pamięć, rozwój medycyny - wszystko to brzmi jak obietnica lepszego życia. Dłuższego, zdrowszego, bardziej świadomego. Ale im dalej wchodzisz w tę historię, tym wyraźniej widzisz, że każda taka obietnica ma swoją cenę. I że granica między pomocą a kontrolą jest znacznie cieńsza, niż chcielibyśmy wierzyć.
To książka, która nie krzyczy. Nie próbuje Cię szokować na siłę. Zamiast tego buduje napięcie poprzez konsekwencje. Poprzez pytania, które pojawiają się gdzieś między jednym rozdziałem a drugim. Czy nadal jesteś sobą, jeśli ktoś może ingerować w Twoją pamięć? Czy technologia naprawdę daje wolność, czy tylko nowe, bardziej subtelne formy kontroli? I wreszcie - kto decyduje o tym, gdzie leży granica?
Styl Pokarowskiej idealnie pasuje do tej historii. Jest oszczędny, konkretny, pozbawiony zbędnych ozdobników. Dzięki temu nie gubisz się w świecie przedstawionym, a jednocześnie masz przestrzeń, żeby samemu poczuć ciężar tej opowieści. Emocje nie są tu podane wprost - raczej przebijają się spod powierzchni, czasem cicho, czasem niespodziewanie mocno.
„Engramy” jest książką krótką objętościowo, ale zaskakująco gęstą w treści. Nie czyta się jej dla samej fabuły. Czyta się ją dla tego uczucia, które zostaje po zamknięciu ostatniej strony. Dla tej myśli, że to wszystko - choć jeszcze nie do końca realne - wcale nie jest tak odległe, jak mogłoby się wydawać.
Jeśli szukasz historii, która coś w Tobie poruszy, zmusi do refleksji i zostanie na dłużej niż tylko na czas czytania, to naprawdę warto dać jej szansę.
Read with tea, dog & me
Engramy” to książka, która od pierwszych stron sprawiła, że czułam się nie tyle czytelniczką, co uczestniczką pewnego procesu — wchodzenia w głąb pamięci, emocji i tego, co zostaje w człowieku na długo po wydarzeniach, które pozornie już minęły. Aleksandra Pokarowska proponuje opowieść, która nie opiera się na klasycznej fabule, lecz na doświadczeniu — rozproszonym, niejednoznacznym, a przez to niezwykle osobistym.
Już sam tytuł okazuje się kluczem do interpretacji. Engramy, rozumiane jako ślady pamięciowe, odciski przeżyć w psychice, stają się osią całej narracji. Czytając, miałam wrażenie, że nie śledzę jednej historii, lecz zbiór wewnętrznych zapisów — fragmentów emocji, wspomnień, impulsów, które razem tworzą portret człowieka. To książka bardziej „do odczuwania” niż do linearnego rozumienia.
Najbardziej uderzyło mnie to, jak bardzo ta proza jest intymna. Autorka nie buduje dystansu — wręcz przeciwnie, skraca go do minimum. Momentami czułam się, jakbym zaglądała do czyjegoś wnętrza w sposób niemal niekomfortowy. To nie jest lektura, która pozwala zachować bezpieczny margines. Ona wciąga mnie w środek doświadczenia i zmusza do konfrontacji — nie tylko z bohaterką, ale też z samą sobą.
Styl Pokarowskiej jest oszczędny, ale jednocześnie gęsty znaczeniowo. Każde zdanie wydaje się przemyślane, czasem wręcz „wyważone emocjonalnie”. Nie ma tu nadmiaru słów, ale jest nadmiar sensów. To sprawia, że czytanie wymaga skupienia — nie można tej książki „przebiec wzrokiem”. Trzeba się zatrzymać, wracać, czytać między wierszami.
Jednocześnie ta fragmentaryczność narracji bywa wyzwaniem. Momentami czułam zagubienie — brak wyraźnych punktów odniesienia, brak klasycznej struktury fabularnej sprawiał, że musiałam sama budować sens tej opowieści. Dla jednych będzie to wada, dla innych — zaleta. Dla mnie było to doświadczenie ambiwalentne: frustrujące, ale jednocześnie angażujące.
Najciekawsze w „Engramach” jest jednak to, jak pisarka operuje emocjami. Nie są one wyrażone wprost. Często ukryte są w obrazach, w niedopowiedzeniach, w rytmie zdań. To sprawia, że odbiór książki staje się bardzo osobisty — każdy czytelnik może odczytać ją inaczej, w zależności od własnych doświadczeń. Ja sama wielokrotnie łapałam się na tym, że przypisuję tej historii własne znaczenia.
Jako kobieta szczególnie mocno odczuwałam wątki związane z pamięcią ciała, relacjami i emocjonalnymi konsekwencjami przeszłości. To nie jest książka, która opowiada o wydarzeniach — to książka o ich śladach. O tym, co zostaje, kiedy wszystko inne już się skończy.
Nie jest to lektura łatwa ani dla każdego. Wymaga cierpliwości, otwartości i gotowości na brak jednoznacznych odpowiedzi. Osoby szukające wyraźnej fabuły mogą poczuć się rozczarowane. Ale jeśli ktoś jest gotowy wejść w bardziej introspekcyjną, niemal medytacyjną formę literatury — „Engramy” mogą okazać się doświadczeniem bardzo głębokim.
Po zakończeniu tej książki nie miałam poczucia zamknięcia. Raczej wrażenie, że coś zostało we mnie uruchomione — jakiś proces myślenia, przypominania sobie, analizowania. I być może właśnie to jest jej największa siła: nie kończy się wraz z ostatnią stroną, tylko trwa dalej — jak engram.
Helluo_Librorum
„Engramy” to krótka i niepozorna książka z gatunku science-fiction która jest dowodem na to, że sposób podania historii jest równie istotny jak, co ma się do powiedzenia.
Polska niedalekiej przyszłości to kraj dwóch sprzeczności. Podział na bogatych uprzywilejowanych i biednych, żyjących na granicy ubóstwa jest bardzo wyraźny. Adriana ma szczęście urodzić się w rodzinie należącej do tej pierwszej grupy. Mimo to jej życie nie jest beztroskie i łatwe. Dziewczyna nosi w sobie ciężar traum i trudnych doświadczeń. Jej ojciec popełnił samobójstwo, a ona otarła się o śmierć na skutek nieprzewidzianych skutków ubocznych po wszczepieniu nowego urządzenia – ekspandera. Kiedy Adriana dochodzi do zdrowia po tym wydarzeniu, podejmuje przerwane studia medyczne, podczas których ma okazję poznać najnowsze technologie, których celem jest ratowanie ludzkiego życia. Każdy wynalazek można jednak wykorzystać na różne sposoby.
„Engramy” to książka niemal pozbawiona fabuły. Przypomina raczej zbiór pojedynczych scen, tylko luźno ze sobą powiązanych, w których wspólnym mianownikiem są kolejne innowacje, choć zdarzają się i takie fragmenty, które nie wnoszą do historii zupełnie nic. Można odnieść wrażenie, że cała książka powstała po to, by autorka mogła przedstawić własne pomysły na nowe technologie, ale bez sklejania poszczególnych scen w logiczną i spójną całość. Na fabułę zabrakło bowiem konkretnego pomysłu.
Książka jest bardzo krótka – zaledwie sto pięćdziesiąt sześć stron to za mało nie tylko aby pozwolić historii się rozwinąć, ale także aby stworzyć godnych uwagi bohaterów. Postacie stworzone przez Aleksandrę Pokarowską, nie wyłączając przy tym głównej bohaterki, są zupełnie pozbawione charakteru. Samą Adrianę definiują wyłącznie jej trudne doświadczenia z przeszłości – to jedyna rzecz jaką wiemy o bohaterce, której teoretycznie powinniśmy kibicować jako protagonistce. Pomimo, że to jej poczynania obserwujemy i to w jej emocje się wgłębiamy, nie dowiadujemy się o niej właściwe niczego, co pozwoliłoby poczuć do niej sympatię lub antypatię – jako bohaterka jest zupełnie nijaka. Podobnie zresztą jak wszystkie inni postacie, które pojawiają się, wygłaszają swoje kwestie i znikają po chwili z pamięci czytelnika. Trudno jest zaangażować się w historię, jeśli z jej bohaterami nie czuje się zupełnie żadnej więzi.
„Engramy” to pisarski debiut autorki i to widać również w jej warsztacie. Liczne powtórzenia, używanie wciąż tych samych sformułowań, które po jakimś czasie stają się groteskowe i toporne opisy to jak na razie cechy charakterystyczne stylu Aleksandry Pokarowskiej. Autorka przedstawia świat i nowe technologie w bardzo mało subtelny sposób, opowiada o ich możliwościach łopatologicznie, niczym podczas wygłaszania referatu w szkole. Nie stara się wpleść tych informacji w fabułę i dialogi. Kiedy jest mowa o nowym wynalazku, dostajemy bardzo nienaturalny opis, niczym wyjęty z encyklopedii, o sposobie działania i właściwościach danej maszyny.
Przez nieprzystępny dla czytelnika sposób podania historii, ginie to, co autorka prawdopodobnie chciała przekazać. Jak zazwyczaj w książkach z gatunku science-fiction, tak i w „Engramach” pojawia się pytanie o granice wolności i kontroli, a także poruszana jest problematyka dylematów etycznych związanych z wykorzystaniem nowych technologii. Autorka nie daje nam gotowych odpowiedzi, nie ocenia opisywanych przez siebie zjawisk. Czytelnik sam musi dojść do tego, jakie konsekwencje mogą przynieść opisywane zjawiska.
„Enagram” to książka, która nie wyróżnia się spośród innych powieści z gatunku niczym nowym, a przynajmniej nie w pozytywny sposób. Być może pomysł był ciekawy, jednak sposób jego podania czytelnikowi sprawia, że całość jest trudna w odbiorze i zniechęca do zapoznania się z lekturą. Na rynku dostępnych jest wiele dużo ciekawszych pozycji z gatunku. Autorka jest jednak w trakcie pisania swojej drugiej książki, więc być może następna i każda kolejna będą dużo lepsze niż debiut.
Dodaj komentarz