Przejdź do głównej treści

Dałem Ci Oczy A Ty Spojrzałaś W Ciemność


Autor: Irene Sola

Doris

Historia domu Clavell została gęsto utkana z mitów i legend, z baśni i fantazji, kobiecej, ciemnej plątaniny uczuć i przesądów, a także wierzeń oraz pragnień. Katalońska rzeczywistość przywodzi na myśl tę dobrze nam znaną, skondensowaną magię czeluści literatury iberoamerykańskiej, gdzie ciało i dusza związane są mocnym węzłem rozkoszy i cierpienia, a wokoło krążą duchy zmarłych i te jeszcze nienarodzone, ciekawe przyszłego życia, zaś to, co ma się wydarzyć zostało już dawno zapisane diablim pazurem.

Oto one, kobiety przeklętego rodu czarownic, poczęte od Joany, która pragnąc mężczyzny, zawarła pakt z diabłem, później zaś, rozczarowana, zapragnęła go przechytrzyć. Klątwa, jaką rzucił na nią, spada na każdą kolejną kobietę z rodu Joany. Każdej czegoś brakuje. A to rzęs, a to ćwiartki serca, albo języka czy kawałka nogi. Ich związek z siłami ciemności został przypieczętowany dawno temu. Być może to on skazał je na osobliwy rodzaj odosobnienia w centrum katalońskiej wioski, albo one same wybrały owo pozostawanie pomiędzy światami, tym rzeczywistym z wozami bez koni, gadającymi lusterkami i świecącymi się szklanymi urnami, i tym z mrocznej otchłani, dokąd odchodzą wszyscy umarli. Współczesnego świata nie rozumieją, jest im obcy, jak te dziwaczne przedmioty, z którymi nie wiadomo co począć. Jednak tkwią w nim cierpliwie, czekając na to, by kolejną z kobiet mas Clavell przeprowadzić na drugą stronę, by otoczyć ją kołem i trzymać za rękę w tej ostatecznej wędrówce.

Opowieść silnie uduchowiona z jednej strony, z drugiej mocno wczepiona jest w cielesność, we wszystko co zmysłowe, dotykalne. Miłość jest równoznaczna z jej spełnieniem w fizycznym akcie, w wyniku którego powstaje życie. Później zaś znów cielesność, ta bolesna, będąca zarazem przekleństwem i cudem, czas porodu. W śluzie i krwi, wydzielinach ciała, rodzi się człowiek, i będzie się starzał, marszczył i kurczył, brzydł i zanikał. Jak cała reszta żyjącego świata, umrze, by mogły narodzić się młode pędy, zielone, spragnione deszczu listki, nowe życie zastąpi umarłe. Związek człowieka z naturą jest tutaj jednią, symbiotycznym uściskiem, wzajemną zależnością i współuzupełnieniem. Kobiety doskonale potrafią czytać jej sygnały, wiedzą kiedy płacze i kiedy się złości, z nieprawdopodobną też intuicją zdolne są przewidzieć skutki tych zmiennych nastrojów. Natura jest przecież również kobietą, rodzi i karmi, karci, ale i chroni. Chojnie płodna, gdy czuje się kochaną, na zaniedbanie i opuszczenie odpowiada obumarciem.

W tej powieści jest rubaszność, ta z ludowych podań, jest zuchwałość, lekko podszyta lękiem, jest muzyka fal i rechot żab, przede wszystkim zaś jest magia. Czarna, biała i wielokolorowa. Cały opisywany świat składa się z kolorów, różnych ich odcieni i połączeń. Barwom towarzyszą dźwięki, rozpisane na całej szerokości skali: słowa i pieśni, modlitwy i zamawianie, stuki, skrzypienia i kołatania, szumy, gwizdy i poświsty. To odgłosy starego domostwa, spróchniałych belek i nadgryzionych zębem czasu kamieni, na które nakłada się wycie wiatru i płacz gnących się pod jego podmuchem gałęzi oraz wilcze, głodne zawodzenie z głębi lasu. Wrzenie życia wdaje się w pląs z cichością śmierci, przeszłość stale jest w pobliżu, powraca pętlą i ogarnia teraźniejszość. To świat kobiet. Mężczyźni albo odchodzą sami, albo też umierają. Domy pełne są więc samotnych kobiet, całych kobiecych pokoleń. To one pozostają na posterunku, trwają, trzymając się za ręce, wzajemnie sobą opiekując, kochając i przeklinając, by jednak w chwili próby wspólnie przeciwstawić się złu, śmierci i dominacji. Potrzebują i pragną mężczyzn, by im później złorzeczyć, gdy przez nich lub przy nich cierpią. Mężczyzna oznacza ból, zarówno ten prowadzący do rozkoszy, jak i ten unicestwiający. Mężczyzna jest diabłem, bestią okrutną, bezwzględną i zagrażającą. Jest zagryzającym i pożerającym wilkiem, jakoś przy tym dziwnie zachwycającym w swej okrutnej mocy, hipnotyzującym. W końcu jednak to kobiety są z sobą w misterium narodzin i śmierci, to one odprawiają czary i szykują ucztę. Jest w nich bowiem więcej pierwiastka boskiego i mocy czerpanej z ziemi, z powietrza, z witalnych sił natury, przydanych im przez Stwórcę. To też rodzaj magii, ale nie rujnującej, a scalającej, magii trwania razem mimo wszystko i wbrew wszystkiemu. Jeden z odwiedzających chatę Clavell mówi: „(…) najgorsze ze wszystkiego (…) nie jest umieranie. Wiadomo, że każdy kiedyś umrze. Najgorsza jest samotność”.

W odbiorze opowieści uczestniczą wszystkie nasze zmysły, żywotność i absorbująca obecność wykreowanego świata porusza silnie struny wyobraźni. Każda sfera, w jakiej poruszają się bohaterowie wiąże się z dojmującymi wrażeniami, z cielesnym ich odczuwaniem, pożądaniem lub wstrętem, namiętnym dreszczem albo bólem, jednym i drugim równie gwałtownym. Miłość bywa równie raniąca, co nienawiść, a smutek potrafi zasypać serce suchym piaskiem bezwładu.

Widoczna na okładce książki roślinna gęstwina przywodzi na myśl kłębowisko żarłocznych bestii, gdzie nie tylko zwierzęta, okryte mimikrą fałszu, przyczajone, polują na zdobycz, ale i kwiaty czyhają z rozwartą paszczą, a nuż coś w nią wpadnie, liany są gotowe w sposobnej chwili opleść się wokół ofiary, by uniemożliwić jej ucieczkę, nawet ostre gałązki drzew rozczapierzają pazury, gotowe wydrapać oczy. To czysta biologia i jej prawa. Jeśli ty nie zjesz, to sam zostaniesz zjedzony. Biologia przekładająca się jeden do jednego na każdy pojedynczy los człowieka. Pożywieniem jest małe koźlątko, a jego ubój i późniejsze przygotowywanie potraw to rodzaj krwawego, jednoczącego obrzędu, symbolicznego w swojej mistycznej wymowie. Pożywieniem jest także człowiek, jego resztki wydalane są przez wilki i inne drapieżne zwierzęta jako świadectwo ich łowieckich instynktów. Trwa rytuał polowania, także ludzi na ludzi. Rozbójnicy zabierają łupy pozostawiając ofiary, a potem sami stają się zwierzyną łowną i giną w męczarniach. Wydaje się nam, że czas grasantów i rozbójników minął, że ciemne siły wypleniła nauka i technika, potrafiąca wszystko objaśnić, rozebrać na części i złożyć z powrotem. Jednak opowiadana tu historia pokazuje nam podszewkę rzeczywistości, to, co niezważalnie i niemierzalne, a ledwie przeczuwane i wyśnione. Wymykające się poznaniu, jednak doświadczane. Granica między realnością a objawieniem jest przenikalna, półprzezroczysta dla niektórych oczu.

Wszystko w powieści Irene Sola jest intensywne i zmienne, od burzliwego życia po koloryt nieba. Człowieka zaś przez całe życie prześladuje jego własny cień i nic, co zostało przezeń uczynione nie będzie zapomniane. Ten Pierwszy – Bóg i Ten Drugi – szatan, też patrzą, co robimy ze swoją niby wolną wolą. Bóg rzecze do Joany: „Dałem ci oczy, a ty spojrzałaś w ciemność”. Czy jednak można skutecznie oprzeć się zmysłowym i podstępnym instynktom, które posiedliśmy jednocześnie ze wzrokiem?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Informacje:

  • Autor:
    Irene Sola
  • Gatunek:
    Literatuta Piękna, Powieść, Obyczajowa, Realizm Magiczny
  • Tytuł Oryginału:
    Et vaig donar ullsi vas mirar les tenebres
  • Język Oryginału:
    Kataloński
  • Przekład:
    Barbara Bardadyn
  • Liczba Stron:
    188
  • Rok Wydania:
    2025
  • Wymiary:
    125 x 210 mm
  • ISBN:
    9788383961644
  • Wydawca:
    Czarne
  • Oprawa:
    Miękka
  • Miejsce Wydania:
    Wołowiec
  • Ocena:
    6/6