Patronat Sztukatera

Cuda Codzienne — okładka lub ilustracja
Kliknij, Aby Powiększyć

Cuda Codzienne

Czas Czytania: Około 7 min

Informacje O Książce

Twórcy I Treść

Autor
Natusia
Tytuł Oryginału
Cuda Codzienne

Wydanie I Dystrybucja

Rok Wydania
2025
ISBN
9788380114098
Miejsce Wydania
Warszawa

Parametry I Szczegóły

Język Oryginału
Polski
Liczba Stron
68
Wymiary
144 x 206 mm
Oprawa
Miękka

Recenzja:

Michał Lipka

Na ile wstęp i prolog można traktować, jako zapis stanu faktycznego, nie wiem, ale jeśli rzeczywiście brać za prawdę, to do napisania tej powieści – a w zasadzie opowiadania, wydanego jednak jako samodzielna, cienka, bo cienka, ale jednak książka (łyka się to w godzinę) – natknęło wydarzenie, które miało w sobie znamiona niezwykłości. Wydarzenie, które przerodziło się w dywagacje na tematy życia i wiary. Jak było, czy „Cuda codzienne” to książka oparta na faktach, czy może stanowiąca jedynie quasi-biograficzny twór, to już wie jedynie sama autorka. Ale czy to ma znaczenie? Jej historia to całkiem ciekawa, choć prosta i stylistycznie poprawna, choć z pewną niesprawnością podana, opowieść obyczajowa. Jest tu nuta filozofowania, jest porcja rozważań, ale czy się z autorką i jej poglądami na dane kwestie zgadzacie czy nie (ja nie ze wszystkim, nie ukrywam), same „Cuda” są całkiem przyjemną, niegłupią i życiową lekturą, po jaką śmiało można sięgnąć.

Główna bohaterka i narratorka tej historii urodziła się w rodzinie kreatywnej. Takiej, która z niczego potrafiła stworzyć coś, co przynosiła zyski. Prywaciarze, jak o nich mówili. To były lata siedemdziesiąte, wiodło się im dobrze, snuli plany na przyszłość i wtedy wszystko się zmieniło. Był dzień przed Wigilią roku 1973, bohaterka miała ledwie sześć lat, matka była w ciąży, ojciec z teściem i szwagrem pojechali kupić samochód dla wujka. I nagle wypadek przerwał wszystko. Cała trójka zginęła, matka z szoku poroniła, a bohaterka musiała zmierzyć się z całkiem nową rzeczywistością. Obrażona na Boga rodzicielka odsunęła się od kościoła, wiary, dorasta, ale życie jej nie oszczędza. Kolejne rozpadające się związki, porzucenia, problemy… Sama narratorka zaczyna buntować się przeciw Bogu i światu. Ale jednocześnie zaczyna dostrzegać też cuda, siłę wyższą i… Co z tego wyniknie?

Autorka tej książki opowiada nam, jak to podczas spaceru spadł jej kolczyk. Niby nic takiego, ale kolczyk spadł nadal absolutnie zapięty, a ucho pozostało nienaruszone. Uznała to za znak od Boga, za natchnienie, by zatrzymać się, pomyśleć, przemyśleć, zrozumieć. I o tym jest też ta książka. O szukaniu siebie, poszukiwaniach zrozumienia rzeczy, jakie w życiu się zdarzają i o odkryciach, jakie w związku z tym autorka dokonała. Jej losy są jak losy nas wszystkich. Życiowe sprawy, z którymi możemy się identyfikować. A wśród tego wszystkiego wiara, odnajdowanie jej, znajdowanie też własnego spojrzenia na Boga, kosmos, samą siebie…

Cienka to książeczka, niespełna siedemdziesiąt stron podzielonych na krótkie rozdziały i podanych dość sporą czcionką. Cienka, ale całkiem treściwa. Czasem z autorką się nie zgadzałem, częściej znajdowałem jednak sporą płaszczyznę wspólną dla poglądów, odczuć etc., ale przede wszystkim wczułem się w to wszystko i ciekawie spędziłem czas. Autorka nie przeciągała swojej opowieści, traktowała ją dość skrótowo, ale zawsze przechodząc do sedna. Wszystko to podała językiem dość prostym, czasem z frazesami czy patosem, nie przeczę, ale jednocześnie nie powiem, że w sposób zły. Tu zresztą nie chodzi o literackie wysmakowanie, a o szczerość. I tę szczerość tu mamy. I to mnie ujęło. I, jeśli szukacie takiej lektury o osobistych doświadczeniach na polu wiary i życia, opowiedzianej Wam, jakby koleżanka albo przyjaciółka siedziała z Wami i dzieliła się czymś dla niej ważnym, Was też „Cuda codzienne” mogą ująć.

Dodaj komentarz

Wyślij