Pani M
Pamiętacie jeszcze jak to było mieć 14 lat? Jeśli nie, Nick Twisp, młodzieniec dobrze znany amerykańskim czytelnikom, przypomni wam o tym. Wydawca zapewnia, że będzie śmiesznie i będziecie się dobrze bawić w trakcie lektury. Czy faktycznie ma to pokrycie w rzeczywistości? Przekonajcie się sami.
Jak już wspomniałam, Nick jest nastoletnim chłopcem. Ma dość nieciekawą sytuację rodzinną. Jego ojciec odszedł do kochanki, zostawiając żonę i dwójkę dzieci dla kochanki. Matka stara się poradzić sobie z tym, że została sama, i szuka pocieszenia w ramionach Jerry’ego, którego ja nawet dwumetrowym kijem bym nie tknęła. Dlaczego? Już śpieszę z wyjaśnieniem. Wyobraźcie sobie największego oblecha i chama. Już? Powiem wam tyle – wasz wyimaginowany chamski oblech nie jest nawet w połowie tak okropny jak Jerry. W każdym razie Nick ma pewną obsesję – ciągle myśli o seksie. Chętnie poznałby bliżej kochankę ojca. W końcu jest młoda i całkiem niczego sobie.
Nigdy nie byłam czternastoletnim chłopcem, więc trudno mi postawić się w jego sytuacji. Mój mąż ma za to młodszego brata, który całkiem niedawno miał tyle lat i powiem wam, że z Nickiem nie miał nic wspólnego. Młody był w tamtych czasach na etapie gier konsolowych i raczej nie musieliśmy się bać, że przyjdzie z dzieckiem pod pachą, bo go do dziewczyn jeszcze nie ciągnęło. Nie miał też takich zbereźnych rozkmin jak Nick, a w każdym razie mnie nic na ten temat nie wiadomo.
Czy polubiłam głównego bohatera? Nie powiedziałabym. Był dla mnie stworzeniem specyficznym, z którym ciężko byłoby mi nawiązać nić porozumienia nawet gdybym miała tyle lat, co on. Nie mówię, że został źle wykreowany (może jest trochę przerysowany), ale nie jest mi z nim po drodze.
Mam bardzo mieszane uczucia po lekturze. Na nic konkretnego się nie nastawiałam. Fakt, w paru miejscach nieźle się uśmiałam, ale czasem byłam zażenowana tym, co czytam. Nick przypominał w wielu aspektach typowego nastolatka, chociażby jeśli chodzi o walkę z pryszczami (ręka do góry kto miał z tym problem), lecz bywało tak, że miałam ochotę zapytać się autora „serio?”. Jak dla mnie C.D. Payne trochę przesadził niektórych kwestiach i były momenty, gdy chciałam odłożyć książkę na bok i nigdy już do niej nie powrócić. Może i dramatyzuję, ale moim zdaniem wyszła z tego dość spłycona opowieść o chłopaku, który zastanawia się, co by tu zrobić, żeby zaliczyć laskę. Nick momentami strasznie mnie męczył i miałam ochotę palnąć mu parę razy w potylicę na opamiętanie. Chyba bym się załamała, gdyby trafił mi się taki syn.
Nie do końca przemówił do mnie humor w tej powieści. Bywało śmiesznie, ale liczyłam na lepszą rozrywkę. Gdybym miała nastoletniego syna, raczej nie poleciłabym mu tej książki. Wolałabym, żeby przeczytał coś innego. Jeśli mnie pamięć nie myli, ta powieść była inspiracją dla twórców komedii „Grzeczny i grzeszny”. Film niczego sobie, można się pośmiać. W każdym razie, wracając do powieści. Czy ją polecam? Tylko na własną odpowiedzialność. To raczej nie jest powieść dla każdego. Nie można podejść do niej śmiertelnie poważnie, bo to będzie zamach na wasze życie. Sami zadecydujcie, czy chcecie poznać Nicka i dowiedzieć się, czy udało mu się zdobyć upragnioną dziewczynę.
Dodaj komentarz