Córki Łowcy Niedźwiedzi  Opowieść O Siedmiu Siostrach — okładka lub ilustracja
Kliknij, Aby Powiększyć

Córki Łowcy Niedźwiedzi Opowieść O Siedmiu Siostrach

Czas Czytania: Około 7 min

Informacje O Książce

Twórcy I Treść

Tytuł Oryginału
Björnjägarens döttrar : en berättelse om sju systra
Przekład
Agata Teperek

Wydanie I Dystrybucja

Rok Wydania
2026
ISBN
9788383963600
Wydawca
Czarne
Miejsce Wydania
Wołowiec

Parametry I Szczegóły

Język Oryginału
Szwedzki
Liczba Stron
448
Wymiary
125 x 205 mm
Oprawa
Miękka

Recenzja:

Karolina Wiaczewska

Sięgamy po książki, bo są w nas niedopowiedzenia, egzystencjalne wątpliwości i ciekawość poznania świata przynależna bytom rozumnym. Nie szukamy w nich jedynie odpowiedzi. Instynktownie chcemy podążać ścieżkami wyznaczanymi przez pisarzy. Bywa, że nie zawsze dokładnie wiemy, czego szukamy. Czujemy jedynie, że coś przemawia do nas mocniej, a coś innego rozmywa się i znika w naszej niepamięci.

„Córki łowcy niedźwiedzi” to lektura, która ma konkretne cele, dlatego stawia precyzyjne pytania: gdzie przebiega granica pomiędzy wolnością a wykluczeniem? Czy życie poza społeczeństwem rzeczywiście oznacza niezależność, czy może jest tylko inną formą zniewolenia? Dzieje się tak dlatego, że Anneli Jordahl w swojej prozie zachęca czytelnika do głębszego wniknięcia zarówno w literaturę, jak i w samego siebie.

Szwedzko-fińskie pogranicze, dalekie od reguł społecznego świata, jest miejscem, w którym dorasta siedem sióstr Leskinen. Johanna, Tanja, Tiina, Aune, Elga, Laura i Simone wychowują się w gospodarstwie, którego rytm wyznaczają las, polowania, zwierzęta i fizyczna praca. Nie otrzymują zwyczajnego wykształcenia, nie znają wielu społecznych konwencji, za to potrafią funkcjonować w środowisku, w którym przeciętny mieszkaniec miasta prawdopodobnie nie przetrwałby długo. Są głośne, nieokrzesane, silne i przyzwyczajone do własnego towarzystwa. Kiedy znika ojciec, a następnie umiera matka, dotychczasowy porządek, który znały, tworzyły i rozumiały, rozpada się definitywnie. Próba zachowania odziedziczonego sposobu życia staje się początkiem konfliktu zarówno pomiędzy siostrami, jak i między nimi a światem zewnętrznym.

Po stracie rodziców bohaterki nadal polują, handlują, próbują zdobywać jedzenie, zmagają się z zimnem, budują schronienie i uczą się przetrwania. Największym zagrożeniem nie okazują się jednak natura, las, głód czy mróz. Znacznie szybciej na pierwszy plan wysuwa się pustka władzy – brak przewodnictwa w stadzie, jakim w pewnym sensie pozostaje rodzinna grupa. Zachwianie dotychczasowej hierarchii rodzi pierwotne napięcie, a walka o przetrwanie stopniowo staje się również walką o przywództwo.

Z tego źródła wyłania się powieść dziwna, brutalna, miejscami groteskowa, a zarazem zaskakująco czuła wobec swoich bohaterek. Pod warstwą historii o kobietach żyjących niemal poza cywilizacją kryje się opowieść o rodzinie, władzy, przemocy i cenie, jaką trzeba zapłacić zarówno za podporządkowanie, jak i za radykalnie rozumianą wolność.

Co warte podkreślenia, autorka nie pozwala siedmiu bohaterkom zlać się w jedną zbiorową postać, co przy tak licznej grupie nie jest łatwym zabiegiem literackim. Początkowo rozpoznawanie ich może wymagać pewnej uwagi, ale stopniowo każda otrzymuje odmienny temperament, potrzeby i sposób reagowania. Jedne silniej trzymają się dawnego życia, inne zaczynają spoglądać ku miastu. Laura szuka własnego języka w glinie i tworzeniu, Aune z coraz większą ciekawością przygląda się światu ludzi żyjących inaczej, pozostałe bohaterki natomiast próbują na różne sposoby ocalić to, co znają. Szczególnie ważne stają się chwile, gdy wspólnota przestaje mówić jednym głosem. Dopiero wtedy widać, że „siostry Leskinen” są również siedmioma osobnymi kobietami.

Szczególnie interesująca z psychologicznego punktu widzenia jest dla mnie Johanna. Najstarsza z sióstr stopniowo przejmuje rolę przywódczyni i coraz silniej utożsamia wierność rodzinie z posłuszeństwem wobec siebie. Jej nieufność względem urzędników i miasta ma racjonalne podstawy – siostry rzeczywiście są oceniane według norm świata, którego reguł ich nie nauczono. Z czasem jednak lęk przed ingerencją z zewnątrz przekształca się w obsesję, a obrona wspólnoty zaczyna usprawiedliwiać przemoc wobec jej członkiń. Jordahl dobrze pokazuje mechanizm, w którym osoba broniąca wolności sama zaczyna ją innym odbierać. Johanna nie jest dzięki temu jedynie antagonistką. Pozostaje produktem tego samego świata, którego próbuje za wszelką cenę bronić.

To właśnie relacje między siostrami stanowią psychologiczny rdzeń powieści. Łączy je miłość, której Jordahl nie idealizuje. Siostrzana więź może oznaczać troskę, lojalność i gotowość do poświęcenia, ale również zazdrość, kontrolę, agresję i niemożność uwolnienia się od narzuconej roli. Rodzina jest tutaj jednocześnie schronieniem i pułapką. Autorka stawia przy tym bardzo ciekawe pytanie: co dzieje się z człowiekiem, który otrzymuje wolność, ale nigdy nie nauczył się samodzielnie wybierać? Córki łowcy niedźwiedzi potrafią przeżyć w lesie, a jednocześnie bywają bezradne wobec pieniędzy, instytucji, pisma, codziennych procedur czy niepisanych zasad społecznych.

Dlatego jednym z najmocniejszych motywów książki pozostaje zderzenie dwóch definicji normalności. Z perspektywy miasta siostry są zaniedbane, niewykształcone, nieprzystosowane i wymagają pomocy. Z ich perspektywy to mieszkańcy miasta są ludźmi uzależnionymi od niezrozumiałych reguł, pieniędzy i instytucji. Jordahl nie rozstrzyga tego konfliktu tak łatwo, jak początkowo można się spodziewać. Pomoc społeczna nie zostaje przedstawiona jako bezduszna machina, ale też cywilizacja nie okazuje się cudownym lekarstwem. Bardzo dobrze skonstruowana Ritva próbuje pomóc kobietom, których doświadczenia wymykają się jej zawodowym kategoriom. Powieść zaczyna wówczas pytać nie tylko o prawo społeczeństwa do interwencji, lecz również o moment, w którym nieingerowanie oznaczałoby zgodę na krzywdę.

Co warte podkreślenia, nietypowe zabiegi narracyjne sprawdzają się, tworząc ciekawą konstrukcję. Co pewien czas ujawnia się narratorka świadoma, że opowiada cudzą historię. Komentuje własne decyzje, odwołuje się do zdobywanych informacji, zastanawia się nad bohaterkami, a nawet nad samym sposobem budowania opowieści. W epilogu otwarcie mówi o pisaniu i o niemożności pełnego zawłaszczenia historii sióstr. Zabieg ten burzy iluzję klasycznej narracji, ale ma swoje uzasadnienie: przypomina, że oglądamy bohaterki również poprzez spojrzenie kogoś pochodzącego ze świata, który próbuje je zrozumieć i nazwać.

Nie zawsze rozwiązanie to działa równie dobrze. Narratorka ma skłonność do objaśniania zachowań, komentowania znaczeń i uprzedzania reakcji odbiorcy. W najlepszych fragmentach tworzy to ciekawy dystans i wzmacnia pytanie o możliwość opowiedzenia życia ludzi funkcjonujących poza dominującą kulturą. W słabszych odbiera scenom część wieloznaczności. Jordahl niekiedy dopowiada sens, który czytelnik bez trudu odczytałby z zachowania postaci. Powieść jest najmocniejsza wtedy, gdy ufa swoim bohaterkom i pozwala im działać.

Język należy natomiast do zdecydowanych atutów powieści. W polskim przekładzie Agaty Teperek proza jest żywa, konkretna, cielesna i nierzadko bardzo dosadna. Nie ma tutaj romantycznego lasu pachnącego wyłącznie żywicą. Pachną również pot, krew, brud, zwierzęta i ludzkie ciała. Bohaterki przeklinają, piją, miesiączkują, załatwiają potrzeby fizjologiczne, marzną i odnoszą rany. Ciało nie zostaje wygładzone przez literacką konwencję. Taka stylistyka dobrze odpowiada sposobowi, w jaki siostry doświadczają rzeczywistości: bez oddzielania człowieka od natury i bez mieszczańskiego wstydu wobec fizjologii.

Dosadność potrafi jednak działać podobnie jak komentarze narratorki – zastosowana zbyt często traci część swojej siły. Powtarzające się podkreślanie brudu, zapachu, nagości, seksualności czy fizjologii chwilami sprawia wrażenie celowego prowokowania odbiorcy. To, co początkowo znakomicie rozbija stereotyp kobiecej delikatności, po pewnym czasie staje się przewidywalnym elementem estetyki książki.

Tempo powieści jest nierówne, lecz w znacznej mierze wynika to z jej konstrukcji. Jordahl przechodzi od epizodów niemal awanturniczych i groteskowych do scen przemocy, głodu, choroby czy rozpadu więzi. Szczególnie mocno akcja przyspiesza, gdy kolejne próby utrzymania niezależności zaczynają przynosić coraz poważniejsze konsekwencje. Podział na gospodarstwo, opuszczoną chatę i miasto ma przy tym znaczenie większe niż geograficzne. Każda przestrzeń oznacza kolejny etap rozpadu starej tożsamości. Fabuła staje się historią wychodzenia z zamkniętego świata, choć niekoniecznie wejścia do nowego bez strat.

W książce można dostrzec wyraźne echo „Siedmiu braci” Aleksisa Kiviego, przywołanych zresztą już w epigrafie. Jordahl dokonuje jednak znamiennego przesunięcia: w centrum stawia siedem kobiet. Nie chodzi wyłącznie o prostą zamianę płci. Autorka sprawdza, co stanie się z kulturowymi wyobrażeniami kobiecości, gdy jej bohaterki otrzymają cechy tradycyjnie przypisywane mężczyznom – fizyczną siłę, agresję, seksualną swobodę, nieokrzesanie i niechęć do podporządkowania. Rezultat nie jest prostym manifestem „silnych kobiet”. Siostry bywają jednocześnie silne i bezradne, okrutne i czułe, wolne i uzależnione od siebie nawzajem.

Największą wartością „Córek łowcy niedźwiedzi” pozostaje właśnie ta niejednoznaczność. Jordahl nie romantyzuje życia poza społeczeństwem, ale nie przedstawia też cywilizacji jako oczywistego zwycięstwa. Nie idealizuje siostrzeństwa, choć pokazuje jego ogromną siłę. Nie utożsamia nieposłuszeństwa automatycznie z emancypacją. Pyta raczej, czy człowiek może być naprawdę wolny, jeśli zna tylko jeden sposób życia i panicznie boi się każdego innego.

Nie jest to zatem książka wyłącznie dla miłośników opowieści o dalekiej Północy. Najwięcej znajdą w niej czytelnicy zainteresowani powieścią psychologiczną i społeczną, literaturą o relacjach rodzinnych, kobiecej autonomii oraz konflikcie jednostki ze wspólnotą. Spodoba się również tym, którzy dobrze czują się w prozie surowej, cielesnej i groteskowej. Trudniej będzie ją zaakceptować odbiorcom oczekującym subtelności obyczajowej, realistycznej powściągliwości albo romantycznego obrazu życia blisko natury.

„Córki łowcy niedźwiedzi” zaczynają się od pytania, czy siedem dzikich kobiet zdoła przetrwać bez świata. Z czasem znacznie ważniejsze okazuje się pytanie odwrotne: czy potrafią wejść do tego świata, nie tracąc samych siebie? Las można opuścić, nauczyć się czytać, założyć inne ubrania i poznać zasady obowiązujące w mieście. Znacznie trudniej rozpoznać, które spośród odziedziczonych praw rzeczywiście są własne, a które zostały w człowieku zaszczepione przez rodzinę, strach i potrzebę przynależności. W tym sensie historia siedmiu niezwykłych sióstr okazuje się opowieścią o problemie znacznie bardziej powszechnym: o trudnej sztuce oddzielenia tego, kim jesteśmy, od tego, kim nauczono nas być.

I być może właśnie dlatego warto było podążyć ścieżką wyznaczoną przez Jordahl. Wracając do pytania postawionego na początku: nie każda książka musi przynieść odpowiedzi, aby pozostać z czytelnikiem na dłużej. Czasami jej wartość polega na tym, że po ostatniej stronie pytania stają się jeszcze mniej wygodne niż wcześniej. „Córki łowcy niedźwiedzi” pozostawiają przede wszystkim wątpliwość, czy wolność można w ogóle rozpatrywać w oderwaniu od innych ludzi. Człowiek może uciec od społecznych reguł, ale równie łatwo może stworzyć własne – równie opresyjne. Może też podporządkować się cudzym i nazwać to normalnością. Jordahl nie wskazuje jednej drogi prowadzącej pomiędzy tymi skrajnościami. Zmusza natomiast do zastanowienia się nad regułami, które sami uznajemy za oczywiste. A przecież właśnie dla takich momentów – kiedy cudza opowieść zaczyna zadawać pytania dotyczące naszego własnego życia – sięgamy po literaturę.

Dodaj komentarz

Wyślij