Tomasz Niedziela
Trochę się zastanawiałem nad tym, czy zamieścić w ogóle recenzję tej książki – albumu o Delonie. Kilka rzeczy mnie przekonało, poczynając od tego, że skoro była Dalida, to i Delon może być obecny. Teraz czas na uzasadnienie wyboru.
Na początku muszę stwierdzić, że Delon to aktor mojej młodości, a filmy z jego udziałem gościły w naszych kinach czy telewizji, więc sporo z nich można było zobaczyć. Wiele utkwiło w pamięci, do wielu z nich chce się powrócić.
Kolejnym powodem są polonica. W zasadzie związane z Romanem Polańskim, chociaż przecież nie nakręcili żadnego wspólnego filmu. Za to jego ówczesna żona Barbara Lass (Barbara Kwiatkowska znana między innymi z filmu "Jak być kochaną) zagrała w filmie z Delonem ("Co za radość żyć"). Ich drogi, jak wspomniałem nie zetknęły się, ale Delon zamierzał zrealizować film "Gorzkie gody", co mu się nie udało, a czego później dokonał Polański.
Przejdźmy teraz do filmów. Zatrzymam się przy dwóch, chociaż dość nierównych. Pierwszym jest wybitny film Viscontiego „Lampart”, o którym pisałem (zarówno o filmie jak i o książce, którą czytałem wielokrotnie). Teraz, kiedy przeczytałem, jak był kręcony, mam do niego jeszcze większy sentyment – klasyka w pełnym tego słowa znaczeniu!
Następny to „Miłość Swanna”. Przyznam się, że bardziej zapadł mi w pamięć Jeremy Irons czy Ornella Muti, ale z kolei Charlus (to rola Delona) to jedna z moich ulubionych postaci Prousta. Ponieważ wkrótce zamierzał wrócić do pierwszego tomu „W poszukiwaniu straconego czasu”, konieczne będzie ponowne spotkanie z tym filmem Schlöndorffa.
Książka jest starannie wydana na kredowym papierze, trzeba więc trochę siły, żeby ją czytać, bo sporo waży. Wiele zdjęć jest unikatowych, a co do kilku wydawcy nie potrafili nawet znaleźć autorów, tworząc dla nich specjalny fundusz. Kompendium wiedzy o rolach aktora nie do przecenienia. Do tego okazuje się, że Delon grywał również w teatrze, chociaż sporadycznie, ale również z sukcesami.
Teraz taka mała dygresja: po internecie krąży takie zdjęcie z imprezy Rolling Stonsów, na której pojawił się Delon. Jest tam również Marianne Faithfull, z którą Delon zagrał w jednym filmie i oczywiście Mick Jagger. Słowem same gwiazdy. Zdjęcie bardzo wymowne, nie wymagające komentarza. Kto nie widział – polecam poszukać!
Śledząc drogę Delona widzimy, że w zasadzie nie dostał żadnych większych nagród filmowych, dopiero pod koniec życia zaczął otrzymywać nagminnie nagrody za całokształt. Pamiętam jego rolę w „Panie Klein” - tu należała się nagroda jak nigdzie indziej. Owszem Delon grywał w wielu filmach łatwych, śmiesznych i nieskomplikowanych, ku uciesze publiczności, ale to chyba nie zarzut dla aktora (przypominam powiedzenie mistrza Dejmka...).
Wracając do początku, rzeczywiście warto czasami sięgnąć po taką lekturę, gdzie słowo pisane nie dominuje, gdzie główną rolę „grają” zdjęcia. Przecież to książka o filmie, teatrze i telewizji i o jednej z jej ikon. A kto pamięta „Asterixa i Oberixa” wie jak wielki dystans Delon miał do siebie i odnajdywał się w każdej roli.
Wielu wybitnych amerykańskich aktorów wzorowało się na nim i uznawało go za specjalistę od roli glin, gangsterów, przestępców czy detektywów.
Filmy z jego udziałem ciągle są wznawiane i to również w wersji kinowej. Przypomnienie o Romy Schneider też było ciekawe. Wiele świetnych wspólnych ról. Ochota na obejrzenie ich ponownie mocno mnie naszła po tej lekturze. Polecam.
"Alain Delon. Buntownik i Legenda" autorstwa Denitzy Bantchevej to biografia jednego z największych ikon europejskiego kina - Alaina Delona.
Pierwsze co zwróciło moją uwagę, gdy otrzymałam tę książkę, to przepiękne wydanie.To dużych rozmiarów album, z jakościowym papierem w której mam wrażenie zadbano o każdy szczegół. Niby nic znaczącego, ale jednak prezentuje się naprawdę pięknie. Bardzo estetyczna książka, w której znajdziemy wiele zdjęć aktora i materiałów archiwalnych. Pomogło mi to jeszcze bardziej przenieść się do lat 60 i 70 i późniejszych, które były tak bardzo wyjątkowe i niepowtarzalne. Mam sentyment do tych czasów i zawsze lubię czytać o ludziach żyjących w tamtych latach - są dla mnie w pewien sposób magiczne i pełne elegancji - szczególnie gdy mowa o francuskim kinie.
Autorka opisuje życie Delona - zarówno zawodowe jak i prywatne, jego próby pogodzenia kariery i sławy z codziennością - w końcu był prawdziwą gwiazdą tamtych lat, ale jednocześnie po prostu człowiekiem.
Z prawdziwych smaczków - wstęp został napisany przez bohatera książki, w którym wspomina ważne chwile w swoim życiu, najbardziej znaczące relacje, najistotniejsze momenty w karierze. To jak musiał godzić wizerunek osoby tak bardzo rozpoznawalnej - idola i symbolu seksapilu z prawdziwym życiem i jego trudami.
Mam wrażenie, że autorka włożyła naprawdę dużo pracy w tę książkę - jest tu mnóstwo anegdotek, kontekstów, fotografii, które nigdzie wcześniej nie były publikowane ani dostępne. Myślę, że nie powstała po to, aby zrobić z Delona nieskazitelnego bohatera - jak to często biografie mają w zwyczaju. Czytając tę książkę nie miałam poczucia, że czytam o wyidealizowanej gwieździe. Opisane są tu także gorsze momenty, zmagania Delona z samym sobą, a także wspominki bliskich aktora, jego współpracowników, reżyserów i często takich ikon kina jak Brigitte Bardot czy Sophia Loren. W końcu Delon był dla nich po prostu kolegą z pracy. I ta książka właśnie tak go przedstawia - nie jako ikonę i legendę - choć taką oczywiście był - to jeden z najważniejszych i najbardziej rozchwytywanych aktorów XX wieku, ale przede wszystkim ukazuje go jako jako prawdziwą, żywą postać - człowieka, który - jak wszyscy - również miał wady i problemy. I dla mnie to duży plus.
Oglądałam kilka filmów, w których grał Alain Delon - nie miałam jakiejś szczególnej wiedzy na jego temat, a ta biografia naprawdę bardzo mi się podobała. Jak się okazuje Delon niewątpliwie był bardzo inspirującą postacią, przekraczał i wyprzedzał nie tylko granice pokoleniowe, ale też te narodowościowe - tytuł więc nie jest przypadkowy.
Myślę, że książka jest obowiązkową pozycją dla fanów - albo może bardziej fanek Delona, ale też fanów kina - szczególnie tego z lat 60 i 70 XX wieku, biografii oraz ludzi ciekawych jak wygląda prawdziwe codzienne życie tak dużej ikony i legendy, a jednocześnie człowieka, który pochodził z nieudanego małżeństwa swoich rodziców, o którego w domu rodzinnym raczej nie zabiegano. W dorosłym życiu na brak zainteresowania już nie narzekał, więc może być inspiracją dla wielu. Książka idealna na prezent.
Dodaj komentarz