X-Men. Punkty Zwrotne. Onslaught
Michał Lipka
SLAUGHTER ON…
„Onslaught Saga” nigdy dotąd po polsku nie wyszła, ale tym, którzy wychowali się na komiksach TM-Semic jest doskonale znana. To wtedy bowiem, lata temu, bo pod koniec lat 90., dostaliśmy event „Heroes Return: Powrót bohaterów”, który był jej bezpośrednią kontynuacją i tam, siłą rzeczy, to wszystko w pewnym stopniu musiało zostać streszczone. Teraz jednak, niemal trzy dekady później, mamy album z Onslaughtem po polsku i… I przypominają się czasy Semica, ale nie zawsze tak, jak bym tego chciał. Bo nie ma się co oszukiwać, okrojony i pocięty jest to album i to mocno. Cała „Saga o Onslaughcie” to epickie wydarzenie na miarę „Ery Apocalypse’a”, gdzie głównych zeszytów byłoby ze trzydzieści, a całość to jakieś sześćdziesiąt numerów, zależy co i jak (w tym „Road to Onsleught”) liczyć. Tu mamy tylko siedemnaście i to się czuje, bo w trakcie mamy a to fragmenty pewnych numerów, żeby coś dopowiedzieć, a to streszczenia tego i owego wpisane między numerami. No trochę to zgrzyta, ale fakt, że opowieść wydano cieszy (zwłaszcza, że mamy właśnie jej trzydziestolecie), bo fajna jest, acz to jedna z historii z okresu serii, kiedy fabularnie było nadal bardzo dobrze, ale rysunkowo rzadko już coś mi się w niej podobało.
Onslaught. To słowo, to imię, pojawia się w świecie mutantów od pewnego czasu, wiążąc się z tajemniczymi wydarzeniami i wielkim zagrożeniem. Teraz wszystko zaczyna się powoli wyjaśniać, kiedy Jean Grey zostaje mentalnie uprowadzona przez tajemniczego osobnika, który chce, by dołączyła do niego w tym, co właśnie nadciąga. A nadciąga coś wielkiego – wielkie przetasowanie, nowy porządek świata, wywrócenie wszystkiego do góry nogami, Jean zaś powinna dopuścić dwoje moce do głosu i stać się tego częścią. Porywacz, który włada mocą większą, niż można by sądzić, ukazuje jej rzeczy o jakich nie miała pojęcia i głęboko skrywane tajemnice – w tym Xaviera – które zmieniają wszystko. A to dopiero początek tego, co nadciąga. Onslaught, bo nim właśnie jest ów tajemniczy osobnik, stanowi bowiem największe zagrożenie, z jakim mutanci musieli się kiedykolwiek mierzyć. I nie tylko oni, bo nawet połączone siły dzieci atomu, Fantastycznej Czwórki, Avengers i innych herosów tym razem wydają się bezsilne. Czy wygrają? A jeśli tak, to jakim kosztem? Z tej walki nie wszyscy wrócą żywi…
Może i „Onslaught” to tom skupiony wokół X-Men, ale całe wydarzenie to wielki event, który objął masę współcześnie wydawanych serii. Obok tytułów X-Menowych („X-Men”, „Uncanny X-Men”, „Wolverine”, „Cable”, „X-Factor”, „Excalibur”, „X-Man”, „Generation X” czy „X-Men Unlimited”), w całość zamieszane były takie serie, jak „Fantastyczna Czwórka”, „Incredible Hulk”, „Punisher”, „Avengers”, „Amazing Spider-Man”, „Green Goblin”, „Spider-Man” i „Iron Man”, a finał odbił się mocno na uniwersum i trwała dłuższą chwilę, kończąc się dopiero w grudniu 1997 roku eventem „Heroes Return”, a przecież po nim, jeszcze w roku 2000, wychodziły kolejne zeszyty („Heroes Reborn: Doomsday #1”, „Heroes Reborn: Rebel #1” czy „Heroes Reborn: Doom #1” to tylko niektóre z nich). czy z tym rozmachem i znaczeniem idzie w parze dobra jakość?
I tak, i nie. Fabularnie zebrane tu zeszyty fajne są, dobrze pisane, chociaż jednocześnie strony po brzegi wypełnione są adnotacjami i odsyłaczami do innych numerów, innych serii, miniserii, wydarzeń etc., etc., etc. Masa tego jest, burzy czytanie i niby można omijać, ale wzrok leci. A czy omijać warto? W większości tak, ale z drugiej strony mamy tu nawet zwrócenie uwagi na błędy (strój Jean zmienia się zupełnie między stronami), więc… Ale sama historia to kawał dobrej, solidnej roboty. Jest epicko jest z rozmachem i zagrożeniem., jest odbrązawianie Xaviera, co zawsze wypada dobrze, bo to dla mnie odkąd pamiętam szemrany typek i lubię, kiedy wychodzą na jaw jego brudy i skrywane tajemnice. Poza tym unosi się nad tym wszystkim mgiełka sekretów, akcja jest konkretna, bohaterów dużo, a postacie nieźle skrojone, jak na taką mieszaninę różnych charakterów. Poza głównym wątkiem dzieje się tu parę innych rzeczy, bo każdy z bohaterów jednak ma swoje prywatne sprawy, a i mamy kwestię Beasta zastąpionego przez swoją złą wersję z „Ery Apocalypse’a” (jak kogoś to ciekawi, to „Era” dzieje się krótko przed „Onslaughtem”). A potem mamy jeszcze konkretne walki na paru frontach, masę popisów wyobraźni i wielkich wydarzeń.
No i trochę szkoda, że szata graficzna nie jest lepsza. Kubert, jak zawsze, dobrze robi, ale i jemu widać już się nie chce, jak kiedyś. Romita Jr. niezawodnie świetny, ale on ma tu ledwie trzy strony. Reszta,… bywa różnie, głównie przeciętnie, ale taki Madureira kiepści potężnie i jego infantylna, pełna słabych mangowych naleciałości kreska, gdzie wielkie oczy, karykaturalne twarze i przesadzone sylwetki zniechęcają. Ale nawet on ma nieco charakteru, za który lubię komiksy z tamtych lat, chociaż jego kreski nie polubię nigdy. Ale doceniam też w tym albumie to, że Onslaught, gość, którego zaprojektowano jak kiczowatą, przesadnie kolorową zabawkę pozlepianą z projektów takich postaci, jak Magneto, dzięki niektórym rysownikom i to, z jakiej Pers Tywy go przedstawiają czy jak starają się zamaskować czy podkreślić to i owo, wypada naprawdę jak badass, a nie tania odpustowa plastikowa figurka. Całość wieńczy dobre wydanie, z niezłym przekładem – niezłym, bo mam wrażenie, że tłumacz czasem przeszarżował, zwłaszcza w tłumaczeniu kwestii Juggernauta i można to było zrobić lepiej, by naturalniej i bardziej do tamtych czasów brzmiało – i całkiem dobrym postaraniem się, by jakoś wypełnić luki w opowieści bez uciekania się do streszczeń. To jednak taka opowieść, która zasługiwała na pełne wydanie i chociaż absolutnie warto poznać ten album, bo i zapełnia pewną lukę w historii tak mutantów, jak i Marvela na naszym rynku i po prostu stanowi kawał dobrego superhero, jakiego już się nie robi.
Informacje:
-
Scenariusz:Jeph Loeb, Larry Hama, Mark Waid, Scott Lobdell, Tom DeFalco, Warren Ellis
-
Rysunek:Adam Kubert, Andy Kubert, Carlos Pacheco, Casey Jones, Ian Churchill Joe Bennett Joe Madureira, Mike Deodato Jr., Pasqual Ferry, Randy Green, Val Semeiks
-
Tłumaczenie:Jarosław Rejniak
-
Wydawnictwo:Egmont
-
Rok Wydania Polskiego:2026
-
Gatunek:Literatura Piękna, Powieść, Komiks, Fantastyka
-
Liczba Stron:488
-
Papier:kredowy
-
ISBN:9788328175914
-
Wydanie:
-
Cena Z Okładki:229,99 zł
-
Ocena:4,5/6