Wolverine Epic Collection. Krew I Pazury
Michał Lipka
Trzeci tom „Wolverine’a” od Epic Collection” to po prostu jeszcze więcej przygód Rosomaka. I to takich przygód, w których znajdziecie wszystko to, za co Wolviego cenicie. Czyli? A no jest akcja, są przygody, jest ta jego ostrość i dzikość – i są tematy, od Japonii, jednego z najważniejszych elementów mitologii postaci, na wojennych przygodach skończywszy. I, oczywiście, nie mogło tu też zabraknąć gościnnego udziału X-Men. Zabawa jest dobra, choć to tylko zabawa właśnie, a całość ma w sobie tę oldschoolowy magię, której tak bardzo brakuje dzisiejszym komiksom. I chociaż rosomak jest tu jakby łagodniejszy i bardziej stonowany – takie czasy – to jednocześnie widzimy tu różne jego oblicza i mamy kupę frajdy z poznawania kolejnych jego przygód.
Dzieje się w życiu Wolverine’a, oj dzieje. Wydarzenia ciskają nim po całym świecie, od Azji, przez Jukon, po Kalifornię. I nie tylko, bo dochodzi też do wydarzeń, które rzucają Wolviem w czasie! A na jego drodze staje cała masa wrogów, w tym m.in. Lady Deathstrike czy Sabretooth! Jak Wolverine poradzi sobie z tym wszystkim?
Epic Collection to taka linia wydawnicza, która zbiera głównie klasyczne (ale nie tylko, bo w Stanach wychodzi też coś, co nazywa się Modern Era Epic Collection – po polsku też mamy tytuły z tej linii, ale nie są tak oznaczone – choćby „Spider-Man/Deadpool”) serie numer po numerze w zasadzie. Z jednej strony inicjatywa fajna, zacna i dająca czytelnikom szansę czytania ulubionych serii po kolei, co po dekadach wydawania nie zawsze jest łatwe – a to stare zeszyty to już białe kruki, to znów wznowień wielu brakuje. Z drugiej raz tomy wychodzą nie po kolei, a jakby tego było mało, niemal każdy bohater ma po kilka własnych serii, które często się łączą, przeplatają i uzupełniają, a „Epici” skupiają się tylko na danym, najczęściej głównym tytule i dodatkach do niego, a zeszyty innych serii włączają tylko w przepadkach większych crossoverów, gdzie nie da się ich pominąć, a to tworzy pewne luki. No ale te minusy to rzecz do ogółu wydań, a nie tego konkretnego, bo akurat „Wolvie” wychodzi u nas po kolei i na tym etapie pomijać nie ma w zasadzie co.
I dobrze, bo fajne to historie i żaden czytelnik nie chciałby tu luk. Nie jest to co prawda komiks na miarę „Broni X”, „Staruszka Logana” czy „Genezy” – a jeszcze parę niezapomnianych tytułów z Rosomakiem mógłbym tu wymienić – ale twórcy dają radę zaserwować naprawdę dobre opowieści. Co się jednak dziwić, z jednej strony mamy tu zeszyty pisane głównie przez Larry’ego Hamę, gościa, który w historiach o mutantach czuje się naprawdę dobrze, co udowadniał nie raz, z drugiej okazjonalnie wspierają go inni, jak choćby Peter David, którego uwielbiam. A ci goście, a zwłaszcza Hama, wrzuca tu, co tylko się da. W efekcie dostajemy Wolveiego w różnych odsłonach, od dzikiej i nieokiełzanej, przez bardziej heroiczną tudzież szpiegowską, na facecie z szelmowskim urokiem, który działać potrafi nie tylko siłą skończywszy. Jest tu dużo akcji, są mutanci, są potężni wrogowie z pazurami (Lady Deathstrike chociażby), są walki, ale i spokojniejsze momenty też są, chociaż całość stawia właśnie na to, by działo się dużo, sensacyjnie, z nutą fantastyki, ale jednak większym brudem i przyziemnością, niż w „X-Men”. No i mi to pasuje.
Rzecz jest też znakomicie zilustrowana, ale niczego innego nie oczekiwałem. Klasyka z lat 80. XX wieku niemal zawsze satysfakcjonuje na tym polu i dokładnie tu to mamy – kreskę dynamiczną, w detal idącą, ale jednocześnie mającą sporo lekkości i prostoty. Wygląda to znakomicie, a i klimatu znalazło się tu sporo, chociaż całość jest intensywnie barwna – są tu jednak pewne wyjątki, jeszcze bardziej nastrojowe, ręcznie kolorowane powieści graficzne o Wolviem, które ogląda się z jeszcze większą przyjemnością, nawet jeśli ta od Davisa specyficzne ma proporcje i wygląda czasem, jakby strony były rozciągnięte. Całości dopełnia świetne wydanie i porcja dodatków, w tym sporo grafik wykonanych gościnnie przez takich artystów., jak chociażby Mike Mignola. Czy trzeba dodawać coś więcej? I nieważne czy czytaliście poprzednie tomy, czy nie, bo „Krew i pazury” można czytać niezależnie (tu w końcu zaczyna się run Hamy), choć najlepiej wchodzi wtedy, kiedy zna się serię i postać.
Informacje:
-
Scenariusz:Larry Hama, Peter David, Tom Defalco, Alan Davis, Paul Neary
-
Rysunek:Marc Silvestri, Alan Davis, Larry Stroman, John Buscema
-
Tłumaczenie:Bartosz Czartoryski
-
Wydawnictwo:Egmont
-
Rok Wydania Polskiego:2025
-
Gatunek:Literatura Piękna, Powieść, Komiks, Fantastyka
-
Liczba Stron:456
-
Papier:kredowy
-
ISBN:9788328175495
-
Wydanie:
-
Cena Z Okładki:199,99 zł
-
Ocena:4,5/6