beatazet
„Wędrowycz. Klątwa C2H5OH” Andrzeja Łaskiego to komiks, który zdecydowanie nie jest propozycją dla osób szukających poważnej, patetycznej historii o bohaterze ratującym świat. Tutaj bohaterem jest Jakub Wędrowycz – bimbrownik, egzorcysta, awanturnik i samozwańczy pogromca wszelkiego rodzaju stworów. I właśnie w tym tkwi największy urok tej historii. Wędrowycz nie jest typowym bohaterem. Nie ma idealnego charakteru, nie zachowuje się jak dżentelmen i zdecydowanie nie można powiedzieć, że zawsze wybiera najbardziej rozsądne rozwiązanie. A jednak trudno go nie polubić.
Komiks Andrzeja Łaskiego powstał na podstawie prozy Andrzeja Pilipiuka, dlatego podczas lektury bardzo szybko można zauważyć specyficzny humor i absurd, które są charakterystyczne dla świata Wędrowycza. Dla mnie właśnie humor jest jednym z największych atutów tego komiksu. Nie jest to komedia, przy której każda strona musi wywoływać śmiech, ale raczej historia, przy której często można się uśmiechnąć z powodu sytuacji, dialogów albo samego zachowania głównego bohatera. Wędrowycz ma swój własny sposób rozwiązywania problemów i właściwie nigdy nie wiadomo, co zrobi za chwilę.
Bardzo podoba mi się również sam pomysł na głównego bohatera. Wędrowycz jest kompletnym przeciwieństwem klasycznego herosa. Zamiast eleganckiego wojownika mamy starego, bezczelnego bimbrownika, który najwyraźniej nie przejmuje się tym, co pomyślą o nim inni. Ma swoje metody, swoje zasady i przede wszystkim ogromną pewność siebie. Co ciekawe, ta pewność siebie często działa. Nawet jeśli jego sposób działania jest absurdalny, ostatecznie jakoś udaje mu się wyjść z kolejnych kłopotów. Czytając jego przygody, można więc zastanawiać się, czy Wędrowycz rzeczywiście ma niezwykłe umiejętności, czy po prostu posiada wyjątkowe szczęście.
Tytuł „Klątwa C2H5OH” już sam w sobie dobrze pokazuje, z jakim rodzajem historii mamy do czynienia. C2H5OH to oczywiście wzór etanolu, czyli alkoholu, a w przypadku Wędrowycza trudno wyobrazić sobie bardziej pasujący motyw. Bimber jest niemal częścią jego wizerunku i świata, w którym funkcjonuje. Zamiast traktować go jednak wyłącznie jako element fabuły, autor wykorzystuje go również do budowania komizmu. W efekcie otrzymujemy historię, która jest jednocześnie fantastyczna, absurdalna i bardzo swojska.
Komiksowa forma również przypadła mi do gustu. W przypadku tak specyficznej postaci obraz bardzo dobrze współgra z humorem. Mimika bohaterów, ich wygląd, sposób przedstawienia poszczególnych scen czy potworów potrafią dodać żartom jeszcze więcej charakteru. Andrzej Łaski stworzył wizualną wersję Wędrowycza, która dobrze pasuje do jego osobowości. Nie jest on przedstawiony jako piękny i szlachetny bohater, tylko jako człowiek, którego wygląd od razu sugeruje, że można się po nim spodziewać naprawdę dziwnych rzeczy.
Podczas lektury najbardziej podobało mi się to, że komiks nie próbuje być czymś, czym nie jest. Nie udaje wielkiej, poważnej opowieści fantasy. Ma być zabawnie, dziwnie i trochę nieprzewidywalnie – i dokładnie taki efekt osiąga. Wędrowycz może w jednej chwili zajmować się czymś zupełnie przyziemnym, a chwilę później walczyć z czymś, czego zdecydowanie nie chciałabym spotkać na swojej drodze. To połączenie zwyczajności z fantastyką tworzy bardzo charakterystyczny klimat.
Oczywiście nie jest to komiks dla każdego. Osoby, które nie lubią czarnego humoru, absurdu albo bardzo specyficznego głównego bohatera, mogą szybko się od niego odbić. Wędrowycz jest postacią mocno przerysowaną i trudno traktować jego przygody całkowicie serio. Momentami jego zachowanie może też irytować, szczególnie jeśli ktoś oczekuje od głównego bohatera większej odpowiedzialności czy przyzwoitości. Dla mnie jednak właśnie ta przesada jest częścią jego uroku.
„Wędrowycz. Klątwa C2H5OH” odebrałam przede wszystkim jako lekką, zabawną i dość zwariowaną lekturę. Nie jest to komiks, który ma zmuszać czytelnika do wielkich refleksji nad życiem. Ma przede wszystkim dostarczyć rozrywki i pozwolić na chwilę oderwać się od poważniejszych historii. I pod tym względem sprawdza się bardzo dobrze. Szczególnie podobało mi się połączenie swojskiego klimatu, groteski, fantastyki i charakterystycznego humoru.
Największym plusem jest oczywiście sam Jakub Wędrowycz. To jedna z tych postaci, których trudno pomylić z kimkolwiek innym. Jest irytujący, zabawny, bezczelny i kompletnie nieprzewidywalny, ale właśnie dzięki temu chce się wiedzieć, w jakie kolejne kłopoty się wpakuje. Można go lubić albo nie, ale zdecydowanie nie da się przejść obok niego obojętnie.
Podsumowując, „Wędrowycz. Klątwa C2H5OH” to komiks przede wszystkim dla osób, które lubią absurdalny humor, nietypowych bohaterów i historie, w których zdrowy rozsądek nie zawsze ma największe znaczenie. Nie jest to lektura, którą trzeba analizować strona po stronie. Najlepiej po prostu usiąść, przeczytać i dać się wciągnąć w ten dziwaczny świat. Dla mnie największą wartością komiksu jest jego niepowtarzalny klimat oraz główny bohater, którego przygody są tak absurdalne, że trudno nie mieć ochoty zobaczyć, co jeszcze może mu się przydarzyć.