Ultimate Spiderman Tom 1 — okładka lub ilustracja
Kliknij, Aby Powiększyć

Komiksy Recenzja

Ultimate Spiderman Tom 1

Czas Czytania: Około 5 min

Informacje O Publikacji

Twórcy I Treść

Tłumaczenie
Marek Starosta
Tytuł Oryginału
Ultimate Spider-Man - 01

Wydanie I Dystrybucja

Wydawca
Egmont
Rok Wydania Polskiego
23.09.2026
ISBN
9788328175785

Parametry I Szczegóły

Liczba Stron
312
Papier
zwykły
Cena Z Okładki
129,99 zł

Recenzja:

Michał Lipka

No i wjechała kolejna porcja nostalgii od Egmontu. Tym razem padło na serię „Superman: Człowiek ze Stali”, której pierwsze sześć zeszytów miało już swoje wznowienia w „Wielkiej Kolekcji Komiksów DC”, jak i „Wielkiej Kolekcji Komiksów DC: Bohaterowie i Złoczyńcy”, ale żeby tak ktoś pokusił się o więcej? Tak, wiem, TM-Semic na początku lat 90. to wydawał, ale też w niekompletnej formie. A tu proszę, Egmont wziął i wydaje run Byrne’a i to jeszcze jak wydaje. Pierwszy tom to nie tylko piękna cegiełka (ponad 500 stron), ale też i rzecz wydana w sposób, który nostalgię podbija, bo na offsetowym papierze, a nie kredzie. I już samo wydanie to absolutnie piękna sprawa i ręce same do niego lecą, ale tu z jakością edytorską w parze idzie też doskonała zawartość. Run Byrne’a to w końcu jeden z najlepszych supermanowych runów w dziejach, na dodatek na nowo opowiada początki Superka, wprowadzając je w nowe czasy (wtedy rok 1986, czyli mamy też i jubileusz czterdziestolecia) i do dziś robiąc wrażenie. W skrócie, dla fanów jak i nowych czytelników to absolutne must have i początek pięknej przygody, którą przez lata rozbudowywali różni twórcy (w tym Loeb i Sale w genialnym „Superman: Na cztery pory roku”), zanim w 2003 w końcu zastąpiono ten origin herosa innym, ale to już inna opowieść.

Planeta Krypotn niedługo zginie. Świadoma tego faktu para postanawia ocalić swoje dziecko, wysyłając je w kapsule w kosmos. Chłopiec trafia na Ziemię, świat, który jest zupełnie inny, bo oświetlany przez żółte słońce, które obcemu daje nadludzkie moce. I tak powoli, znaleziony przez rodzinę Kentów, chłopiec dorasta, powoli dojrzewając także do zostania bohaterem. Ale i dziennikarzem, którym zostanie, gdy przeniesie się do Metropolis. To tam pozna miłość swojego życia, Lois Lane, a także wielu wrogów (Lexa Luthora, Metallo, Bizarro), ale i przyjaciół.

W roku 1985 DC zaczęło reset uniwersum. „Kryzysem na nieskończonych Ziemiach” wyczyszczono kontinuum ze zbędnych postaci, wątków i światów. Została jedna Ziemia, jedne wersje bohaterów i jedno, ujednolicone, odmienione uniwersum. Ale co się zmieniło? Na to miały odpowiedzieć poszczególne serie, które na nowo zaczęły opowiadać początki herosów. I początki Supermana opowiedziano właśnie tutaj, dając nie tylko nowy start, ale i podwaliny pod nowe (i stare, ale w nowej wersji) przygody, które teraz stały się kanonem (a po latach doprowadziły m.in. do „Śmierci Supermana”, co mieliśmy okazję czytać już po polsku). Ale jaki jest to kanon!

John Byrne, legenda komiksu (współtwórca „X-Men: Saga Mrocznej Phoenix”, „X-Men: Czasy minionej przyszłości” czy wczesnych przygód Hellobya), wybiera tu wszystko, co najważniejsze w mitologii Supermana i odtwarza w nowej, atrakcyjnej formie. Nie miał łatwego zadania, ale wybrnął z niego znakomicie. Pierwsze sześć numerów to znakomite ukazanie początkówHickman to taki gość, który jak się za coś bierze, to najczęściej robi niemałą rewolucję i po jego komiksy można sięgać w ciemno. „Nowy świat Ultimate: Ultimate Spider-Man” to taki właśnie tytuł. Sporo jest tych nowych serii z „U” w tytule, ale drugiej takiej jak „Pająk” nie znajdziecie. Hickman już samą „Inwazją” zrobił rewolucję, tu jednak wspina się na wyżyny i serwuje nam wyśmienity retelling najlepszych wątków, osadzony w całkiem fajnym (acz podobnym np. do „Gwoździa”) pomyśle. W skrócie: wielka rzecz dla fanów Pająka, najlepszy Spiderowy komiks od długich lat (może nawet od czasu „Ultimate Spider-Mana” Bendisa) i dowód na to, że w obecnych czasach, kiedy Marvel zawodzi nas na każdym kroku, da się jeszcze opowiadać fajne, pomysłowe i angażujące opowieści głównego nurtu.

Wyobraźcie sobie świat, w którym nie ma herosów. Świat, który Stwórca (chodzi o Reeda Richardsa z innej rzeczywistości) poprowadził tak, że nie ma superbohaterów – on i jego rada żądza wszystkim, ale nikt poza nimi nie ma prawa posiadać mocy. Tu nawet Patera nie ugryzł pająk.
I właśnie w takim miejscu zaczyna się ta opowieść. Peter nie został napromieniowany, nie zyskał mocy, ani nie został Spider-Manem. Ma już swoje lata, Mary Jane za żonę, dzieciaki, pracę Daily Buggle, a wujek Ben żyje. Coś jednak wkrótce zmieni się w jego życiu i… Co z tego wyniknie? Jakie będą konsekwencje? I co się wydarzy?

DC ma swoje uniwersum „Absolut”, Marvel ma „Nowy świat Ultimate”. W obu przypadkach mamy do czynienie z seriami, które nie są rozpisane na niewiadomo ile zeszytów i prezentują nam alternatywne losy bohaterów. No i osiągnęły nie lada sukces. Dlaczego? Przecież już tyle było podobnych rzeczy. Opowiedzianych na nowo losów Spider-Mana nawet na polskim rynku mieliśmy multum, a to był fragment tego, co dostali czytelnicy w USA. Skąd więc ten sukces?

W jakości. Hickman może i nie stworzył najoryginalniejszego pomysłu, bo świat z bohaterami bez mocy czy alternatywna wersja genezy jakiejś postaci, gdzie jedna drobna zmiana zmieniła wszystko (np. we wspomnianym „Gwoździu” Kentowie nigdy nie dojechali na miejsce wypadku rakiety i Superman nie powstał) i bohater nie jest bohaterem to coś, co znamy od lat. Tu jednak chodzi o to, że Hickman, jak niegdyś Bendis, wziął to co znamy i kochamy, zostawił, ale dodał sporo od siebie. Wycisnął z tego wszystkiego co najlepsze i skupił przy okazji na postaciach. I dobrze mu to wyszło. Nie rozdrabnia się, nie przedłuża, ale i nie spieszy, wykorzystując naszą wiedzę o postaciach nie musi kreślić nadmiernie kontekstu, a zamiast tego idzie w wydarzenia, ale niekoniecznie w samą akcję, chociaż tej też nie brakuje. Wszelki inny kontekst niezbędny dla całej opowieści wyłania się w trakcie lektury, a to, że scenarzysta solidnie i konkretnie wybrał materiał, który chce odtworzyć, pozwala mu nie rozmieniać się na drobne, tylko skupić na tym, co najlepsze.

Efekt jest znakomity, wciągający, intrygujący i pozwalający nam przeżyć niektóre rzeczy na nowo, ale inaczej. Dopełniają tego świetne rysunki (realistyczne, nastrojowe i dobrze łapiące balans między tym, co życiowe, a widowiskowymi scenami), a dobre wydanie – super, że Egmont poszedł w podwójne tomy, bo dzięki temu całą serię dostaniemy w dwóch tylko albumach – dopełnia całości znakomicie. W skrócie: fani Pająka, bierzcie w ciemno, bo wielka to rzecz., reszta to fajne pociągnięcie tego wszystkiego dalej, w formie zwartej, zwięzłej, ale i treściwej. Jest co poczytać, bo mamy różne przygody, czasem bardziej dynamiczne, czasem bardziej życiowe, zawsze ciekawe. Jest też na co popatrzeć, bo Byrne to doskonały rysownik, który operuje kreską wyrazistą, realistyczną i po prostu wpadającą w oko. Mimika w jego wykonaniu jest ekspresyjna, ale nie brak jej dramatyzmu, dynamika jest świetnie uchwycona, a świat otaczający bohaterów znakomicie oddany. Całość wieńczy też dobry kolor, podbijający klimat, a wszystko to razem wzięte daje nam po prostu rewelacyjny komiks superhero. Niby znamy tę historię, niby każdy z nas czytał i oglądał ją wiele razy, ale w takim wykonaniu (i wydaniu) nieodmiennie robi wielkie wrażenie.

Dodaj komentarz

Wyślij