Superman. Tom 3. Doomsday Powraca
Michał Lipka
Starcie Supermana z Doomsdayem po polsku po raz pierwszy (bo już kilka tych wydań było), ukazało się w roku 1995. Poznaliśmy wtedy nowego, potężnego wroga, o którym nic nie wiedzieliśmy. Milczał, miał niewyczerpaną siłę, zabił nawet Supermana (co prawda samemu wówczas ginąc, ale jednak). Kim był? Skąd się wziął? Fani za wielką wodą na te odpowiedzi czekali półtora roku, polscy… trzydzieści jeden lat. Tak, geneza Doomsdaya w naszym kraju nigdy dotąd nie wyszła. TM-Semic wydawał może regularną serię o Supermanie, ale miniserii, które zebrane mamy w tym albumie nam poskąpiono. Więc dopiero teraz mamy okazję poznać jego genezę. Czy warto? To zależy. Te historie i te czasy, z którymi wiązało się specyficzne do nich podejście, trzeba jednak lubić, ale to fajna rzecz. Lepsza od większości współczesnych komiksów. I lepsza od samej „Śmierci Supermana”, która może i jest ważna, ale jakościowo pozostawiała zawsze wiele do życzenia.
Doomsday. Dzień zagłady. Dziwny wróg, którego Superman nie mógł pokonać. Udało się, ale za cenę życia, a teraz, gdy heros wrócił zza grobu, zastanawia się, co z Doomsdayem. Podobno jego ciało z Cadmusa wykradł Cyborg i zabrał w kosmos. Czy zagrożenie zatem nie minęło? Jakie sekrety skrywa wróg? I co jeszcze się wydarzy?
„Śmierć Supermana” to było wielkie wydarzenie. I to do tego stopnia, że nawet media ze świata realnego o nim donosiły, jakby umarł ktoś istniejący naprawdę. Owszem, przede wszystkim dlatego, że Superman to jednak wielka ikona, ale dla świata komiksu rzecz miała jeszcze większe znaczenie: złamano bowiem niepisaną zasadę, że głównych bohaterów się nie uśmierca. Wcześniej przez dekady obejmowała ona też bliskich herosów, ale w latach 70. uśmiercono GwenStacy, jednak głównego bohatera? Nigdy. Fakt, bywały historie, gdzie ten rzekomo ginął, by okazać się żywy, ale żeby tak naprawdę? „Śmierć Supermana” to zmieniła, a kolejną zmianę przyniosły skutki tego wydarzenia były większe: wydawnictwa (a zwłaszcza konkurencyjny dla DC, które publikowało „Supermana” Marvel) odkryły, że zabijając i ożywiając postacie, wzbudza się zainteresowanie, a to przekłada się na rekordową sprzedaż i tak zaczęła się trwająca do dziś pętla niekończących się zgonów i powrotów.
Tło historyczne zarysowane, przyjrzyjmy się poniższemu albumowi. A jest czemu, nie tylko dlatego, że to solidna cegła (ponad 550 stron). Bo tak, Egmont wydając całą sagę o śmierci i powrocie Supermana, dał nam masę dobrego, ale jednocześnie w tomie 2 strzelił sobie nieco w kolano, opierając się na wydaniu, które pomija kilka może i mniej istotnych, ale jednak zeszytów. Za to tomem 3, choć nie poprawia tego błędu, daje nam naprawdę świetną rzecz. nie tylko bowiem całą zawartość albumu „Superman: Doomsday”, który wieńczył kilkutomową edycję, ale i dorzuca specjalne zeszyty wydane z okazji 30-lecia i śmierci, i powrotu. W efekcie dostajemy twór fajny i kompleksowy, do tego pięknie wydany (i rozkładówki są takie, jak być powinny) i robiący wrażenie. Ale i same opowieści to też kawał sympatycznego, oldschoolowego komiksu, który gra na sentymentach takich czytelników, jak ja. Bo co tu dużo mówić, „Rządy Supermenów”, które były wynikiem „Śmierci Supermana” to mój pierwszy komiks z Człowiekiem ze Stali i darzę go wielką sympatią.
Poza tym to dobry, epicki komiks. dzieje się tu dużo, różnorodnie, widowiskowo. Sam Doomsday, chociaż powraca nie raz i nie dwa, nie jest jedyną atrakcją. W zasadzie, co fajne, twórcy serwują nam go oszczędnie, by sceny walki wypadły jeszcze lepiej. obok nich zaś mamy cała plejadę gwiazd – Liga Sprawiedliwosci, Plastic Man, jest nawet Cyborg Superman czy Darkseid. Na nudę nie ma tu miejsca, dzieje się cały czas dużo, szybko, choć tekstu też nie brak. Fajnie wypada trauma Supermana, jaką pozostawiła w nim śmierć, chociaż temat jest raczej łagodnie potraktowany, a całości dopełnia też fajna wariacja na temat śmierci, ale skupiona na jednym z wrogów Człowieka ze Stali. Pomiędzy tym wszystkim są jeszcze dwa współczesne jubileuszowe zeszyty, które pokazują nam to, co już znamy, ale w realiach naszych czasów chociażby. I ten patent fajnie się tu sprawdza.
I fajnie sprawdza się całość. Dobry to komiks, chociaż to tylko czysta, lekka rozrywka, ale za to z klimatem i fajnymi, chociaż często mającymi problem z proporcjami rysunkami. Cieszy, że Egmont zdecydował się na te historie, fajnie, że nie poprzestał na dwóch tomach i fajnie by było, jakby pociągnął sprawę dalej i dał nam np. kompletną sagę o Supermanie, kiedy ten złożony był z czystej energii. Zresztą dużo świetnych, klasycznych historii o tym herosie wciąż nie doczekało się polskiego wydania i chyba każdy fan – nie tylko Superka, ale komiksu amerykańskiego w ogóle – chętnie zobaczyłby je nad Wisłą. A komu po wszystkim mało wrażeń, polecam serię „Action Comics” z „Odrodzenia”, bo tam temat Doomsdaya ciągnięty jest dalej, ale w nowych realiach i w jeszcze ciekawszy sposób.
Informacje:
-
Scenariusz:Dan Jurgens, Jerry Ordway, Louise Simonson
-
Rysunek:Dan Jurgens, Jon Bogdanove, Tom Grummett
-
Tłumaczenie:Tomasz Sidorkiewicz
-
Wydawnictwo:Egmont
-
Rok Wydania Polskiego:2026
-
Gatunek:Literatura Piękna, Powieść, Komiks, Fantastyka
-
Liczba Stron:568
-
Papier:kredowy
-
ISBN:9788328173361
-
Wydanie:
-
Cena Z Okładki:219,99 zł
-
Ocena:4,5/6