Michał Lipka
POWRÓT SUPERMANA
No i wjechała kolejna porcja nostalgii od Egmontu. Tym razem padło na serię „Superman: Człowiek ze Stali”, której pierwsze sześć zeszytów miało już swoje wznowienia w „Wielkiej Kolekcji Komiksów DC”, jak i „Wielkiej Kolekcji Komiksów DC: Bohaterowie i Złoczyńcy”, ale żeby tak ktoś pokusił się o więcej? Tak, wiem, TM-Semic na początku lat 90. to wydawał, ale też w niekompletnej formie. A tu proszę, Egmont wziął i wydaje run Byrne’a i to jeszcze jak wydaje. Pierwszy tom to nie tylko piękna cegiełka (ponad 500 stron), ale też i rzecz wydana w sposób, który nostalgię podbija, bo na offsetowym papierze, a nie kredzie. I już samo wydanie to absolutnie piękna sprawa i ręce same do niego lecą, ale tu z jakością edytorską w parze idzie też doskonała zawartość. Run Byrne’a to w końcu jeden z najlepszych supermanowych runów w dziejach, na dodatek na nowo opowiada początki Superka, wprowadzając je w nowe czasy (wtedy rok 1986, czyli mamy też i jubileusz czterdziestolecia) i do dziś robiąc wrażenie. W skrócie, dla fanów jak i nowych czytelników to absolutne must have i początek pięknej przygody, którą przez lata rozbudowywali różni twórcy (w tym Loeb i Sale w genialnym „Superman: Na cztery pory roku”), zanim w 2003 w końcu zastąpiono ten origin herosa innym, ale to już inna opowieść.
Planeta Krypotn niedługo zginie. Świadoma tego faktu para postanawia ocalić swoje dziecko, wysyłając je w kapsule w kosmos. Chłopiec trafia na Ziemię, świat, który jest zupełnie inny, bo oświetlany przez żółte słońce, które obcemu daje nadludzkie moce. I tak powoli, znaleziony przez rodzinę Kentów, chłopiec dorasta, powoli dojrzewając także do zostania bohaterem. Ale i dziennikarzem, którym zostanie, gdy przeniesie się do Metropolis. To tam pozna miłość swojego życia, Lois Lane, a także wielu wrogów (Lexa Luthora, Metallo, Bizarro), ale i przyjaciół.
W roku 1985 DC zaczęło reset uniwersum. „Kryzysem na nieskończonych Ziemiach” wyczyszczono kontinuum ze zbędnych postaci, wątków i światów. Została jedna Ziemia, jedne wersje bohaterów i jedno, ujednolicone, odmienione uniwersum. Ale co się zmieniło? Na to miały odpowiedzieć poszczególne serie, które na nowo zaczęły opowiadać początki herosów. I początki Supermana opowiedziano właśnie tutaj, dając nie tylko nowy start, ale i podwaliny pod nowe (i stare, ale w nowej wersji) przygody, które teraz stały się kanonem (a po latach doprowadziły m.in. do „Śmierci Supermana”, co mieliśmy okazję czytać już po polsku). Ale jaki jest to kanon!
John Byrne, legenda komiksu (współtwórca „X-Men: Saga Mrocznej Phoenix”, „X-Men: Czasy minionej przyszłości” czy wczesnych przygód Hellobya), wybiera tu wszystko, co najważniejsze w mitologii Supermana i odtwarza w nowej, atrakcyjnej formie. Nie miał łatwego zadania, ale wybrnął z niego znakomicie. Pierwsze sześć numerów to znakomite ukazanie początków, reszta to fajne pociągnięcie tego wszystkiego dalej, w formie zwartej, zwięzłej, ale i treściwej. Jest co poczytać, bo mamy różne przygody, czasem bardziej dynamiczne, czasem bardziej życiowe, zawsze ciekawe. Jest też na co popatrzeć, bo Byrne to doskonały rysownik, który operuje kreską wyrazistą, realistyczną i po prostu wpadającą w oko. Mimika w jego wykonaniu jest ekspresyjna, ale nie brak jej dramatyzmu, dynamika jest świetnie uchwycona, a świat otaczający bohaterów znakomicie oddany. Całość wieńczy też dobry kolor, podbijający klimat, a wszystko to razem wzięte daje nam po prostu rewelacyjny komiks superhero. Niby znamy tę historię, niby każdy z nas czytał i oglądał ją wiele razy, ale w takim wykonaniu (i wydaniu) nieodmiennie robi wielkie wrażenie.
Dodaj komentarz