Przejdź do głównej treści

Punisher. Tom 1


SCENARIUSZ: Rick Remender

Michał Lipka

 Egmont tym tomem, można chyba tak rzec, zaczyna wypełniać pewną punisherową lukę na polskim rynku. Mieliśmy „Punishera Marvel Knights” i serie dziejące się po nim, czyli „Punishera Max” Ennisa i „Punishera Max” Aarona. Co prawda te serie dzieją się w różnych wersjach uniwersum Marvela, ale można je traktować jako jedną, długą opowieść, zwieńczoną mocnym finałem u Aarona. Kto jednak chce, inaczej, czyli po kolei tylko o przygodach Franka Castle’a z głównego uniwersum, ten po „Marvel Knights” sięgnąć powinien po niniejszy tom. Tom zresztą mocno związany z wielkimi wydarzeniami uniwersum, ale jednocześnie nadal doskonale oddający charakter punisherowych opowieści. A że scenariusz pisał Rick Remender, czyli gość, który potrafi w krwawe i mroczne opowieści, a i z humorem też umie, stworzył cykl, który jest jak Frankenstein, stanowiący tu podstawową inspirację: pozszywany z kawałków może pozornie nie do końca do siebie pasujących i zmieniających co chwila oblicze, ale w ostatecznym rozrachunku oferujący naprawdę wyśmienitą zabawę.

Po wydarzeniach „Tajnej inwazji”, kiedy to zabijając królową Skrulli Norman Osborn zdobył sławę, władzę i potężne siły na własnych usługach, trwają Mroczne Rządy. Punisher zaś… cóż, chce wyeliminować Osborna. Poprzysiągł zabijać bandytów, co prawda służb z szacunku nigdy nie ruszał, ale Osbrorn to, co innego. Niestety jego próba zamachu kończy się starciem z Sentrym, niemal boską istotą, której Frank pokonać nie może. Ktoś jednak przychodzi mu z pomocą, ale czy to może wystarczyć? I jakie cele ma ów człowiek? A to niestety zaledwie początek…

W świecie komiksów wszystko jest płynne i umowne, dlatego różni bohaterowie mają różne serie, o różnym charakterze, a także różne swoje wersje. Jeśli chodzi o Punishera też byłoby co opowiadać, ale najważniejsze jest to, że w pewnym momencie, na początku XXI wieku, jego chronologia się mocno rozjechała. Twórcy pracujący nad seriami „Marvel Knights” i „Max” mieli w zasadzie wolną rękę, snuli opowieści dojrzałe, mocne i nie bali się uśmiercać ważnych postaci, a nawet samego Punishera (o wiele bardziej definitywnie, niż próbowano wcześniej). Dlatego ostatecznie tytuły z tym bohaterem z linii „Max” są uznawane za alternatywne wersje, a w głównej linii po „Marvel Knights” (no dobra, mniej więcej w trakcie ostatniego tomu, bo przed zamykającą go historią) temat pociągnięto głównie w serii „War Journal” Matta Fractiona (nie było po polsku). No i potem w tym albumie, zbierającym zeszyty wydane gdzieś pomiędzy „Max” Ennisa i Aarona. Czy będzie dalej? Czy dostaniemy np. kontynuację z numerami pisanymi przez Grega Ruckę? Czas pokaże, ale na razie mamy pierwszy z dwóch tomów runu Remendera i naprawdę dobrze jest.

Rick nie jest wybitnym scenarzystą, ale umie w brutalne, krwawe i mocne. Wrzucając Punishera w serię wydarzeń bez wyjścia, prowadzi go do sytuacji, która musi się źle skończyć. A potem zmienia nieco klimat, porzucając przyziemne, sensacyjne antyhero z dodatkiem postaci z supermocami na rzecz… horroru, ale pastiszowego, pokręconego i podanego na luzie. Dźwina zmiana? Ale zasadna. I chociaż robi mniejsze wrażenie, niż wcześniejsze zebrane tu numery (ale o wiele większe, niż niesławna fabuła z Punim, „Purgatory”), które śmiercią i przemocą atakują nas całkiem mocno, nadal dostarczają dobrej rozgrywki i wszystko czyta się szybko, lekko i z prawdziwą frajdą.

A graficznie? Tu mamy mix różnych autorów, a większość z nich została bezbłędnie dobrana. Większość, bo rysujący „Annual” o spotkaniu ze Spider-Manem, Jason Pearson kiepści i to mocno. Ale Opeña z realistyczną, brudną kreską jest świetny, nieźle kontynuuje go Huat, a najkrwawszy, najbrutalniejszy zeszyt trafił w ręce specjalisty od rysowania ran i urazów i jednego z moich ulubionych rysowników – Romity Jr. No, a kiedy seria idzie w horror, groteskę i pastisz, zeszyty przejmuje Tony Moore, który znakomicie potrafi robić takie rzeczy, bo choć operuje dość cartoonową kreską, jednocześnie lubi detale, nastrój i obrzydliwości (tu nimi nie szafuje, ale są) i umie oddać takie rzeczy. są też okładki, stanowiące w dużej mierze hołd dla klasyki, która zostaje tu przerobiona.

Dla mnie bomba. Nie każdemu fanowi Punishera motyw Fanken Castle’a przepadnie do gustu (a będzie on ciągnięty dalej w kolejnym tomie, gdzie seria nawet zmieni nazwę na taką właśnie), ale za to cała reszta kupi ich absolutnie. Za to „Franken Castle” kupi miłośników grozy i dostarczy im masy frajdy, jaka rzadko zdarza się w głównonurtowych komiksach. Tak, czy inaczej, warto.

 

Punisher. Tom 1

Informacje:

  • Scenariusz:
    Rick Remender
  • Rysunek:
    Tan Eng Huat, Jerome Opena, Tony Moore
  • Tłumaczenie:
    Mateusz Lis
  • Wydawnictwo:
    Egmont
  • Rok Wydania Polskiego:
    2026
  • Gatunek:
    Literatura Piękna, Powieść, Komiks, Sensacyjna
  • Liczba Stron:
    444
  • Papier:
    kredowy
  • ISBN:
    9788328175907
  • Wydanie:
  • Cena Z Okładki:
    199,99 zł
  • Ocena:
    5/6