Przejdź do głównej treści

Ostatni Dzień Howarda Phillipsa Lovecrafta


SCENARIUSZ: Jakub Rebelka

Arkadiusz Lelek

Niektóre komiksy czyta się dla historii. Inne dla rysunków. Są jednak takie, które przede wszystkim się przeżywa. „Ostatni dzień Howarda Phillipsa Lovecrafta” Romualda Giulivo i Jakuba Rebelki należy właśnie do tej ostatniej kategorii. To nie jest klasyczna biografia ani adaptacja twórczości mistrza grozy. To raczej artystyczna interpretacja ostatnich godzin jego życia balansująca między snem, gorączkowym majaczeniem, wspomnieniami i literacką fikcją.

Już od pierwszych stron staje się jasne, że autorzy nie zamierzają prowadzić czytelnika za rękę. Nie ma tu chronologii ani prostych odpowiedzi. Granica między rzeczywistością a halucynacją zaciera się niemal natychmiast, przez co odbiorca zostaje wrzucony w ten sam stan dezorientacji, którego doświadcza umierający Lovecraft. To zabieg odważny, ale też ryzykowny. Jednych zachwyci, innych zniechęci.

Największym atutem albumu jest jego warstwa wizualna. Jakub Rebelka nie ilustruje scenariusza on współtworzy opowieść. Każda plansza przypomina obraz, który równie dobrze mógłby zawisnąć w galerii sztuki współczesnej. Dominująca czerwień, deformacje postaci i płynne przejścia między kadrami budują atmosferę niepokoju skuteczniej niż jakikolwiek dialog. Co ciekawe, twórcy świadomie odchodzą od stereotypowej zieleni kojarzonej z mitologią Cthulhu. Zamiast chłodnych odcieni dostajemy intensywną czerwień – kolor bólu, gorączki i umierania. Ten wybór okazuje się niezwykle trafiony. W trakcie lektury wielokrotnie łapałem się na tym, że dłużej analizowałem pojedyncze kadry niż czytałem tekst. To jeden z tych albumów, do których można wracać wyłącznie po to, by ponownie obejrzeć ilustracje i odkryć detale wcześniej niezauważone. Rzadko zdarza się, aby warstwa graficzna była aż tak dominująca, a jednocześnie nie przytłaczała całkowicie historii.

Scenariusz Romualda Giulivo jest znacznie bardziej wymagający. Nie opowiada o życiu Lovecrafta w tradycyjny sposób, lecz buduje mozaikę wspomnień, rozmów i symboli. Obok postaci rzeczywistych pojawiają się bohaterowie stworzeni przez samego pisarza. Przeszłość miesza się z teraźniejszością, a fakty biograficzne przenikają się z elementami horroru kosmicznego. Taki sposób narracji dobrze oddaje twórczość autora „Zewu Cthulhu”, ale jednocześnie wymaga od czytelnika sporej znajomości jego życia i utworów. Bez tego wiele scen może wydawać się przypadkowych lub niezrozumiałych.

To właśnie tutaj najczęściej pojawia się zarzut powtarzający się w opiniach czytelników. Wielu odbiorców podkreśla, że fabuła momentami staje się chaotyczna i trudna do śledzenia. Trudno się z tym całkowicie nie zgodzić. Komiks świadomie rezygnuje z klasycznej narracji na rzecz emocji i skojarzeń. W efekcie bardziej przypomina sen niż opowieść. Jeśli ktoś oczekuje uporządkowanej biografii, może poczuć rozczarowanie. Nie pomaga również sposób przedstawienia listów Lovecrafta. Stylizowany na odręczne pismo font wygląda efektownie, ale w praktyce okazuje się zwyczajnie męczący. Zamiast pogłębiać realizm, często wybija z rytmu lektury, ponieważ rozszyfrowywanie kolejnych zdań wymaga cierpliwości. To chyba jedyny element wydania, który rzeczywiście można uznać za nieudaną decyzję projektową. Jednocześnie trudno odmówić twórcom odwagi. Nie próbują stworzyć pomnika Lovecrafta ani wybielić jego postaci. W albumie pojawiają się zarówno jego literackie sukcesy, jak i ciemniejsze strony biografii – kontrowersyjne poglądy, samotność czy skomplikowane relacje z ludźmi. Dzięki temu komiks nie staje się bezkrytycznym hołdem, lecz próbą zmierzenia się z pytaniem, czy można oddzielić wielkiego artystę od jego wad.

Najciekawsze jest jednak to, że „Ostatni dzień Howarda Phillipsa Lovecrafta” opowiada tak naprawdę o czymś znacznie bardziej uniwersalnym niż sam pisarz. To historia człowieka stojącego u kresu życia, który próbuje uporządkować własną przeszłość i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy pozostawi po sobie coś wartościowego. Lovecraft jest tu symbolem każdego twórcy, który za życia nie doczekał się uznania i dopiero po śmierci stał się legendą. Odniosłem wrażenie, że ten komiks bardziej się kontempluje niż czyta. Nie warto przez niego pędzić, bo łatwo zgubić sens ukryty między obrazami. Niektóre plansze mówią więcej niż całe strony tekstu, a cisza między kadrami okazuje się równie istotna jak dialogi. To rzadko spotykana cecha, która sprawia, że album zostaje w pamięci na długo po zamknięciu okładki.

Czy jest to komiks dla każdego? Zdecydowanie nie. Osoby nieznające twórczości Lovecrafta mogą poczuć się zagubione, a miłośnicy klasycznej narracji zapewne uznają go za zbyt eksperymentalny. Jeśli jednak potraktuje się go nie jako biografię, lecz jako artystyczną medytację nad śmiercią, pamięcią i rolą twórcy, potrafi zrobić ogromne wrażenie. „Ostatni dzień Howarda Phillipsa Lovecrafta” nie jest albumem idealnym. Ma problemy z czytelnością części tekstów i momentami świadomie komplikuje narrację bardziej, niż byłoby to konieczne. Jednocześnie trudno znaleźć drugi komiks, który z taką odwagą łączy biografię, horror, surrealizm i sztukę malarską. To dzieło wymagające, ale właśnie dzięki temu pozostawia po sobie znacznie więcej niż tylko wspomnienie dobrze opowiedzianej historii.


 

Ostatni Dzień Howarda Phillipsa Lovecrafta

Informacje:

  • Scenariusz:
    Jakub Rebelka
  • Rysunek:
    Romuald Giulivo
  • Tłumaczenie:
    Olga Mysłowska
  • Wydawnictwo:
    Kultura Gniewu
  • Rok Wydania Polskiego:
    2024
  • Gatunek:
    Literatura Piękna, Powieść, Komiks, Fantastyka
  • Liczba Stron:
    144
  • Papier:
    kredowy
  • ISBN:
    9788367360890
  • Wydanie:
  • Cena Z Okładki:
    129,90 zł
  • Ocena:
    6/6