Jaśmina I Ziemniakożercy. Tom 1
Sylfana
Sięgając po książkę pt. „Jaśmina i Ziemniakożercy. Tom 1”, spodziewałam się lekkiej historii przygodowej z nutą baśniowości. Otrzymałam jednak opowieść znacznie bardziej wielowarstwową – mroczną, momentami niepokojącą, a przy tym zaskakująco czułą wobec swoich bohaterów. To książka, która pod pozorem fantastycznej fabuły opowiada o wykluczeniu, strachu przed obcością i o tym, jak łatwo społeczność potrafi wskazać wroga, byle tylko nie konfrontować się z własnymi lękami.
Już sam punkt wyjścia intryguje. Jaśmina żyje w świecie, w którym tajemnicze istoty zwane Ziemniakożercami są obiektem powszechnej nienawiści. Obwinia się je o choroby, nieszczęścia i wszelkie zło. Narracja od początku prowadzi mnie w stronę pytania: kim naprawdę są ci „inni”? Potworami, czy może ofiarami zbiorowej histerii? Autorska wizja świata jest gęsta od niedopowiedzeń. Atmosfera ma w sobie coś z ludowej przypowieści, coś z opowieści przekazywanej szeptem przy ognisku – pełnej ostrzeżeń i półprawd.
Największą siłą tej książki jest dla mnie jej emocjonalna ambiwalencja. Nie ma tu jednoznacznych odpowiedzi ani czarno-białych podziałów. Jaśmina nie jest krystalicznie czystą bohaterką, a Ziemniakożercy nie są ani całkowicie niewinni, ani jednoznacznie groźni. Ta niejednoznaczność sprawia, że czytając, czuję się nieustannie lekko wytrącona z równowagi. To stan, który bardzo cenię w literaturze – zmusza mnie do czujności, do zadawania pytań, do kwestionowania własnych intuicji.
Bardzo podoba mi się sposób, w jaki autor buduje napięcie. Nie epatuje dosłowną grozą, nie ucieka się do tanich chwytów. Zamiast tego operuje sugestią, ciszą między zdaniami, niedopowiedzeniem. Czasem jedno spojrzenie czy urwane zdanie znaczą więcej niż dynamiczna scena akcji. To sprawia, że historia wciąga mnie nie poprzez tempo, lecz poprzez atmosferę. Czytam dalej nie dlatego, że muszę wiedzieć, co się wydarzy za chwilę, ale dlatego, że chcę zrozumieć mechanizmy rządzące tym światem.
Ogromnym atutem jest także warstwa wizualna (jeśli sięgamy po wydanie ilustrowane lub komiksowe). Kreska bywa surowa, chwilami wręcz niepokojąca. Postaci mają w sobie coś z baśniowych figur, ale jednocześnie są bardzo ludzkie w swoich gestach i emocjach. Estetyka balansuje między groteską a delikatnością. Ten kontrast wzmacnia przekaz – świat przedstawiony nie jest ani w pełni realistyczny, ani całkowicie fantastyczny. To przestrzeń zawieszona gdzieś pomiędzy, jakby wyjęta z koszmaru dziecka i przefiltrowana przez wrażliwość dorosłej osoby.
Mocnym punktem książki jest także jej społeczny wymiar. Historia Ziemniakożerców wyraźnie rezonuje z problemem wykluczenia i demonizowania „innych”. Czytając, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to opowieść o mechanizmach znanych aż za dobrze z naszej rzeczywistości: o plotce, która staje się prawdą, o strachu, który usprawiedliwia przemoc, o wspólnocie budowanej na wykluczeniu. Autor nie moralizuje wprost, ale podsuwa mi lustro. To ode mnie zależy, czy odważę się w nie spojrzeć.
Jednocześnie dostrzegam pewne słabsze strony. Momentami narracja wydaje mi się zbyt oszczędna w kontekście psychologii bohaterów. Jaśmina jest intrygująca, ale nie zawsze mam wgląd w jej wewnętrzne rozterki na tyle głęboko, by w pełni z nią współodczuwać. Czasem czuję, jakbym obserwowała ją z dystansu, zamiast być tuż obok. Być może to celowy zabieg – podkreślający jej samotność – jednak jako czytelniczka miałam momenty niedosytu.
Również tempo opowieści bywa nierówne. Są fragmenty intensywne, niemal duszne, po których następują partie bardziej statyczne. Dla niektórych może to być zaletą, dla mnie jednak chwilami wybijało z rytmu. Czułam, że historia mogłaby odrobinę przyspieszyć albo przeciwnie – w kilku miejscach pogłębić się jeszcze bardziej, zamiast przechodzić dalej.
Mimo tych zastrzeżeń trudno mi odmówić tej książce oryginalności. To nie jest kolejna przewidywalna opowieść o przygodach młodej bohaterki w fantastycznym świecie. To raczej przypowieść ubrana w kostium baśni, która nie boi się zostawić czytelniczki z niepokojem. Zamiast zamykać wszystko w bezpiecznej klamrze, pozostawia szczeliny – przestrzeń na interpretację, na wątpliwość.
Doceniam też to, że autor nie traktuje młodszego odbiorcy protekcjonalnie. Tematy są trudne, emocje niejednoznaczne, a świat daleki od cukierkowej wizji dzieciństwa. To literatura, która wierzy w inteligencję swoich czytelników. Nie upraszcza, nie wygładza ostrych krawędzi.
Po lekturze zostałam z poczuciem lekkiego ciężaru w klatce piersiowej – ale nie jest to ciężar przytłaczający. Raczej taki, który przypomina, że dobra opowieść, nawet dla dzieci, potrafi poruszyć coś głębiej. „Jaśmina i Ziemniakożercy” to książka, która nie daje łatwego ukojenia. Zamiast tego proponuje rozmowę o strachu, odpowiedzialności i odwadze, by spojrzeć na „potwora” inaczej.
Zamykając tom pierwszy, miałam wrażenie, że to dopiero początek drogi – nie tylko fabularnej, lecz także emocjonalnej. I choć nie wszystko mnie przekonało w stu procentach, czuję, że to historia, do której warto wracać. Nie dla komfortu, lecz dla refleksji, szczególnie młodym odbiorcom.
Informacje:
-
Scenariusz:Wauter Mannaert
-
Rysunek:Wauter Mannaert
-
Tłumaczenie:Maria Mosiewicz
-
Wydawnictwo:Egmont
-
Rok Wydania Polskiego:2025
-
Gatunek:Literatura Piękna, Powieść, Komiks, Przygodowa
-
Liczba Stron:76
-
Papier:kredowy
-
ISBN:9788328171985
-
Wydanie:
-
Cena Z Okładki:49,99 zł
-
Ocena:5/6