Klub Detektywów

Opis:

Michał Lipka

PISARZE NA TROPIE

 

„Klub Detektywów” to komiks w ciekawy sposób łączący przygodową historię detektywistyczną historycznymi elementami, nutą staromodnej fantastyki i metafikcji. Nie jest szczególnie odkrywczy, ale tak dobrze wykonany, że czyta się go z dużą przyjemnością. Szczególnie, jeśli cenicie sobie literaturę kryminalną z przełomu XIX i XX wieku (a patrząc na poziom współczesnych kryminałów warto czytać tylko klasykę).

 

Akcja opowieści zabiera nas do lat 30. dwudziestego stulecia. To wtedy działa założony pod koniec lat 20-tych Klub Detektywów – stowarzyszenie zrzeszające najważniejszych brytyjskich autorów powieści detektywistycznych, w tym takich legend, jak Agatha Christie czy G.K. Chesterton. Jego członkowie nie mają jednak najmniejszego pojęcia, co wkrótce ich czeka.

 

Pewnego dnia zostają zaproszeni na prywatną wyspę przez ekscentrycznego milionera, który chce im pokazać coś niesamowitego. Owym czymś jest szczyt współczesnej techniki: robot zdolny rozwiązywać zagadki kryminalne. Wkrótce jednak bohaterowie staną przed iście szalonym wyzwaniem, kiedy dochodzi do morderstwa. Od teraz ci, którzy zawsze wymyślali skomplikowane zagadki kryminalne, sami będą musieli się wykazać i spróbować przeprowadzić dochodzenie!

 

Jak już pisałem podobnych opowieści w świecie komiksu nie brakuje. Alan Moore stworzył „Ligę niezwykłych dżentelmenów:, gdzie bohaterowie wiktoriańskich powieści musieli rozwikłać zagadkę mogącą zagrozić światu, Grant Morrison zaserwował nam opowieść „Batman: Czarna rękawica”, w której Mroczny Rycerz i grupa bohaterów na odciętej od świata wyspie musieli odkryć sprawcę morderstwa, a to tylko dwa z tytułów, z którymi kojarzy się „Klub Detektywów”. Najbardziej jednak całość kojarzy się z „I nie było już nikogo” Agathy Christie, powieścią która zainspirowała niezliczoną ilość dzieł, a która tutaj doczekała się iście postmodernistycznej otoczki, ocierającej się wręcz o metafikcję.

 

Jak na postmodernistyczne podejście przystało, rzecz podana jest z humorem, puszczaniem oka do odbiorcy, a zarazem zachowaniem gatunkowych schematów i dostosowaniem całości do wymogów konwencji. „Klub Detektywów” jest więc rasową opowieścią detektywistyczną, której urok polega głównie na zaangażowaniu w fabułę postaci, które na co dzień takimi dziełami się zajmowały. Zagadka jest ciekawa, postacie nieźle nakreślone, a lekkość i dowcip dodają całości pewnej swobodnej nuty. Wszystko zaś wieńczy prosta, ale sympatyczna szata graficzna, która posiada swój urok.

 

Lubicie kryminały? Cenicie dobre opowieści graficzne z zagadką w tle? Macie ochotę zobaczyć znanych Wam autorów w nowych szatach? Sięgnijcie po „Klub Detektywów|”, bo warto.

Opis Wydawcy

W 1930 roku w Anglii powstał Klub Detektywów zrzeszający najlepszych autorów powieści kryminalnych tamtych czasów. Jego członkowie musieli złożyć specjalną przysięgę, a w swoich książkach trzymać się określonych zasad, tak zwanych Dziesięciu Przykazań powieści kryminalnej.

 

Koncentrowały się one wokół logiczności zagadki i przestrzegania zasad fair play wobec czytelnika. Wykluczone były na przykład wszelkie ingerencje sił nadprzyrodzonych, czy obsadzanie w roli mordercy detektywa bądź narratora.

 

Członkowie klubu spotykali się raz w tygodniu, by dyskutować i pojedynkować na zagadki, a wsród jego założycieli znaleźli się m.in. Agatha Christie, G.K. Chesterton, John Dickson Carr, Dorothy L. Sayers, major Alfred Mason, baronowa Emma Orczy, czy wielebny Ronald Knox.

 

Wszyscy oni spotykają się także na kartach komiksu Jeana Harambata, który przygotował dla nich największe wyzwanie życia. Ekscentryczny milioner zaprasza członków klubu do swojej posiadłości położonej na prywatnej wyspie, gdzie zamierza zaprezentować prawdziwy cud techniki - robota, który po opisaniu mu szczegółów dowolnej zbrodni z ich powieści bezbłędnie wskaże jej sprawcę!

 

Ale co wydarzy się, gdy naprawdę dojdzie na wyspie do morderstwa? Kto z wielkich twórców kryminalnych zagadek będzie prowadził dochodzenie i jakich metod użyje? „Klub Detektywów” to niezwykle dowcipna, wciągająca i przewrotna zabawa konwencją klasycznych kryminałów z ich autorami w rolach głównych!

Jarosław Drożdżewski

Dość niespodziewanie wydawnictwo Marginesy zafundowało nam czarnego konia tegorocznego sezonu komiksowych premier. Z takim to właśnie poczuciem kończyłem lekturę "Klubu Detektywów" autorstwa Jean'a Harambata, gdyż autor ten daje nam dawkę naprawdę solidnej rozrywki, o czym przekonacie się nie tylko za chwilę, ale przede wszystkim sięgając po ten komiks.

 

Klub Detektywów to działające od lat 30-tych stowarzyszenie, które skupia w swoich szeregach najlepszych autorów kryminałów. Dość powiedzieć, że do tej grupy należeli Agatha Christie, G.K. Chesterton, Dorotha L. Sayers, A.E.W. Masona, Emma Orczy, duchowny Ronalda Knox czy w końcu Dickson Carr. Prawdziwa śmietanka musicie przyznać, śmietanka, która jednocześnie jest grupą, wokół której toczy się cała fabułą komiksu. Siódemka ta bowiem to główni jego bohaterowie, którym przyjdzie się zmierzyć z nie lada zagadką do wyjaśnienia. Po przyjęciu, w którego czasie w szeregi Klubu przyjęto nowego członka, nasi detektywi zostali wezwani do posiadłości pewnego milionera - ekscentrycznego trzeba mu przyznać - który chce im zaprezentować cud techniki, de facto wpływający na działalność autorską. Otóż to pewien robot, po sypnięciu mu kilkoma ogólnikami, potrafi bezbłędnie rozszyfrować mordercę czy innego tam bandziora. Szybko zresztą dochodzi do sytuacji, gdy rzeczony robot może się wykazać, ale o dalszej części przeczytacie już sami w komiksie.

 

Jean Harambat stworzył naprawdę wyjątkowe pod wieloma względami dzieło komiksowe, które intryguje, a jednocześnie bawi i daję szansę pogłówkowania. Niczym bohaterowie jego komiksu tworzy świetną kryminalną historię, która niejednokrotnie nas zaskoczy. Jednocześnie faktem jest, że Harambat nie dostałby się do samego Klubu. Dlaczego? Ano dlatego, że jego członkowie po przypieczętowaniu swojego w nim udziału złożoną przysięgą musieli opierać swoje powieści na pewnych zasadach i przestrzegać przykazań, aby z niego - mówiąc wprost - nie wylecieć. Haramby owszem zna te zasady, bierze je pod uwagę, ale za cel wziął on sobie ich...nieprzestrzeganie. Stąd też czytelnik, który już na wstępie ma szansę z najważniejszymi zasadami się zapoznać, ma nie lada zagwozdkę widząc jak autor komiksu co rusz stosuje przeciwieństwa. Dla samego Harambata wiązałoby się to z brakiem możliwości dołączenia do elitarnego grona, natomiast dla nas, dla czytelników sprawia to, że oparty na takich przeciwstawnościach komiks jest atrakcją, w której autor funduje nam prawdziwy rollercoaster, a przez bardzo długi okres (do końca?) ciężko jest wytropić rozwiązanie zagadki.

 

Mało tego nie sposób nie odnieść wrażenia, że autor komiksu pogrywa nie tylko z nami czytelnikami, ale też z samymi bohaterami swojej historii, tymi autentycznymi, ukazując ich przeciwstawności, ale też cechy charakteru, którymi się odznaczali. Wielokrotnie sprawia to, że komiks obfituje w humorystyczne akcenty, które ich autentyczność wzmacnia. Dobry kryminał to taki, który trzyma w napięciu przez każdą stronę jej lektury i jeżeli przyjąć ten element za wyznacznik to i "Klub Detektywów" jest dziełem wybornym. Sama główna zagadka jest niezwykle przemyślana, przez co wodzeni za nos, z ogromnym zaciekawieniem oczekujemy jej zakończenia a przede wszystkim rozwiązania. Zabiegi stosowane przez Harambata tylko podkreślają urok tej opowieści. Opowieści pełnej dowcipu, lekkości i inteligentnych rozwiązań. Bardzo niepozorna graficznie historia swoją fabułą magnetyzuje i oczarowuje, a przecież o to właśnie w tego typu pracach chodzi prawda?

 

A czemu oprawa graficzna jest niepozorna? Ano jest ona bardzo "ugrzeczniona", uporządkowana i dość minimalistyczna - taka trochę w stylu prac z ówczesnych lat. Jednocześnie też jest ona bardzo przystępna w odbiorze, tzn. nie męczy nas, ale dodatkowo jeszcze podkreśla bardzo pozytywny odbiór tego komiksu. Jeśli chciałbym określić ją jednym słowem, użyłbym określenia "przyjemna". Zresztą cały ten komiks taki jest. Trochę autentycznych wydarzeń, miesza się z literacką fikcją autora, tworząc wspólnie mieszankę, której nie powstydziłby się żaden z siedmiu ukazanych bohaterów, członków prawdziwego Klubu Detektywów.

 

Tak jak wspomniałem na wstępie, dla mnie recenzowana pozycja to czarny koń i bardzo mocny faworyt do podium w tegorocznym podsumowaniu. Lato i wakacje, które obecnie mamy to zresztą doskonały czas na lekturę tego typu twórczości, więc jeśli zastanawialiście się, czy dać mu szansę, lub jeśli pierwszy raz o komiksie tym słyszycie, to kupujcie przy pierwszej okazji, nie będziecie zawiedzeni.

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Okładka wydania:

Klub Detektywów

Dodatkowe informacje:

  • Scenariusz: Jean Harambat
  • Tłumaczenie: Paweł Łapiński
  • Wydawnictwo: Marginesy
  • Rok Wydania Polskiego: 8/2020
  • Tytuł Oryginału: Le Detection Club
  • Tytuł Serii: Klub Detektywów
  • Gatunek: komiks
  • Liczba Stron: 136mm
  • Format: 195x260mm
  • Oprawa: Miękka
  • ISBN: 9788366500587
  • Wydanie: I
  • Cena Z Okładki: 49,90 zł
  • Ocena: 4/6 5/6
  • Okładka: A. Wawryniuk

Podziel się!


Oceń Publikację:

Komiksy

Rysunki: 100% - 2 votes
Kolory: 100% - 2 votes
Scenariusz: 100% - 2 votes
Liternictwo: 100% - 2 votes
Tłumaczenie: 100% - 2 votes
Wydanie: 100% - 2 votes

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto
  • Zobacz Mini Tutorial