Anihilacja - 1

Opis:

Michał Lipka

MARVEL NA SKRAJU ANIHILACJI

To będzie jeden z największych, jeśli nie największy event komiksowy tego roku. Może to śmiałe słowa zważywszy na fakt, że mamy dopiero końcówkę stycznia, nie mniej trzy tomowa „Anihilacja” zdecydowanie należy do najlepszych tego typu opowieści. Czy zyskała szczególną popularność? Nie słyszy się o niej zbyt wiele, ale jednocześnie to ona zapoczątkowała nowy etap w historii Marvela, nie angażując w swoje wydarzenia najważniejszych herosów wydawnictwa i otwierając przy tym drogę wielu małym bohaterom.

 

Wszystko rozpoczyna się jednak dość nietypowo, sceną jakby żywcem wyjętą z filmu „Obcy: Ósmy pasażer Nostromo”. Przez nasz układ słoneczny przelatuje transportowiec więzienny i jak się można z łatwością domyślić, rozbija się na naszej planecie. Jednakże jego pasażerowie nie są z tego powodu zachwyceni. Chociaż są mordercami i władają supermocami, Ziemia ma status wylęgarni mutantów i dziwadeł, lepiej więc nie natknąć się na tutejszych bohaterów. Ci, którym udaje się przeżyć katastrofę, postanawiają wykorzystać mieszkańców okolicznego miasta do zatarcia śladów zdarzenia i pomocy w powrocie. Jako pierwszą spotykają jednak buntowniczą dziewczynkę, która nie zaważa na niebezpieczeństwa. To właśnie ją, córkę alkoholiczki, dziecko nieprzystosowane i dziwne Drax Niszczyciel pomyli z zabitą przez ThanosaHeather. Oboje połączy specyficzna więź, szczególnie że współwięźniowie Draxa dalecy są od bycia jego przyjaciółmi, a mała Cammie wmiesza się w aferę przekraczającą jej pojmowanie...
Wkrótce po tych wydarzeniach dochodzi do prawdziwej apokalipsy. Na krawędzi wszechświata nieznana siła przedziera się przez krawędź, siejąc śmierć i zniszczenie. Nikt nie wie czym jest ani co stanowi jej cel. Korpus Nova przygotowuje się do obrony, ale nawet ich czeka zagłada. Z życiem uchodzi tylko pochodzący z Ziemi Richard Rider, który stając się powiernikiem xandariańskiegoWszechumysłu musi stanąć do walki z niszczącą wszystko falą anihilacji...

 

Ależ to jest dobre – te cztery słowa co chwilę pojawiały się w mojej głowie w trakcie lektury. Bo „Anihilacja” to nie typowy marvelowski event - nie spotyka się tu cała plejada gwiazd tego wydawnictwa, nie podważone zostają fundamenty postaci i świata - a komiks przełamujący reguły podobnych crossoverów, jednocześnie dość ściśle się ich trzymając. Grupa scenarzystów złożona z KeithaGiffena (twórcę znanego głównie z najlepszych opowieści o Lobo), DanaAbnetta („Imperatyw Thanosa”) i Andy’egoLanninga („The Punisher: Year One”) podobnie jak grupa więźniów z początku albumu stara się trzymać jak najdalej od popularnych superherosów. Skupienie się najpierw na postaci sarkastycznej Cammi (jak tu nie polubić dziewczynki, która za bandą morderczych kosmitów krzyczy z wyrzutem: „Dzieciak w filmie dostał latający rower!”) a potem Richarda (niedoświadczonego, acz nadrabiającego talentem kosmicznego żołnierza) było strzałem w dziesiątkę. Nieważne czy scenerią jest mała mieścina na odludziu czy też port kosmiczny, zwyczajność tych bohaterów, taka swojskość wyczuwalna pomimo ich niezwykłości, dodają całości realizmu i emocji. Kiedy zaś na scenie pojawiają się Silver Surfer i Thanos są to jedynie krótkie występy. Wprawdzie postacie te w przyszłych tomach odegrają większe role, a do ich grona dołączy jeszcze Galactus, nie mniej nadal pozostaje to dalekie od marvelowskiego schematu i niesie dużo odświeżenia.

 

O czym warto jeszcze wspomnieć, to humor przesycający głownie pierwszą część albumu. KeithGiffen od zawsze tworzył zabawne, cięte opowieści, więc nawet kiedy jest krwawo i poważnie, potrafi wpleść w akcję jakiś dowcip. A co więcej takie wtrącenia wcale nie wydają się być nie na miejscu, doskonale pasując do całej reszty. Poza tym, kiedy tego trzeba, Giffen potrafi wzruszyć i poruszyć, powstrzymując się od charakterystycznego dla niego sarkazmu.

 

Graficznie pierwszy tom „Anihilacji” jest bardzo różnorodny. Zaczynając do realistycznie narysowanej przez MitchaBreitweisera („Ultimate FantasticFour”) czteroczęściowej opowieści o Draxie i Cammi, przez proste, przypominające prace z lat 90. XX wieku ilustracje „Prologu” w wykonaniu ScottaKolinsa („The Flash”) i ArielaOlivettiego („Lobo/The Demon: Soul Brothers”), po „Novę” Keva Walkera („MarvelZombies 3&4”) utrzymaną w stylu komiksu „Star Wars: Karmazynowe Imperium”. Wszystko to sprawia, że event, choć publikowany w latach 2005-2007, wydaje się jakby żywcem wyjęty z ostatniej dekady minionego stulecia. A to jeden z jego największych plusów, przynajmniej jeśli chodzi o grafikę. W tamtej epoce bowiem, mimo wszystkich ograniczeń, komiksy miały swój niezwykły charakter, nieco naiwny, nieco mroczny, okrzepły już trochę po rewolucji roku 1986 i badający nowe tereny, dostęp do których otworzyła im tzw. Mroczna Era. Coś wspaniałego.

 

Do tego mamy tradycyjnie znakomite wydanie, galerię szkiców, okładki w wykonaniu Gabriela Dell’Otto („Tajna Wojna”), informacje o postaciach pochodzące z bazy danych korpusu Nova... Minusy? Jeden zasadniczy – na kolejne dwa tomy (dużo grubsze od tego, na co już zacieram ręce) musimy poczekać kilka miesięcy. Ale jest na co. Dlatego też polecam gorąco!

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania:

Anihilacja - 1

Dodatkowe informacje:


Podziel się!


Oceń Publikację:

Komiksy

Rysunki: 100% - 1 votes
Kolory: 100% - 1 votes
Scenariusz: 100% - 1 votes
Liternictwo: 100% - 1 votes
Tłumaczenie: 100% - 1 votes
Wydanie: 100% - 1 votes

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto