Read with tea, dog & me
Są takie komiksy, które czyta się dla przygody, są też takie, które zachwycają przede wszystkim obrazem. „Bestiariusz Isy” JoanyAfonso dał mi natomiast coś jeszcze – przyjemne przypomnienie, że świat wcale nie musi być taki oczywisty, jakim widzimy go na co dzień. Czasami wystarczy odrobina wyobraźni, żeby zwyczajna ulica, śmietnik, dach czy miejski zakamarek stały się miejscem, w którym może wydarzyć się coś niezwykłego.
Tytułowa Isa pracuje w firmie Potworna Plaga, zajmującej się wyłapywaniem i usuwaniem rozmaitych fantastycznych stworzeń. Brzmi jak praca idealna dla kogoś, kto kocha niezwykłości, prawda? A jednak rzeczywistość Isy jest znacznie mniej romantyczna. Zatrudnienie na śmieciówce, codzienne obowiązki i świadomość, że zamiast badać fascynujące istoty, ma je po prostu wyłapywać, sprawiają, że gdzieś pod powierzchnią codzienności kryje się jej niespełnione marzenie – chciałaby poznawać te stworzenia, obserwować je i stworzyć własny bestiariusz.
I właśnie to marzenie Isy kupiło mnie najbardziej...
Bo przecież każdy z nas ma czasem wrażenie, że robi coś zupełnie innego, niż chciałby robić. Życie wymusza kompromisy, rachunki przypominają o sobie szybciej niż marzenia, a dorosłość często uczy nas, że „trzeba być rozsądnym”. Isa jest trochę takim człowiekiem, który nadal ma w sobie ciekawość, ale nauczył się już patrzeć na świat przez filtr doświadczenia.
W jej życie wkracza Miguel – siostrzeniec, którego zabiera ze sobą na dyżur. I nagle okazuje się, że dziecko potrafi zobaczyć rzeczy, które dorosły przestał dostrzegać. Miguel jest ciekawy, pełen energii i zachwytu. Dla niego niezwykłe stworzenie nie jest przede wszystkim problemem do rozwiązania. Jest tajemnicą. Jest przygodą. Jest czymś, co warto poznać. Ich wspólna wyprawa szybko zmienia się w pełen niebezpieczeństw dzień, podczas którego fascynacja dziwnymi istotami okaże się czymś więcej niż tylko hobby.
I tutaj zaczęłam myśleć o tym, jak bardzo dorosłość potrafi odebrać nam zachwyt.
Kiedy jesteśmy dziećmi, potrafimy godzinami obserwować mrówkę, wymyślać historie o potworach czających się pod łóżkiem albo patrzeć w chmury i widzieć w nich całe światy. Później dorastamy. Uczymy się nazywać rzeczy, klasyfikować je, oceniać i przede wszystkim przestajemy się dziwić.
A przecież właśnie zdziwienie jest początkiem poznania.
JoanaAfonso bardzo przyjemnie przypomina o tym poprzez zestawienie Isy i Miguela. Dorośli patrzą pragmatycznie. Dzieci – z ciekawością. Jedno nie musi jednak wykluczać drugiego. Isa ma doświadczenie, Miguel ma zachwyt. Razem tworzą duet, który pokazuje, że czasami potrzebujemy kogoś, kto przypomni nam, jak patrzeć na świat bez gotowych odpowiedzi.
Bardzo spodobało mi się również to, że fantastyczne stworzenia nie są tutaj po prostu „potworami”. Owszem, mogą być groźne, ale często ich zachowanie wynika z naturalnej potrzeby obrony siebie czy swoich bliskich. Niektóre są wręcz sympatyczne i możliwe do oswojenia.
I nagle słowo „bestia” zaczyna nabierać zupełnie innego znaczenia.
Może problem nie zawsze tkwi w tym, co nieznane. Może czasem problemem jest sposób, w jaki próbujemy sobie z tym nieznanym poradzić.
Ten wątek można odczytać również szerzej. W komiksie pojawia się interesujący ekologiczny podtekst – korporacja próbuje „naprawiać” świat, który wcale niekoniecznie wymaga naprawy. To subtelny, ale bardzo trafny komentarz do naszego stosunku do natury. Człowiek ma bowiem zadziwiającą skłonność do uznawania za problem wszystkiego, czego nie rozumie albo czego nie potrafi kontrolować.
A przecież nie wszystko musi być poddane kontroli.
Nie wszystko musi być wygładzone, uporządkowane i usunięte z naszego otoczenia tylko dlatego, że jest inne.
Właśnie dlatego „Bestiariusz Isy” odczytałam nie tylko jako sympatyczną opowieść przygodową, ale również jako historię o uważności, empatii i akceptacji tego, co odmienne. I co ważne – Afonso nie moralizuje. Nie wykłada czytelnikowi przesłania wprost. Pozwala, żeby wyniknęło ono z przygody.
Ogromną częścią uroku tego komiksu są oczywiście ilustracje. JoanaAfonso odpowiada zarówno za scenariusz, jak i rysunki oraz kolory, dzięki czemu całość jest niezwykle spójna. Jej dynamiczna kreska świetnie oddaje ruch, emocje i energię bohaterów, a same stworzenia są jednocześnie dziwaczne, zabawne, czasem niepokojące, ale przede wszystkim bardzo charakterystyczne.
Podczas lektury miałam wrażenie, że autorka bawi się pytaniem: „A co, jeśli one naprawdę tam są?”.
I właśnie to najbardziej lubię w dobrej fantastyce – kiedy po zamknięciu książki przez chwilę zaczynam patrzeć na zwyczajny świat trochę inaczej.
Może coś naprawdę przemknęło mi kiedyś kątem oka?
Może ten dziwny cień na murze wcale nie był tylko cieniem?
Może pod miejską codziennością istnieje drugi świat, którego po prostu nie potrafimy już dostrzec?
„Bestiariusz Isy” jest komiksem lekkim, ciepłym i pełnym humoru, ale nie pustym. To historia przygodowa, która potrafi rozbudzić wyobraźnię, a przy okazji przypomnieć dorosłemu czytelnikowi o czymś bardzo prostym – że ciekawość świata nie powinna mieć daty ważności.
Mam jednak pewien niedosyt. Historia jest krótka – polskie wydanie liczy 72 strony – i kiedy zaczęłam naprawdę dobrze czuć ten świat, poznawać Isę i Miguela oraz przyglądać się niezwykłym stworzeniom, przyszła pora się pożegnać. Zostaje więc poczucie, że w tym uniwersum kryje się potencjał na znacznie więcej.
I chyba właśnie dlatego po zakończeniu lektury pomyślałam: chcę jeszcze.
Chcę więcej Isy, więcej Miguela, więcej zwierzołów i przede wszystkim więcej tego niezwykłego świata, w którym fantastyka może istnieć tuż obok codzienności.
„Bestiariusz Isy” nie jest komiksem, który próbuje zmienić życie czytelnika. I bardzo dobrze. Nie każda historia musi być wielka, ciężka i przełomowa. Czasem potrzebujemy po prostu czegoś, co pozwoli nam na chwilę odetchnąć, uśmiechnąć się i spojrzeć na rzeczywistość trochę mniej serio.
Mnie ta historia przypomniała, że warto czasem zwolnić.
Popatrzeć.
Zdziwić się.
I nie zakładać od razu, że jeśli czegoś nie rozumiemy, to należy się tego pozbyć.
Bo być może właśnie za rogiem czeka jakiś mały, wielki cud.
A może po prostu przestałam być wystarczająco uważna, żeby go zauważyć.