Batman H2SH — okładka lub ilustracja
Kliknij, Aby Powiększyć

Komiksy Recenzja

Batman H2SH

Czas Czytania: Około 3 min

Informacje O Publikacji

Twórcy I Treść

Scenariusz
Jeph Loeb
Rysunek
Jim Lee
Tłumaczenie
Tomasz Sidorkiewicz
Tytuł Oryginału
Batman H2SH
Tytuł Serii
Batman

Wydanie I Dystrybucja

Wydawca
Egmont
Rok Wydania Polskiego
2026-09-15
ISBN
9788328173699

Parametry I Szczegóły

Liczba Stron
176
Papier
zwykły
Cena Z Okładki
109,99 zł

Recenzja:

Michał Lipka

Cóż mogę rzec – należę do tych czytelników, których pierwszy „Hush”, mimo całego mojego uwielbienia do scenariuszy Loeba nie tylko niemal niczym nie zaskoczył (poza wątkiem Riddlera wszystko było do bólu oczywiste), ale i nijak nie zachwycił. Może właśnie dlatego, chociaż wszyscy tak sarkają na „Hush 2”, nie byłem zawiedziony? Fakt, jest to rzecz słabsza od części pierwszej (i od niektórych jej kontynuacji, a tych trochę było: „Heart of Hush”, „Hush Returns”, „The House of Hush”, a i powstała nawet wersja ze świata Beyond), ale różnica nie jest duża. Ot po prostu jeszcze jednak akcyjniak, gdzie nie brak postaci, a na każdym kroku ciągle coś się dzieje. Trzeba mieć jednak na uwadze, że to ledwie połowa opowieści. Ciąg dalszy będzie, ale kiedy, kto to wie, bo z powodów zdrowotnych Jim Lee zaliczył tu takie obsuwy, że zeszyty te, kończące trzeci volume „Batmana”, wyszły, kiedy czwarty volume już od pewnego czasu ukazywał się na rynku.

Joker znów szaleje. Ale tym razem coś jest nie tak, bo dlaczego odtwarza schemat i motywy zbrodni, którą już popełnił, skoro w swoim szaleństwie zawsze zaskakuje czymś nowym? Joker to jednak najmniejszy problem, chociaż starcie z nim kończy się dla Batmana niemal śmiercią. Dalszy pościg pokazuje bowiem jedno: Hush powrócił. Hush, morderca, ale i genialny chirurg, a przy okazji przyjaciel Bruce’a Wayne z młodych lat, z którym łączy go specyficzna relacja, a który przysiągł zniszczyć życie Gacka. I znów próbuje to zrobić…

Jeph Loeb to legenda. Za co by się nie wziął, robił rewolucję. W „Batmanie” tak samo, zresztą historie z Gackiem, jakie pisał (nie liczmy słabego „Supermana / Batmana”) przeszły do legendy i uważane są za najlepsze w dziejach („Długie Halloween”, „Mroczne zwycięstwo”, „Nawiedzony rycerz”). „Hush 2”, czy jak t woli „H2sh” takim dziełem nie jest. To akcyjniak, jakich wiele, wypełniony akcją, wybuchami, gościnnymi występami i… W zasadzie niczym poza tym. Z tym, że czy potrzeba tu było czegoś więcej? Pierwsza część tej opowieści była dokładnie tym samym, tu schemat jest odtworzony, nawet Batek na początku niemal umiera, a potem wszystko leci podobnie, chociaż tym razem na tajemnicę miejsca nie ma. A może jest? Może Loeb coś chce wywrócić? To już musicie odkryć sami.

Poza tym to po prostu jeszcze jedna, sprawnie napisana opowieść o Gacku, gdzie nie ma nadmiaru dialogów ani tekstów, a akcja pędzi na złamanie karku. Na nudę nie ma tu miejsca, ale znalazło się dużo miejsca na popisy graficzne. Jim Lee robi dokładnie taką samą robotę, jak w pierwszym „Hushu”, czyli dynamicznie, dość przy tym realistycznie, choć z nierealnie umięśnionymi facetami i przesadnie seksownymi kobietami o posągowych figurach. Ogląda się to dobrze, Jim Lee to gość, który nigdy nie zawodzi, a w tych, wychowanych na komiksach TM-Semic, budzi sentyment, ale najlepszy był w latach 90., kiedy rysował „X-Men” czy „WildC.A.T.s” i nigdy potem nie wznosił się na takie wyżyny. Co nie zmienia faktu, że wciąż pozostaje jednym z najlepszych rysowników i jego komiksy chce się oglądać.

No i jest jeszcze polskie wydanie. I tu z jednej strony fajnie, bo twarda oprawa, obwoluta, świetny papier i spora galeria dodatkowych prac, ale… Polska okładka to porażka. O ile od strony wykonania jest okej, chociaż Karpowicz stać na o wiele więcej, o tyle nijak nie pasuje ona do tej historii ani do niej nie odnosi – ot jakby autorka zrobiła grafikę z Gackiem nie mając pojęcia o historii, którą ma ilustrować. I ja wiem, że okazję, by dać rodzimą okładkę trzeba było wykorzystać, ale istnieje cała masa autorów, która zrobiłaby to o wiele lepiej.

Ale i tak „Hush 2” pozostaje niezłym komiksem, który przeczytać śmiało można, jeśli lubicie postać i autorów. Na żadnym polu nie ma szansa przejść do historii (chyba, że ze względu na opóźnienia), ale i tak nie wypada wcale gorzej niż większość wydawanych w naszym kraju współczesnych „Batmanów”. I tego się trzymajmy.

Dodaj komentarz

Wyślij