Inner Voices (PC)

Opis:

Michał Lipka, Agnieszka Przybysz

GŁOSY W MOJEJ GŁOWIE

 

Jako miłośnik horrorów, sięgający po przedstawicieli tego gatunku w różnej postaci, nie pomijam także mających straszyć gier. Właściwie częstokroć wolę je od filmów, które, choć najczęściej mają bardziej rozbudowaną fabułę, są w ostatnich latach tak potwornie wtórne, że ciężko mi znaleźć przyjemność w ich oglądaniu. Tymczasem gry mają to do siebie, że gracz bardziej wczuwa się w nie, niż widz w to, co widzi na ekranie, a co za tym idzie, łatwiej go przestraszyć – i o to właśnie chodzi. „Inner Voices” nie zachęciło ani wyglądem (który jak na współczesne możliwości nie przedstawia się szczególnie ciekawie), ani tym bardziej faktem częściowej przynależności do produkcji typu point’n’click, ale już fabułą i szumnymi przyrównaniami do klimatu dzieł Kinga czy Lovecrafta tak. Co z tego wynikło?

 

Bohaterem gry jest John Blake, który na początku budzi się w dziwnym, opuszczonym budynku, niczego nie pamiętając. Miejsce, w jakim się znalazł przypomina senną krainę, gdzie prawa fizyki obowiązują jedynie częściowo. Otaczające go krzesła i inne przedmioty potrafią stać normalnie albo też na suficie, a nawet tworzyć konstrukcje typu schody, w niektórych pomieszczeniach natomiast znajdują się tajemnicze monolity. Od napotkanej postaci, Blake dowiaduje się, że trafił do świata między życiem, a śmiercią, co w praktyce oznacza, że może powrócić na Ziemię, jednak by to zrobić, wpierw musi wypełnić czekające na niego w poszczególnych pokojach zadania. To pozwoli mu odzyskać wspomnienia, choć wielu rzeczy lepiej jest po prostu nie wiedzieć – a w niektóre z nich także lepiej jest nie wierzyć – jednak jaki jest prawdziwy cel jego misji? I co takiego kryją zakamarki jego pamięci?

 

„Inner Voices” to gra, która, podobnie jak jej główny bohater, znajduje się pośrodku. Czego? Właściwie wszystkiego. Ani nie rozczarowuje, ani nie zachwyca zarówno pod względem fabuły, jak i wykonania, podobnie ani zbytnio nie straszy, ani też nie unika jakoś typowych dla grozy elementów. To po prostu produkcja mająca dostarczyć niezbyt długiej zresztą rozrywki, skłaniającego do myślenia odreagowania od codziennych stresów i jako taka sprawdza się naprawdę dobrze. Nawet jeśli nie wyróżnia się niczym szczególnym.

 

Przyglądając się jej bliżej, trzeba powiedzieć, że grafika w „Głosach...” jest dość prosta, nie mamy rozbudowanych planów ani zbyt wielu detali, do tego dochodzi też brud jej wykonania. Klimatem przypomina to trochę grę „Outlast”, choć tam przede wszystkim trzeba było się skradać, a tu mamy produkcję polegającą na rozwiązywaniu zadań logicznych. Pod względem klimatu jest więc ponuro, a wrażenie to potęguje fakt, że naszymi zaświatami jest szary budynek, przypominający opuszczoną placówkę użyteczności publicznej. Opuszczoną w pośpiechu, wszelkie wyposażenie pozostało na swoich (i nie swoich też) miejscach, a na podłodze znaleźć możemy dziwne rysunki i ślady. Co więcej jedynym źródłem światła są tutaj lampy, świece i posiadana przez nas latarka – ta ostatnia przydaję się szczególnie tam, gdzie na Johna czeka mrok zupełny.

 

Choć całość nie jest zbyt odkrywcza, w ciekawy sposób rozwiązano kwestię menu, które zostało przygotowane na kształt pokoju, gdzie możemy m.in. przeczytać wpisy w dzienniku, zobaczyć zdobyte kostki z runami oraz kartki z wpisami z naszego życia. Nieco gorzej wypada jednak zapisywanie stanu gry, bo robi się je tylko po to by nie przepadły żadne ,,znajdźki”, a po ponownym włączeniu nie wracamy do miejsca, w którym skończyliśmy tylko wciąż do tego samego momentu. Tu jednak wkraczamy na teren po części losowo generowanych lokacji, bowiem po otwarciu tych samych drzwi w savepoint’cie, czeka za nimi zupełnie inne pomieszczenie. Podobnie rzecz ma się z wyborem, które drzwi otworzyć – nie możemy już wrócić i zbadać pozostałych pomieszczeń, bo czeka nas w nich już coś innego (albo oczekiwanie na powrót właściwych).

 

Co się tyczy zagadek czekających w „Inner Voices”, stopień ich skomplikowania jest różny. Czasem chciałoby się, żeby były mniej oczywiste, czasem ma się ochotę na nieco łatwiejsze wyzwanie – szczególnie, gdy pragnęło się nieco zrelaksować i nie angażować zbytnio w grę, a ta wymusza dokończenie zadania. Tu warto nadmienić, że choć sterownie jest płynne i proste, to podnoszenie przedmiotów i manewrowanie nimi idzie już dość topornie; niestety czasem wymagana jest od nas precyzja. Za to bardzo pozytywnie wypada ścieżka dźwiękowa. Nasze kroki, szuranie przesuwanych mebli, czasem dziwne szepty... delikatna muzyka wygrywana na pianinie lub organach, dzwony – wszystko to stonowane i znakomicie pasujące do gry.

 

I chociaż w „Inner Voices” nie dzieje dużo, nie wieje tu nudą. Zwiedzanie ciemnych pomieszczeń, spotkanie postaci w prześcieradle, pukanie dobywające się zza zamkniętych drzwi i niespodziewane otwieranie się i zamykanie takowych, zapewniają dostateczną porcję wrażeń, nawet jeśli większość pomieszczeń jest jasna, a najdziwniejszą rzeczą, jaką w nich znajdziemy są jedynie przedmioty wiszące do góry nogami. Wrażenie osamotnienia i zbliżania się czegoś, czajenia się w ciemności, potrafi przyprawić o ciarki na plecach i szybsze bicie serca. Oczywiście to nie jest gra dla tych którzy szukają mocnych wrażeń i rzadko coś w ogóle zdoła ich wystraszyć, ale ci, którzy lubią się lekko i bezpiecznie bać będą zadowoleni.

Podziel się!

Okładka gry:

Inner Voices (PC)

Dodatkowe informacje:

  • Producent: Sigma Games
  • Wydawca: Fat Dog Games
  • Premiera Świat: 10 maj 2017 r.
  • Premiera Polska: 10 maj 2017 r.
  • Gatunek: Gra FPP
  • Czas Gry: 3h
  • Ocena: 3.5/6
  • Wymagania Minimalne: System operacyjny: Windows 7, Procesor: Intel Core 2 Duo/AMD, 2,4Ghz, Pamięć: 4 GB RAM, Karta graficzna: Nvidia GeForce GTX 560TI/AMD Radeon HD 7850, Miejsce na dysku: 10 GB dostępnej przestrzeni
  • Zalecane Sprzętowe: System operacyjny: Windows 7, Procesor: Quad-core Intel/AMD, 2.5 GHz, Pamięć: 8 GB RAM, Karta graficzna: Geforce GTX 970/Radeon R9 390, Miejsce na dysku: 10 GB dostępnej przestrzeni

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: