Epicentrum

Zwiastun:

Opis:

Agniecha

Lata 90te były wylęgarnią całkiem dobrych filmów, w tym też produkcji katastroficznych. Wtedy wówczas powstał chociażby taki tytuł jak „Twister" w reżyserii Jana De Bonta, który na zawsze odmienił postrzeganie tornad w kinie. W nowym millenium, przy dyspozycji nowych technologii do kreowania efektów specjalnych, coraz więcej twórców próbuje powtórzyć sukcesy swoich poprzedników. Wśród nich jest Steven Quale, który powiększa trąbę powietrzną i sieje zniszczenie w najnowszym filmie od Warner Bros. o tytule „Epicentrum".

 

Słoneczny dzień w miasteczku Silverston. Lada chwila ma się odbyć ceremonia wręczenia dyplomów, na którą przybywa również wicedyrektor szkoły imieniem Gary (Richard Armitage) wraz ze swoją dwójką synów (Max Deacon, Nathan Kress) - miłośnikami kręcenia filmów. To właśnie oni dokumentować mają całą ceremonię. Niespodziewanie zaczyna formułować się potężna burza, która wygania wszystkich rodziców i uczniów do szkolnego schronu. Tylko grupa badaczy i łowców burz dowodzona przez Pete'a (Jeremy Sumpter) jest świadoma tego, że nad Silverston ma pojawić się trąba powietrzna. Nikt nie spodziewa się tego z jaką siła uderzy tornado.

 

Zainteresowanie widzów filmami, gdzie główną rolę odgrywają kataklizmy nie słabnie. Prawdopodobnie spowodowane jest to rozmachem z jakim zostają zrealizowane, a przy tym wrażeniami, jakie wywołują. To wszystko znajdziemy w „Epicentrum", którego pierwsza połowa nie jest może zbyt porywająca, ale jak już się rozkręci- to na maxa! Wokół tornad, a w zasadzie na ich tle, twórcy tworzą historię, która jest mniej bądź bardziej rozchwytywana przez widzów. Już w pierwszych minutach poznajemy niecodzienną rodzinkę, na której odcisnęło się piętno przeszłości pod postacią utraty ukochanej osoby. Nie trudno jest więc odgadnąć, że to oni będą głównymi bohaterami całego filmu. Ich problemy z dogadaniem się, obwinianie siebie wzajemnie, to w pewien sposób determinuje całą opowieść. Do tego dochodzi oczywiście druga strona barykady, czyli część bardziej naukowa wykreowana przez szalonych badaczy- miłośników burz. Dialogi typu: „Całe życie czekałem na taką burzę!" idealnie obrazują ich powołanie, a także do czego są zdolni, aby osiągnąć swój cel. To właśnie wśród takich ludzi tworzy się film, który jest momentami szalenie głupi, bo przecież oczywistym jest, że jak w naszą stronę zdąża gigantyczna trąba powietrzna, to stoimy jej na drodze i gapimy się na nią z przerażeniem tudzież zachwytem. Z drugiej zaś strony, co niektóre chwyty, postępowania bohaterów są za bardzo schematyczne. Dla kogoś kto uwielbia filmy katastroficzne, w szczególności te dotyczące tornad wykorzystanie dziwacznych dziur w fabrykach nie będzie zbytnim zaskoczeniem. Aczkolwiek trzeba przyznać, że momentami fabuła przybiera nieoczekiwany kierunek, a żarty nawiązujące do zombieapokalipsy i ich połączenie z jedną z postaci naprawdę potrafią rozbawić. Nie mniej, już po chwili szybko okazuje się, że nie chodzi tutaj jedynie o dramatyzm chwili- niespodziewanie film wzrusza w najbardziej ku temu potrzebnych momentach, ale przede wszystkim to, co serwuje swoją widowiskowością.

 

Nie należy przecież zapominać, że choć aktorów jest tutaj całkiem sporo, to tak naprawdę głównym bohaterem jest tylko jedno – tornado! Mylnie jednak uważano, że trąba powietrzna sklasyfikowana 5tką a występująca w „Twisterze" jest największą z możliwych, prawdziwym potworem wśród tornad. Oto bowiem nadchodzi bohater jeszcze większy, jeszcze bardziej potężny! Niszczy wszystko, co spotka na swojej drodze i nawet najlepsze uziemienia nie dają mu rady! Aczkolwiek i tak najgenialniejszą sceną z tych wszystkich niesamowitości powietrznych jest to, co rozgrywa się na lotnisku. Wtedy dopiero poznajemy prawdziwą siłę, która zatrważa! Nie zmienia to faktu, że tornada są zjawiskiem bardzo śmiercionośnym, ale jednocześnie tak niesamowicie pięknym. Nie mniej, przyznać trzeba, że w jednym z momentów twórcy przesadzili...

 

Kolejnym atutem jest z pewnością forma, w jakiej wykonany jest film. Łączy w sobie wszystkie możliwe sposoby operowania kamerą. Mamy tradycyjne rozwiązania, a także zdjęcia z pierwszej ręki uczniów liceum, czy badaczy, no i przede wszystkim całkiem genialne ujęcia z kamer szkolnych, czy jakoś dziwnie przyczajonych urządzeń z tyłu samochodu, itp. Wszystkie te techniki z jednej strony nadają obrazowi autentyczności, ale z innej zaś nie pozwalają zapomnieć, że to wciąż jest film fabularny, a nie mockdokument, który pełno w dzisiejszych czasach. Jest to fajne, naprawdę interesujące posunięcie ze strony twórców, które dodatkowo uatrakcyjnia cały film!

 

Aktorsko nie jest to żadne wybitne przedstawienie. Można wręcz powiedzieć, że tworzą się tutaj stereotypowe charaktery, które niczym w zasadzie nie wybijają się przed szereg. Młodociani zagniewani sprzeciwiający się ojcu, którego obwiniają o całe zło świata; ojciec, nie potrafiący dogadać się ze swoimi potomkami- acz to przecież sam Thorin!; facet goniący za sławą, oddający całe życie swojej pasji, no i para przygłupów, która liczy na to, że porwanie przez tornado nabije im miliony wejść na YouTube. Wszystkich bohaterów łączy jednak jedno- głupota! To właśnie ta zaiście wyrazista cecha charakteru sprawia, że od czasu do czasu mamy ochotę sami zaserować sobie plaskacza prosto w twarz. Nie dochodzi tu do żadnych swoistych rewolucji. Bez względu na to, czy doktor Sara Tancredi ratuje Thorina, czy na odwrót- wiadomo, zawsze trafiają w odpowiednim momencie, tuż przed tym jak macki złowieszczej wichury mają ochotę porwać ich w tany.

 

Film ma całą masę wad, począwszy od fabularnych luk, skończywszy na mało konkretnych postaciach. Jednakże, gdyby wziąć na bok wszystkie te niedostatki dostajemy całkiem porywające, emocjonujące kino rozrywkowe, które idealnie sprawdza się jako przestroga w wakacyjne zawieruchy. „Epicentrum" nie powala może i inteligencją, nie jest też największym dramatycznym dziełem, ale przyznać trzeba, że ma w sobie coś co nie tylko zachęca do obejrzenia, ale także i do powrotu do tej opowieści. Co to takiego? Zjawiskowe efekty specjalne, jedne z mocniejszych scen przy użyciu tornada, no i przede wszystkim napięcie, które od pewnego momentu towarzyszy nam w każdej sekundzie seansu. Warto zobaczyć, aby nie tylko się wzruszyć, ale też zobaczyć jak majestatyczne zjawisko jakim jest trąba powietrzna o stopniu 6 niszczy wszystko co napotka na swojej drodze. Piękności!

 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

 

Podziel się!

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania:

Epicentrum

Dodatkowe informacje:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)