Ted

Zwiastun:

Opis:

Agniecha

Pluszowy misiek to zabawka naszego dzieciństwa. Z nim wiąże się bardzo wiele wspomnień, a jego samego upychamy gdzieś po kątach, aby wytrwał przy naszym boku wiele lat. Jednakże bohater filmu „Ted" w reżyserii Setha MacFarlane'a nie musi rozstawać się ze swoim towarzyszem zabaw z dawnych lat. Po tym jak spełnia się jedno z jego marzeń (szkoda, że i nasze nie mogą!) dorasta on wraz z Tedem- swoim pluszowym misiem.

 

Gdy John Bennett był małym chłopcem nie mógł znaleźć przyjaciół. W końcu jego rodzice podarowali mu przepięknego miśka, a dzięki sile jego życzenia zabawka ożyła i stała się jego najbliższą osobą. Kiedy Ted zyskiwał sławę John mężniał. Poznał piękną dziewczynę- Lori (Mila Kunis), a także znalazł pracę. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie beztroski imprezowy misiek, który odwraca uwagę Johna (Mark Wahlberg) od ważniejszych rzeczy. W końcu Mila nie wytrzymuje i ich związek zawisa na włosku.

 

Uroczego pluszaka miał każdy z nas. Zabierał nasze koszmary, na klatę przyjmował wszystkie nasze troski, był naszym najwierniejszym kompanem. Choć dla każdego był on przyjacielem nie trzeba było go ożywiać, aby móc zabierać go wszędzie i by mógł żyć on własnym życiem. „Ted" staje się więc urzeczywistnieniem wszystkich dziecięcych marzeń. Jedno życzenie wypowiedziane we właściwej chwili może odmienić całe życie. Jednakże podwaliną produkcji jest tutaj coś zupełnie innego- na tapetę bierze się dorosłość, a w zasadzie pełne w nią wejście. Bo czymże jest pluszowy misiek. Jest on pewną ucieczką od prawdziwego życia, trzymaniem się naszej dziecięcej strony. Z drugiej zaś strony jest najlepszym kumplem, z którym dość trudno jest się rozstać. Jednakże tak jak bohater filmu w końcu trzeba podjąć decyzję i wybrać to co jest dla nas najważniejsze.

 

„Ted" uznawany jest za jeden z najśmieszniejszych filmów zeszłego roku, ale czy naprawdę jest aż tak zabawny? Co może być zabawnego w nieprawdopodobnie nieokrzesanym miśku? Dysponuje on niesamowicie wulgarnym poczuciem humoru, tak samo wulgarnym, jak i on sam. I nie trzeba jasnowidza, by wiedzieć, że znajdą się zarówno sympatycy, jak i przeciwnicy takiego podejścia do sprawy. Jedno jest pewne- mnie z pewnością większość komizmów tego filmu w ogóle nie rozbawiło. Można wręcz powiedzieć, że większość czasu da się tutaj odczuwać lekkie przygnębienie, w szczególności gdzieś od połowy filmu, co jest całkowicie oczywiste, totalnie schematyczne, bo nigdy nie może być ubawu od pierwszej do ostatniej minuty filmu. Zawsze musi pojawić się jakiś melodramatyzm, który sprawi, że osoby nam nielubiane lub te, które bywają nam obojętne, wychodzą w naszych oczach na znacznie lepszych niż do tej pory uważaliśmy. Standardowy zabieg, który się wykonuje przy tego typu produkcjach.

 

Obraz dość przyzwoity, który przyciąga uwagę pluszowym misiem, ale nie byle jakim, bo pluszowym misiem, który żyje! Animacja postaci Teda całkiem nie najgorsza, wygląda niemalże jak żywy, ale zdarzają się chwile, w których da się dostrzec jego sztuczność- chociażby przy walce na piąstki. Misiek mówi głosem samego reżysera- Setha MacFarlane'a, i trzeba przyznać, że głos jest głęboki i idealnie oddający charakter postaci. Bo choć uwielbiam Morgana Freemana to tembr jego brzmienia w ogóle nie by to nie pasował.

 

Po raz pierwszy od bardzo dawna zobaczyłam Marka Wahlberga w roli, która nie zirytowała mnie do granic możliwości. Jako John nie zabłysnął może szczytem geniuszu aktorskiego, ale trochę zatarło to moje wspomnienie jego rozszerzonych nozdrzy w „Zdarzeniu". Moja uwaga bardziej skupiła się na Mili Kunis. Dziewczyna ma niesamowity dar uwodzenia widza. Hipnotyzujące duże oczy, których zazdrości jej każda. A jak wypada aktorsko? Nie jest może to szczyt, aczkolwiek widać, że ma ona poczucie humoru, tak samo jak i Wahlberg, choć on może troszku mniej.

 

„Ted" to produkcja, po której spodziewałam się czegoś więcej. Wychwalana w niebiosa za genialne poczucie humoru stała się idealnym wyborem na smutaśny wieczór. Szybko jednak okazuje się, że ile ludzi na świecie tyle różnych wrażliwości na tematy i humorystyczne koncepcje wykorzystane w filmie. W efekcie, jedni mają ubaw po pachy, a na Tobie żarty nie robią żadnego wrażenia. Jednakże dzięki temu możemy dostrzec, że Ted to nie tylko niezwykła przytulanka, ale przede wszystkim swoisty symbol pożegnania z dzieciństwem. Nie mniej, i tak pozostaje zwyczajnym średniakiem.

 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

 

Podziel się!

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)