Dziewczyny Śmierci

Zwiastun:

Opis:

Protzner

Dlaczego o ładnie zrobionych, zabawnych i niesztampowych filmach tak często nic nie wiadomo? Dlaczego przeglądając repertuar w kinie nie widzimy filmów takich jak "Dziewczyny Śmierci"? Naprawdę, szkoda, że tak się dzieje.

 

Fabuła filmu opiera się na drwinie z nonsensu horrorów z podgatunku "slash", popularnych w latach 80 minionego wieku. Grupa młodych ludzi trafia bezpośrednio do świata jednego z takich właśnie filmów. Tak się składa, że matka głównej bohaterki grała w nim główną rolę...

 

Film jest przede wszystkim zabawny. Sytuacji w których widz wybucha szczerym i niewymuszonym śmiechem jest tu pełno. Postaci "z horroru" są przerysowane, zachowują się w niby – rzeczywistym świecie (bo przecież to i tak nadal film) tak, jak przewidziały to ich role: zupełnie bez sensu. Bohaterowie, którzy przybyli z zewnątrz muszą więc zmierzyć się nie tyle z seryjnym mordercą, co z idiotyzmem decyzji filmowych postaci.

 

Kolejną mocną stroną produkcji reżyserii Straussa-Schulsona jest wykonanie. Obraz jest ciekawy pod względem montażu, świetnie wykorzystane są efekty wizualne (z fizycznie obecnymi napisami filmowymi na czele). Film operuje ujęciami znanymi z klasycznych już dziś pozycji z gatunku, które mieszają się z dzisiejszą stylistyką. Efekt – bardzo ciekawy.

 

Gra aktorska również stoi na odpowiednim poziomie. Oczywiście mamy do czynienia z komedią, więc wszystko traktowane jest z przymrużeniem oka. Kreacje postaci zamieszkujących świat filmu (ze szczególnym wyróżnieniem dla Angeli Trimbur oraz Adama DeVine za najlepiej zagranej pary bałwanów) zasługują na uznanie w równym stopniu, co tych "prawdziwych". Znalazło się tu parę znanych nazwisk, jak na przykład Alexander Ludwig ("Igrzyska Śmierci", "Ocalony"), Malin Akerman ("Żona na pokaz", "Paragraf 44") czy Taissa Farmiga ("Anna", "Bling Ring", "American Horror Story: Sabat"). Podczas oglądania można odnieść wrażenie, że aktorzy mieli ze swoich ról niezły ubaw, a to z pewnością pozytywnie wpłynęło na grę.

 

Jeśli coś jest nie tak, to tylko wytracenie tempa, które następuje pod koniec filmu. W pewnym momencie widz może zacząć się nudzić. Fabuła, mimo oryginalności jest przewidywalna, choć brak klasycznego i jednoznacznego happy endu należy zaliczyć na plus. Znalazło się też miejsce na całkiem niebanalny morał.

 

"Dziewczyny śmierci" (zastrzelcie tłumacza) to film godny polecenia. Nie obejrzałbym go drugi raz, ale za pierwszym bardzo dobrze się bawiłem.

 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

 

Podziel się!

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania:

Dziewczyny Śmierci

Dodatkowe informacje:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)