Pamięć Absolutna

Zwiastun:

Opis:

Agniecha

W dobie grafiki komputerowej, technologii 3D i filmów, przesiąkniętych do cna efektywnością można by powiedzieć, że „Pamięć absolutna" reżyserii Paula Verhoevena („Nagi instynkt", „Showgirls") to kicz tandetą poganiany. Jednakże nie należy zapominać, że kiedyś czasy były inne i trzeba docenić starania twórców, w końcu, ich dokonania dla tegoż filmu znalazły uznanie wśród krytyków i fanów kina science fiction całego świata. Zobaczymy jak odebrany zostanie odświeżony, unowocześniony wizerunek tej produkcji, którą będziemy mogli cieszyć oczy już w przyszłym tygodniu.

 

Zwykły budowlaniec, Doug Quaid (Arnold Schwarzenegger) każdej nocy śni o wyprawie na Marsa i przepięknej brunetce, czym zaczyna martwić swoją żonę- Lori (Sharon Stone). Kiedy w czasie podróży do pracy słyszy o przełomowym projekcie Rekall, w trakcie którego grupa naukowców wszczepia do umysłu człowieka fałszywe, ale realne wspomnienia z wakacji, Dougowi wydaje się, że jest to idealny sposób na podróż na Marsa. Jednakże podczas zabiegu coś idzie nie tak, a Dougowi wydaje się, że jest tajnym agentem. W dodatku ktoś czyha na jego życie. Szczęśliwie udaje mu się odnaleźć tajemniczą skrzynię, w której sam sobie daje liczne wskazówki dotyczące jego poprzedniego życia, życia agenta. Tym samym wyrusza na Marsa, aby odkryć prawdę o samym sobie i swojej misji.

 

Czar „Pamięci absolutnej" kryje się w kilku szczegółach. Pierwszym z nich jest oczywiście niebywała fabuła, która potrafi zakręcić widzem niczym „Wyspa tajemnic". Pełna nieoczekiwanych zwrotów w akcji mieszająca w naszym logicznym myśleniu wydaje się przedmiotem sporych rozważań i zagadek. Czy to rzeczywistość? Czy to tylko sen? Czy to sen w śnie niczym w „Incepcji"? Najlepsze jest to, że scenarzyści nie dają nam jednoznacznej odpowiedzi, wszystko pozostawiając domysłom. Tym razem to sam widz może stworzyć idealne zakończenie tej całej opowieści, a trzeba przyznać, że można pójść w każdym kierunku. Tytuł ten to całkowite pomieszanie z poplątaniem rozmaitych wątków i gatunków. Znajdzie się tutaj sporo dynamicznych akcji i to nie tylko słabo zorganizowanym choreografii walk wręcz, czy strzelanin, ale także i spora dawka fantastyki naukowej, bo przecież Mars i te całe reaktory. Nie zabraknie tu też i wątku romantycznego, który oczywiście może i trochę zdołować, ale dzięki niecodziennemu, trochę wisielczemu poczuciu humoru jest on całkiem znośny. Przede wszystkim chodzi jednak o odzyskiwanie utraconej tożsamości, a może bardziej uczeniu się siebie samego na nowo. Dochodzi do tego problem mniejszości rasowych, a także terroru bogatszych u władzy na ludziach od nich mniejszych. Różnorakość tej historii szczęśliwie nie jest przytłaczająca. Wątki sprawnie się ze sobą mieszają dając smukłą i zjadliwą całość.

 

Kolejną sprawą jest to, że film jest bardzo dobry pod względem wizualnym. Oczywiście, teraz wielu by wyśmiało to stwierdzenie, aczkolwiek ich mózgi zlasowane, a może bardziej wypadałoby powiedzieć, wychowane na „lepszym" pod względem wizualnym obrazie nie są do końca świadome świetności tej produkcji. Potwierdzeniem tego mogą być jedynie nominacje do prestiżowych nagród, czy chociażby statuetka Oscara za efekty. Zdumiewa przede wszystkim wizja Marsa, jego surowych i pełnych czerwieni, a może wręcz oranżu, krajobrazów. W zasadzie odwzorowane zostały prawdziwe zdjęcia zrobione na czerwonej planecie. Trochę obrzydzają sceny zniekształcające ludzie twarze, a także animacje już zniekształconych. Charakteryzacja pierwszorzędna, nie ma co. Najbardziej druzgocący był chyba animatroniczny model Kuato, który dziwnym sposobem przypominał mi laleczkę Chucky.

 

Niektórzy uważają, że występem w tym filmie Schwarzenegger pokazał, że potrafi grać. Moim zdaniem właśnie tym pokazał, że grać nie potrafi. Wciąż oglądamy go w tych samych rolach, a osobiście muszę powiedzieć, że mimikę twarzy miał swego czasu okropną! Oczywiście, nieźle udaje, że walczy i całkiem nie najgorzej prezentuje się na ekranie, ale to chyba za mało, aby paść do jego stóp. U jego boku prawdziwa piękność- Rachel Ticotin, która dzielnie mu towarzyszy i niejednokrotnie przebija Arniego swoim aktorstwem. Nie, żeby miała czym się szczególnie poszczycić. Intrygująca rola przypadła za to Sharon Stone. Uwodzicielska i jednocześnie zadziorna. Niewinna, ale też i niebezpieczna. Jak dla mnie, najlepsza w tym filmie. Jednakże totalnym kłamstwem byłoby powiedzieć, że „Pamięć absolutna" to aktorski majstersztyk. Ot co, takie zwyczajne granie.

 

Wraz z moją nową zasadą głoszącą: „Najpierw lektura, potem pierwowzór, a następnie remake", przygotowując się do „Pamięci absolutnej" ze znienawidzonym przeze mnie Farrellem, postanowiłam zasięgnąć tytułu z kulturystą Arniem. Może był to błąd, choć ja tego tak nie traktuję. Z pewnością da mi to szerszą perspektywę i możliwości doczepienia się do filmu Wisemana. Verhoeven nie jest zły, można nawet powiedzieć, że całkiem dobry. Sprawna akcja, humor, no i te efekty. Oczywiście, można by się przyczepić niektórych błędów logicznych, przykładowo strzelania do hologramu, jak gdyby nie był hologramem, czy też cudowne ozdrowienie bohaterów po zetknięciu z powietrzem, ale przecież jest to film o tym, jak w pięć minut dać planecie atmosferę! Nie mniej, klasyka pozostanie klasyką i ze względu na klasyfikację gatunkową można przymknąć oko na niektóre niedociągnięcia. Najważniejsze, że film jest przewrotny, a przez to fascynujący. Zdecydowanie idealny wypełniacz czasu w nudny wieczór.

 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

 

Podziel się!

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania:

Pamięć Absolutna

Dodatkowe informacje:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)