Niezniszczalni 2

Zwiastun:

Opis:

Power Metal Warrior

Najbardziej oczekiwany film przeze mnie w roku 2012? Film, który dawał nadzieję na wielką rekompensatę po niezbyt udanej pierwszej części. Film, który gromadzi jeszcze większą, ciekawsza obsadę od części pierwszej. Film, który znów sprawił, że odżyły marzenia z dzieciństwa o wielkim filmie akcji, który będzie skupiał w sobie największych twardzieli kina akcji lat 80/90.

 

Tak tym filmem okazał się bez wątpienia zapowiadany już właściwie po sukcesie pierwszej części „Niezniszczalni 2". Sylvester Stallone jako główny mózg projektu pozwolił tym razem zająć się reżyserią komuś bardziej doświadczonemu w bojach i tutaj zatrudniono Simona Westa, który znany jest z choćby z takich filmów akcji jak „Lot Skazańców" czy też „Mechanik" z Jasonem Stathamem, tak więc można rzec Sylvester dokonał odpowiedniego wyboru. Druga cześć „Niezniszczalnych" to zachowanie reguły jaka panuje przy sequelach, a więc wszystkiego jest dwa razy więcej: więcej akcji, więc strzelanin, bijatyk, więcej humoru, więcej świetnych aktorów i w końcu poczułem, że marzenie zostanie w pełni zrealizowane. Jasne, że wciąż brakuje wśród obsady Stevena Seagala, Wesleya Snipesa, Nicolasa Cage'a, Vin Disela, Johna Travolty, Kurta Russela i wielu jeszcze innych, ale i tak Sylvester Stallone wraz stwórcami filmu zebrał niezłą śmietankę kina akcji, która przebija pod każdym względem pierwszą część. Z sprawdzonego składu oczywiście pozostał: Sylvester Stallone, Jason Statham, mniejsza rola przypadła Li, który bardziej zainteresowany jest rodzimym kinem, większą rolę dostał też Dolp Lundgreen, który pokazał się z naprawdę dobrej stronie i dawno nie widziałem go w tak dobrej formie. Jego dialogi, humor jest o wiele lepsze niż w pierwszej części. Do tego dochodzi nabijanie się z jego wykształcenia, które rzeczywiście imponuje. Jest również Terry Crews, Randy Courture, ale jednak największym atutem obsady jest większa rola Arnolda Schwarzennegera który wraca do filmów, po tym jak zakończył karierę polityczną i choć ma swoje lata, to jednak oglądać go na dużym ekranie to wciąż wielka przyjemność. Arnold miał może i lepsze rolę, a ta też nie jest najgorsza, w nosi on do filmu sporo humoru i jego dialogi z Brucem Willisem, który również ma większą rolę aniżeli w pierwszej części są świetne. Łezka się w oku kręci bo przypomina mi to najlepsze czasy vhs i klasyczne filmy typu „Szklana Pułapka" czy też „Komando". Pojawiają się klasyczne teksty typu "Yippee-ki-yay" czy też „I'm Back", które nawiązują do klasyków kina akcji lat 80/90. Mówiąc o obsadzie, można łatwo stwierdzić, że jest wybuchowa, bo o to został zaproszony do zabawy Jean Claude Van Damme, którego mi brakowało w pierwszej części. Może i to dobrze? Tamta część pod względem fabuły jak i wykonania kulała. Tutaj Van Damme dostał ciekawą rolę, bo rolę Vilaina, czarnego charakteru, który krzyżuje misję najemników Barneya Rossa (Sylvester Stallone), zabijając jednego z jego ludzi. Van Damme, który ostatnio raczej nie błyszczy, ostatnio takim bardzo dobrym filmem jego był „JCVD" potem raczej pojawiały się nieco słabsze produkcje klasy b. Tak więc Jean Claude dostał wymarzoną okazję żeby przypomnieć o sobie fanom i pokazać jeszcze raz klasę. Zadanie to bez wątpienia mu się udało. Vilain to faktycznie czarny charakter z prawdziwego zdarzenie, który dąży do wydobycia plutonu i sprzedania go, a przy tym likwiduje tych którzy mu chcą w tym przeszkodzić. Przypomina nieco momentami czarnego bohatera z „Replikant" czy też „Czarny Orzeł" i dawno Jean Claude tak dobrze nie zagrał. Świetna rola i na pewno zasługuje na wyróżnienie. Oprócz niego warto wspomnieć, że w filmie pojawia się Chruck Norris, a także Scott Adkins, który zdobył sławię dzięki takim filmom jak „Champion 2" czy tez „Krzyżowy Ogien" gdzie wystąpił u boku Jean Claude Van Damme;a. „Niezniszczalni 2" to film o wiele bardziej dopracowany zarówno od strony technicznej, reżyseria jest bardziej dynamiczna, bardziej przemyślana, gra aktorska też o wiele ciekawsza, choć nie jest to priorytetem filmu. Również od strony fabularnej jest o wiele ciekawej. Pan Church po tym jak ekipa Barneya Rossa zrobiła niezłą demolkę na wyspie podczas obalenia dyktatora z pierwszej części wynajmuje ich do kolejnej misji, jako rekompensata za niezbyt pomyślną poprzednią misję. Najemnicy mają odbić pewną rzecz z rozbitego samolotu i wszystko idzie sprawnie do momentu, kiedy natrafiają na grupę terrorystów prowadzonych przez Vilaina (Van Damme) jeden z grupy najemników ginie. Barney Ross oraz jego koledzy postanawiają odbić ukradzioną rzec przez Vilaina, a przede wszystkim pomścić poległego brata. Motyw zemsty świetnie pasuje mi do tematyki „Niezniszczalnych" i przypomina mi czasy vhs i kina akcji lat 80/90. Tak więc fabuła tez jest o wiele ciekawsza, bardziej pasująca do takiego kina akcji lat 80/90, a także do aktorów typu Sylvester Stallone, Van Damme czy też Statham. Więcej akcji, więcej wybuchów, strzelanin, ciekawsze dialogi, więcej humoru, więcej walki wręcz i tutaj zapada w pamięci Statham bijący się w kościele, Jet Li w kuchni, czy tez pojedynki Scott Adkins vs Statham czy finałowy Stallone vs Van Damme, są świetnie i sprawiające że jest to prawdziwy hołd dla kina akcji lat 80/90 i jest to prawdziwe spełnienie marzeń.

 

„Niezniszczalni 2" to mocne kino akcji, które przesiąknięte jest testosteronem, akcją, dobrym humorem. Jest to film oddający w pełni hołd dla kina akcji lat 80/90 kiedy to rządzili owi mięśniacy, którzy zebrali się i wystąpili w jednym filmie. O takim filmie marzyłem od dziecka, o filmie gdzie Van Damme bije się Stallone, gdzie Bruce Willis wali śmieszne dialogi ze Aroldem Schwarzennegrem, o filmie gdzie jest pełno akcji, wybuchów, walki wręcz. Jak dla mnie jest to jeden z najlepszych filmów akcji ostatnich lat. Klasyka, która przeszła już do historii kina. Gorąco polecam.

Agniecha

Co by się stało, gdyby na ekranie skumulowała się potężna dawka testosteronu? Czy telewizor by nam eksplodował, czy sala kinowa zrównałaby się z ziemią? Możecie się tego dowiedzieć podczas seansu „Niezniszczalni 2", bowiem już po raz drugi najwięksi bohaterowie kina akcji spotykają się na jednym planie. Tym razem Stallone przekazuje stery w ręce Simona Westa, który mając za sobą przygodę z „Lotem skazańców", a także „Kiedy dzwoni nieznajomy" wydaje się sporą niespodzianką przy tej produkcji.

 

Ekipa najemników pod dowództwem Barneya Rossa (Sylvester Stallone) kończy właśnie jedną ze swoich akcji. Jednakże zamiast odpoczywać, za namową Churcha (Bruce Willis) szybko wchodzą w nowe zadanie, które obejmuje między innymi sprawowanie opieki nad Maggie (Nan Yu) w czasie jej misji. Niestety, nic nie przebiega zgodnie z planem a spotkanie z terrorystą imieniem Villain (Jean-Claude van Damme) kończy się śmiercią dla jednego z nich. Ross i jego koledzy poprzysięgają zemstę i wyruszają w pogoń za złoczyńcą niszcząc wszystkich, którzy staną na ich drodze.

 

Filmy nastawiające widza jedynie na wielką rozpierduchę kuleją pod każdym innym względem. Nic więc dziwnego, że „Niezniszczalni" nie są zbyt ciepło przyjmowani przez krytyków, a fani kina akcji szaleją z radości. Najnowszy film o bandzie popaprańców uzbrojonych w niesłychanie wybuchowy sprzęt unicestwiający jest jednym z takich filmów, filmów, które niczego sobą nie reprezentują, a stworzone zostają jedynie dla uciechy ogółu. Efektów jest więc tutaj co niemiara. Wybuchają mosty, eksplodują samochody, a ludzkie ciała rozprysną się niczym bańki mydlane. Statham powalczy w habicie, a Stallone powystrzela przeciwników przy pomocy jednego palca. Innymi słowy jest co podziwiać, jest czym się zachwycać, jest na co popatrzeć, bo jeżeli kogoś nie zadowolą psoty bohaterów to zawsze pozostaną jeszcze ich umięśnione ciała. Bardzo dynamiczna produkcja, z całkiem nie najgorszą muzyką w wykonaniu Briana Tylera.

 

Nie od dziś wiadomo, że ciężko jest zbudować solidną fabułę jedynie na chęci zemsty. To zawsze musi skończyć się większą klęską, dlatego też ciężko jest nastawiać się na jakąś przewrotność wątkową. Gdzieś pomiędzy oczywistym pościgiem za złym dochodzi do typowo ludzkich odruchów, które w obliczu aktualnych wydarzeń wydają się całkiem na miejscu. Całe szczęście, że scenarzyści nie pozbawili najemników ich serc. Epizody romantyczne zostają ograniczone do minimum, a więc męska część widowni może się cieszyć z braku banalnych emocji na ekranie. Inna sytuacja dotyczy przyciągania, atrakcyjności, bo na to trzeba było zwrócić uwagę. W tym aspekcie obraz jest niesłychanie przewidywalny. Poza tym obraz nie prezentuje sobą większych wartości, no ale w zasadzie nie taki był jego cel.

 

Postacie, które w pierwszym filmie pojawiły się jedynie epizodycznie tym razem mają większy udział w całej tej nawalance. Usilnie starają się udowodnić, że mają jeszcze coś energii w tych witkach, a ich humor ani odrobinę się nie stępił. Z wielkiej starszyzny, w skład której wchodzą Norris, Willis, Schwarzenegger, Stallone, a także Van Damme to dwaj pierwsi prezentują się najlepiej. Jest to dość zaskakujące, bo przecież Chuck zbliża się już powoli do osiemdziesiątki (!). Nie przeszkadza mu to jednak w sprawnym posługiwaniu się bronią. Van Damme dalej nie najgorzej radzi sobie wręcz, aczkolwiek jest to przykład na to, tak samo jak i Schwarzenegger, że niektórzy nie potrafią starzeć się z godnością. Stają się tym samym karykaturami samych siebie. Nie mniej, w niesłychanie komiczny sposób nawiązują do swoich starych ról, więc mamy przy tym spory ubaw. Bardzo dobrze radzi sobie młodsza ekipa, aczkolwiek ich występ na ekranie można rozpatrywać jedynie z punktu widzenia zabaw na ekranie, a nie genialności ich aktorstwa. Statham bardzo dobrze sprawdza się w sutannie i jest zaskakująco pociągający. Na resztę można przymrużyć oko, ani nie rażą, ani nie irytują.

 

Ciekawe jest to, jak można osiągnąć tak zaskakujący efekt jak w „Niezniszczalnych 2". Film nafaszerowany akcją po brzegi, a jednocześnie niesłychanie nużący. Wszelkie te atrakcje w połowie seansu zaczynają mocno męczyć widza, a pod koniec mamy wrażenie, jakbyśmy sami uczestniczyli w połowie wydarzeń wraz z bohaterami. Obraz fascynuje jedynie ze względu na ciągłą naparzankę, jednakże brakuje mu konkretnej fabuła, która chociaż trochę pomogłaby poznać bliżej postaci. Nie ma co, jest to jedna z gorszych produkcji tego roku i nawet moja miłość do Jasona nie poratuje jej w moich oczach.

 
Oceń ten artykuł
(1 głos)

 

Podziel się!

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania:

Niezniszczalni 2

Dodatkowe informacje:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)