admin

sobota, 14 grudzień 2019 20:29

Contender Zawodnik Tom I Wybrany

Uleczkaa38

Nowy, intrygujący, wypełniony wielką przygodą, walką, magią i emocjami, powieściowy cykl fantasy pt. "Zawodnik" - oto oferta Wydawnictwa Jaguar, która ucieszy i usatysfakcjonuje z pewnością wszystkich miłośników literackiej fantastyki w naszym kraju! Dziś mamy bowiem przyjemność poznać pierwszą odsłonę tej sagi - książkę Tarana Matharu pt. "Wybrany", o której to postaram się opowiedzieć więcej w poniższej recenzji.

 

Opowieść ta znajduje swój początek w naszym, realnym i najzwyklejszym świecie, gdy oto pewien zwykły nastoletni chłopiec - Cade Carter, który ma na swoim koncie kilka wybryków, zostaje przeniesiony w przedziwny sposób do niezwykłego świata fantazji, w którym to żyją prehistoryczne zwierzęta, występują relikty dawno wymarłych cywilizacji, jak i też żyją tajemnicze istoty, zmuszające ludzi do walki na śmierć i życie. Cade, wraz z grupą przeniesionych wraz z nim rówieśników, musi podjąć tę walkę, jeśli chce przetrwać, jak i też powrócić kiedyś do swojego rodzinnego świata...

 

Najnowsze dzieło brytyjskiego autora zaprasza nas sobą do wielkiej literackiej przygody w anturażu barwnej fantastyki, która wiąże się z podróżą do przedziwnego świata, jak i też rozgrywających się tam wydarzeń. To propozycja dla nastoletniego odbiorcy, który to uświadczy za jej sprawą zarówno wspaniałej rozrywki, jak i też bezcennej lekcji o tym, co w życiu jest naprawdę najważniejsze. Zaskakujący scenariusz wydarzeń, cała gama barwnych i nietuzinkowych postaci, niezwykły obraz fantastycznego świata i wielkie emocje - to wszystko czeka na 400 stronach tej opowieści, która ma wszelkie atuty ku temu, być stać literackim bestsellerem!

 

Pod względem fabularnym powieść ta przedstawia się znakomicie, oferując nam intrygujące wprowadzenie, punkt zwrotny - przeniesienie do fantastycznego świata, jak i wreszcie całą serię niezwykłych wydarzeń, jakie to stają się tam udziałem Cade'a i jego kolegów. A są to przygody wypełnione walką, ucieczkami, odkrywaniem niezwykłych miejsc i ich tajemnic. Dzieje się tu bardzo dużo, nieustannie nas coś zaskakuje, a tym samym naprawdę nie zauważamy tego, jak szybko docieramy do finału tej opowieści, który sam w sobie jest literackim majstersztykiem, po którym to już nic nie będzie takie, jak przedtem...

 

Wspaniale jawią się bohaterowie tej książki, którzy są niezwykle intrygujący, charakterni, prawdziwi w swych kreacjach, a tym samym przekonują nas do uwierzenia w nich. Oczywiście, prym wiedzie tu Cade - na początku nieco zagubiony i nieśmiały chłopiec, którym z czasem staje się kimś na wzór przywódcy grupy i nieustraszonego wojownika. Równie wielkie uznanie budzi w nas obraz miejsca akcji tej historii, czyli świat pełen dziwów, cudów, wspaniałych i jednocześnie niebezpiecznych zwierząt, jak i też chociażby przedstawicieli ludzkości z przekroju dziejów świata. To również magia, bogowie i potwory, które stanowią wielkie zagrożenie. Wspaniale czyta się o tym miejscu, które zachwyca nas swoim kolorytem i mrocznym klimatem!

 

Spotkanie z powieścią Tarana Matharu pt. "Wybrany", to czas wypełniony wielkimi emocjami, niezwykłymi doznaniami, jak i wspaniałą zabawą, która porywa nas sobą od pierwszych stron. To książka więcej niż dobra, dopracowana w każdym względzie, a do tego oparta na bardzo ciekawym pomyśle, jakim to jest przeniesienie w czasie i przestrzeni grupy trudnej młodzieży, do świata magii, przygód i walki o życie. Myślę, że każdym miłośnik młodzieżowej fantastyki w naszym kraju będzie w pełni usatysfakcjonowany tą lekturą, do poznania której to gorąco zachęcam. Zachęcam tym bardziej, że to dopiero początek wielkiej czytelniczej przygody z tym pięknym cyklem!

sobota, 14 grudzień 2019 20:21

Rymowanki Małej Anki Straszki

Pani M

Jak dowiadujemy się od wydawcy, seria "Rymowanki małej Anki" obraca się wokół codziennych tematów, ukazując je z różnych perspektyw w sposób zabawny i przewrotny. Humorystyczne podejście do wątków dnia powszedniego bohaterów oraz życiowa puenta na koniec każdej rymowanki, skłania do refleksji nad postępowaniem postaci. Trzecia część "Straszki'' opowiada o naszych obawach, koszmarach, które wcale nie okazują się takie straszne. Sami możemy je zwalczyć lub do nich nie dopuścić.

 

Każdy z nas czegoś się boi. Jedni pająków, drudzy ciemności, a jeszcze inni potworów z szafy, zarazków, kosmitów czy duchów. ta książeczka opowiada o tych oraz innych lękach. Niektórzy nie lubią zakładania rajstopek, bo są wykonane z gryzącego materiału, a poza tym cisną w brzuszek. Jak się okazuje, pozostałe ubrania także mogą sprawiać wiele kłopotu. Czego dzieci mogą się jeszcze bać? Chociażby bakterii, które żerują na ząbkach, jeśli się ich nie umyje. Jak pokazuje autorka tej książeczki, bać się mogą nie tylko ludzie, ale również i zwierzęta. Co mam na myśli? Przestraszone kociaki, które uciekają na widok dzieci tulących je z całej siły. Teoretycznie przytulanie jest przyjemne, ale może też sprawiać sporo kłopotu. Zwłaszcza jeśli tuli się kogoś za mocno i sprawia się niechcący ból.

 

Książeczkę czyta się bardzo szybko, można spokojnie przeczytać ją w paręnaście minut. Nie ma tu za dużo tekstu, więc z czytaniem bez problemu poradzą sobie mali czytelnicy, którzy dopiero niedawno nauczyli się czytać. Nie ma tutaj żadnych trudnych wyrazów, których znaczenia dzieci by nie znały, także spokojnie można dać im książkę do czytania, chociaż można ją równie dobrze czytać z nimi. Wtedy sporo radochy będą miały obie strony.

 

W poezji dla dorosłych denerwują mnie rymy. Mam wrażenei, że odbierają one utworowi jego ciężar i trudno mi się takie coś czyta. W tym przypadku rymy zupełnie mi nie przeszkadzały. Wręcz przeciwnie, bez nich te historyjki byłyby pozbawione swojego wydźwięku.

 

Jedne wiersze dotyczą lęków związanych z życiem codziennym, to między innymi wspomniane przeze mnie uciekające przed dziećmi zwierzęta czy niewygodne ubranka. Pojawiają się także strachy nie z tego świata, za pomocą których tłumaczy się pewne wydarzenia, jakie miały miejsce w domu. Mam tu na myśli drugi wierszyk, nie będę wam go streszczać, sami się przekonajcie, o co mi chodziło.

 

Książeczka jest bardzo przyjemna w odbiorze. Jak już wspomniałam, przy jej czytaniu można się dobrze bawić. Nie nudzi swoją treścią, a sprawia sporo frajdy. To dobrze wydana, przyjemna dla oka publikacja. Autor wykonał kawał świetnej roboty, pisząc tę książkę i wykonując do niej rysunki. To bardzo utalentowany człowiek i jeśli ten tekst do niego jakimś cudem trafi, to chylę przed nim czoła. Troszkę bałam się tego, że rysunki mogą nieco najmłodszych czytelników przestraszyć, ale nawet najstraszniejsze rzeczy są przedstawione w przyjazny sposób. Nie ma się czego bać.

 

Zbliżają się święta. Jeśli macie w domu maluchy, które lubią wiersze, myślę, że to może być dla nich bardzo dobry prezent. Może i książeczka jest napisana w prosty sposób, ale jest bardzo mądra i może dzieciaki nauczyć kilku ważnych rzeczy. A najlepiej dociera się do nich przez zabawę. Polecam gorąco rodzicom małych czytelników.

sobota, 14 grudzień 2019 19:46

Skorpion I Koń Dziąsło

Pani M

Marta i Emil są bliźniętami, ale nie żyją ze sobą w zgodzie. Ciągle się ze sobą sprzeczają i rywalizują. Emil kocha skorpiony, a Marta konie. Kiedy na urodziny dostaje od babci zielonego konia zrobionego na szydełku, zakłada się z bratem, że koń jest w życiu bardziej przydatny niż skorpion. Co może wyniknąć z tego niecodziennego zakładu rodzeństwa? Do czego może się przydać koń Dziąsło i skąd wzięło się jego imię?

 

Swoje lata już mam i tego typu książki niekoniecznie trafiają w mój gust. Troszkę już z nich wyrosłam, ale mam w rodzinie chłopca, który ma tyle lat, co Marta i Emil, więc po tym, jak ja zapoznałam się z tą książeczką, podarowałam mu ją, by powiedział, co na ten temat myśli. Oczywiście stronniczy chłopak stanął po stronie Emila i uważał, że jego siostra jest irytująca jak nikt inny. Ja miałam zupełnie inne zdanie, ale no cóż, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Podejrzewam, że ilu będzie czytelników, tyle będzie opinii na temat rodzeństwa.

 

To nie tylko opowieść o zakładzie dwójki dzieciaków, który nam, ludziom dorosłym, wydaje się nieco z czapy wzięty. Ale hej, przecież wszyscy kiedyś chodziliśmy do podstawówki i zakładaliśmy się o różne dziwne rzeczy. To historia o tym, jak dzieci postrzegają świat, jakie mają problemy, z czym muszą się mierzyć.

 

Ta książeczka to zbiór historyjek tworzących jedną całość. Czyta się ją bardzo szybko. Czy można czytać poszczególne rozdziały na wyrywki? Nie powiedziałabym. Lepiej czytać je po kolei. Wtedy będzie łatwiej pewne rzeczy zrozumieć. Zdecydowanie lepiej tę książkę odbiorą dzieci. Nam, dorosłym, życie odbiera swojego rodzaju prostotę postrzegania niektórych rzeczy. Widzimy je zupełnie inaczej niż dzieci.

 

Czasem żałuję, że to we mnie gdzieś się zgubiło w trakcie dorastania.
Opisane w książce dzieci nie są może jakoś przesadnie grzeczne, ale raczej nie musicie obawiać się tego, że wasze pociechy po lekturze wyrosną na łobuziaki. Marta i Emil są mimo wszystko w byciu urwisami uroczy. A że przy okazji drą ze sobą koty? Wiele rodzeństw przez taki etap przechodzi. Najpierw jest rywalizacja, a miłość i to, że jedno za drugim w ogień wskoczy, przychodzi z czasem.

 

To lekka książka, która na pewno spodoba się uczniom pierwszych klas szkoły podstawowej. Marta i Emil są w końcu w ich wieku, więc będą w stanie zrozumieć ich problemy. Kto wie, może sami się z takimi borykają. Podejrzewam, że wielu z nas miało podobne, ale z czasem po prostu o nich zapomnieliśmy i dorosłe życie przyniosło nowe, poważniejsze zmartwienia. Czy to znaczy, że nie trzeba przejmować się tym, co przeżywają dzieciaki? W żadnym wypadku. Ich problemy są po prostu adekwatne do tego, w jakim są wieku. Nie chodzą do pracy, nie mają męża czy żony, więc muszą mierzyć się z rodzicami, nauczycielami, rówieśnikami i rodzeństwem. Patrząc na Martę i Emila, zaczęłam zastanawiać się, jak udało mi się przetrwać dzieciństwo...

 

Całość uzupełniają ilustracje Kasi Śliwińskiej. Zabawne, idealnie uzupełniają treść książeczki. Bez niej zdecydowanie czegoś by brakowało. Jeśli znacie dzieciaki w wieku podobnym do Marty i Emila, myślę, że ta książka powinna się im spodobać. W końcu opowiada o losach ich rówieśników.

sobota, 14 grudzień 2019 19:34

23 Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie

Relacja z 23 Międzynarodowych Targów Książki
24.10 – 27.10.2019r.

 

W tym roku cytat ”Czytać to bardziej żyć" był hasłem przewodnim 23 Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie, które rozpoczęły się w czwartek 24 października, a zakończyły w niedzielę 27 października w Hali Expo przy ulicy Galicyjskiej. Do Krakowa zjechały tłumy czytelników, wystawców, pisarzy, autorów, wydawców oraz ludzi kochających literaturę. Z podsumowania organizatorów Targi Książki odwiedziło około 68 tysięcy czytelników, 572 wystawców i ponad 800 autorów. Powyższy cytat witał wszystkich tych, którzy pragnęli wziąć udział w jednej z największych imprez literatury.

 

Gościem honorowym tegorocznych Targów Książki byli Niemcy. Na zaproszenie organizatorów przyjechali najwięksi przedstawiciele niemieckich wydawnictw m.in. Gerstenberg Verlag & Co. S. Fischer Verlag. Instytut Goethe zorganizował spacery po całym Krakowie śladami niemieckich literatów, pisarzy i dzieł. Niespodzianką było spotkanie z autorką scenariuszy filmowych np. My dzieci z dworca ZOO, Annette Hess. Poświęcono kilka dużych stoisk dla tego kraju i nadano hasło: German Stories. Odwiedzający mogli obejrzeć niemieckie starodruki, książki, albumy z krajobrazami oraz współczesną literaturę niemiecką. Ten kraj jest piękny, ale niewiele osób o tym wie, tak samo mamy wspólną historię i dzieje. Niemieccy pisarze również poruszają tematy kultury żydowskiej, II wojny światowej i historię swojego kraju sprzed wojny.

 

Tuż przed Targami Książki świat literatury polskiej owładnęło szczęście i radość. Olga Tokarczuk za swoją twórczość otrzymała Literacką Nagrodę Nobla co dla Polski i polaków jest wielkim osiągnięciem, bo dołączyła do grona nielicznych rodaków. Czytelnicy mogli podziękować noblistce, wpisując się do księgi pamiątkowej, a w sobotę można było nagrać wideo, aby pokazać, jak bardzo cieszymy się z jej sukcesu. Laureatka pojawiła się na Targach Książki, ale tylko na chwilę, za to można ją było spotkać na Festiwalu Conrada, a potem w księgarni Pod Globusem przy ulicy Basztowej. Jej książki poruszają bardzo trudne tematy dla Polaków, ale też dla świata. Autorka ma bardzo jasne poglądy i twardo broni swojego zdania oraz zasad.

 

W tym roku książkowa impreza miała dla czytelników mnóstwo nowości, premier, zapowiedzi nie tylko ze świata literatury, ale też komiksu, ilustracji, druku czy nauki oraz biznesu. Wydawnictwa prześcigały się w próbie przyciągnięcia czytelników i gości. Największą kolejką do podpisu cieszyła się Samantha Shannon autorka powieści Zakon Drzewa Pomarańczy. Pisarka cieszyła się taką popularnością, że jej książki zostały wyprzedane w ciągu kilku godzin i wydawnictwo musiało na nowo je dowozić do stoiska. Miłośnicy pisarki już na godzinę przed spotkaniem czekali przy stoisku, tworząc kolejkę, która ciągnęła się aż kilka stoisk dalej i zakręcała, tworząc kółeczko. Dużym zainteresowaniem cieszył się również Brandon Mull autor książek dla młodzieży Baśniobór i również do niego czekały tłumy czytelników. Wiele autorów w tym dniu miało premierę swoich nowych książek oraz można było kupić niektóre pozycje przedpremierowo. Jakub Ćwiek prezentował odnowionego Kłamcę oraz Kłamcę 4, Stróże 2, Andrzej Pilipiuk Karpie Bijem. Zapowiedział także, że w styczniu pojawi się nowy zbiór opowiadań o doktorze Skórzewskim, oraz nowy Jakub Wędrowycz, Marta Kisiel prezentowała nowe opowiadanie dla dzieci i nie tylko pod tytułem Małe Licho i anioł z kamienia, jak również zapowiedziała, że będzie jeszcze jedna książeczka i kolejne przygody bohaterów Dożywocia. Wojciech Cejrowski podpisywał swoją najnowszą książkę podróżniczą: Piechotą do źródeł Orinoko. Swoją nową książkę Mr. Breakfast podpisywał Jonathan Carroll. Na targach można było spotkać mnóstwo pisarzy, którzy z zapałem podpisywali swoje książki: Katarzyna Bonda, Jacek Dukaj, Magdalena Kordel, Marek Krajewski, Remigiusz Mróz, Katarzyna Puzyńska, Jakub Żulczyk, Jacek Piekara, Anna Kańtoch, Rafał Kosik i inni. Podczas salonu fantastyki odbywały się spotkania z laureatami Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza Zajdla. Kilka stoisk oferowało ręcznie robione wyroby dla miłośników książek: zakładki, długopisy, kubki, pieczątki, etui na czytniki i książki, torby, notatniki, był także poduszki, zabawki pluszaki. Dla każdego coś dobrego.

 

Podczas czterech dni targów nie mogło zabraknąć rozrywki dla najmłodszych czytelników, chociaż starsi również dobrze się bawili. W specjalnej części hali można było przenieść się do świata gier planszowych, komiksów oraz zabaw dla dzieci. Wydawnictwa zapowiedziały mnóstwo spotkań z autorami książek dla najmłodszych oraz masę gier i zabaw, oraz konkursów. Na stoiskach dzieci mogły rysować komiksy, spotykać się z ulubionymi pisarzami i robić zdjęcia. W salonie gier planszowych, dzieci i dorośli rywalizowali w różnorodnych grach logicznych, przygodowych, fantastycznych czy naukowych. Gry planszowe rozwijają się nasz umysł, wyobraźnia i kreatywność, a dzieci uczą się, bawiąc i chłoną wiedzę, a potem wykorzystują w życiu. Do tego w świcie internetu i mediów społecznościowych są świetnym oderwaniem się od świata wirtualnego. Dzięki nim można nawiązać z rówieśnikami przyjaźnie i kontakty, nie przez telefon i komputer. Krakowskie Stowarzyszenie Komiksowe zorganizowało mnóstwo atrakcji dla najmłodszych, ale też dla starszych czytelników. Dzieci brały udział w warsztatach tworzenia komiksów, ilustracji oraz dialogów, nie zabrakło konkursów i quizów, a nagrodami oczywiście był komiksy, gadżety, upominki. Salon komiksu ugościł artystów z Polski i zza granicy: Igora Jareka, Arne Jysch, Tomasza Kotnego, Jacka Kuziemskiego, Aleksandrę Motykę, Jeremie Royer, Reed Tucker i inni.

 

Od niemal 15 lat jeżdżę na Targi Książki w Krakowie. Wcześniej jeździłam sama, a przez ostatnie lata jako media. Co roku to spotkanie przyciąga setki, jeśli nie tysiące czytelników i miłośników literatury wszelkiego rodzaju. Z roku na rok, jest coraz lepiej pod względem organizacyjnym, logistycznym i ekonomicznym. Z doświadczenia wiem, że targi książki przyciągają ludzi nie tylko z Krakowa, ale z całej Polski i nawet zza granicy. Podczas czterech październikowych dni, Kraków zmienia się w stolicę literatury. Wydawnictwa sprzedają setki tysięcy egzemplarzy książek, katalogów i gadżetów. W tym roku organizatorzy poprawili system sprzedaży biletów, organizację ruchu, rozkładu stoisk oraz spotkań autorów. Alejki były poszerzone oraz powiększono scenę na Hali Dunajec. Jednakże dużym minusem było to, że odwiedzający targi przywozili ze sobą wielkie walizki, torby, które co rusz o coś zahaczały, uderzały o nogi innych gości, szturchały i zajmowały miejsce w kolejkach. Wiem, każdy czytelnik pragnie podpis ulubionego autora i zdjęcie, ale bez przesady. To właśnie, to było najbardziej denerwującym elementem targów, brak ograniczenia wnoszonych rzeczy i przedmiotów. Ludzie wnosili wszystko, co chcieli i jak chcieli, a potem nawet słowa ”przepraszam„ nie usłyszy tylko: jak leziesz. Zauważyłam też przygnębiającą rzecz, pojawiającą się coraz częściej. Blogerzy książkowi, którzy dostają wejściówki, zachowują się, jakby byli panami i władcami na targach. Oczywiście nie mówię o wszystkich blogerach, ale widziałam kilka przykrych sytuacji z nimi związanych. Coraz więcej blogerów pojawia się na targach nie dla literatury, książki czy autora. Niektórzy, przyjeżdżają tylko po to, aby zrobić sobie fotkę, wyłudzić materiały od wydawnictw, ponarzekać na autorów, organizatorów, lub tłumy ludzi albo pokazać się na Instagramie. Jednakże Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie były, są i będą jedną z najlepszych czytelniczych spotkań szerzących literaturę, dlatego nie wierzę w żadne statystyki, że Polacy nie czytają. Targi Książki w naszym kraju udowadniają to, co roku i z wielką niecierpliwością czekam na kolejne. Mogłabym wiele napisać o emocjach towarzyszących na tej imprezie, ale lepiej jest tam jechać, przeżyć i wspominać oraz spędzić ciekawie czas w rzeczywistym świecie, albo w świecie książek.

 

 

sobota, 14 grudzień 2019 19:12

Strachota Postrach Strachocina

Pani M

Wiedzieliście o tym, że nie tylko Kraków ma swojego smoka, ale Wrocław również może się nim poszczycić. Dawno, dawno temu zadomowił się na wschodnich obrzeżach miasta, tam gdzie dziś znajdują się osiedla Wojnów, Swojczyce i Strachocin. Nie był zbyt przyjazny. Krążył nad lasem, pożerał ludzi i zwierzęta. Przerażeni mieszkańcy nazwali go Strachotą. "Pamięć o smoku Strachocie i o rycerzu Konradzie, który w końcu pokonał bestię, przetrwała w lokalnej tradycji. O jej kultywowanie dba między innymi wrocławskie stowarzyszenie Grupa z pasją. Co roku w Lesie Strachocińskim organizowany jest Festyn Smoka Strachoty, na ścianie przy ulicy Smoczej można podziwiać imponujący mural, a w Internecie obejrzeć animację o smoku. A teraz legenda ukazuje się w druku: wierszowaną opowieść Strachota postrach Strachocina napisała Ewa Zachara, a zilustrowała Katarzyna Majchrzak-Żelazo".

 

Przyznaję się bez bicia, że chociaż mam rodzinę we Wrocławiu, to nigdy nie słyszałam o tym smoku. Nie znałam związanej z nim legendy. W szkole o nim nie mówią. A przynajmniej u mnie nie mówili, dlatego z chęcią się z nią zapoznałam.

 

Książkę czyta się właściwie w kilkanaście minut. A przynajmniej mnie tyle zajęło zapoznanie się z nią. To wierszowana opowieść o smoku Strachocie i dzielnym rycerzu Konradzie, który znalazł na niego sposób. Bestia, o czym już wspomniałam, nie była zbyt przyjazna, więc trzeba było się go w miarę szybko pozbyć. Inaczej ludność szybko by wyginęła.

 

Pomimo tego, jaką tematykę porusza ta książka, nie powiedziałabym, że jest ona jakoś specjalnie brutalna, czego się obawiałam, przyznaję. Jak się okazało, niepotrzebnie. Owszem, Ewa Zachara mówi o tym, jaki smok był straszny, ale robi to w przystępny dla odbiorcy sposób. Nie musicie więc obawiać się brutalnych scen, które mogą przerazić dzieci.

 

Jak sprawa ma się z używanym w publikacji językiem. Czy jest trudny? Nie. Jest tu tylko jedno słowo, którego dzieci mogą nie rozumieć, ale zostało ono wytłumaczone w przypisie, więc dzieciaki nie będą miały większego problemu ze zrozumieniem tego, co czytają, nawet jeśli będą robiły to samodzielnie.

 

To książka, którą rodzice mogą spokojnie czytać z dziećmi i podejrzewam, że zarówno oni, jak i ich pociechy będą usatysfakcjonowani po lekturze. Warto zapoznawać się z polskimi legendami. Nie można zapominać o tego typu historiach, są przecież częścią naszego dziedzictwa kulturowego. Cieszę się, że są ludzie, którzy dbają o to, by pamięć o nich nie zaginęła. Ludzie z Wrocławia powinni być dumni z tego, że mają swojego smoka. Nie każde miasto może się czymś takim pochwalić. My w Katowicach mamy co najwyżej Spodek, ale ufoludków jakoś nie widać...

 

Całość uzupełniają ilustracje autorstwa Katarzyny Majchrzak, które stanowią idealne dopełnienie całości. Pokazują to, czego nie są w stanie pokazać słowa. Bez nich ta historia byłaby zdecydowanie mniej ciekawa. Nie, nie zła, ale czegoś by jej brakowało.

 

Ewa Zachara wie, jak zainteresować zarówno starszych, jak i młodszych czytelników. To bardzo dobrze napisana i wydana publikacja. Mnie bardzo przypadła do gustu i przekazałam ją dalej, żeby inne dzieci mogły poznać historię o dzielnym rycerzu Konradzie. Jeśli wy nie znacie jeszcze tej legendy, zachęcam do lektury. Czyta się szybko, a sprawia sporo frajdy. Polecam.

sobota, 14 grudzień 2019 18:05

Nieczyste Więzy

Pani M

Claire od dzieciństwa żyje z pewnym piętnem. Wychowali ją dziadkowie, ale nie darzyli jej przesadną miłością. Staż w prestiżowej firmie to dla niej życiowa szansa. Kobieta poznaje doktora Douglasa, szanowanego terapeutę, który głęboko skrywa własne mroczne sekrety. W jego szarozielonych oczach Claire odnajduje ten sam ogień, który spala ją samą. Oboje podejmują mroczną grę, w której obezwładniająca namiętność i bezwzględna manipulacja prowadzą na samo dno piekła. Doktor kontroluje każdy ruch dziewczyny. A może tylko mu się wydaje, bo wciąż nie wiadomo, kto rozdaje karty w tym niedozwolonym układzie…

 

Czytając tę książkę, zastanawiałam się, czy na pewno mam do czynienia z bardzo chwaloną przez innych powieścią. Thrillerem, który mnie zwali z nóg. To było moje pierwsze spotkanie z autorką i niestety nie mogę powiedzieć, że było udane. Ta powieść mnie strasznie rozczarowała. Zdecydowanie nie byłam jej targetem.

 

Jeśli chodzi o mnie i o powieści erotyczne, to niespecjalnie jest nam po drodze. To bardzo trudny gatunek i napisanie książki, która zadziała na zmysły czytelnika i nie sprawi, że będzie czuł się zażenowany tym, co czyta, to piekielnie trudne zadanie. Do tej pory urzekł mnie wyłącznie cykl "Driven". Nic go póki co nie zdetronizowało. Co do tej powieści - nie powiem, że byłam w trakcie czytania zażenowana, co to, to nie, ale miałam kilkanaście podejść, żeby dokończyć tę powieść.

 

Żeby było jasne - nie uważam, że K.N. Haner stworzyła literackiego potworka, od którego macie uciekać z krzykiem i jeszcze spalić wszystkie egzemplarze, żeby nikt nie poznał treści. Mnie po prostu nieziemsko denerwowali bohaterowie i za nic nie umiałam się do nich przekonać. A jeśli nie umiem nawiązać porozumienia z postaciami, które występują w książce, jej czytanie nie będzie sprawiać mi przyjemności. Z tego, co widziałam, wielu czytelników się nad nimi zachwycało. Ja do nich nie dołączę.

 

Claire była dla mnie jakimś kombo nieszczęść wszelakich. Fakt, nie miała w życiu łatwo. Nie była specjalnie kochana przez dziadków, którzy z pewnych względów musieli się nią zająć. Ale kiedy śledziłam jej zachowanie, witki mi opadały. Nie polubiłam jej, irytowała mnie. Jakoś nie potrafiłam uwierzyć w to, że ktoś taki może faktycznie istnieć. Jej zachowanie wydawało mi się absurdalne. O wspomnianym w opisie doktorze wolę nawet nie pisać.

 

Akcja mnie nie wciągnęła, nie czułam żadnych, oprócz irytacji, uczuć w trakcie czytania. Widząc pozytywne opinie znajomych, spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Tak, zdawałam sobie sprawę z tego, że to książka dla dorosłych i będą tu sceny seksu, byłam na to nastawiona, ale niestety, nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia.

 

Czy książka broni się jako thriller? Moim zdaniem nie i jeśli ktoś właśnie na taki gatunek się nastawi, może się srogo rozczarować. To jest dark romance. Thrilleru jest tu jak na lekarstwo, więc fajerwerków nie oczekujcie. Nie ma napięcia, zwrotów akcji też nie zauważyłam. Jeśli jednak chcecie przeczytać książkę, w której seksu nie zabraknie, to dobrze trafiliście. To zdecydowanie książka dla pełnoletnich czytelników.

 

Miałam spore oczekiwania w stosunku do tej powieści, ale niestety, musiałam obejść się smakiem. Odbiłam się od tej historii, nie jestem czytelniczką, do której była skierowana. Wiem jednak, że wielu osobom książka się spodobała. Mam nadzieję, że autorka nie będzie mi miała za złe tego, co napisałam o jej powieści. K.N. Haner ma potencjał, ale nie będzie nam po drodze.

sobota, 14 grudzień 2019 17:23

Skandal Za Skandalem

Pani M

"Manfred Lütz przedstawia dzieje chrześcijaństwo, bo jak sam mówi „historia staje się żywa, jeśli się ją opowiada”. Razem z Autorem podróżujemy w czasoprzestrzeni od pierwszej wspólnoty judeochrześcijańskiej, przez rolę krzyżowców, inkwizycję, epokę oświecenia, emancypację kobiet aż po czasy II wojny światowej. Zgłębiamy znaczenie praw człowieka w chrześcijaństwie na przestrzeni wieków, jego stosunek wobec rewolucji seksualnej czy postawę wobec Holokaustu. Lütz krok po kroku, współpracując ze znanym historykiem Kościoła prof. Arnoldem Angenendentem, autorytetem w tej dziedzinie, mierzy się z mitami i przekłamaniami, by dotrzeć do prawdy. Jak sam pisze: „Ukazywanie historii chrześcijaństwa i Kościoła jako skandalicznej jest skandalem. Dowodzi tego przedstawiany w tej książce stan międzynarodowych badań naukowych, które starannie i z sukcesem uwalniały i uwalniają chrześcijaństwo z pokrywy błota, jakim je obrzucano przez całe wieki”.

 

Ostatnimi czasy wokół Kościoła katolickiego sporo się dzieje i to niekoniecznie dobrych rzeczy. Dlatego zdecydowałam się na lekturę tej książki. Chciałam przekonać się, co jej autor będzie miał mi do powiedzenia na temat religii, w której zostałam wychowana.

 

Miałam kilka podejść do tej książki. Nie umiałam się w nią wczuć. Styl autora na początku średnio mi podszedł, ale w końcu przekonałam się do dokończenia tej publikacji i uważam, że była ona potrzebna, chociaż bałam się tego, w jaki sposób autor podejdzie do tematu. Jednak nie mogę mu zarzucić tego, że szukał taniej sensacji, wyssanej z palca, co na pewno by się sprzedało. Wszystko, o czym mówił, miało swoje uzasadnienie i dawało do myślenia.

 

Nieco obawiałam się tego, że autor będzie patrzeć na opisywane przez siebie wydarzenia przez pryzmat obecnych czasów, co byłoby pójściem po linii najmniejszego oporu. Nam łatwo jest po wiekach powiedzieć, że czegoś byśmy nie zrobili, ale przecież mamy zupełnie inną mentalność niż nasi przodkowie i nie żyjemy w ich czasach. Na szczęście o każdym wydarzeniu autor mówił w kontekście czasów, w jakich się odbywało. Dzięki temu łatwiej to wszystko ogarnąć.

 

Czy musicie obawiać się tego, że autor zanudzi was faktami na temat religii? Powiem tak - dla mnie jakoś bardzo porywająco nie było, ale nie nużyło mnie czytanie tej publikacji, więc pod tym względem nie mam na co narzekać.

 

Kościół katolicki ma na swoim koncie sporo niechlubnych faktów, o których mówi autor tej publikacji. Warto tu wspomnieć między innymi o krucjatach. Wypominamy innym wojny religijne, a sami mamy na koncie krucjatę dziecięcą, która moim zdaniem była największą zbrodnią Kościoła i nic nie jest w stanie jej wytłumaczyć. Do tej pory nie mieści mi się w głowie, że ktoś uznał to za dobry pomysł. Poza tym autor pochylił się również nad tym, jak głowa Kościoła podeszła do tego, co działo się w trakcie II wojny światowej. To kolejna bardzo czarna plama na honorze chrześcijan.
Myślę, że tę książkę powinien przeczytać każdy, kto deklaruje się, że jest katolikiem. Tak na dobrą sprawę nie znamy historii naszej religii. Wciska się nam często, że jest taka pokojowa i tolerancyjna, podczas gdy prawda jest zupełnie inna. Tylko ostrzegam, że jeśli dacie tę książkę do czytania starszym osobom, to może się źle skończyć. Popełniłam ten błąd i nasłuchałam się, że jestem pomiotem szatana, że takie rzeczy czytam. A myślałam, że dobrze rogi i ogon schowałam.

sobota, 14 grudzień 2019 16:53

Psychologia Jogi

Ruda Recenzuje

Nigdy przesadnie nie interesowałam się jogą. I nigdy także nie brałam pod uwagę, że taka aktywność mogłaby do mnie pasować. Tymczasem coraz więcej osób z mojego otoczenia zaczyna traktować jogę poważnie. Biorą udział w zajęciach, wspominają o nich mimochodem, pokazują pewne pozycje. Zaczynają budzić moją ciekawość.

 

Zawsze jednak wydawało mi się, że akurat w przypadku jogi powinno się zacząć nieco inaczej, niż od przybierania dziwnie brzmiących pozycji. Bo czy nie jest czasem tak, że w pewien sposób joga oznacza nowy styl życia, a nie samą aktywność fizyczną? Czy to nie na tym ją oparto? Może zatem warto zmierzyć się z tym tematem rozpoczynając lekturę „Psychologii jogi”?

 

Zanim postanowiłam przeczytać tę książkę, zrobiłam krótkie rozeznanie. Usłyszałam wtedy, że to książka dość trudno i raczej nie nadaje się dla osób, które dopiero zaczynają swoja przygodę z jogą. Spróbowałam i tak. Trochę z ciekawości, a trochę na przekór. Publikacja rzeczywiście nie należy w mojej ocenie do lekkich i przyjemnych. Co jednak najważniejsze, rzeczywiście przedstawia ona jogę bardziej jako pomysł na życie, pewną filozofię, niż sport.

 

Myślę, że warto potraktować te publikację nieco w charakterze poradnika, dobre rady i wskazówki autora odnosząc do naszego życia, a po odpowiednim przeanalizowaniu i pewnej autokorekcie rzeczywiście włączyć je do naszej codzienności. Wymaga to jednak od nas pewnego dystansu i nie traktowania słów książki śmiertelnie poważnie. Przede wszystkim Wielobób zwraca uwagę na funkcjonowanie naszego umysłu i to, że tak często stajemy się jego niewolnikami.

 

Ten motyw najbardziej mnie zastanowił i skłonił do refleksji. Sama po sobie widzę, jak często trafiam w tę umysłową pułapkę. Analizuję podjęte decyzje, przesadnie myślę o wszelkich konsekwencjach, wikłam się we wspomnienia, roztrząsam przeszłość i z wielkim dramatyzmem biorę na tapetę to, co dopiero nadejdzie. Tymczasem autor, posiłkując się nauką Patańdźalego, pisze:

„Umysł ludzki może być źródłem zarówno uwikłania, ograniczenia, jak i wolności. Jeśli jesteśmy niewolnikami umysłu i nie mamy nad nim kontroli, może nas to zaprowadzić jedynie do cierpienia”.
Podoba mi się, że autor nie opiera się ściśle na słowach mistrza, ale tratuje je odpowiednio dla naszych czasów, pamiętając, że zmienia się dynamika życia oraz potrzeby człowieka. Niemniej pewne rzeczy mimo upływu lat zdają się być dalej aktualne i istotne- żyjmy teraz, zaspokajajmy niezbędne potrzeby, bądźmy skoncentrowani i nie rozpraszajmy się przez niepotrzebne elementy.

 

Jak już wspominałam, nie jest to łatwa lektura. Wiele obcych terminów łączy się z mnogością cytatów. Dzięki temu dość krótka publikacja nabiera większego ciężaru. Choć uczciwie trzeba przyznać, że autor posługuje się językiem raczej prostym, jego styl jest przyjazny czytelnikowi. A kiedy już poświęcimy jej czas i uwagę, to nasz odbiór jest nieco inny. Myślę, że to jedna z tych książek, które warto poznawać stopniowo, po trochę, może nawet rozdziałami czy fragmentami. Nie ma sensu się spieszyć, czy czegokolwiek sobie udowadniać.

 

Podoba mi się, że w książce zawarto dodatkowe materiały oraz pozostawiono miejsce na własne notatki. Treść dobrze uzupełniają i nieco odciążają rysunki. Z całością znakomicie komponuje się również okładka.

 

Choć „Psychologia jogi” zdecydowanie lepiej sprawdzi się w przypadku osób tą sztuką zainteresowanych, moim zdaniem nie powinno to być ograniczeniem przy wyborze tego tytułu.

sobota, 14 grudzień 2019 13:54

Syberyjskie Peregrynacje

Ruda Recenzuje

Regularnie sięgam po materiały dotyczące II Wojny Światowej i związanych z nią wydarzeń. Relacje, reportaże, opracowania, biografie. Takie materiały stanowią ważne świadectwo tego, co wydarzyło się nie tak znowu dawno temu, a o czym zdaje się coraz mniej mówić i pamiętać. Syberia należy właśnie do tych tematów, kwestii, które wygodniej przemilczeć. Dlatego tak ważne są podobne do tej publikacje, dlatego tak dużą rolę odgrywają.

 

Kiedy Włodarczyk był małym dzieckiem, jego rodzina została zesłana na Syberię. Rodzice chłopca zmarli w Tajszetłagu, a on sam trafił do domu dziecka w Małej Minusie. Autor „Syberyjskich peregrynacji” wraca myślami do okresu, który w jego życiu odegrał tak znaczącą rolę i na kartach książki dzieli się z czytelnikami swoimi wspomnieniami z tamtego miejsca. Bardzo poruszyła mnie świadomość, że autor odnalazł w tamtym miejscu opiekę, nie zabrakło mu również zrozumienia, a nawet przyjaźni i miłości.

 

Nigdy wcześniej nie słyszałam o Diet Domu- miejscu, które przyjmowało polskie dzieci. Nie jest łatwo znaleźć cokolwiek na ten temat, tym ważniejsze w tym kontekście stają się wspomnienia Włodarczyka. Najbardziej zdziwił mnie fakt, jak mocno na jego przyszłość wpłynął kilkuletni pobyt w tym miejscu. Jak mocno zapisał się w jego pamięci i po części również go ukształtował, doprowadzając do tego, że jest dziś taką, a nie inną osobą.

 

Może nie powinno zatem dziwić, że mężczyzna po latach postanowił wrócić na Syberię. Ponownie znaleźć się w miejscu, które miało dla niego tak duże znaczenie. Na Syberię wracał zresztą aż siedmiokrotnie, a w roku 2001 odsłonił tablicę upamiętniającą dom dziecka w Małej Minusie. Historia tych podróży i poszukiwań to najlepszy dowód na to, jak cenna jest dla każdego z nas nasza tożsamość i świadomość pochodzenia.

 

Przeczytałam kiedyś, że wielu mieszkańców Syberii nazywa się „Sybirakami” bowiem nie są przekonani, czy większa bliskość łączy ich z Polska czy z Rosją. To stwierdzenie bardzo utkwiło mi w pamięci, dając do myślenia i nakłaniając do refleksji. Poznając wspomnienia Włodarczyka nie mogłam uwierzyć, że jego potrzeba powrotu na Syberię mogła być aż tak silna, tym bardziej jednak magnetyzowały mnie kolejne strony tej opowieści, próba zrozumienia i lepszego poznania człowieka, który coś takiego przeszedł.

 

Włodarczyka poznajemy jednak nie tylko jako byłego wychowanka domu dziecka w Małej Minusie. To także człowiek, który mimo trudnego dzieciństwa i bolesnych doświadczeń potrafił wieść wartościowe życie i docenić to, co miał. Bardzo lubię takich wyrazistych bohaterów, których historie mają mocne i dające do myślenia przesłanie. Pan Bolesław to najlepszy przykład tego, że skomplikowana przeszłość nie musi być przeszkodą w drodze ku pięknej przyszłości.

 

„Syberyjskie peregrynacje” to historia o poszukiwaniu siebie i własnego miejsca. To zbiór wspomnień i tęsknot. Opowieść o lepszych i gorszych momentach. Świadectwo zastanawiające i przykuwające uwagę. To również książka o charakterze motywacyjnym i dowód na to, że nie można się zasłaniać trudnymi doświadczeniami i w ten sposób szukać sobie wymówek.

 

Szkoda, że tak mało się mówi o tym utworze, że zaginął on wśród głośniejszych (niekoniecznie bardziej interesujących) publikacji. Warto w takie historie się wsłuchać, warto pamiętać. A może to także najlepszy moment, żebyśmy porozmawiali ze swoimi bliskimi i przekonali się, co oni mają do powiedzenia o własnej przeszłości?

sobota, 14 grudzień 2019 13:43

Ubranka Dla Dzieci Na Szydełku

Aneta Grabowska

Jako mama nieco ponad dwuletniej dziewczynki, uwielbiająca ręcznie robione wszystko - od zabawek po ubranka - musiałam się zainteresować tą publikacją. Co prawda w dziedzinie szycia moim jedynym jak na razie osiągnięciem jest stworzenie niekoniecznie wiernej oryginałowi podobizny Świnki Peppy, a szydełko to już w ogóle dla mnie abstrakcja. Niemniej jestem szczęśliwą posiadaczką teściowej, która na szydełku potrafi zdziałać prawdziwe cuda - od ubrań przez torebki po ozdoby choinkowe. Pomyślałam zatem, że nawet jeśli wiedza podana w tej książce nie będzie dla mnie przyswajalna, to znaczy podana czytelnikowi w sposób naprawdę łopatologiczny, to i tak publikacja się nie zmarnuje, bo mama męża na pewno ochoczo skorzysta, a przy okazji wnuczki, których ma trzy.

 

I niby autorka pokazuje to wszystko możliwie jak najdokładniej, ale dla mnie jako laika to wciąż skomplikowana sprawa. Być może to kwestia wprawy, ale jeśli macie w głowach chociaż podstawy szydełkowania, bez problemu sobie poradzicie. Tym bardziej, że na początku pokazane są metody pracy - jak zrobić te wszystkie pętelki, kółka, łańcuszki i tak dalej. Na pewno dla osób początkujących będzie to spore ułatwienie.

 

W książce tej znajdziemy aż trzydzieści pięć projektów różnego rodzaju rzeczy dla dzieci o urodzenia do trzeciego roku życia. Ich przekrój jest naprawdę szeroki - są tu i sweterki czy kamizelki, rozkoszne małe buciki i kapelusze, kocyki, wdzięczne sukieneczki, a nawet poncha czy marynarki. W dodatku autorka poszerzyła zakres prezentowanych projektów o zabawki, akcesoria i dekoracje. W tym rozdziale znajdziemy pomysły na wykonane na szydełku przytulanki, girlandy czy myjki. Podano także listę stron internetowych, na których można kupić włóczki, także tych polskojęzycznych.

 

My mamy już zamówioną u teściowej narzutkę "Płatki kwiatów", wykonaną splotem z wachlarzyków i ozdobioną kołnierzykiem zrobionym splotem krokodylim - to takie info dla wtajemniczonych, mnie nic konkretnego to nie mówi. Ale to dopiero na wiosnę. Narzutka skojarzyła mi się z bajką o Czerwonym Kapturku, a że córa lubi tę opowieść, to w połączeniu z jakąś wdzięczną czerwoną czapeczką będzie w sam raz. Po cichu liczę także na przepiękną sukieneczkę z tasiemką w pasie.

 

Książka "Ubranka dla dzieci na szydełku. 35 projektów dla dzieci w wieku 0-3lat" zawiera nie tylko pomysły na szydełkowe cuda oraz sposoby ich wykonania, ale także całkiem sporo zdjęć przedstawiających efekt docelowy, a to zdecydowanie zwiększa motywację do zabrania się za szydełkowanie. Nie wykluczam wcale tego, że sama kiedyś spróbuję, bo rzeczy robione na szydełku bardzo mi się podobają. A te kupowane w sieci, jeśli są ręcznie robione, swoje kosztują, co zresztą zrozumiałe. Dlatego myślę, że warto posiąść tę wiedzę, a później kto wie, może przekazać ją dalej, kolejnemu pokoleniu, na chwilę obecną jeszcze trochę za małemu na to :)

 

Myślę, że to książka warta polecenia przede wszystkim dla tych osób, które posiadają już podstawową wiedzę o szydełkowaniu, ale nie czują się jeszcze w tej materii na tyle pewnie, by robić to według własnego pomysłu. Zresztą, nawet moja teściowa, która jest chyba w stanie na szydełku zrobić wszystko, czasem także posiłkuje się gotowymi pomysłami, by zrobić coś nowego. A w tej publikacji takich perełek nie brakuje.

Strona 1 z 2422

Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!