Czarny Łabędź

Zwiastun:

Opis:

Agniecha

Rzadko, któremu reżyserowi udaje się stworzyć świat pełen szaleństwa oraz obsesji, który jednocześnie byłby na tyle przejmujący, że widz na długo nie może zapomnieć o emocjach jakie przeżył w trakcie oglądania filmu. Darren Aronofsky idealnie łączy wszystkie te elementy w swoich produkcjach, które pozostają oryginalne i traumatyczne. Bez względu na to czy opowiada o historii uzależnienia od narkotyków, czy też obłąkańczej próby pogodzenia się z chorobą bliskiej osoby, w każdym z tych filmów udaje mu się stworzyć idealną bazę, którą rozwija w zaskakujących i zatrważających kierunkach. Nie inaczej jest z jego najnowszym filmem „Czarny łabędź", którym nie tylko udaje mu się widza zaskoczyć, ale przede wszystkim zauroczyć opowieścią o obsesyjnej chęci osiągnięcia perfekcji.

 

205329.1

 

Akcja filmu toczy się wokół premiery odświeżonej wersji klasycznego baletu „Jezioro łabędzie". Jego reżyser- Thomas (Vincent Cassel), aby wprowadzić swoją nową wizję w życie rezygnuje z zatrudniania Beth (Winona Ryder) i pozwala jej odejść na emeryturę. Rozpoczyna się casting do najważniejszej roli, bowiem Thomas chce, aby primabalerina zatańczyła nie tylko rolę Białego łabędzia, ale także bliźniaczego jej Czarnego łabędzia. Główną pretendentką do owej roli wydaje się być Nina (Natalie Portman), która od wielu lat pracuje nad układem chcąc doprowadzić go do perfekcji. Thomas dostrzega jej starania, ale oczekuje, że dziewczyna całkowicie zatraci się w tańcu i autentycznie stanie się odgrywaną postacią. To powoduje, że Nina wpada w obsesję zostania jeszcze lepszą tancerką, w szczególności, że o rolę stara się także żywiołowa i uwodzicielska Lily (Mila Kunis), która wydaje się zrobić wszystko, aby osiągnąć swój cel.

 

Początkowo fabuła „Czarnego łabędzia" nie wydaje się być aż tak skomplikowana czy też złożona. Jednakże wraz z każdą minutą widz zaczyna się zastanawiać o co właściwie chodzi. Ludzie, którzy nie znają twórczości Aronofskiego będą uważać, że jest to kolejna nudna produkcja opowiadająca historię o balecie, a czy nie ma nic nudniejszego od tego? Okazuje się, że dobrze opowiedziana historia potrafi być naprawdę fascynująca. Ze swoim umysłem Aronofsky mógłby nawet stworzyć film o wyścigu żółwia ze ślimakiem a i tak byłby to film niezwykły pod każdym względem. Bardzo sprawnie łączy w filmie miłość do baletu, a także jego niekwestionowane piękno wraz z obsesją dążenia do doskonałości. Przede wszystkim jednak film jest o tym jakimi prawami rządzi się świat baletu, a także tym do czego tak naprawdę zdolna jest baletnica, aby zatańczyć upragnioną rolę w przedstawieniu. Mówi się nawet, że są w stanie zabić, aby zdobyć rolę i w tym też właśnie kierunku poszli scenarzyści. Jednakże później zaczynają robić widzowi wodę z mózgu, gdyż trudno jest odróżnić prawdę od szaleństwa głównej bohaterki. Wiele jest takich scen, na które człowiek patrzy i nie może uwierzyć własnym oczom, a później okazuje się, że jego obawy nie były takie całkiem bezpodstawne. Najwięcej emocji skumulowanych jest na samym końcu kiedy to już widz dowiaduje się prawdy i z trwogą ogląda rozwój sytuacji. A zakończenie... lepszego zakończenia dla tego filmu nie da się wymyśleć. Jest tak perfekcyjne, że nic więcej nie trzeba na ten temat mówić.
Najtrudniejszym zadaniem w filmie, zarówno dla twórców jak i głównej bohaterki, było z pewnością wyodrębnienie dwóch skrajnych osobowości, aby jedna osoba była Białym łabędziem i Czarnym. Twórcy nawet pod tym względem poradzili sobie perfekcyjnie. Dosłownie podzielili jedną postać i dosłownie przywdziali jej postać Czarnego łabędzia. Z jednej strony było to posunięcie ryzykowne, gdyż nie każdemu może ono przypaść do gustu, jednakże z drugiej strony Ci, którzy doceniają takie rzeczy będą wniebowzięci. Było to także duże wyzwanie dla aktorki, gdyż nie każdemu udaje się perfekcyjnie zagrać dwie różne osobowości.

 

205335.1

 

„Jezioro łabędzie" jest znanym i historycznym już baletem, który doczekał się wielu obróbek. Stworzenie go podstawą filmu fabularnego okazało się wyśmienitym pomysłem i dało spore pole do popisu wszelkiego rodzaju specjalistom. Nie tylko wizażystom, specjalistom od efektów specjalnych, ale przede wszystkim kostiumologom, choreografom i muzykom. Nie trzeba mówić, że stroje baletnic nie są zbytnio skomplikowane do wykonania, jednakże te stworzone przez Amy Westcott są zachwycające i idealnie podkreślają charakter każdej granej postaci. Aronofsky dostrzega piękno w balecie i w ogóle w tańcu widząc w nim poezję ciała. Dlatego zaangażował do filmu grupę baletową Benjamina Millepieda – choreografa i tancerza New York City Balet, która zatańczyła w filmie a sam baletmistrz stworzył choreografię do filmu, co było debiutem w jego karierze. Miał on stworzyć oryginalną i świeżą choreografię na najwyższym poziomie, ale też niezbyt skomplikowanym, aby mogły zatańczyć go aktorki grające w filmie. Całkowicie mu się to udało, gdyż jego choreografia czarowała, a aktorki... wyglądały jak profesjonalistki. Do tradycyjnych kompozycji Piotra Czajkowskiego wykorzystywanych w balecie „Jezioro łabędzie" dołożono także muzykę Clinta Mansella („Zapaśnik"), która towarzyszyła pozostałej części filmu niezwiązanej z „Jeziorem łabędzim". O główną rolę w filmie ubiegała się Rachel Weisz, która niestety jej nie dostała. Jej miejsce zajęła Natalie Portman, która poświęciła mnóstwo czasu na przygotowania do filmu. Już na rok przed rozpoczęciem zdjęć Portman podjęła kurs baletu. To pomogło jej w partiach tanecznych, ale sprawę ułatwiał także fakt, że tańczyła już, gdy była dzieckiem. Dzielnie trenowała pod okiem najlepszych tancerzy, a niekiedy nawet przepracowywała się. Dzięki temu jeszcze lepiej zagrała w filmie, nawet pomimo złamanego żebra, które odchorowywała przez większość zdjęć. Nie tylko to świadczy o profesjonalizmie tej aktorki. Wypadła ona niezwykle wiarygodnie i bez większego trudu udało jej się przedstawić zarówno rolę Białego, jak i Czarnego łabędzia. Natalie już została uhonorowana Złotym Globem za tą rolę. Na gali pojawiła się w zaawansowanej ciąży. Czas pokaże, czy na rozdaniu Oscarów się pojawi i czy odbierze statuetkę, która – według mnie, należy jej się bezapelacyjnie. Na ekranie towarzyszyła jej Mila Kunis, która grała zarówno jej rywalkę, jak i przyjaciółkę. Ona także musiała nauczyć się układu i pomimo tego, że choreograf starał się podkreślić jej zalety to i tak Kunis tańczyła przepięknie. Wokół jej postaci było dużo szumu w filmie i dziwnie toczyły się jej losy, ale chyba właśnie ta jej mroczna strona najlepiej jej wychodziła w filmie. Oprócz Portman i Kunis, na ekranie zobaczyć mogliśmy także Vincenta Cassella, a także Winonę Ryder.

 

205337.1

 

„Czarny łabędź" jest filmem, o którym długo się będzie wspominać. Łączy w sobie piękno baletu i szaleństwo. Porusza nie tylko problemowe relacje z matką, czy tematykę kobiecej seksualności. Zachwyca przede wszystkim oprawą i to nie tylko muzyczną, czy taneczną. Klasyczny balet w oryginalnym wydaniu, z nowymi pomysłami. Film, który wywołuje sporo emocji w widzu i komplikuje jego tok rozumowania. Nie podaje na talerzu oczywistych rozwiązań, od pierwszej do ostatniej minuty skupia na sobie uwagę widza, a zakończeniem idealnie podkreśla piękno całego filmu.

 

QT

Tak mrocznej...mrocznego filmu nie widziałem od...nie pamiętam kiedy. Jedno jest pewne, w opisach przeżyć psychicznych bohaterów Darren Aronofsky jest niezrównany.
Najlepsze u Aronofsky'iego jest zawsze aktorstwo, mega realistyczne, wspaniale wyważone i dawkowane, w rozsądnych dozach. Tak by pod koniec osiągnąć swe apogeum. Tak było z Jaredem Leto, Ellen Burstyn (Requiem dla snu), Mickeyem Rourke(Zapaśnik) i tak też jest w przypadku Natalie Portman. Natalie ma już Złoty Glob za tę rolę i w wyścigu po Oskara, nie jest wcale na straconej pozycji. Do tego piękne ujęcia operatora Matthew Libatique'a z którym Darren stale współpracuje. Te kadry jak to ja nazywam: „ujęcia TPP". Gdzie kamera podąża za bohaterem, jest za jego plecami, ale troszkę z boku. Co jakiś czas kamera robi obrót wokół naszego bohatera, by pokazać środowisko w którym się obraca.

 

205339.1

 

Obsada to kolejny strzał w 10. Apodyktyczny nauczyciel baletu Vincent Cassel, przebrzmiała gwiazda baletu- Winona Ryder oraz Mila Kunis jako koleżanka Natalie Portman z baletu. Natalie gra Ninę: doskonałą (i nieśmiałą) tancerkę, lecz tylko dzięki swej wytężonej pracy, mniej dzięki talentowi.

Nieoczekiwanie dostaje ważną role w inscenizacji Jeziora Łabędziego. Dostaje trudną podwójną rolę: białego i czarnego łabędzia.
Nina radzi sobie z rolą białego ptaszyska, natomiast czarny łabędź sprawia jej trudności. Leroy jej nauczyciel uwodzi ją, by obudzić w zahamowanej dziewczynie odpowiednie uczucia. Sprawy się komplikują się wraz z pojawieniem nowej osoby w zespole: atrakcyjnej i pewnej siebie manipulatorki Lily (Mila Kunis).

Bezgraniczne poświęcenie się powierzonej podwójnej roli i objawy totalnego ześwirowania, połączone scenami rodem z horroru dają ciekawy efekt. Aronofsky nawiązuje tym filmem także do trzech idei kina. Do aktorskiej metody, według której grać postać to znaczy stać się nią. Do Psychoanalizy. Po trzecie zaś do znanej głównie z filmów klasy C,D...Z konwencji, w której kobieta jest albo niewinną jak św. Agnieszka dziewicą, albo zasługującą na śmierć suką.

 

205343.1

 

Portman pod koniec filmu tworzy przerażającą rolę, jej gra kontrastami, namiętność i oziębłość, halucynacje, to wszystko sprawia, że wsiąkam w film, tak, że zapominam o bożym świecie. W całym obrazie jest tyle pięknych scen, że możnaby nimi obdzielić pół tuzina polskich „arcydzieł". Końcówka jest całkiem niezła i gdyby jeszcze trochę rozbudować fabułę wyszedłby majstersztyk. Tak mamy bardzo dobry film, z troszkę pretensjonalnym zakończeniem. Mimo to warto. Polecam.

 

Każdy film ma jakąś wartość...

 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

 

Podziel się!

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania:

Czarny Łabędź

Dodatkowe informacje:

Współpracujemy z: