Syberiada Polska

Zwiastun:

Opis:

Agniecha

W polskiej kinematografii są takie filmy, który każdy Polak powinien znać. Bez względu na to czy są to ekranizacje lektur, czy przeniesienie polskiej historii, niezbędny jest seans, aby zapoznać się z duchem patriotyzmu i spolszczyć nasze korzenie. Niektóre filmy wypada obejrzeć, innych po prostu nie da się oglądać. Ostatnimi czasy w polskim kinie panuje moda na obrazy o polskości i uległ jej również i Janusz Zaorski dotychczas słynący z subtelnego kina nagradzanego Złotymi Lwami. I wtedy przydarzyła się „Syberiada polska", czyli interpretacja własna powieści Zbigniewa Domino wzorowana na jednym z ważniejszych wydarzeń w polskiej historii- zesłania na Syberię.

 

Rodzina Jana Doliny (Adam Woronowicz) wraz z innymi Polakami zostaje zabrana z bezpiecznych domowych pieleszy i zesłana na Syberię do rosyjskiego łagru. Tam, pod uważnym okiem kapitana NKWD Sawina (Andrey Zhurba) i jego zastępcy Barabanowa (Igor Gnezdilov), muszą rozpocząć ciężką pracę, aby przeżyć panujące tam mrozy. Dla Doliny, jego żony (Urszula Grabowska) oraz dwójki synów- starszego Staszka (Paweł Krucz) i młodszego Tadzia (Marcin Walewski), rozpocznie się ciężkie kilka lat walki z własnymi słabościami, chorobami i uciskiem ze strony rosyjskich żołnierzy, aby pozostać wiernymi ojczyźnie i nie utracić własnego człowieczeństwa.

 

Nie wiem, co jest nie tak z polskimi filmami. Przecież podstawę mają niekiedy świetną- tak, jak to jest w przypadku „Syberiady polskiej". Dlaczego nie można więc stworzyć czegoś naprawdę nadzwyczajnego? Najlepsze historie pisane są przez życie, a nasze polskie tradycje pełne są wypełnionych emocjami, krwią i łzami opowieści. Jedną z nich są wszelkie formy ucisku na polskich obywateli i nie tylko w okresie drugiej wojny światowej. Dotychczas wszyscy skupiali się na tym ile zła wyrządzili nam Niemcy i ich lagry, ale Zaorski postanowił przybliżyć drugą stronę wojny, czyli radzieckie obozy pracy. Dramat ludzi będących w podróży na Syberię- gdzie większość z nich zamarzła na kość, a także i tych, którym udało się dotrzeć na miejsce i musieli znosić absurdy dowództwa obozu. Jedni pozostawali wierni swoim wartościom, a także ojczyźnie, drudzy zrobili wszystko, aby przetrwać wyrzekając się tego, co było im tak bliskie, oddając nie tylko swoje dusze, obywatelstwo, czy ciało wrogowi. Jednakże w filmie to całe okrucieństwo ze strony NKWD zostaje gdzieś zatarte, mocno ułagodzone, a antagoniści nie pozostają całkowicie czarnymi bohaterami. Gdzieś pomiędzy pobłażaniem i przeprowadzaniem wywiadów rodzą się dziwne uczucia, romanse, o których twórcy równie szybko zapominają, jak je tworzą. Jest to jeden z największych problemów tego obrazu, bowiem widz nie ma okazji na poczucie większych emocji, wzruszeń związanych chociażby ze śmiercią kolejnych ludzi. Sceny, które powinny poruszać, przerażać- niekiedy wręcz bawią, wywołując tym samym okropne wyrzuty sumienia wśród widzów, bo jak nie śmiać się z dość dziwacznej sceny z udziałem Barabanowa i Ireny w łaźni, czy chociażby jazdy furmanką Tadzia i Staszka. Z jednej strony film próbuje być poważny, ale z drugiej dość nieoczekiwane fragmenty całkowicie zabijają ten klimat.
Okazuje się, że tak bardzo emocjonującą historię można przedstawić w niezwykle płytki sposób. Wydaje się to być niemożliwe, ale jednak. Powodem nieumiejętności wywołania u widza większych uczuć może być kiepski montaż obrazu. Sceny są tak pocięte, niewykończone, że zanim historia rozkręci się na dobre szybko zostaje ucinana. W dodatku twórcy postanowili postawić na niemy przekaz, czyli niewiele mówią nam przy pomocy słów, niekiedy nawet i przy pomocy obrazu, tym samym wiele pozostawiając ludzkim domysłom i znajomości historii. W jednej chwili bohater dyskutuje o braku leków z komendantem, w następnej scenie już po nie wyrusza, a w jeszcze kolejnej następuje wiosna. Szybko to zmienia się jak w kalejdoskopie, bardzo szybko gubiąc sens gdzieś po drodze. Na plus nie przemawiają także i dialogi, tekstów typu „Całowałeś się kiedyś?" jest tutaj cała masa, ale z drugiej strony może i dobrze, że film nie jest przesiąknięty patetycznymi przemówieniami. Więcej nasłuchamy się tutaj po rosyjsku, co bardzo dobrze robi produkcji, a starsi widzowie pochwalić się mogą znajomością języka, którego uczyli się za młodu. Szczęśliwie dystrybutor sprawnie rozwiązał problem dla tych, którzy nie mieli z nim nigdy styczności i oglądany obraz wmontowali polskie napisy.

 

„Syberiadzie polskiej" z pewnością nie można zarzucić, że jest obrazem brzydkim. Zachwycić można się śnieżnymi widokami i rodzącą się wiosną. I choć wydaje się, że jak na Syberię to nie wygląda to jeszcze aż tak źle, to jednak udaje się oddać charakter tamtego regionu. Jednakże i tak największą zaletą filmu pozostaje ścieżka dźwiękowa stworzona przez Krzesimira Dębskiego. Ładnie brzmi i świetnie pasuje do wydarzeń. Nie jest to może warsztat na miarę Kilara, ale biorąc pod uwagę polskie możliwości i tak jest dobrze.

 

Swego czasu największą bolączką polskich filmów był bardzo niski poziom aktorstwa. I choć gwiazdy od Zaorskiego nie zawsze powalają, to jednak też nie denerwują swoimi kreacjami. Choć jej rola nie jest pierwszoplanowa, to pomimo wszystko Sonia Bohosiewicz najjaśniej błyszczy na ekranie. Miała do odegrania jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci i poradziła sobie chyba najlepiej. Oczywiście, momentami popadała w przesadę, ale można było jej to wybaczyć. Kroku dotrzymuje jej Adam Woronowicz, który świetnie się sprawdza w roli człowieka chcącego zachować własną tożsamość. Nie jest wyblakły, ale niestety chwilami mało przekonujący. Natomiast jego synowie, tzn. Paweł Krucz i Marcin Walewski, to zupełnie inna historia. Nie do końca tu pasują, momentami nawet drażnią, choć uważa się ich za nadzieje aktorstwa młodego pokolenia. Jednakże i tak najwięcej uwagi skupia się na postaciach negatywnych, a w nich wystąpili Andrey Zhurba oraz Igor Gnezdilov, gdzie ten drugi znany jest z innego filmu o niewoli na Syberii o tytule „Niepokonani". Bardzo wyraziści, nadający charakteru tej produkcji.

 

Niestety, „Syberiada polska" nie spełniła moich oczekiwań. Zwiastun dawał nadzieję na naprawdę emocjonujące kino, a okazało się, że to właśnie on był najbardziej poruszający z całej tej przygody z bohaterami łagru Kalucze na Syberii. Twórcy postawili na bardziej ułagodzoną wersję dramatu jeńców, a przez niezwykle szybkie skoki w czasie bardzo niewiele zostało powiedziane. Na plus przemawia klimat i chęć zaprezentowania tak poważnego tematu jak zsyłka na mroźną radziecką krainę, ale wszystko to pozbawione jest większych emocji. Nie udało się zbudować konkretnych relacji, choć obsada radziła sobie całkiem nie najgorzej. Mnie to jednak nie przekonało, sprawia wrażenie niedopracowania.

 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

 

Podziel się!

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania:

Syberiada Polska

Dodatkowe informacje:

Współpracujemy z: