Sierpień W Hrabstwie Osage

Zwiastun:

Opis:

Agniecha

„Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach" - tym oto sloganem Forum Film reklamuje swój najnowszy tytuł, który zagościł na naszych ekranach. „Sierpień w hrabstwie Osage" jest ekranizacją sztuki autorstwa Tracy'ego Lettsa wielokrotnie nagrodzonej, w tym także Pullitzerem. Za realizacją stanął najbardziej odpowiedni do tego człowiek, twórca przebojowego serialu telewizyjnego „ER" (w Polsce znany pod tytułem „Ostry dyżur")- John Wells. Do filmu udało mu się zaangażować najlepszą obsadę i dzięki swojej przenikliwości stworzył jeden z najbardziej przejmujących obrazów rodziny.

 

Relacje rodziny Westonów nigdy nie były szczególnie zażyłe. Matka Viola (Meryl Streep), chroniczna lekomanka sponiewierana przez raka jamy ustnej, a także trójka córek, gdzie niemal każda wyniosła się z domu, jak najdalej od Oklahomy. Tylko jedna została w okolicy- Ivy (Julianne Nicholson), i to właśnie ona dzwoni do swoich sióstr- Barbary i Karen (Julia Roberts, Juliette Lewis)), kiedy ich ojciec tajemniczo znika. Wraz ze swoimi rozpadającymi się rodzinami i narzeczonymi przyjeżdżają do matki, aby wesprzeć ją w ciężkich chwilach. Gdy na szuwarach zostaje odnalezione ciało ich ojca, wszystko wskazuje na to, że topór wojenny pomiędzy matką a córkami zostanie zakopany. Nic bardziej mylnego, gdyż śmierć ojca to dopiero początek problemów.

 

Jedno wydarzenie, które może albo odbudować, albo zrujnować wszystko. Zazwyczaj jest tak, że zaginięcia, pogrzeby na nowo jednoczą ludzi. Okazuje się jednak, że rodzina Westonów jest wyjątkowa i wychodzi poza wszelkie przyjęty ramy dobrego zachowania. Niemrawo ciągnąca się fabuła „Sierpień w hrabstwie Osage" znajduje swój punkt kulminacyjny, który jest chyba jedną z najbardziej emocjonalnych scen w całym filmie. Bowiem, co dobrego może wyjść z nałożenia się na siebie lat cierpienia i nowych problemów, które bohaterowie zabierają ze sobą do domu Violi? Oczywiste jest, że nic. Barbara ze swoimi problemami w małżeństwie, Karen z nowym narzeczonym lubującym młodsze i Ivy... która niesie ciężkie brzemię miłości do własnego kuzyna- trzy całkiem różne kobiety, ale tak bardzo skrzywdzone przez kobietę, która kochać ma je bezwarunkowo. Dużo jest w tym dramatu, gdyż każdy problem napędza kolejny, a wszystko rozgrywa się w zaledwie kilka dni i to niemalże w obrębie jednego domu. Wiele boleśnie wypowiedzianych słów, które miały być zapewne inteligentnymi żartami ze strony scenarzystów, ale prawda jest taka, że nie bawią nawet przez chwilę- przynajmniej mnie. Cóż może być więc zabawnego w uszczypliwych, poniżających uwagach lekomanki, które ostatecznie kończą się burdą? Chyba jedynie efekt tych słownych przepychanek i ogólny podziw dla Barb za taką cierpliwość! Choć nakłada się tutaj bardzo wiele emocji, które widz ostatecznie współodczuwa z bohaterkami, to jednak czegoś jest tutaj wciąż za mało. Trudno określić, czy chodzi o tak głębokie, ale znowuż nie wpływające na nic grzebanie w rodzinnych brudach, czy faktyczny brak konkretnego zamknięcia. Finał opowieści jest dość... zaskakujący, kiedy to okazuje się, że po rodzinnym zjeździe nie ma najmniejszego śladu, bo ludzie są w stanie uciec stamtąd tak jak stoją- czyli nawet w pidżamach. Takie rozwiązanie zostawia otwartą furtkę dla interpretacji każdego widza, który sam może zakończyć tę opowieść, tak jak tylko mu się widzi.

 

Fabuła wydaje się być dość niemrawa, monotonna i niezbyt zachęcająca- nic dziwnego. Jednakże prawdą jest to, że ten film to nie ukazuje jedynie rodzinnych dramatów i prób dokopania sobie przy obiedzie. Ten obraz to coś więcej, to przede wszystkim dwie najlepsze role, dwie najwspanialsze aktorki, które jaśnieją niczym gwiazdy. Viola kontra Barb, czyli stara wyjadaczka Meryl Streep i kobieta o najwspanialszym uśmiechu Hollywood- Julia Roberts. Te dwie kobiety to dwa niepowstrzymane żywioły, które świetnie ze sobą współgrały na ekranie. Nic dziwnego, że zostały dostrzeżone przez Akademię Filmową i inne. Dwa silne charaktery, które wcieliły się w dwie tak różne postaci, choć momentami tak bardzo podobne. Viola w wykonaniu Meryl Streep to istne arcydzieło. Odegrana niemalże od niechcenia, wyglądająca na wiecznie zaćpaną bohaterkę. Uszczypliwa, złośliwa i tak ciężka do polubienia. Nie każdą postać trzeba kochać, a Violę bez problemu można znienawidzić za jej zachowania. Nie oznacza to jednak, że Streep nie była w tej roli genialna. Roberts znakomicie dotrzymywała jej kroku. Wielokrotnie pokazała, że potrafi się zaangażować bez końca, a każdy zobaczy w niej nie tylko wyrodną córkę, ale przede wszystkim kobietę silną i niezależną. Trzeba także przyznać, że choć te dwie były naprawdę rewelacyjne, to cała reszta obsady świetnie im asystowała. Chociażby wspaniały Chris Cooper, czy Margo Martindale, którzy idealnie dopełnili całości.

 

Najnowszy film Johna Wellsa nie jest aż tak świetny, jak można by oczekiwać. „Sierpień w hrabstwie Osage" momentami bardzo mocno zawodzi, kiedy to dłużyzny zaczynają dominować. Aczkolwiek patrząc całościowo stwierdzić można, że zaskakująco szybko przeleciał ten seans. Widz tkwi w zaciekawieniu do czego doprowadzą kolejne przepychanki rodzinne, czy może pojawi się jakiś konkretny morał i jak to wszystko się zakończy. Niewiele jest tutaj odpowiedzi na nasze pytania i choć film jest zaledwie dobry, to trzeba przyznać, że aktorsko jest naprawdę rewelacyjnie. I choćby nawet z tego powodu koniecznie trzeba obejrzeć ten film, bowiem ciekawszego starcia niż Meryl Streep kontra Julia Roberts ciężko jest szukać w dzisiejszym kinie.

 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

 

Podziel się!

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania:

Sierpień W Hrabstwie Osage

Dodatkowe informacje:

Współpracujemy z: