Godzilla

Zwiastun:

Opis:

Agniecha

Spośród wszystkich potworów świata, to właśnie on jest królem. Przeszłość Godzilli sięga lat pięćdziesiątych XX wieku kiedy to Ishiro Honda obudził potwora za pomocą potężnego wybuchu atomowego. Na przestrzeni lat ten gigantyczny jaszczur transformował- nie tylko stając się obrońcą ludzkości, ale też rosnąc z filmu na film. Amerykanie pozazdrościli potwora Japończykom i tak też w 1998 roku światło dzienne ujrzała produkcja Rolanda Emmericha, gdzie Godzilla bardziej przypominała dinozaura niż jaszczurkę. Teraz swoją wizję pokazuje Gareth Edwards, który we współpracy z japońskimi twórcami próbuje przywrócić dawną świetność króla potworów i filmem „Godzilla" udowadnia, że jest to możliwe!

 

Rodzina Brodych mieszka w jednym z japońskich miasteczek, gdzie głównym miejscem zatrudnienia lokalnej społeczności, także Sandry i Joe'go (Juliette Binoche, Bryan Cranston), jest potężna elektrownia atomowa. Na skutek niespodziewanych wstrząsów dochodzi do katastrofy, a elektrownia zamienia się w gruz. Po piętnastu latach syn Brodych, Ford (Aaron Taylor-Johnson), jest żołnierzem oraz kochającym mężem i ojcem, nad którym wisi trauma z przeszłości, a także ześwirowany ojciec wciąż wierzący w teorię spiskową próbującą ukryć prawdę tragedii. Kiedy ta dwójka znowu trafia do japońskiego miasteczka i ruin elektrowni, odkrywa, że teraz stała się schronieniem, a także pożywieniem dla makabrycznego znaleziska dr Serizawy. Niestety, skrzydlaty potwór uwalnia się, siejąc spustoszenie i wyruszając w poszukiwaniu kolejnego nuklearnego pokarmu. W łowy za nim wyrusza mityczny japoński stwór, Gojira.

 

Najnowszy film o królu potworów jest mocno nierówny. Twórcy raz całkowicie nas zanudzają, aby za chwilę wbić nas w kinowy fotel. Zbędna gadanina przeplatana jest z niesamowitymi scenami akcji, pełnymi napięcia. I wtedy właśnie całkowicie zapominamy o tym, co nam się nie podoba w tym filmie- ja przynajmniej zapomniałam. Początek rozwleka się niemiłosiernie. Po wstrząsającej scenie w elektrowni przychodzi stonowanie atmosfery, a my wyczekujemy tego, dla którego przyszliśmy do kina. W oczekiwaniu na przybycie ukochanego potwora musimy zmierzyć się z problemami bohaterów tego filmu, bohaterów, którzy tak naprawdę stanowią jedynie tło. Choć było spotkanie zapoznawcze, to jakoś nie do końca się ono udało i dalej postaci te są nam nieznane. Trzeba więc przyznać, że fabuła jest dość niemrawa, nic nie wnosi, niczym nie zaskakuje, a wręcz jest powielaniem standardowych schematów. Poza scenami akcji niczym nie przykuwa uwagi, dlatego też rozpatrywać ją można jedynie na płaszczyźnie czystej rozrywki, która jest.

 

Powszechnie twierdzi się, że narodziny Godzilli to swoiste zobrazowanie lęku Japończyków przed wojną atomową, pewien ślad po zbombardowaniu Hiroszimy. Tutaj tych nawiązań jest bardzo wiele, czy to w postaci elektrowni, czy jednego z bohaterów i jego przeszłości. Sama Godzilla przechodzi swoistą metamorfozę i jest największą w historii. Twórcom udało się powrócić do korzeni i zrobili z niej kolejnego przyrośniętego gada o seksownych łapkach i uroczym pyszczku, a w tyle pozostawili wizerunek dużej jaszczurki bardziej przypominającej T-Rexa. Złowieszczy ryk jak najbardziej przypomina to, co słyszeliśmy we wcześniejszym wydaniu. W gigantycznej sali IMAXa z genialnym nagłośnieniem Godzilla ryczy tak głośno, że bębenki niemalże pękają. Wrażenie robi to piorunujące! Jako, że twórcy nawiązują do starych filmów, gdzie w większości przypadków Godzilla nie jest jedynym monstrum terroryzującym ludzkość, do akcji wkraczają także inne stwory, które zachwycają swoimi talentami, no i napędzają fabułę. To właśnie dzięki nim zobaczyć możemy świetne starcia, których reżyser nie serwuje w tradycyjny sposób. W większości przypadków nie jesteśmy w środku walki, a jedynie obserwujemy ją z boku, a to wypatrując przez okno w wieżowcu, czy przez szybę autobusu. Świetnie to wygląda i idealnie nadaje się na kino 3D. Potwory to nie jedyne elementy, w których wykorzystano efekty specjalne. Wiele scen z nich korzysta, a wszystko wygląda tak realistycznie, że aż dziw bierze. Naprawdę, od strony wizualnej film jest wręcz idealny! I choć muzyka Desplata jest ledwo zauważalna, mało wyrazista i momentami zbyt schematyczna, to i tak utwory świetnie komponują się z całością tego widowiska.

 

To co najbardziej szokuje w tym filmie, to nie brak jakichś konkretnych wątków skupiających uwagę widza, ale przede wszystkim brak jakiegokolwiek zaangażowania ze strony obsady. Do produkcji wybrano takie gwiazdy jak Juliette Binoche, która ostatnio kusi fanów, aby przybyli do banku Credit Agricole, a także Bryana Cranstona uwielbianego przez wszystkich za występ w serialu „Breaking Bad". Te istotne nazwiska, które powinny pojawić się po coś okazują się być jedynie trikami marketingowymi dla przyciągnięcia widzów, a ich bohaterowie stają się jedynie popychaczami, typowymi motywatorami dla działań potomstwa. Aaron Taylor-Johnson jest tak kaleki i bezbarwny w swojej kreacji, że w zasadzie w ogóle mogłoby go nie być. Determinowany jedynie sporadycznymi aktami heroizmu staje się kluczową postacią obrazu, ale jak najbardziej wyblakłą i zbędną. Co dziwne, w obsadzie znalazła się również siostrzyczka bliźniaczek Olsen- Elizabeth, której rola ogranicza się jedynie do stania na środku drogi, w dodatku w deszczu z rozdziawionymi ustami, gdy z jednej strony Godzilla, a z drugiej rozwścieczony GNOL. Patrząc na aktorstwo całościowo, trzeba więc przyznać, że najbardziej charakterną z postaci jest oczywiście tytułowy bohater, który uśmiechnie się gdy trzeba, pomacha łapami jeżeli wymaga tego sytuacja, a nawet i ryknie, aby pokazać swoją wyższość. Wielobarwność jej charakteru jest ujmująca, a odwaga i bohaterstwo jakie tu pokazuje pozazdrościć mogłoby jej wielu ludzi z tego obrazu!

 

Seans „Godzilli" pozostawia widza z jednoznacznymi odczuciami. Z sali wychodzimy oślepieni przez zachwycające efekty, ogłuszeni przez traumatyczny ryk najważniejszego bohatera filmu, a także z rozmiękczonymi kolanami i obolałymi rękami od emocji towarzyszącym licznym starciom. I choć fabuła mocno kuleje, choć obsada jest straszliwie marna, a ich dialogi są zdecydowanie zbyt sztywne i wypadają bardziej nienaturalnie niż pojawienie się monsterów w filmie, to jednak nie ma nic fajniejszego niż walki potworów rozwalające miasto w drobny mak. Godzilla robi niezwykłe wrażenie, staje się wybawcą, ale przede wszystkim zdobywcą naszych serc! Czysta rozrywka, którą polecam obejrzeć na gigantycznym ekranie.

 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

 

Podziel się!

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania:

Godzilla

Dodatkowe informacje:

Współpracujemy z: