Przebudzenia

Zwiastun:

Opis:

Protzner

"Przebudzenia" obejrzałem na fali fascynacji Oliverem Sachsem – zaraz po lekturze jego autobiografii. Sam neurolog wiele o tym filmie napisał, tym bardziej więc był dla mnie ciekawy, ale czy odbiór obrazu będzie taki sam dla widza nie znającego postaci Sachsa? Trudno powiedzieć.

 

Film bazuje na prawdziwej historii – przygodzie Olivera Sachsa z pacjentami "postencefalicznymi", odciętymi od świata na skutek choroby atakującej układ nerwowy. Po zastosowaniu nowowynalezionego leku przeznaczonego dla parkinsoników, "uśpieni" pacjenci nagle "ożywają" i wydają się cudownie ozdrowiali. Ale czy na pewno?

 

Wydarzenia pokazane na ekranie miały miejsce w rzeczywistości. "Cudownym lekiem" jest L-Dopa, znana również w Polsce pod nazwą Lewodopa. Najpierw, kuracji poddany jest grany przez Roberta De Niro Leonard Lowe – jest to eksperyment o tyle niebezpieczny, że sam doktor Malcolm Sayer (filmowa wersja Olivera Sachsa, grana przez Robina Williamsa) nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji. Po niespodziewanym sukcesie, lek podawany jest również pozostałym pacjentom szpitala chorób przewlekłych. Rozpoczyna się historia ich pierwszych kontaktów ze światem po trzydziestu latach izolacji...

 

Trzeba przyznać, że temat takiego "przebudzenia" nie jest łatwy do sfilmowania. Penny Marshall podołała jednak temu zadaniu bardzo dobrze. Być może wiele dała współpraca podczas kręcenia z samym Oliverem Sachsem, który nie tylko służył informacjami z pierwszej ręki, ale również zabierał aktorów na spotkania z prawdziwymi pacjentami. Efekt jest w większości przypadków niezmiernie dosłowny: oglądając ma się wrażenie, że pacjenci faktycznie zostali wybudzeni dopiero na planie filmowym.

 

Doskonała jest także rola Robina Williamsa, który spędził z doktorem Sachsem wiele czasu, przejmując jego sposób chodzenia, gestykulację i mimikę. Nie widziałem nigdy na oczy "oryginalnego" Sachsa, ale ten filmowy wydaje się bardzo dobrym odzwierciedleniem postaci opisanej w "Stale w ruchu" (autobiografii znanego neurologa). Jego osoba to mieszanina otwartości na wiedzę, ciekawości świata i odwagi w wynajdywaniu nowych dróg z lekką ciamajdowatością, brakiem pewności siebie i problemów w kontaktach z ludźmi.

 

Najbardziej jednak szokuje – to dobre słowo – kreacja Roberta De Niro. Moim osobistym zdaniem, jego odegranie objawów chorobowych deklasuje wszystkie inne role w jakie się dotąd wcielał. Nerwowe tiki, sposób mówienia i mimika twarzy, niepewne ruchy: naprawdę, De Niro przejął cechy pacjenta postencefalicznego wprost doskonale.

 

Co więc nie gra w tym filmie? Jak wspominałem na początku – nie wiem, czy jego odbiór będzie jednakowy u wszystkich ludzi, niezależnie od stopnia zaznajomienia z tematem chorób neurologicznych i postacią Olivera Sachsa. Reżyser Penny Marshall ma na koncie bardzo dużo znanych produkcji ("Duży", 1988, "Wszystkie wcielenia Tary", 2009), ale żadna nie dorównuje "Przebudzeniom" powagą tematyki. Owszem, jest tu sporo miejsca na komedię, ale jednak – być może ta "naukowa" strona filmu gubi się pod przewagą kina familijnego?

 

Niemniej, "Przebudzenia" to doskonały film, który mogę z czystym sumieniem polecić zarówno osobom zainteresowanym neurologią (z uwagi na doskonałą grę aktorów – pacjentów), jak tym lubiącym ciekawe historie pisane przez życie. A na koniec gratka dla miłośników filmowych smaczków: w "Przebudzeniach" swoją pierwszą rolę zagrał znany dziś wszystkim Vin Diesel. Spróbujcie go znaleźć!

 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

 

Podziel się!

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania:

Przebudzenia

Dodatkowe informacje:

Współpracujemy z: