Coś Za Mną Chodzi

Zwiastun:

Opis:

Protzner

Bardzo lubię takie filmy, które zaskakują. Nie fabułą, wykonaniem, grą aktorską czy efektami. Chodzi o coś innego. Lubię filmy, które zaskakują tym, że da się je oglądać, a człowiek się tego nie spodziewał.

 

Tak właśnie jest w przypadku "Coś za mną chodzi". To jeden z tych filmów, które ogląda się bez wielkiego entuzjazmu, po prostu dla zabicia czasu, a tu zaskoczenie: jest naprawdę niezły!

 

O co chodzi? Główna bohaterka, Jay, odbywa stosunek seksualny z niedawno poznanym chłopakiem. Okazuje się, że zaraz potem kochanek gdzieś znika, zostawiwszy po sobie dziwną klątwę... Dalej jest niby jak zwykle: grupa przyjaciół usiłuje pomóc Jay w tej dziwnej sytuacji, ale sami padają ofiarą nadprzyrodzonej siły, aż do momentu rozwiązania fabuły. No właśnie. Tu rodzi się pewien zgryz, bo rozwiązania sensu stricto nie ma.

 

Motyw klątwy wydaje się (choć wcale nie musi być) metaforą pewnych zachowań seksualnych. Skonsultowawszy swoją opinię ze zdaniem paru innych widzów, uzyskałem kilka różnych interpretacji, a to przecież o filmie świadczy wręcz doskonale. Jedni mówią, że widziane przez Jay zjawy są duchami osób molestowanych seksualnie, inni zaś, że to ostrzeżenie przed rozwiązłością. Byli też tacy, którzy twierdzili, że "klątwa" to po prostu wyjątkowo dziwna choroba weneryczna. Ja – przyznam szczerze – wolę jeszcze inne podejście, a mianowicie: nie wiadomo co to właściwie było. Aż do końca filmu i jakiś czas potem można sie nad tym zastanawiać i mieć z tego całkiem sporo radości.

 

Reżyserem tego ciekawego i mało znanego dzieła jest równie mało znany David Robert Mitchell, który na serwisie filmweb posiada całe trzy wpisy w dorobku artystycznym jako reżyser i scenarzysta (łącznie z "Coś za mną chodzi"). Żadnego z pozostałych filmów nie znam, ale jeśli to dopiero początek działalności Pana Mitchella, to jest to początek całkiem niezły.

 

Aktorzy również nie należą do czołówki popularności, co nie zmienia faktu, że poradzili sobie wcale nieźle. Odgrywająca główną rolę Maika Monroe cieszy się jak na razie famą aktorki dobrej, choć mało znanej, Keir Gilchrist znany jest z kilku młodzieżowych, niezbyt poważnych produkcji i wsławił się graniem ról ciamajdowatych nastolatków. O Danielo Zovatto w sumie nie wiadomo zbyt wiele, a gra całkiem nieźle. Jake Weary parę planów filmowych już widział – znamy go choćby z takiego hitu jak Zobeavers (przez uprzejmość nie przytaczam polskiego tłumaczenia), natomiast Olivia Luccardi jest kolejną aktorką o niewielkim stażu i dobrych rokowaniach. Generalnie – zbieranina ludzi, którzy prawdopodobnie swoje złote lata w karierze aktorskiej mają przed sobą.

 

Co więcej można powiedzieć? Warto wspomnieć o doskonałych ujęciach Mikea Gioulakisa (którego pracę oglądaliśmy już w "Angst" (2013), "John ginie na końcu" (2012) czy "The Vendors"(2005)), a także o muzyce Richa Vreelanda, który dotychczas nagrał jedynie utwory do dwóch gier komputerowych. Panowie doskonale się dobrali, tworząc w filmie ciężki klimat opuszczonego Detroit okraszony elektroniczną muzyką.

 

Generalnie, film można ocenić jako bardzo dobry. Fabuła miejscami kuleje – chodzi głównie o zachowania bohaterów. Na minus trzeba zaliczyć też lekką przewidywalność wydarzeń, ale nie jest to tak rażące jak mogłoby być.

 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

 

Podziel się!

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania:

Coś Za Mną Chodzi

Dodatkowe informacje:

Współpracujemy z: