Jurassic World

Zwiastun:

Opis:

Protzner

Filmy produkowane w USA – przy czym „produkowane" to najlepsze w tym kontekście słowo – straszą coraz niższym poziomem. Mam tu na myśli stanowiące pożywkę dla mas obrazy, będące powtórzeniem wciąż tych samych motywów, ubranych w coraz to inne odzienie. Coś jak lalki Barbie – każda ma inną sukienkę i fryzurę, ale pod spodem zawsze jest ten sam plastik. Nie chcę nikogo straszyć, ale podobną wizję „sztuki" filmowej ukazał Huxley w „Nowym Wspaniałym Świecie"... I nie była to zbyt wesoła wizja.

 

„Jurassic World" to dzieło niejakiego Colina Trevorrow, znanego z... W gruncie rzeczy nie znanego zbyt dobrze. Dotychczas nakręcił jeden pełnometrażowy film (w 2012 roku, „Na własne ryzyko"), by zaraz potem zabrać się za fabularną kontynuację genialnego „Jurassic Parku" Spielberga. Owszem, dwie poprzednie kontynuacje historii wyspy dinozaurów również nie powinny były ukazać się w świetle dnia, ale to, co uczynił Trevorrow przekracza dopuszczalne granice dobrego smaku.

 

Postać reżysera stanowi pewną zagadkę. Jak to się stało, że ktoś z – jakby na to nie patrzyć – skromną historią filmowych osiągnięć otrzmał zadanie nakręcenia megaprodukcji? „Na własne ryzyko" leży bardzo daleko od kinowych hitów, a do tego jest jedynym pełnometrażowym filmem nakręconym dotychczas przez Trevorrowa (swoją drogą, jednocześnie całkiem ciekawym). Jeszcze bardziej niepokojące wydaje się nazwisko reżysera widniejące przy planowanej na 2019 rok produkcji dziewiątej części „Gwiezdnych Wojen"...

 

O co chodzi w filmie? Fabuła jest zaskakująca i nowatorska: dinozaury wychodzą z klatek i zjadają ludzi! Ale ale, to nie wszystko. Okazuje się, że we wszystko zamieszana jest... amerykańska armia! Nikt się tego nie spodziewał, prawda? No, to teraz będzie najbardziej niespodziewana z niespodzianek – głównym zagrożeniem jest modyfikowany genetycznie organizm, który został stworzony specjalnie „pod publikę" parku... Dokładnie tak samo jak film, w którym występuje.

 

Głównymi bohaterami – znowu cliche – są dzieci, przypadkiem osamotnione w samym sercu parkowej głuszy, oraz treser dinozaurów (tak, właśnie tak) i jego niedoszła/przyszła (oczywiście) partnerka, zajmująca się... Czymś, co ma duży związek z działaniem parku. W każdym razie nic z tego co robi nie wychodzi, bo „natura znajdzie drogę", ale zabawnie jest patrzyć jak w kostiumie i szpilkach biega między drzewami, uciekając przed prehistorycznymi gadami.

 

I ja się pytam, dlaczego? Po co to kręcić? Dlaczego te dinozaury zachowują się tak, jakby do momentu przypadkowego wypuszczenia z klatki cały czas je głodzono? Dlaczego od razu rzucają się do radosnej rzezi na tłumie tratujących się wzajemnie ludzi? Nie jestem specjalistą od dinozaurów (nigdy na żywo nie widziałem), ale znane nam dziś zwierzęta raczej stronią od tłumów – nawet te drapieżne. No więc ponownie: dlaczego? Bo lud pragnie chleba i igrzysk, ot dlaczego. Chce więcej krwi, więcej przemocy i na koniec trochę nagości. Dokładnie tak, jak to było u Huxleya. Chcemy oglądać coś prostego i prymitywnego, a na końcu ukrzyżować wspólnego wroga i mieć wrażenie, że przekazano nam jakąś uniwersalną wartość.

 

Próbowałem spojrzeć na ten film jako czysto rozrywkowe widowisko. „Zbyt dużo oczekujesz od tego rodzaju filmów" – powiedział mi pewien znajomy i postanowiłem pójść za jego radą. Niestety, nawet jako czysty film akcji, „Jurassic World" wypada bardzo blado w porównaniu do takich produkcji jak „Avengers" czy „Mad Max". A te filmy właśnie z myślą o akcji powstały, więc wniosek jest oczywisty.

 

„Jurassic World" jest typowym przykładem filmu zrobionego na fali remakeów i kontynuacji. Tak, jakby nagle zabrakło pomysłów na nowe scenariusze, a publika była wciąż spragniona miałkiej papki. By pójść do kina na cokolwiek. Uprzedzam, jeśli ktoś lubi, albo wręcz – tak jak ja – jest fanem oryginalnego „Jurassic Parku", niech nie ogląda przedmiotu tej recenzji!

 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

 

Podziel się!

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania:

Jurassic World

Dodatkowe informacje:

Współpracujemy z: