Europa Report

Zwiastun:

Opis:

Protzner

I znów lecimy w kosmos

 

Film „Raport Europa" należy do tych, które przechodzą przez ekrany bez większego rozgłosu i są znane nielicznej rzeszy odbiorców. Nie zmienia to faktu, że jest obrazem interesującym, który z pewnością zwabi fanów science-fiction znudzonych hollywoodzkimi produkcjami kręconymi na podstawie oklepanych schematów.

 

Na nieznanych wodach

 

Reżyser „Raportu Europa" nie jest twórcą powszechnie znanym na Starym Kontynencie, mamy tu do czynienia ze swego rodzaju podwójnym debiutem: zarówno tematycznym, jak kulturowym. Dotychczas zajmował się filmami z fabułą osadzoną w Ekwadorze, nakręcił dwa filmy „Ratas, ratones, rateros" (1999, nominowany do nagrody Hiszpańskiej Akademii Sztuk Filmowych i do Nagrody Głównej festiwalu Slamdance) oraz „Cronicas" (2004, odznaczony Główną Nagrodą Jury na festiwalu Sundance). Później, w roku 2009 stworzył jeszcze jeden obraz - „Rabia" - również tematycznie odległy od kosmicznego science-fiction, które zobaczyć można w „Raporcie...".

 

Trzeba przyznać, że Sebastian Cordero poradził sobie z „przeskokiem" gatunkowym całkiem nieźle. Film nie jest wprawdzie wielkim dziełem, które zapamiętamy jako klasykę gatunku, ale ogląda się go bardzo przyjemnie.

 

Houston, mamy problem

 

Niestety, fabuła produkcji z 2013 roku nie ma w sobie wielu oryginalnych elementów. Mamy tu do czynienia z typową historią lotu kosmicznego, zmierzającego „tam, gdzie jeszcze nikt nie dotarł" - na księżyc Jowisza, tytułową Europę. Na miejscu, jak przewidują organizatorzy wyprawy, może istnieć życie. Co dalej? Chciałoby się powiedzieć, że to co zawsze: pojazd się psuje, ludzie muszą sobie poradzić, ginąc bohatersko (lub przypadkowo) w regularnych odstępach czasu. Fabularne cliche można jednak wybaczyć dzięki nietypowemu przedstawieniu akcji, o czym za chwilę.

 

Postaci – sześć osób lecących na pokryty lodem księżyc – to w gruncie rzeczy zestaw popularnych sylwetek znanych już z dziesiątek wcześniejszych filmów tego typu. Mamy granego przez Sharlto Copleya („Dystrykt 9", „Chappy") astronautę tęskniącego za domem, analitycznie myślącego technika (w tę rolę wcielił się znany z „Millenium" Michael Nyqvist) czy gotową poświęcić wszystko w imię nauki dr Katyę Petrovą (tu polski akcent: wcieliła się w nią Karolina Wydra). Każda z osób wypełnia swoją misję zgodnie z przewidywaniami, poświęcając życie za resztę załogi lub popełniając kolejne błędy w imię wyższych ideałów.

 

Co ciekawe, choć film skupia się głównie na samej podróży i domniemaniach dotyczących życia na księżycu Jowisza, oglądając go kibicujemy bardziej samym bohaterom niż osiąganiu ich celu. W pewnym momencie faktycznie zaczynamy się zastanawiać, ilu astronautów przetrwa, czy wrócą do domu, jak tego dokonają. Intrygujący motyw niezbadanego lądu odchodzi na drugi plan. A teorie dotyczące prawdopodobieństwa napotkania żywych organizmów na Europie nie są już dziś zaskoczeniem, fani s-f zdążyli się z nimi już dawno oswoić.

 

Dużym plusem jest brak typowego, hollywoodzkiego patosu i wielkiego finału. Końcówka nie stanowi wielkiego zaskoczenia, w gruncie rzeczy można się jej nawet spodziewać. Niemniej, zabieg przeprowadzony pod koniec filmu pozwala lepiej wczuć się w całą historię, powiedzieć sobie po cichu „tak, w sumie mogłoby to tak wyglądać". Nie ma wybuchów i dramatycznej ucieczki. Życie to nie bajka – zdaje się mówić autor, podając widzowi swój film.

 

Międzynarodowa misja

 

Aktorzy pochodzą z wielu odległych zakątków globu – podobnie jak odgrywane przez nich postaci. Taki dobór „załogi" daje bardzo pozytywny efekt, dzięki któremu wszystko wydaje się bardziej rzeczywiste. To w końcu międzynarodowa misja, więc na pokładzie znajdują się ludzie z każdego niemal kontynentu. Poza wymienionymi już wcześniej, zobaczymy też Rumunkę Anamarię Marnicę, Amerykanina Christiana Camargo oraz reprezentującego Azję Daniela Vu II.

 

Role odgrywane są poprawnie, nie ma wyraźnych, wybijających się ponad ogół charakterów, ale nie ma też aktorskich wpadek. Duży wpływ na odbiór ma prawdopodobnie sposób filmowania większości scen z pokładu, imitujący nagranie z kamer monitoringu lub przenośnych obiektywów montowanych na skafandrach kosmicznych. Podsumowując, uzyskano dobry efekt przy pomocy prostych środków. A takie zabiegi widzieliśmy już i doceniliśmy ich siłę w wielu filmach, na przykład „Blair Witch Project", „Rec", „Project Monster" lub „Paranormal Activity". Jak widać, sprawdza się też w przestrzeni kosmicznej.

 

Kosmiczne krajobrazy

 

„Raport Europa" został wykonany z dbałością o efekty wizualne. Przez większość czasu oglądamy wprawdzie ciasne wnętrze kosmicznego statku albo urywki wypowiedzi nagrywanych w studio na Ziemi, jednak fragmenty ukazujące przestrzeń kosmiczną lub powierzchnię tajemniczego księżyca są bardzo ładne. Jak przystało na produkcję podawaną widzowi w naszych czasach, film nie straszy niedociągnięciami technicznymi, brzydkimi efektami specjalnymi czy źle nagranym dźwiękiem.

 

Są też fragmenty, w których nawet bardziej wymagający odbiorca ucieszy się z ciekawie wykonanych zdjęć. Spacer po skutej lodem powierzchni satelity Jowisza to właśnie jedna z tych scen – krajobraz jest jednocześnie przerażający i pociągający, aż chciałoby się zobaczyć więcej. Oczywiście, skala jest zupełnie inna niż w wypadku superprodukcji z rodzaju „Interstellar", ale można odnieść wrażenie, że odrobina kosmicznej klaustrofobii dobrze wpływa na odbiór filmu. W porównaniu do niebotycznych krajobrazów przedstawionych przez Christophera Nolana, Europa oglądana z perspektywy pierwszej osoby zdaje się być o wiele bardziej tajemnicza i przytłaczająca.

 

Wszystko na swoim miejscu

 

Dzieło Ekwadorczyka można śmiało zaliczyć do naprawdę dobrych filmów science-fiction. Problem polega na tym, że „Raport Europa" nie zaskakuje. Brak tu oryginalnego pomysłu, nietypowego zwrotu akcji, zaskoczenia. To wszystko już było. Ile to już razy lecieliśmy w kosmos by napotkać coś, czego jeszcze nikt nie widział? Ile razy nasze statki psuły się po drodze, ile razy bohaterowie naprawiali je by cudem zakończyć misję?

 

Cały dramatyzm, tajemniczość i akcja filmu zawiera się w znanych od dawna motywach. Podano je w atrakcyjnej formie, ale wciąż – oglądaliśmy to już setki razy. Być może, gdyby ktoś podsunął panu Cordero odrobinę ciekawszy pomysł, mielibyśmy do czynienia z produkcją naprawdę wyjątkową.

 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

 

Podziel się!

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania:

Europa Report

Dodatkowe informacje:

Współpracujemy z: