13 Grzechów

Zwiastun:

Opis:

Power Metal Warrior

Ile to razy ktoś do nas dzwoni bo ma znakomitą ofertę, która ma nas uczynić bogaczami, ile to raz ktoś przedstawia nam nagrodę i sam profity jakie można uzyskać z grania w daną grę? Zjawisko często spotykane, ale czy dajemy się nabrać? To zależy czy są potrzebne pieniądze. Tutaj zaczyna się właściwie gra, bo co jesteśmy w stanie dla niej zrobić? Czy jesteśmy w stanie stać się inną osobą? Czy jesteśmy wstanie poświęcić swoje życie? Czy jesteśmy wstanie poświęcić innych dla osiągnięcia zysku? Czy jesteśmy wstanie się zgnoić, szacunek do życia dla pieniędzy? Dobry temat do rozważania, bo na co dzień można to zauważyć. Film „13 Grzechów" Daniela Stamma pod tym względem jest ciekawymi, bo temat jest wciąż na topie. Jedni sprzedają swoje ciało dla zysku, inny swoja osobowość, a inni łamią wszelkie prawa moralności i przykazania, byle tylko zdobyć pieniądze. Jednak czy można na tym motywie oprzeć historię i zrobić z tego dobry thriller/ horror?

 

Cóż „13 dzielnicy" autorstwa Daniela Stamma jest amerykańską wersją tajskiego filmu o takim samym tytule. Jest gorszy od pierwowzoru, ale mimo pewnych wad wciąga i jest dobrą rozrywką na późny wieczór. Atutem tego filmu jest ciekawa historia, bowiem mamy głównego bohatera, który jest życiowym nieudacznikiem. Elliot, którego gra Mark Webber jest sprzedawcą polis ubezpieczeniowych, ale bardzo kiepskim. Traci pracę, nie ma środków by utrzymać rodzinę, nie ma pieniędzy na utrzymanie upośledzonego brata, ale w końcu pojawia się światełko w tunelu. Pewnego dnia dzwoni do niego nie znajomy, który oferuje mu nagrodę za zabicie muchy. Elliot nie wiedząc w co się pakuje zgadza się. Tak rozpoczyna się jego gra, w której musi przejść 13 etapów i każdy jest o wiele cięższy od poprzedniego. Przypomina to fabułę „12 rund" z tylko tutaj nie ma motywu zemsty, zamiast psychopaty mamy tajną organizację, która działa od lat i ma na celu pokazania, że człowiek jest wstanie zrobić dla pieniędzy wszystko i jest wstanie się zmienić. Tak widać podczas filmu, że Elliot przechodzi przemianę i finał jest tutaj o dziwo smutny i dający do myślenia. Sama organizacja to bardzo ciekawy motyw filmu, szkoda że tak nie do końca pociągnięty i wyjaśniony. Aś się prosi na końcu o wyjaśnienie i opowiedzenie historii owej organizacji. Jak na film klasy b można przyznać, że aktorzy nawet się spisali, zwłaszcza Ron Perlman, ale on zawsze dobrze radzi sobie ze swoimi bohaterami. Też spodobała mi się rola Toma Bowera, który wciela się w Ojca Elliota. W tym filmie Daniel Stamm pokazał nieco inny styl reżyserowania aniżeli w „Ostatnich Ezgorcyzmach", ale dalej widać że czeka go jeszcze sporo nauki i rozwijania swoich umiejętności. Widać, że póki co jest rzemieślnikiem.

 

Znów amerykanie nie mogli powstrzymać, że od zrobienia swojej wersji jakiego zagranicznego filmu. Był „Ring", „Dark Water", „Oldboy" a teraz jest „13 grzechów". Nie mam nic przeciwko takim akcją, ale najważniejsze jest to, żeby to zrobić jak należy. 13 Grzechów przegrywa z oryginałem, ale na szczęście jako film sam w sobie się broni. Jest dobrze opowiedziana historia, jest solidne aktorstwo, które nie wzbudza irytacji no i jest dreszczyk emocji. Nie można narzekać na brak zwrotów akcji, nawet jest ukryte przesłanie, który tyczy się naszego stylu życia, to jak traktujemy nasze życie i że większość z nas by się poniżyło za odpowiednią kwotą. Daniel Stamm stworzył solidny thriller, który wciąga. Jest więc nadzieja, że jeszcze o nim usłyszymy.

 
Oceń ten artykuł
(1 głos)

 

Podziel się!

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania:

13 Grzechów

Dodatkowe informacje:

Współpracujemy z: